Nadszedł dzień dzisiejszy. Przeczytaj Skarb Ekstraklasy!
Weszło

Nadszedł dzień dzisiejszy. Przeczytaj Skarb Ekstraklasy!

Nadszedł dzień dzisiejszy. Dzień, którego adekwatnym, miesięcznym supportem był mundial. Największe święto futbolu, elektryzujące kibiców na całym świecie, a także kosmonautów na stacji ISS – start Ekstraklasy.

Jeśli mistrzostwa świata jakimś cudem przyćmiły wam śledzenie ligowych wydarzeń, idealnym sposobem będzie przeczytanie naszego Skarbu Ekstraklasy. Kompletnie, konkretnie, bez mydlenia oczu – podajemy nawet kto które zajmie miejsce.

Zapraszamy.

***

ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC, czyli survival

ZAGLEBIE

18 października: strefa spadkowa. 24 listopada: zimowanie na siódmym miejscu. 8 kwietnia: gra ze zmiennym szczęściem, dziewiąta lokata. 27 maja: sześć zwycięstw z rzędu i awans do Ekstraklasy na kolejkę przed końcem rozgrywek.

Teraz przyszedł czas na weryfikację. Czy Zagłębie poradzi sobie w Ekstraklasie?
Coś nam się wydaje, że będzie podobnie jak w dwóch ostatnich sezonach. Zarówno jeden, jak i drugi beniaminek wejdzie z buta w ligę, ale później co najmniej jeden z nich wyhamuje. Stawiamy, że będzie to ekipa z Sosnowca. Trudno będzie powtórzyć wyczyn Sandecji, która w pewnym momencie zaliczyła 234245657 spotkań bez wygranej, ale przewidujemy walkę o utrzymanie do samego końca. Dużą rolę pewnie odegrają zimowe transfery. No, może jeszcze latem działacze nas zaskoczą. Oby pozytywnie.
MIEDŹ LEGNICA, czyli przesadzony optymizm?
MIEDZ
Miedź Legnica była głównym faworytem do awansu i tym razem udźwignęła ten ciężar. Historyczne wejście do Ekstraklasy wywalczyła w pełni zasłużenie, grając najprzyjemniejszą dla oka piłkę, zdobywając najwięcej punktów, strzelając najwięcej goli i najmniej tracąc. W kontekście rywalizacji na najwyższym poziomie to jednak może niewiele znaczyć, o czym w klubie chyba nie do końca chcą dziś słyszeć.

Z aktualnym stanem posiadania trudno oczekiwać od Miedzi czegoś więcej niż utrzymania. W klubie bardzo optymistycznie patrzą na rywalizację w Ekstraklasie, ale chyba jeszcze za bardzo są pod wrażeniem tego, że wywalczyli awans w dobrym stylu. Oceniając na chłodno, z boku, legnicki beniaminek na papierze ma jeden z najsłabszych składów, na dodatek dość mało perspektywiczny. Kolejne wzmocnienia są konieczne.

Najgorsze, co mogłoby spotkać Miedź, to dobry początek sezonu z obecnym stanem posiadania i uznanie, że w takim razie zostajemy z tym, co mamy. Groziłoby to obudzeniem się z ręką w nocniku we wrześniu czy październiku.

PIAST GLIWICE, czyli rozwiązywanie problemów

piast

Piastunki w nowy sezon wejdą przede wszystkim z nadziejami na to, by tym razem znaleźć się w tabeli ponad sąsiadami z Zabrza. W końcu w Górniku doszło do prawdziwego demontażu, szczególnie w pomocy. Tylko czy aby Piast nie ma akurat podobnego problemu w swojej drugiej linii, w dodatku musząc się zmagać z kibicowskim bojkotem?

Patrząc na skład Piasta trzeba odnieść wrażenie, że tych zawodników stać na zdecydowanie wyższą pozycję w lidze niż pod wszystkimi poza Sandecją i B-B Termaliką. Doświadczenie wywalczonego w ostatnim dniu sezonu utrzymania na pewno mocno scaliło szatnię, dlatego kto wie, czy na entuzjazmie ze spotkania z ekipą z Niecieczy nie uda się ujechać kilku pierwszych kolejek. Pucharów raczej z tego nie będzie, raczej trudna walka o ósemkę. Ale spadek nie powinien być tym razem realną perspektywą.

LECHIA GDAŃSK, czyli wyjść z marazmu

lechia

Po fatalnym sezonie 17/18 wszyscy w Gdańsku mają nadzieje, że kolejne rozgrywki nie będą równie beznadziejne. Cóż, gdyby jednak z przyzwoitym potencjałem Lechia powtórzyła tę katastrofę, bylibyśmy zaskoczeni. Ale czy dużo lepiej też może z biało-zielonymi być? Wątpliwe.

Nie widzimy tego różowo. Na razie Lechii brakuje klasowej dziewiątki, pewnego stopera, głosy o bałaganie organizacyjnym nie ustają. Jasne, w końcu gdańszczanie mają za to trenera, nie gościa od przygotowania fizycznego przebranego za trenera, ale trudno wierzyć, że to wystarczy do powtórzenia rozgrywek 16/17. Tak źle, jak w ubiegłym sezonie pewnie też nie będzie, ale staniki też na scenę nie wpadną. Środek tabeli, tam widzimy biało-zielonych.
POGOŃ SZCZECIN, czyli stabilizacja
trzęs
Pogoń Szczecin w zeszłym sezonie była drużyną wybitnie nieregularną. Przebyła długą drogę. Od 16. miejsca w tabeli i ośmiu punktów straty do przedostatniej pozycji, do miana trzeciej najlepiej punktującej drużyny w 2018 roku. Wiadomo, miała nieco łatwiej, rywalizowała w końcu w grupie spadkowej, ale fakt pozostaje faktem. Skończyła sezon na 11. lokacie i z wielkimi nadziejami przystępuje do nowego rozdania. Tym razem postara się zrobić wszystko, by nie szorować dna, tak jak miało to miejsce jesienią zeszłego roku.
Pogoń wydaje się drużyną bardzo solidną. Ma trenera, który wyciągnął ją z kryzysu, więc ma prawo oczekiwać znacznie więcej niż w poprzednich rozgrywkach. Adam Frączczak mierzy wysoko. Na antenie WeszłoFM założył się, że Portowcy skończą sezon na podium. My nie bylibyśmy aż takimi optymistami, ale uważamy, że – jeżeli atmosfera w drużynie nie ulegnie pogorszeniu, jeżeli trener dalej będzie miał autorytet u zawodników, co jest raczej oczywiste – Pogoń może spokojnie załapać się do grupy mistrzowskiej.
ARKA GDYNIA, czyli wypłynąć na nowe wody
arka
Za Arką całkiem przyzwoity sezon, kiedy – co prawda – nie udało się uniknąć sporej zadyszki na finiszu i zabrakło zwycięstw nad Lechią, ale kibice nie mogli specjalnie narzekać. Spokojne utrzymanie, kolejne emocje w krajowym pucharze, brak klapy w Europie. No, ale najwyraźniej klub chce jeszcze więcej, skoro doszło do zmiany trenera.
Duża presja musi towarzyszyć właścicielowi Midakowi i prezesowi Pertkiewiczowi, bo zaryzykowali, pozbywając się Ojrzyńskiego. Oczywiście, nikt trenera nie zwolnił, skończył mu się kontrakt, no, ale skoro nikt mu tez nowego nie zaproponował i dochodziły głosy z obozu Arki, że strony się nie rozumieją, trzeba to traktować jako zmianę jak każdą inną. Ojrzyński dał Arce dużo, zobaczymy, ile będzie potrafił dać Smółka. W Mielcu wykonał bardzo dobrą pracę, najpierw utrzymał Stal, a w kolejnym sezonie finiszował na przyzwoitym ósmym miejscu. Powtórka takiego rezultatu, ale już w ekstraklasie, byłaby kapitalnym wynikiem, bo Ojrzyński do grupy mistrzowskiej przecież nie wszedł. Kadrowo gdynianie nie są bez szans, najwięcej zależy od tego, jak zespół przyjmie styl proponowany przez nowego trenera.
ŚLĄSK WROCŁAW, czyli sztuka sprzątania
śląsk
W role perfekcyjnych panów domu wcielili się tym razem Marcin Przychodny (prezes), Dariusz Sztylka (dyrektor sportowy) oraz kontynuujący pracę na stanowisku trenera Tadeusz Pawłowski. Zmiany jakie zachodzą w zarządzaniu klubem mają przełożyć się na boisko, jednak cele stawiane przed zespołem są bardziej realistyczne niż za kadencji Michała Bobowca. Tym razem nikt nie będzie opowiadał o chęci wejścia do najlepszej piątki. W Śląsku mierzą teraz siły na zamiary, zarówno pod względem finansowym – czego efektem jest zmiana polityki transferowej – oraz sportowym. Górna ósemka to szczyt marzeń. W zasięgu, ale wejście do niej na pewno nie jest „pewniaczkiem”.
Patrząc na to jak zbudowana jest kadra tej ekipy – gdzie rutyniarze mieszają się z żółtodziobami – wróżymy jej właśnie walkę o to ostatnie miejsce w grupie mistrzowskiej. Szanse? 50/50. W końcu też zmiana trenera gdzieś w trakcie sezonu również nas jakoś bardzo nie zdziwi. Wiecie, impuls dla drużyny i takie tam…
CRACOVIA, czyli pora na żniwa
cracovia
W Cracovii, w przeciwieństwie do drugiego klubu z dawnej stolicy Polski, przerwa między sezonami przebiegła raczej spokojnie. Trener Probierz pracował w przyjemnych warunkach, wraz ze swoim zespołem udał się nawet na zagraniczne zgrupowanie i atmosferze niezmąconej niepotrzebnymi napięciami szlifował, szlifował i jeszcze raz szlifował. Na Kałuży najpierw przytulono okrągłą sumkę ze sprzedaży najlepszego zawodnika, a potem cierpliwie wyrównywano wszystkie niedociągnięcia. Efekty mają przyjść bardzo szybko, bo nikt nie ukrywa, że nadchodzący sezon ma być bardziej udany niż poprzedni. W teorii Cracovia ma wszystko, aby postawić duży krok do przodu i chyba można oczekiwać, że znajdzie to przełożenie także na praktykę.
Stawiamy, że Cracovia od początku będzie pałętać się w górnej ósemce, a od czasu do czasu zakręci się nawet w okolicach czwartego miejsca. Michał Probierz ma to do siebie, że pracuje w cyklach dwuletnich i jeśli ten trend się podtrzyma, to kibiców „Pasów” czeka sezon podobny do tego, który zespół prowadzony wówczas przez Jacka Zielińskiego skończył tuż za podium.
 
