Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ (21)
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ (21)

Nie jestem pewny, ile było w tym wyrachowania, a ile przypadkowości, ale wczoraj poza meczem Francji z Belgią byliśmy świadkami jeszcze jednego bardzo ważnego starcia. Nie, nie chodzi o Legię Warszawa ani o żaden inny mecz eliminacji Ligi Mistrzów. Wczoraj doszło do kolejnej wielkiej walki futbolu klubowego z futbolem reprezentacyjnym i mam wrażenie, że mieliśmy do czynienia w najlepszym wypadku z wymęczonym przez kadry narodowe remisem. 

Zupełnie szczerze – odkąd rozpoczęła się saga z udziałem Cristiano Ronaldo, byłem gotów postawić pieniądze na to, że ewentualna finalizacja transferu pokryje się z finałem Mistrzostw Świata. Po prostu, wydawało mi się to równie naturalne jak fakt, że po Lidze Mistrzów nastaje Liga Europy. Jeden z dwóch największych piłkarzy świata staje się bodaj najważniejszym transferem ostatniej dekady, a od lat znany jest ze swojej obsesji doskonałości oraz chorobliwej wręcz ambicji. Ktoś taki jak Cristiano Ronaldo… Może inaczej, najpierw anegdota.

– Gdy graliśmy dla United, Rio grał z Cristiano w tenisa stołowego i ograł Portugalczyka. Cristiano wysłał swojego kuzyna, by ten kupił mu stół. Ronaldo trenował w domu przez dwa tygodnie, po czym na oczach wszystkich pokonał Rio. To jest właśnie Cristiano Ronaldo – opowiadał w ITV były kolega klubowy Cristiano, Patrice Evra.

Byłem przekonany, że Ronaldo nie odpuści okazji, by rzucić wyzwanie całej światowej piłce i po prostu skradnie całe show w niedzielę, gdy w Rosji zmierzą się dwie najsilniejsze reprezentacje świata. Ostatecznie oficjalne ogłoszenie transferu zagłuszyło „zaledwie” przedwczesny finał, czyli bój Francji z Belgią, ale trzeba przyznać, że cała saga rzuciła rękawice mundialowi i nie dam sobie uciąć choćby paznokcia, że nie wygrała walki o zainteresowanie ludzi. We włoskich gazetach ze zrozumiałych względów to temat numer jeden, podobnie jest również w Hiszpanii. Ale przecież w obecnej piłce nożnej bój nie toczy się o lokalne rynki, ale o to, o czym dyskutują młodzi fani futbolu w Pekinie, Tokio, Melbourne i Los Angeles.

Czy naprawdę tematem dnia był tam wczoraj mecz Francji z Belgią? Czy czołówki w momencie, gdy media huczały od plotek o transferze Ronaldo zapełniały wyłącznie reportaże z ćwierćfinałów mistrzostw?

Zresztą, nie ma co wybiegać aż tak daleko – wystarczy zerknąć na nasze podwórko. Chciałem zupełnie szczerze żyć mistrzostwami do niedzieli, ale się nie da – to Ronaldo był wczoraj tematem w każdym tramwaju i autobusie, to opinie na temat odmienionego Realu Madryt i odmienionej ligi włoskiej cieszyły się większym powodzeniem, niż prognozy dotyczące wyniku biegowego starcia Mbappe z Vertonghenem. Czy to w ogóle mogło budzić zdziwienie, skoro akcje Juventusu wystrzeliły w górę od momentu pierwszej plotki o potencjalnym transferze?

Z perspektywy piłkarza prawdopodobnie nie ma większego triumfu nad mistrzostwo świata – na co składa się zarówno długie oczekiwanie na turniej, jak i obsada tegoż. Nie jest to najtrudniejsza z batalii – ledwie siedem meczów, z czego dwa zazwyczaj z rywalami co najmniej egzotycznymi, w dodatku w obecnej piłce – w tempie niższym, niż to klubowe. Ale to, jak wąskie jest grono zdobywców pucharu, to, jak długo utrzymują się w pamięci kibiców nawet i słabi piłkarze, którzy błysnęli w mundialowym szaleństwie, potężnie działa na wyobraźnię. Pomijając już jakieś patriotyczne pobudki – to po prostu futbolowy Olimp, z którego patrzą dumnie Pele, Maradona, Zidane i cała reszta ferajny. Dołączenie do tego grona jest równie ważne jak najwyższy kontrakt klubowy.

Ale przecież perspektywa piłkarza to perspektywa dość wąska. Dla kibica, szczególnie postronnego, a już zwłaszcza z Azji, która większych sukcesów w mistrzostwach świata nigdy nie osiągnęła? Albo nawet i w Polsce? Starcia dwóch narodów w półfinale to tylko starcia dwóch narodów w półfinale. 90 minut, w których stawką jest miejsce w historii piłki nożnej, ale jednocześnie 90 minut, które pozostanie na kartach kronik.

