Piątek Świątek. Polka zagra w finale Wimbledonu!
Inne sporty

Piątek Świątek. Polka zagra w finale Wimbledonu!

Co może pójść nie tak w piątek trzynastego? Jak wiadomo – dokładnie wszystko. Rozgrywanie najważniejszego meczu w karierze w dzień powszechnie uważany za pechowy na pewno komfortowe nie jest. Iga Świątek jednak najwyraźniej nie przejmuje się przesądami. Wygrała z faworytką i zagra w finale juniorskiego Wimbledonu!

W ostatnich dniach hitem internetu były zdjęcia afrykańskiej medalistki mistrzostw świata juniorek. Jeśli nie widzieliście, to napiszemy tylko, że na pierwszy rzut oka nie tylko nie wzięlibyście jej za nastolatkę, ale pewnie nawet za kobietę. Brutalnie mówiąc: wygląda, jak brzydki 40-latek gdzieś z okolic Adis Abeby. Na szczęście na juniorskim Wimbledonie nie ma takich cudów natury, jak na lekkoatletycznych bieżniach. Juniorki to juniorki, choć trzeba przyznać, że akurat nasza rywalki demoluje dokładnie tak, jakby miała nad nimi wiele lat doświadczenia przewagi.

Iga Świątek nieco ponad miesiąc temu skończyła 17 lat. W rankingu juniorek jest notowana nisko, bo po prostu od dłuższego czasu walczy już z dorosłymi. Do rozgrywek młodzieżowych wróciła niedawno w Paryżu, na Roland Garros. Odsyłała do domu kolejne rywali, w półfinale miała piłkę meczową. Zmarnowała ją jednak i musiała zadowolić się zwycięstwem w deblu.

W Londynie jej dominacja jest jeszcze wyraźniejsza. W drodze do finału straciła zaledwie jednego seta. Ale można jej to wybaczyć, bo przydarzyło się to w meczu z liderką rankingu juniorek, Amerykanką Whitney Osuigwe (2:6, 6:3, 6:3) w pierwszej rundzie. Jej kolejne występy na kortach przy Church Road wyglądały mniej więcej tak, jakby ktoś kazał Realowi Madryt grać w eliminacjach do Ligi Mistrzów z rywalami z Kazachstanu, San Marino, Luksemburga i Irlandii Północnej. Iga trzy kolejne mecze wygrała absolutnie bezdyskusyjnie. 6:1, 7:6 z Waltert, 6:1, 6:2 z Burel i 6:0, 6:1 z Raducanu. Zwłaszcza ten ostatni wynik robi wrażenie: 6:0, 6:1 z rywalką, która gra u siebie i wygrała już trzy mecze.

Dziś Świątek grała najważniejsze spotkanie w dotychczasowej karierze. Z Xinyu Wang nie była faworytką. Chinka, choć ma dopiero 17 lat, już zdążyła zadebiutować w seniorskim Australian Open, przez rodaków jest uważana za wielką nadzieję tenisa, w Wimbledonie była rozstawiona z czwórką. I trzeba przyznać, że grać potrafi naprawdę znakomicie. Z Polką walczyła, zaczęła od przełamania, miała swoje szanse, obroniła dwie piłki meczowe. Ale to wszystko. Iga wygrała ostatecznie 7:5, 7:6. W tie-breaku drugiego seta nie zostawiła wątpliwości i oddała rywalce jeden punkt.

O zwycięstwo zagra jutro ze Leonie Kueng. Szwajcarka w ćwierćfinale pokonała Caty McNally, z którą Świątek przegrała w półfinale Roland Garros. Z kolei jej półfinał był niemal identyczny, jak ten Polki. Kueng także walczyła z Chinką, w dodatku o takim samym nazwisku Wang (rozstawiona z dziesiątką). Jedyna różnica jest taka, że ona pierwszego seta wygrała po tie-breaku, a drugiego 7:5.

W sobotnim meczu Iga Świątek (więcej pisaliśmy o niej tutaj) będzie walczyła o to, żeby zostać czwartą polską mistrzynią juniorek na Wimbledonie po Aleksandrze Olszy (1995), Agnieszce (2005) i Urszuli Radwańskich (2007).

Niestety, nie zobaczymy Polki w finale debla seniorek. Alicja Rosolska, w parze z Abigail Spears, przegrały w półfinale z Czeszkami Krejcikovą i Siniakovą. W finale singla zagra za to Angelique Kerber. To reprezentantka Niemiec, ale córka emigrantów z Polski, w dodatku na stałe trenująca w Puszczykowie pod Poznaniem, gdzie wciąż mieszkają jej dziadkowie. O trzeci wielkoszlemowy triumf zagra z Sereną Williams, która na dobre wróciła do wielkiego tenisa w wieku prawie 37 lat i po urodzeniu córki.