Zdrowy rozsądek i Korona Kielce. Para niedobrana jak Legia i Superpuchar, jak polskie zespoły i europejskie puchary. Bo przecież właściwie co sezon tenże zdrowy rozsądek podpowiada, że tym razem to Korona już musi spaść, ale ona spadać nie chce, ba, trzyma się momentami bardzo dobrze. Czy tym razem będzie tak samo?
4
ZAGŁĘBIE, czyli porzucić nudę
zag
Miedziowi z jednej strony mają potencjał kadrowy, organizacyjny i finansowy, żeby grać o najwyższe cele. Z drugiej zaś, od lat nie potrafią na stałe zacumować w czołówce i bić się o najwyższe lokaty, jak czyni to choćby Jagiellonia. Poprzedni sezon stał pod znakiem zawirowań trenerskich i kiepskiej, przeraźliwie nudnej gry. Choć niekiedy skutecznej. Teraz ma być jednak inaczej – Mariusz Lewandowski ma przywrócić Miedziowych do ścisłej, ligowej czołówki. I sprawić, żeby ich mecze nadawały się wreszcie do oglądania.
Jeżeli trenerowi Lewandowskiemu uda się odpowiednio poukładać klocki, to Zagłębie powinno spokojnie zameldować się w górnej połówce tabeli. Brakuje tam wielkich gwiazd, ale, z drugiej strony, może właśnie nadchodzący sezon kilku zawodników na takowe wykreuje? Na pewno nie brak Miedziowym solidności, w miarę szerokiej kadry i dopływu utalentowanej młodzieży z akademii.
WISŁA KRAKÓW, czyli wyboje
wisła
Zmiana trenera, nowy dyrektor sportowy, strata najlepszego piłkarza i zarazem najlepszego strzelca, strata kluczowego pomocnika i niewiele realnych wzmocnień. Do tego budżet lepiony z okruchów i groźba gry poza Krakowem. Wisła na kilka dni przed startem sezonu wygląda źle. Może nie dramatycznie, ale jak na swoje aspiracje jest po prostu słabo. Fani „Białej Gwiazdy” mogą już powoli wyciągać kasty VHS z nagranymi meczami z eliminacji do Ligi Mistrzów sprzed paru lat, bo w tym sezonie raczej będą zgrzytać zębami.

