Ricardinho w odświeżonej wersji. Może być z niego pożytek
Weszło

Ricardinho w odświeżonej wersji. Może być z niego pożytek

Dawno temu grał w ekstraklasie skrzydłowy z Brazylii o pseudonimie Ricardinho. Przyszedł z pierwszoligowej Wisły Płock do Lechii Gdańsk, a było to w czasach, gdy biało-zielony walec dumnie reprezentowali tacy piłkarze jak Łukasz Surma, Paweł Nowak, Marko Bajić czy Aleksandr Sazankow. W 2013 roku Ricardinho zdecydował się jednak odejść z Gdańska i ruszył w trwającą trochę ponad pięć lat tułaczkę, głównie po Europie wschodniej. Jego powrót do Polski w gruncie rzeczy moglibyśmy określić mianem zaskakującego. Ale jeszcze bardziej zaskakujące jest to, że Brazylijczyk jest dziś wyraźnie innym zawodnikiem, niż wtedy gdy wyjeżdzał z Polski.

Ricardinho, którego pamiętamy z Lechii, to typowy skrzydłowy. Swoją grą raczej nie zwalał nas z nóg, ale był dość szybki i całkiem skuteczny. W sezonie 12/13 w dwudziestu siedmiu meczach strzelił siedem goli i zanotował dwie asysty, co śmiało możemy uznać za niezły dorobek. Tym bardziej że przez jakąś część sezonu nie nadawał się przecież do gry, co swego czasu bezbłędnie zdiagnozował Bogusław Kaczmarek (od 7:30)

Transfer do Sheriffa Tyraspol raczej nie był zadziwiający. Ot, potentat sportowo-finansowy na bardzo małym piłkarskim rynku wyciągał wyróżniającego się zawodnika ze średniego klubu ekstraklasy, którego skusił trochę większymi pieniędzmi. Normalka. Nie spodziewaliśmy się jednak, że Ricardinho w Mołdawii rozhula się na tyle, że stanie się najlepszym zawodnikiem tamtejszej ligi, zostając nawet dwa razy królem strzelców i trafi stamtąd do Crveny Zvezdy czy FK Tosno, z którym w ostatnim sezonie sięgnął po Puchar Rosji.

Czas, który Ricardinho spędził poza Polską, jest jednak istotny z innego powodu. Grając w Serbii, Rosji, ale przede wszystkim w Mołdawii i Zjednoczonych Emiratach Arabskich Brazylijczyk przeszedł znaczącą metamorfozę. Z klasycznego skrzydłowego stał się przyzwoitym napastnikiem. Czasem grał jako ten najbardziej wysunięty, czasem był drugim do pary, ale przenosiny do ataku ogólnie wyszły mu na dobre. – Grałem w wielu krajach i na różnych pozycjach, zawsze starałem się być profesjonalistą. Wszędzie, gdzie byłem, udało mi się czegoś nauczyć. Zaczynałem na skrzydle, ale z czasem przeszedłem do ataku i wtedy też zostawiałem po sobie dobre wrażenie – mówił tuż po transferze do Tosno.

Rosyjski etap kariery napastnika Wisły Płock ogólnie nie był jednak zbyt udany. Ricardinho wracał wówczas po kontuzji, która nie pozwoliła mu rozwinąć skrzydeł w Serbii, ale warunki, w jakich nagle się znalazł, nie sprzyjały odbudowywaniu dawnej formy. Tosno zmagało się bowiem z olbrzymimi problemami finansowymi, piłkarze nie otrzymywali regularnie pieniędzy, a premii za zgarnięcie krajowego pucharu pewnie nigdy nie zobaczą. Brazylijczyk na łamach rosyjskich mediów nigdy nie poruszał tego problemu, o klubie wypowiadał się raczej dobrze, ale na boisku prezentował się mocno przeciętnie. Trenerzy wystawiali go zarówno na boku pomocy, jak i w ataku, ale niezależnie od pozycji zawsze coś było z nim nie tak.

Wisła, podpisując z nim od razu dwuletni kontrakt, trochę więc zaryzykowała i, choć jest jeszcze za wcześnie, aby definitywnie to przesądzać, wiele wskazuje na to, że ryzyko się opłacało. Już pal licho to, że atak „Naficarzy” złożony wyłącznie z duetu Zawada-Angielski był śmiechu warty. W osobie Brazyliczyka płocczanie dostali zawodnika, którego tak bardzo potrzebowali po odejściu Kante. Kogoś, kto nieźle czuje się z piłką przy nodze, potrafi odnaleźć się w bocznych sektorach boiska, a do tego ma ciąg na bramkę, co Ricardinho pokazał chociażby w akcji, po której strzelił gola z podania Szymańskiego.

Stawiamy, że jeśli obejdzie się bez problemów zdrowotnych, to brazylijski napastnik sezon zakończy z dorobkiem przynajmniej podobnym do tego, którym w poprzednich rozgrywkach popisał się Kante. Na razie trochę brakuje mu ogarnia i czucia piłki, bo sytuacja, w której przejął piłkę po błędzie Loski, musiała skończyć się trafieniem numer dwa, ale to wkrótce powinno się zmienić. Ricardinho będzie pewnie grać bardzo dużo, bo rywali walczących z nim o miejsce w składzie ma słabych, a przede wszystkim, co potwierdził głównie w Mołdawii, potrafi strzelać gole. Niewykluczone więc, że w Płocku będą mieli z niego sporo pociechy.

Fot. newspix

KOMENTARZE (9)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
technojezus
technojezus

Taka ciekawostka.
Jak jeszcze grał w Sheriffie i zdobył tam króla strzelców to interesowała się nim Legia.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Legia co roku „interesuje sie” prawie setka pilkarzy (wiele klubow ma rozbudowana liste „obserwacji”), dodatkowo czasami kupuje/wypozycza pilkarzy spoza listy.
Co z tego ma wynikac?

Poznaniak

Z zajebistej akademii

technojezus
technojezus

To z tego że podałem to jako ciekawostkę i było o tym pisane na głównych portalach dotyczących Legii.Chyba wiesz że na tego typu stronach nie piszą ,,o setkach piłkarzy” jakimi się interesuje dany klub, tylko piszą o tych którzy mogą realnie dołączyć do klubu.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

technojezus
technojezus

Niestety muszę cię zasmucić.
Legia została przecwelona przez Sheriffa kiedy już Ricardinho nie było.
Reprezentant Czech doszedł po spadku z LM do LE.
Czupa czups dołączył jeszcze za Lesniodorskiego.

KręciNasZdzisek
KS Nadstal Krzaki Czaplinkowskie

5 lat temu zaledwie. A Nawałka jak z czasów prezydentury Wałęsy. Tylko wówczas mówił bardziej do rzeczy.

Vooyek_Zbooyek

Byle mu zdrowie dopisało, bo Zawada i Angielski to ogórki.

Nie chcę się czepiać, ale...

Rysiek dawał radę jak partnerował Razackowi. Jak Razack odszedł i zaczęto oczekiwać od Ricardinho, że weźmie na siebie ciężar liderowania, to wyglądało to tak sobie. Co nie zmienia faktu, że Mołdawianie wykupili go za kwotę odstępnego i Lechia nie miała nic do gadania w sprawie jego odejścia. Swoją drogą, ciekawostka: do czasów Vanji Rysiek był najdroższym piłkarzem sprzedanym przez Lechię.

wpDiscuz