Polowania na foki? Kompletnie tego nie rozumiem
Weszło Extra

Polowania na foki? Kompletnie tego nie rozumiem

Dlaczego zajęła się badaniami fok i morświnów? Z jakimi problemami boryka się Stacja Morska? Co powinniśmy robić, gdy spotkamy fotkę? Czego nie robić, jeśli zobaczymy dużego ssaka wodnego na plaży? Dlaczego rybacy nie lubią fok? Jakie tajemnice kryje ocean i morze? Jakie straty ponoszą rybacy przez foki? Czy foki hodowlane męczą się na pokazach dla ludzi? Dlaczego zginęła foka Krysia? Jak groźne mogą być woreczki plastikowe wrzucone do morza? Co powinniśmy zrobić, by zakończyć konflikt rybaków z fokami? Dlaczego nie powinniśmy wprowadzać odstrzału fok? O tym wszystkim opowiada nam dr. Iwona Pawliczka, kierownik Stacji Morskiej im. Profesora Krzysztofa Skóry.

Jak długo zajmuje się pani badaniami na temat foki szarej?

W Stacji Morskiej, która jest terenową placówką Uniwersytetu Gdańskiego, pracuję od ponad 20 lat. Fokarium, które prowadzimy, jest tylko częścią Stacji, ale jedyną udostępnioną publicznie i dlatego często utożsamianą z całą placówką. Chciałabym jednak podkreślić, że realizujemy wiele innych projektów dotyczących morskiego środowiska, a fokarium służy nam do badań fok i do edukacji na temat Bałtyku.

Trzeba przyznać, że to oryginalna praca. Skąd się wzięły u pani takie zainteresowania?

Już na studiach oceanograficznych interesowały mnie wyłącznie duże zwierzęta morskie. Wzięły się z najwcześniejszych lat mojego życia, dzięki podróżom po morzach i oceanach z moim tatą, który  pracował w marynarce handlowej i miał możliwość od czasu do czasu zabierania ze sobą rodziny. Zakochałam się w morzu, tym wszystkim, co w sobie kryje i jego tajemnicami, dlatego nie wyobrażałam sobie, by nie wiązać swojej przyszłości z tą profesją. Chciałam badać ssaki morskie i dowiedzieć się o nich jak najwięcej. W Stacji Morskiej udało mi się zainteresować tym tematem jej założyciela, profesora Krzysztofa Skórę, i już w czasach studenckich udało się nam wspólnie wydać pierwszą publikację, która była poświęcona morświnom. Kiedy zaczęłam pracować w Stacji, kontynuowałam badania morświnów, będących gatunkiem krytycznie zagrożonym w Bałtyku, a także zaczęłam zajmować się głównie fokami.

Udało się rozwikłać wszystkie tajemnice?

Ocean i morzą kryją w sobie tak wiele tajemnic, że nie jest to możliwe. Dla przykładu mogę panu powiedzieć, że mieliśmy problemy ze zliczeniem morświnów bałtyckich, ponieważ żyje ich już w Bałtyku bardzo niewiele. Próby zastosowania tradycyjnych metod liczenia nie przynosiły rezultatu, dlatego zastosowaliśmy podwodne „lornetki”, czyli hydrofony wraz ze specjalnym przystosowaniem do rozróżniania i nagrywania morświnowych dźwięków. Tak więc nasze podwodne urządzenia na morświny nie patrzą, tylko nagrywają ich odgłosy, na podstawie których można policzyć, ile ich jest. Takich problemów i tajemnic jest cała masa, a badania morskie są logistycznie trudne i niestety drogie.

Ile ich jest?

W Bałtyku jest około 500 osobników. Fok szarych jest natomiast minimum 30 000. Nadal to jednak liczba dużo mniejsza niż na początku XX wieku. Wówczas Bałtyk zamieszkiwało około 100 000 fok.

W helskiej Stacji działania dotyczące fok zaczęły się od foki o imieniu Balbin.

Historię znalezienia i pierwszych lat życia Balbina znam z opowieści, bo jego kariera w Stacji rozpoczęła się wcześniej niż moja. Jako foczy osesek znaleziony był na helskiej plaży w 1992 roku. Wychowywał się pod opieką pracowników Stacji Morskiej. Ta foka zainspirowała szefa Stacji do tego, by zainteresować się losem tego gatunku. Od czasów powojennych foka szara na plaży była wielkim wydarzeniem, o którym donosiły media. Po znalezieniu Balbina rozpoczęto projekt, który był kontynuacją projektu wcześniej realizowanego w Szwecji. Miał on na celu odtworzenie tego gatunku w południowym Bałtyku. Balbin pięć lat czekał na przeprowadzkę do fokarium, gdzie wspólnie z innymi już fokami mógł budować również wiedzę o swoim gatunku w społeczeństwie. Cel powstania tego obiektu, poza projektem reintrodukcji, był także taki, żeby nauczyć społeczeństwo, że foka szara jest naturalnym składnikiem ekosystemu Bałtyku i spotkanie jej na plaży  jest czymś naturalnym, tak samo jak spotkanie wiewiórki w parku albo sarny w lesie. Organizujemy w fokarium prelekcje i różne wystawy, by każdy, kto nas odwiedzi, opuścił obiekt z podstawową wiedzą.

Fokarium w Helu

fot. newsPix

Nie każdy miał okazję odwiedzić fokarium, dlatego proszę opowiedzieć, jak powinniśmy się zachowywać, gdy zobaczymy fokę na plaży.

Pamiętajmy, że foka na plaży jest u siebie. To są zwierzęta wodnolądowe, które większość czasu spędzają w wodzie, ale potrzebują również odpoczynku na lądzie. Oprócz odpoczynku ląd niezbędny jest im dla rozrodu i linienia. Właśnie wtedy potrzebują kilku tygodni spokoju. Pamiętajmy, że to dzikie zwierzę i jeśli się do niej zbliżymy za bardzo, najczęściej po prostu ucieknie. Jeśli nie ucieknie to znaczy, że jest zbyt słaba lub chora i może potrzebować pomocy. Przede wszystkim więc nie należy zbyt blisko podchodzić.

Jeśli chcemy fokę poobserwować, to najlepiej położyć się na piasku i spokojnie oglądać, co robi. Można wtedy przeżyć naprawdę fajne chwile, bo nie zawsze trafia się okazja, by obserwować dzikiego drapieżnika. Natomiast jeśli podejdziemy zbyt blisko, foka będzie się broniła i może ugryźć, a ma bardzo ostre kły i potrafi zranić dotkliwie. Trzeba o tym informować, bo ludzie czasami wpadają na tak absurdalne pomysły, żeby zrobić sobie zdjęcie z foką lub zepchnąć ją do wody. Po prostu myślą, że te ssaki nie mogą żyć bez wody.

Po czym zaobserwować, że foka jest chora?

Jeśli foka się nie rusza albo nie reaguje na otoczenie, to oznacza, że jest chora albo mamy do czynienia ze starym osobnikiem. W takich przypadkach prosimy o kontakt z nami. Druga sytuacja, w której prosimy o telefon, to gdy zobaczymy foczego malucha, czyli takiego w białym futerku. Taki niemowlak potrzebuje opieki matki i najwyraźniej stracił z nią kontakt. W takich wypadkach zabieramy taką fokę do siebie i uczymy ją samodzielnego życia.

Jako Stacja Morska współpracujemy z Błękitnym Patrolem WWF, to jest grupa wolontariuszy, z którą mamy bezpośredni kontakt. Gdy coś się wydarzy na plaży, kontaktujemy się z danym odcinkiem wybrzeża i oni pojawiają się na miejscu najszybciej jak to możliwe. Zdają nam raport i wtedy wspólnie działamy dalej.

Na czym polegają badania, którymi się zajmujecie?

Robimy badania populacyjne, które pozwalają nam poznać parametry życiowe tych zwierząt. Wykonujemy również badania toksykologiczne, parazytologiczne czy badania diety, pozwalające określić, czym żywią się foki w danym wieku. Badane parametry mają na celu zbudować obraz kondycji zdrowotnej populacji. Nasze działania są oczywiście ograniczone do tych aspektów, na które udaje się nam otrzymać dofinansowanie.

Dzięki takim badaniom popyulacyjnym wiemy na przykład, że na południowym Bałtyku głównym składnikiem pokarmowym fok są śledzie i szprotki. Mamy również wiedzę, że foki są szczuplejsze niż 20 czy 30 lat temu. Generalnie takie badania są długie i żmudne, dlatego na wyniki czasami trzeba poczekać.

Wyleczone foki wpuszczacie do Bałtyku i zapominacie o nich czy wszczepiacie im GPS i obserwujecie?

Jeżeli fokę uda się uratować, to przyklejamy jej transmiter satelitarny i każdy może śledzić jej dalsze losy na naszej stronie w zakładce „Śledzimy nasze ”, w którą można wejść i zobaczyć na mapce, skąd dany osobnik nadaje sygnały.

Na podstawie tej technologii możecie określić, że z foką dzieje się coś złego i trzeba interweniować?

Jedynie możemy zobaczyć, że sygnał jest nadawany przez długi czas z tego samego miejsca. W takich okolicznościach prawdopodobnie coś się foce stało albo straciła transmiter w niewyjaśnionych okolicznościach.

Dużo czasu trzeba poświęcić, żeby foki nauczyły się wszystkich sztuczek, które możemy zaobserwować w fokarium?

Nie nazwałabym tego robieniem sztuczek, bo coś takiego od razu kojarzy się z tresurą. Natomiast foki poddawane są tzw. treningowi medycznemu. Robimy to po to, aby miały do nas zaufanie i poddawały się dobrowolnie i bezstresowo koniecznym zabiegom higienicznym czy kontrolom medycznym, które od czasu do czasu trzeba wykonywać. Oczywiście elementem treningu jest także zabawa, która jest dla zwierząt atrakcją w środowisku hodowlanym. Foki bardzo lubią zabawy i są podczas nich bardzo interaktywne.

Podstawą tego treningu jest tzw. pozytywne wzmocnienie, czyli nagradzanie. Jedyną karą, jeśli w ogóle to można tak nazwać, jest brak nagrody. Jeśli foka nie ma akurat ochoty, to nie bierze udziału w treningu. Wszystkie prawidłowo wykonane czynności nagradzane są rybami, pieszczotami albo nawet jakimś gestem pochwalnym. Mówimy o naprawdę dużych ssakach wodnych, więc trzeba znaleźć sposób, aby im zapewnić dobrostan w hodowli.

Ludzie i gwar im nie przeszkadzają?

Zupełnie im to nie przeszkadza. One są do gwaru przyzwyczajone, a jeśli im coś przeszkadza chowają się pod wodę. Czasami mam wrażenie, że uwielbiają popisywać się na treningach, by ludzie klaskali i się cieszyli.

Foki z takiej hodowli poradziłyby sobie w Bałtyku?

Nie sądzę, zbyt są przyzwyczajone do człowieka i mają za duże zaufanie – przez lata współpracy z nami straciły instynkt każący im traktować człowieka jako zagrożenie. Jeśli ten nie stanowiłby dla nich żadnego zagrożenia, to miałyby szansę, bo z polowaniem na ryby nie mają problemu. Na to bym jednak nie liczyła, bo niekoniecznie wszyscy są do nich pozytywnie nastawieni.

Właśnie, jak już jesteśmy przy ludziach, to w 2001 roku w fokarium zginęła foka Krysia, która w żołądku miała 693 monety. Co zrobiliście, by takie coś już się nigdy nie wydarzyło?

Byliśmy wtedy bardzo zaskoczeni, bo Krysia do chwili zgonu nie wykazywała żadnych objawów, które sugerowałyby, że coś z nią jest nie tak. Miała apetyt i wszystko wydawało się w porządku. Rano znaleźliśmy ją jednak martwą na brzegu basenu. Po przestudiowaniu zapisów z monitoringu dowiedzieliśmy się, że wyszła z wody i niedługo potem umarła.

Już przed tym wydarzeniem wiedzieliśmy, że ludzie wrzucają monety do basenu. Prosiliśmy na każdej prelekcji, by tego nie robić, ale mówienie nie poskutkowało. Po śmierci Krysi zastanawialiśmy się , co zrobić, by uniknąć takich przypadków z innymi fokami. Do głowy przyszedł nam mały basenik bez fok, do którego można by wrzucać monety. Zdecydowaliśmy się jednak na specjalną skarbonkę, podpatrzoną w jednym z supermarketów, która symuluje układ słoneczny, a monety wrzucane do niej odzwierciedlają planety. Był to bardzo dobry wybór, bo momentami mam wrażenie, że ta skarbonka przyciąga ludzi bardziej niż foki. Poza tym powiesiliśmy również plakaty ostrzegające przed konsekwencjami, wrzucania do basenów monet. Wydaje mi się, że ten problem udało się opanować.

W basenach z monitoringiem można zadbać, by nikt nic nie wrzucał, ale przecież do morza ludzie wyrzucają co popadnie. Podobno od plastikowych woreczków giną morskie żółwie i delfiny.

Niestety to prawda. Trafialiśmy na foki, które miały w żołądku na przykład torebkę foliową. Zresztą nie chodzi tylko o foki, ale także inne organizmy, które zjadają bądź zostają uwięzione w różnych plastikowych elementach, dryfujących w wodzie. Zdarza się, że młode zwierzę włoży głowę w plastikowe śmieci, a później rośnie z taką plastikową pętlą na szyi, co ostatecznie kończy się śmiercią z powodu odniesionych ran. Ptaki często zjadają elementy plastikowe. Poza tematem makroplastików dochodzi również temat mikroplastików, które powszechnie wchodzą w skład choćby wielu kosmetyków, ale powstają także na przykład z butelek plastikowych, „zmielonych” ruchem  fal o morskie dno. Te drobne okruchy dostają się do toni wodnej, a następnie do łańcucha pokarmowego. Nie wrzucajmy więc niczego do morza, bo to jest naprawdę ogromny problem.

Foki niestety giną nie tylko przez bezmyślne zachowanie człowieka, ale także przez działania umyślne. W ostatnim czasie głośno było o fokach, które zostały okrutnie zabite. Pojawiło się wiele głosów, że to sprawka rybaków. Pani też tak uważa?

Nie mam żadnych dowodów, by tak uważać. Mam nadzieję, że dostanę odpowiedź od policji, która prowadzi śledztwo w tej sprawie. Trudno mi sobie wyobrazić, by człowiek spacerujący po plaży łapał fokę, a następnie uderzał ją czymś ciężkim w głowę i rozpruwał jej brzuch. Takie postępowanie,  jak przyznają sami rybacy, służy pozbywaniu się śladów po tzw. przyłowie w sieci rybackie, dlatego są takie domysły. Pozostaje mieć nadzieję, że winnego znajdzie policja.

Parę dni temu znaleziono również morświna z rozciętym brzuchem. To była śmierć naturalna?

Miał rozcięty brzuch, ale nie wiemy, czy to się wydarzyło już po zgonie, czy może było jego przyczyną. Takie przypadki, w których  ewidentnie człowiek przyczynił się do śmierci zwierząt, zgłaszamy każdorazowo na policję. Poza informowaniem o takich wydarzeniach, cała reszta już nie zależy od nas.

Przyłów to zjawisko występujące podczas połowów rybackich. Na pewną skalę jest to tolerowane. Jednak taka przypadkowa śmierć osobników z gatunków chronionych jest wielką stratą dla ich populacji i może przyczynić się do jej przeżycia. Staramy się to uświadamiać ludziom… Rybacy stosują tzw. sieci skrzelowe, które w wodzie tworzą ściany przegradzające toń morską, w której żyją ssaki morskie, ptaki czy ryby nie stanowiące celu połowu. Są one niewidoczne, bo robione z bardzo cienkiego materiału. Najniebezpieczniejsze dla ssaków morskich sieci mają duże oczka, w które pysk morświna czy foki mieści się na tyle, że powoduje uwięzienie i niemożliwość wydostania się z sieci na powierzchnię. Morświn posługuje się echolokacją w wodzie, która jednak nie zawsze pomaga mu wykryć taką niewidzialną przeszkodę. Natomiast jeśli chodzi o foki, to głównie tam wpadają młode osobniki, które są ciekawe wielu rzeczy i nie są jeszcze świadome niebezpieczeństw.

Foki również wyjadają ryby z sieci.

Tak, ale to zupełnie inna sprawa. Oczywiście, że wyjadają i właściwie to nie ma się czemu dziwić. W końcu tyle ryb uwięzionych bezpowrotnie w sieci przypomina leśny paśnik. Mogą się tam najeść do woli, bo mają absolutnie wolny dostęp do swoich ofiar. Czasami wyjadają najlepsze kąski albo po małym kawałku z każdej ryby. Dla fok taka sieć bogata w ryby stanowi nie lada ucztę, ale niestety czasem źle się dla nich kończy, gdy zaplątują się w tę sieć i w niej giną.

Foki powodują aż tak drastyczne szkody finansowe dla rybaków?

Z tego, co wiem, rybacy składają wnioski do Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej i domagają się odszkodowań. Podobno planowane jest uruchomienie systemu odszkodowań. Odszkodowania nie są jednak długotrwałym rozwiązaniem tego konfliktu. Jedynie zmiana narzędzi połowowych mogłaby coś zmienić.

Nie możemy skopiować techniki połowu od państw skandynawskich? Tam stosują klatki dorszowe.

Niekoniecznie musimy kopiować w stu procentach. Być może warunki na naszych łowiskach są takie, że powinniśmy wypracować swoje narzędzia. Na przykład na bazie stosowanych u nas narzędzi pułapkowych. Na razie jednak rybacy nie przetestowali nawet znanych z innych rejonów Bałtyku konstrukcji, ale już słychać głosy, że w polskich wodach to nie będzie działało. Cóż, należałoby chyba najpierw sprawdzić, a dopiero później wydawać takie osądy. Foki swojego zachowania nie zmienią, mogą to zrobić rybacy, jeśli chcą czerpać korzyści finansowe z eksploatacji naturalnych zasobów. Obecne techniki połowowe wręcz zachęcają te zwierzęta, by podjadać z sieci. Dlaczego mają omijać sieci, w których jest pełno ryb ?

Nie można zamontować do sieci czegoś, co odstrasza foki?

Próbowano testować tzw. akustyczne odstraszacze dla fok, ale doświadczenia naszych północnych sąsiadów nie dało spodziewanego rezultatu. Jak mówią dopóki foka nie dozna wręcz uszkodzenia narządu słuchu, to jej ciekawość będzie zwyciężała.

Obawia się pani, że wrócą masowe palowania na foki, tak jak to było w krajach nadbałtyckich na początku XX wieku?

Mam nadzieję, że nasz system wartości ewoluuje w kierunku większego poszanowania i empatii dla przyrody, a zwierząt w szczególności i nie wrócimy już do metod „wybijania” przyrody celem zaspokajania partykularnych interesów ekonomicznych. Wprawdzie często słyszeliśmy od ministra Szyszki, że przyrodę należy chronić poprzez jej eksploatację, ale chyba nie tędy droga. Często musimy tej eksploatacji zaniechać, aby ją ochronić. Mieliśmy już taki przypadek w Bałtyku, że masowe polowania przyczyniły się do zmniejszenia populacji do skraju wyginięcia. Później trzeba było działać szybko, by je uratować.  Udało się, bardzo niedawno. Niewątpliwy międzynarodowy sukces, głównie państw skandynawskich, które bezwzględnie na długie lata zabroniły polowań. Czy przyszedł czas zabijania? Moim zdaniem nie ma sensu zarządzać przyrodą w taki sposób. Gatunki muszą być bezpieczne w swoim środowisku, a człowiek powinien im zagwarantować dobry stan ochrony, czyli odpowiednią liczebność, zasięg i długookresową perspektywę przetrwania.

Czyli jest pani za tym, by polowań nie było.

