Wyścig zbrojeń trwa – Manchester City bierze Mahreza
Anglia

Wyścig zbrojeń trwa – Manchester City bierze Mahreza

Ten transfer jest dokładnym zaprzeczeniem hiszpańskiej inkwizycji – wszyscy się go spodziewali, był praktycznie kwestią czasu. Pep Guardiola poprosił, szejk wyłożył pieniądz, Txiki Begiristain załatwił sprawę. Riyad Mahrez spełnia zatem swoje marzenie, trafia do klubu rywalizującego na najwyższym poziomie, a teraz musi tylko (lub aż) udowodnić, że jest wart 60 baniek.

Zakończyła nam się tym samym mydlana opera, która trwała już od… No, od dość dawna. Faktem jest, że przenosiny marzyły się Algierczykowi praktycznie od momentu, w którym Leicester City niespodziewanie zdobywał mistrzostwo kraju, jednak Lisy nie chciały go za nic puścić.

Skończyło się tak, że zamiast kolejnych goli, skrzydłowy strzelił focha. Trochę jak Dembele, trochę jak Aubameyang, chociaż de facto już po fakcie, po zamknięciu okienka. Nie chciał już więcej grać w barwach zespołu z King Power Stadium, ponieważ uważał, że jest tłamszony, a szefowie klubu zachowują się wobec niego nie fair. W kontrakcie Riyada nie widniała bowiem klauzula, dzięki której można byłoby uruchomić procedurę transferową. Leicester stawiał cenę zaporową, którą nawet ludzie z Bliskiego Wschodu uznali za zdecydowanie przesadzoną. A że czasu na negocjacje nie było, to zawodnik nie miał wyboru, musiał zostać w drużynie byłego mistrza Anglii na dłużej. Obraził się zatem – przestał przychodzić na treningi, czym zapracował sobie na chwilowe odsunięcie od zespołu oraz karę finansową w wysokości 200 tys. funtów.

– On nie rozumie dlaczego klub wciąż się tak zachowuje. To już czwarte okienko transferowe, w którym niby może odejść, ale ostatecznie nikt mu na to nie pozwala – mówił zimą dziennikarzom Sky przyjaciel zawodnika. Czy to prawda, nigdy się nie dowiemy. Faktem jest jednak natomiast to, że po jakimś czasie Mahrez zmiękł. Na szczęście, no bo jak lepiej zapracować sobie na transfer niż doskonałą grą? Jak przekonać chętny na ciebie klub, iż warto wyłożyć za ciebie jeszcze większą kasę? Nie ma lepszej drogi, niż przez kolejne kozackie występy. Parę takowych zaliczył, chociażby przeciwko Tottenhamowi i Arsenalowi pod koniec sezonu, czym zapewne dodatkowo przekonał Obywateli, że w rywalizacjami z mocnymi rywalami też jest w stanie zrobić pozytywną różnicę.

Niektórzy tylko pukają się w głowę – po jaką cholerę Guardioli kolejny ofensywny zawodnik? Co z nim, czyżby zamierzał zadać kłam analizom Jonathana Wilsona, chcąc jeszcze raz odwrócić taktyczną piramidę? A przecież nie ma w tym nic zdrożnego. Jedna kontuzja, druga, tu jakieś zawieszenie za kartki, zmęczenie grą na czterech frontach i proszę, problem gotowy. Dlatego nie martwcie się, Algierczyk też dostanie swoje szanse. Jesteśmy przekonani, że nawet całkiem sporo.

Jest przecież zawodnikiem wszechstronnym, w kilku rolach się odnajdzie. To jego wielki atut, zwłaszcza patrząc na to, jakich piłkarzy wcześniej ściągano na Etihad i którzy dziś stanowią o sile zespołu. David Silva zagra jako dycha, rozgrywający, a nawet na prawym boku. Bernardo Silva może hasać po obu skrzydłach, Sane również, a jak trzeba będzie to ze środka też skutecznie zaatakuje. Sterling natomiast wystąpi nawet w ataku. A że w futbolu klubowym jest znacznie skuteczniejszy niż w reprezentacji, to i jako napastnik nawet daje radę.

Konkurencja jest zatem spora, to fakt, lecz rotacje są tu pewne jak amen w pacierzu. Te personalne, a przecież dochodzą jeszcze taktyczne. Nie przywiązujcie się za bardzo do pozycji tych wszystkich zawodników. Może do 30. metra przed bramką będą miały wielkie znaczenie, ale potem? Ktoś mądry powiedział kiedyś, że kreatywnych zawodników trener musi jedynie podprowadzić pod bramkę, a potem ich błyskotliwość zrobi swoje. To trochę upraszczająca teza, lecz coś w niej na pewno jest. Bo czy zdziwimy się jakoś wielce, jeśli Mahrez oraz jego kumple z ataku w najbliższym sezonie dostaną od Pepa tyle wolności, że będą biegać jak szaleni praktycznie wszędzie gdzie się da? Wymienność pozycji zawsze cechowała zespoły Guardioli, a sprowadzenie algierskiego skrzydłowego jasno pokazuje, że z tego kontrolowanego chaosu Hiszpan rezygnować nie zamierza.

Wydaje się więc, że dla obu stron – zarówno Manchesteru City, jak i samego piłkarza – ten deal jest idealny. The Citizens zyskują bowiem zawodnika idealnie pasującego do koncepcji szkoleniowca, z kolei sam Riyad będzie wreszcie mógł spełnić swoje ambicje, walcząc o najwyższe cele. A co dla niego równie ważne, także czerpać wielką przyjemność z wyjątkowo ofensywnej gry, czym argumentował swoją wielką chęć dołączenia do ekipy z Etihad. Według kontraktu – Algierczyk będzie radował się nią przez pięć lat. Leicester z kolei z powodu wpłynięcia na ich konto 60 baniek. Win-win-win.

Fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (1)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz