W Poznaniu trwa tydzień portugalski
Weszło

W Poznaniu trwa tydzień portugalski

Lech po raz trzeci w przeciągu tygodnia urywa się ze stryczka golem w ostatnich minutach. Najpierw Trałka uratował Kolejorza przed dogrywką w Armenii, później Tiba półprzewrotką dał trzy punkty w Płocku, a dziś debiutant Amaral zdobył wyrównującą bramkę na wagę – być może – awansu. Szachtior Koniec Świata Soligorsk też swojego gola strzelił. A raczej sam strzelił w jego imieniu Jasmin Burić.

Grzegorz Skwara w swoim legendarnym wywiadzie mówił „Niech pan zapyta bramkarza, niech pan zapyta Foszmańczyka, niech pan zapyta tych innych, kurwa, chłopaków…”. W meczu Lecha Poznań z Szachtiorem Soligorsk Foszmańczyka na boisku nie było. Był za to bramkarz. I to bramkarz, który znów dał ciała. Ostatni raz takiego klopsa Buricia pamiętamy tak dobrze, jakby to było w niedzielę. Bo to było w niedzielę. Bośniak wyszedł do dośrodkowania, które przefrunęło obok niego i Merebaszwili wbił piłkę do pustej siatki. W Soligorsku Burić nie musiał nawet wybiegać z bramki. Wystarczyło, że przepuścił strzał frunący prosto w niego.

Lech do tego momentu przeważał. Ba, posuniemy się nawet do stwierdzenia, że dominował. To on miał piłkę, to on częściej strzelał, to on dyktował przebieg meczu. Gytkjaer trafił w słupek po ładnym strzale z półobrotu, centrostrzałem postraszył Kostewycz, z dystansu szczęścia próbował de Marco. Czekaliśmy po prostu na gola, który przypieczętowałby przewagę lechitów. Do przerwy Białorusini nie oddali przecież choćby jednego celnego strzału. A najgroźniejszą sytuację mieli po tym, jak… Burić wypuścił z rąk dośrodkowaną piłkę. Na szczęście dla niego sędzia asystent podniósł w tej sytuacji chorągiewkę, a główny odgwizdał spalonego.

Przyjemnie oglądało się to spotkanie w białoruskiej telewizji. Komentatorzy wspominali gole Roberta Lewandowskiego, snuli opowieści o europejskich podbojach Siergieja Kriwca i wreszcie mogliśmy się poczuć, jak ktoś ważny na europejskiej arenie. Może i stadion Szachitoru wyglądał jak ten GKS Katowice i to kilkanaście lat temu. Może jakość transmisji przywoływała czasy początków Canal+ w Polsce. Ale jednak chwalili polską kapelę!

Kolejorz przegrywał, a trener Djurdjević spoglądał w kierunku ławki. Tam jego wzrok znalazł żywy milion euro – Joao Amarala, który ledwie tydzień temu przyjechał do Poznania. No, ale lepszy on, niż nikt. Szczególnie, że na boisku biegał już inny milion euro w postaci Pedro Tiby. To co – dwa miliony w europejskiej walucie nic nie wymyślą? Jasne, że wymyślą!

Na dwie minuty przed końcem meczu Tiba idealnym podaniem w tempo obsłużył Amarala, ten płaskim strzałem puścił piłkę obok bramkarza i Lech został uratowany.

Cenny remis na białoruskiej ziemi! Dobry wynik w kontekście rewanżu!! Kolejne punkty do rankingu UEFA!!!

Ale tak poważnie – spodziewaliśmy się, że Szachtior będzie poważniejszym rywalem. Robiła wrażenie ich postawa w lidze białoruskiej, mieli za sobą świetną serię bez straty bramki, u siebie grali ponoć bardzo pewnie. A dostaliśmy ekipę, która może ze dwa razy stworzyła jakiekolwiek zagrożenie pod polem karnym Kolejorza i to głównie dzięki Buriciowi. Lech wciąż jest za wolny w środku pola – Jevtić świetnie zagrywa tylko ze stałych fragmentów gry, Makuszewski próbuje szarpać, Kostewycz jest po prostu jednym wielkim chaosem, a Radut… Nie, zostawmy go, nie chcę nam się dzisiaj nad nim pastwić, przyjdzie jeszcze okazja.

Powiewem świeżości jest Tiba, ale on sam ze sobą nie rozklepie rywala. Dzisiaj dał świetną asystę przy golu na wagę awansu (?), w niedzielę sieknął zwycięskiego gola w Płocku. A Amaral wszedł i przywitał się bramką – oby nie skończy jak Nicki Bille, które debiutował w ten sam sposób. W Poznaniu trwa właśnie tydzień portugalski.

A władze klubu mają twardy orzech do zgryzienia. Okazało się, że kupowanie drogich piłkarzy może przynieść nieoczekiwane efekty w postaci tworzenia przez nich okazji i zdobywania bramek. To kompletnie wywraca do góry nogami ideologię Lecha, w której nigdy nie mieściło się wydawanie pieniędzy.

Szachtior Soligorsk – Lech Poznań 1:1 (0:0)

Elis Bakaj (53′) – Joao Amaral (89′)