Scenariusz na sezon? Pesymistyczny – w pewnym momencie w skarbcu skończą się złote monety i Wisła będzie w totalnej rozsypce.Optymistyczny – kasa się nie skończy i Wisła da radę rozegrać cały sezon. Z tym, że nie oczekujmy tutaj cudów. Krakowscy kibice (z tej wiślackiej strony Błoń) muszą schować do szafy marzenia o powrocie wielkiej Wisły. Aspiracje pucharowe też raczej trzeba odłożyć na półkę w dziale „fantasy”. Rzetelna walka o pierwszą ósemkę i… to chyba tyle.

WISŁA PŁOCK, czyli sieroty po Brzęczku

plock

W Wiśle Płock latem działo się sporo. Zaczęło się od straty Jose Kante, potem przyszedł zaskakujący ze względu na kwotę transfer Arkadiusza Recy, a skończyło się prawdziwym wybuchem, czyli oddaniem Jerzego Brzęczka na służbę w imię kraju. W międzyczasie do kluby sprowadzono kolejnych młodych zawodników, jeszcze bardziej zmieniając szatnię w przedszkolną salę motylkową. Efekt tych roszad jest wprawdzie ciężki do przewidzenia, ale Wisła w gruncie rzeczy nadal wygląda całkiem, całkiem. Dlatego ogólnie jesteśmy o „Nafciarzy” spokojni, choć kilka szlifów wypada jeszcze wykonać.

Powtórki z poprzedniego sezonu nie przewidujemy, ale miejsce w czołowej ósemce jest jak najbardziej w zasięgu Wisły. Zapewne trzeba będzie drżeć o nie do ostatnich kolejek regularnego grania, ale gdybyśmy mieli postawić pieniądze, to wybralibyśmy opcję z Nafciarzami górnej połowie tabeli. Głównie dlatego, że na papierze jest sporo słabszych zespołów. No i liczymy też, że Łukasz Masłowski jednak znajdzie kogoś od strzelania goli.

GÓRNIK ZABRZE, czyli szycie od nowa

mac

Koszula była już tak ciasna, że szwy i guziki trzymały się na słowo honoru, ale mimo to pozwoliła wejść na europejskie salony. W Zabrzu doszło jednak latem do konkretnego prucia, a Marcinowi Broszowi – skoro szycie do tej pory szło mu tak dobrze – powierzono zadanie sprawienia, by tę wspomnianą koszulę raz jeszcze dało się założyć.

Bardzo wiele zależy od tego, czy widząc połączenie przychodzące z nieznanego numeru o zagranicznym kierunkowym Bartosz Sarnowski będzie wciskał czerwoną, czy może zieloną słuchawkę. Jeśli to pierwsze, jeśli odpływ zawodników z klubu został zatrzymany w momencie odejścia Damiana Kądziora do Dinama Zagrzeb, szanse na to, że z obecnej ekipy uda się jeszcze coś ulepić, może nawet wypromować kolejnego fajnego dzieciaka. Stawiamy na syna Jacka Wiśniewskiego, Przemka – spory talent, a jeśli boiskowy charakter odziedziczył po ojcu, materiał również na ulubieńca kibiców.

LECH POZNAŃ, czyli którędy i dokąd?

lec

Napięta atmosfera na linii kibice-klub, gorycz porażki po zeszłym sezonie, kiepskie do tej pory okno transferowe, fiasko w negocjacjach z Carlitosem. Ivan Djurdjević wchodzi do klubu na spaloną ziemię i chyba sam zadaje sobie pytanie „co tu wyrośnie?”. Trzeba spojrzeć na to realnie – dzisiaj z tą kadrą Lech o mistrzostwie może jedynie marzyć.

Scenariusz na sezon? Niezły początek, kryzys na przełomie września i października, wiosną znów zaskoczą i nagle zacznie się przebąkiwać o mistrzostwie, by w rundzie finałowej i tak to koncertowo schrzanić. Chyba, że Kolejorz miło zaskoczy swoich fanów. Ale jeśli mielibyśmy opierać się na merytorycznych przesłankach, a nie myśleniu życzeniowym, to trudno stawiać Lecha w roli faworyta do tytułu mistrza Polski. Kadra personalnie wygląda słabiej niż przed rokiem (przynajmniej na ten moment), rywale się wzmocnili, a Lech został nieco w polu.

JAGIELLONIA BIAŁYSTOK, czyli zerwać z łatką Adasia Miauczyńskiego

VXiZwIn

Czy Jagiellonia Białystok jest już klubem tego kalibru, żeby po raz czwarty w przeciągu ostatnich pięciu sezonów załapać się na ligowe podium? Trwa bez wątpienia złota era w historii drużyny z Podlasia. Nie licząc nieudanych rozgrywek 2015/16, Jaga z godną podziwu regularnością dokłada do klubowej kolekcji kolejne medale. Niestety – nie z tego najcenniejszego kruszcu.

Nic nie zapowiada, żeby w tym sezonie miało się cokolwiek w tym względzie zmienić. Białostoczanie wciąż mają fajną pakę, jasne. Ale nie jest to mimo wszystko drużyna, którą moglibyśmy wskazać jako wielkich faworytów do tytułu. Raczej mocny kandydat do gry w europejskich pucharach. Tylko tyle i aż tyle. Nie wykonali kroku do przodu. Zdaje się, że lepszej szansy na mistrzostwo niż w ubiegłym sezonie już w najbliższym czasie nie będzie.

LEGIA WARSZAWA, czyli obronić tron

legia

Niby sezon temu był dublet, ale wywalczony w takim stylu, że na samą myśl chce się bełtać. Cóż, szczęście Legii, że rywale byli jeszcze gorsi, wręcz tragiczni, natomiast być może im kiedyś też skończy się cierpliwość do nieudolności. Być może Legia w tym roku musi być lepsza, by po mistrza sięgnąć. Jest na to przygotowana?

Nie zdziwimy się, jeśli będzie z Legią tak, jak w poprzednich sezonach. Czyli: początek cieniutki, wieszczenie czarnych scenariuszy, radość przeciwników, że tym razem tron jest opustoszały i można go bez większego ciśnienia przejąć. A później powolna metamorfoza Wojskowych, rozpoczęcie gonitwy za czołówką i szczęśliwy finisz. Serio, Legia była w ciągu poprzednich sześciu lat tyle razy do walnięcia, a skoro udała się ta sztuka tylko Lechowi, świadczy to katastrofalnie o naszej lidze, bo jednooki wygrywa wyścig ze ślepymi.