Cholera, jak boli! Górniku, jak mogłeś to przegrać?
Weszło

Cholera, jak boli! Górniku, jak mogłeś to przegrać?

Nie tak dawno lały nas drużyny szwedzkie i potem pojawiło się na polskich boiskach kilku piłkarzy z tamtych rejonów. W sprowadzaniu Słowaków prochu już nie wymyślimy, bo cały czas to robimy, ale fakty są takie, że przedstawiciele ligi postrzeganej raczej jako dostarczyciel niezłych grajków do Polski, teraz piorą nas w pucharowych eliminacjach, więc może zacznie się jeszcze większe drenowanie terenów zza południowej granicy. We wtorek w papę od Spartaka Trnawa dostała Legia, dwa dni później w dobrych humorach do domu wrócą zawodnicy AS Trenczyn, którzy wygrali w Zabrzu.

W tym przypadku pewnym pocieszeniem jest to, że można mieć jakąś nadzieję przed rewanżem. Równie dobrze to Górnik mógł wygrać, oglądaliśmy mecz na styku. Rywale zdawali się prezentować styl gry idealny dla podopiecznych Marcina Brosza. Nastawienie na ofensywę, chwilami trochę radosnej twórczości, wysoko ustawiona defensywa, która popełniała sporo błędów. Moglibyśmy wyciągnąć kilkanaście akcji, w przypadku których aż się prosiło, żeby rozwiązać je lepiej. Czasami wystarczało jedno podanie za plecy defensywy gości, żeby zrobiło się niezwykle groźnie.

Niestety, ani razu nie dało to gola. Nadal krew nas zalewa, gdy na przykład wspomnimy kontrę 3 na 1 z pierwszej połowy, w której Szymon Żurkowski nie potrafił dobrze dograć do któregoś z Hiszpanów z ataku. A już zbliżamy się do wylewu, kiedy jeszcze raz oglądamy, jak Daniel Smuga nie trafia do pustej bramki po podaniu Jesusa Jimeneza. Ok, piłka nie toczyła się idealnie, rywal starał się przeszkadzać, ale w takich sytuacjach po prostu nabiega się na piłkę całym sobą, robi wślizg i kontrola jest dużo większa. Danielu, sami swego czasu przerabialiśmy to na orlikach. Sprawdzone. Zapamiętaj.

Do tego o pomstę do nieba woła postawa sędziego, który w drugiej połowie odgwizduje absurdalną pozycję spaloną wychodzącemu sam na sam Igorowi Angulo. Tomasz Loska wybił piłkę, przeszła ona nad wyskakującym Jimenezem i Angulo powinien pędzić na spotkanie z Igorem Semrinecem, gdyby nie fińscy przebierańcy z gwizdkami i chorągiewkami. Obaj Hiszpanie byli na własnej połowie, nie mogło być spalonego. To przecież absolutne podstawy, abecadło. Nawet w trzeciej lidze papuaskiej takie błędy byłyby skandalem.

Żeby jednak nie wpaść zbyt mocno w usprawiedliwiające tony: Trenczyn swoje zrobił. Długo zagrożenie stwarzał tylko po niecelnych strzałach z dystansu, ale z czasem stał się konkretniejszy. Po zgrabnej kontrze Abdul Zubairu jeszcze pojedynek z Loską przegrał. W 39. minucie bramkarz zabrzan już nic nie mógł zrobić. W zamieszaniu w polu karnym Hamza Cataković miał koło siebie trzech zawodników Górnika, a i tak zdołał odegrać do niepilnowanego Philipa Azango, który ładnie wszystko wykończył. Po zmianie stron Loska świetnie spisał się, broniąc uderzenie głową Jamesa Lawrence’a.

Jeżeli Górnik chce jeszcze powalczyć, nie może mieć w obronie tak słabych punktów jak Adam Wolniewicz i Przemysław Wiśniewski. Wolniewicz ciągle się spóźniał, Azango zamiatał nim podłogę. Wiśniewski jest cholernie niepewny, źle się ustawia, ma braki koordynacyjne. Jeżeli trzeba zrobić coś więcej niż wypieprzenie piłki byle dalej, dla niego zaczynają się schody. Wzmocnienia w defensywie są niezbędne i podobno w Zabrzu cały czas ich szukają.

Szukać mogą już również pieniędzy na zapłacenie kar.

To już inny Górnik niż w zeszłym sezonie, na dziś potencjał ma dużo mniejszy, ale i tak niedosyt jest olbrzymi. Może jeszcze coś fajnego wydarzy się na Słowacji, bo trudno zakładać, żeby Trenczyn potrafił się zamurować na własnej połówce. Nie ta filozofia futbolu, można z tego skorzystać.

Górnik Zabrze – AS Trenczyn 0:1 (0:1)
0:1 – Azango 39′

Fot. newpsix