Szczerze mówiąc, ja polowań kompletnie nie rozumiem, bo poza zaspokajaniem obcych mi instynktów, które niewątpliwie drzemią w myśliwych, nie widzę w nich celu. Przecież to nie rozwiąże problemu, bo wystarczy jedna foka na łowisku rybackim, która zrobi spustoszenie w sieciach. Liczebność nie musi być w ogóle istotna, ale focze umiejętności i dostępność łatwej zdobyczy. Na podstawie doświadczeń Skandynawów wiemy, że przy sieciach widywane są głównie te same osobniki. Przede wszystkim dorosłe samce, które korzystają z tego wygodnego półmiska z jedzeniem.

Profesor Iwona Psuty, zastępca dyrektora ds. naukowych z Morskiego Instytutu Rybackiego twierdzi, że foki trzeba „odpluszowić”, jak kiedyś niedźwiedzie.

Doprawdy nie wiem, co pani profesor miała na myśli. Jeśli mam to skojarzyć z pluszem, to chyba mowa o zabawkach? Pluszowych fokach, którymi obstawione jest całe wybrzeże? Pluszowych misiach, które są ulubionymi, a wręcz kochanymi przez dzieci zabawkami? Kto i gdzie „odpluszowił” zatem niedźwiedzie? Kto, dlaczego, a przede wszystkim jak ma „odpluszowić” foki? I co to ma wspólnego z naturą tych zwierząt? Oba gatunki i wiele innych, które są kochane przez dzieci, to dzikie zwierzęta, do których nie należy się zbliżać i szanować ich prawo do życia.

Poza poszukiwaniem nowych narzędzi, co jeszcze możemy zrobić, żeby pogodzić rybaków i foki?

Łowienie ryb to również polowanie na dzikie zwierzęta. Ale przy tych polowaniach giną niepotrzebnie  także morświny, foki, ptaki i ryby, które nie są przeznaczone do konsumpcji. Rozważam coraz częściej, czy konsument świadomy takiej sytuacji, nadal ze smakiem jadłby łososia, dorsza czy „flądrę”. Nie wykluczam, że tak, ale świadomość mieć powinien.

Istnieją na przykład pingery, niewielkie urządzenia akustyczne, które alarmują morświny i ostrzegają przed niebezpieczeństwem sieci rybackich. Bardzo prosta rzecz do zamontowania na sieciach. Stworzono je na prośbę rybaków brytyjskich, którzy nie chcieli, by ofiarami ich połowów były także delfiny i morświny. Restauratorzy także zadbali o podawanie i promocję ryb złowionych w przyjazny środowisku sposób. U nas urządzenia te nie są stosowane, mimo iż populacja morświnów bałtyckich jest krytycznie zagrożona i życie każdego osobnika jest ważne dla jej przyszłości. W związku z tym co jakiś czas znajdujemy na brzegu martwe morświny, które stały się ofiarami przyłowu. Myślę, że tylko konsument jest w stanie cokolwiek zmienić. Powinien wiedzieć, jaki gatunek ryby zjada lub kupuje – czy w jaki sposób ryba została złowiona i w jakim rejonie. Zadbajmy o to, by na naszych talerzach pojawiały się ryby łowione w sposób niekrzywdzący przyrody.

Rozmawiał: Bartosz Burzyński

KOMENTARZE (5)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
tristan

Foki? Jeszcze zróbcie wywiad z kimś kto zna się na pytonach. Też na czasie.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

I Sekretarz KC PZPN
Nie doczytałem chyba

Ciekawe czy byliby tacy mądrzy jakby im foki wyżerały ryby z sieci narażając na poważne straty finansowe.

Raskolnikov74
GKS Jastrzębie, polskie drużyny w pucharach, Vicenza

Albo by im sasiad chodzil po polu udajac dzika. Ten najebany mysliwy, ktory zastrzelil sasiada dostal symboliczna kare, widocznie sad, podobnie jak ty, rozumie to ze mysliwy jest poszkodowany, kiedy zamiast ryby czy zajaca zabije np. foke lub czlowieka :-)

wpDiscuz