Transfer Cristiano Ronaldo, szczególnie taki, w takim momencie jego kariery, po trzech triumfach w Lidze Mistrzów, to zupełnie inny rodzaj piłkarskich konsekwencji. Wywraca do góry nogami hierarchię w piłce klubowej, ba, poważnie narusza tradycyjny rozkład sił pomiędzy poszczególnymi ligami. Rozbija najpiękniejszy duet przeciwników w historii futbolu – bo choć epicki (tym razem to słowo jest wyjątkowo na miejscu) bój Leo Messiego z CR7 już trochę się opatrzył, to nadal najlepsza piłkarska historia od czasów, gdy Tsubasa walczył z Kojiro. Kończy cykl jednej z największych drużyn w dziejach futbolu – bo tak trzeba określić Real po trzech zwycięstwach w LM.

Nie potrafię nawet nazwać wszystkich skutków, jakie wywoła ten transfer. Na pewno zwiększenie prestiżu ligi włoskiej, na pewno duży problem piłkarski i wizerunkowy dla Realu, na pewno zmniejszenie temperatury meczów w lidze hiszpańskiej, na pewno zwiększenie temperatury w meczach Juve w Lidze Mistrzów. Na pewno nowe wyzwanie dla potęg z Premier League czy PSG, które mogą wykorzystać przebudowę, czy może nawet śmierć tego prawdziwie królewskiego Realu Madryt z ostatnich lat. Na pewno interesujący sygnał dla sponsorów, na pewno ciekawy wpływ na wartość kontraktów telewizyjnych La Liga i Serie A.

Można wymieniać dalej i dalej, a przecież każdy z tych skutków ma charakter raczej długofalowy. Nie wykluczam, że jest wielu kibiców, którzy właśnie zmieniają dostarczyciela telewizji, by pozostać w kontakcie ze swoim idolem, nie wykluczam, że niektóre białe koszulki właśnie są ozdabiane czarnymi pasami. Reperkusje tego transferu będą trwały przez kilkaset dni i będą odczuwalne co tydzień, albo i częściej, za każdym razem, gdy na murawę wybiegnie Real bez Ronaldo, za każdym razem, gdy na boisku zamelduje się Juventus z nowym napastnikiem. Życie sympatyków Realu i Juventusu ulegnie drastycznej zmianie, ale przecież szerzej: ogromną zmianę odczują też fani obu lig oraz zespołów rywalizujących z Realem i Juve w Lidze Mistrzów.

Zestawmy to teraz z półfinałem mistrzostw świata. Jak wielu postronnych kibiców odczuje jego konsekwencje? Na jak długo?

Mistrzostwa Świata to drogie wakacje w ciepłych krajach, piłka klubowa – to auto, którym jeździ się na co dzień, przemierzając razem setki kilometrów w drodze do pracy i szkoły. Nie dziwię się, że Ronaldo przejął czołówki, chociaż sam sentymentalnie jestem pochłonięty artykułami o kuzynach zawodników reprezentacji Chorwacji. To trochę smutny koniec mistrzostw, gdy po trzech tygodniach narzekania na niski poziom piłkarski turnieju, ludzie przestają się nim interesować na rzecz transferu jednego z zawodników, którzy odpadli zaraz po wyjściu z grupy. Ale to też symbol nadchodzących czasów. Nie wiem czy lepszych, czy gorszych – po prostu, innych.

Nie zdziwię się, jeśli za cztery lata piłka klubowa zacznie spychać mundial do roli tła jeszcze przed zakończeniem fazy grupowej.

*

Dzisiaj grają Chorwaci, więc jak zawsze…

Poczytać o nich więcej możecie w 19. odcinku.

JO

KOMENTARZE (26)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
StaszekPrawy

Fajnie, że w Polsce ludzie kibicują sojusznikom Hitlera. Wybraliśmy przyszłość i zapomnieliśmy przeszłość.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

StaszekPrawy

Się zgadzam, Europejczyczku. Może kiedyś obozy koncentracyjne były coś nie tak, ale to nie powód żeby się od razu obrażać.

Galford

Zgadza się. Katoliccy Ustasze robili sobie naszyjniki z ludzkich uszu. Organizowali też konkursy kto więcej gardeł poderżnie na czas serbskich więźniów…

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

BezAgresji

Specjalnie zalogowałem się, żeby odpowiedzieć na te debilizmy o ustaszach.
To nie byli żadni katolicy tylko banda pojebów. Skoro nie przestrzegali praw, które głosi katolicyzm to są nimi? Nie.
Czy policjant, który jest przestępcą jest najpierw kryminalistą czy policjantem? To bandyta w mundurze. A mundur to tylko przykrywka.
Czy w czasie prowokacji gliwickiej Niemcy przebrani za Polaków byli Polakami? Nie.
Czy Rydzyk, który Spowiedź Świętą zrobił on-line jest w pełni katolikiem? Nie.
Jest w Nowym Testamencie fragment, gdzie Jezus w Świątyni robi „dym”, ponieważ handlują tam faryzausze. Tak to jest jak się nie czyta, lecz prawdę bierze z mediów. Czy to II WŚ, czy zabory, czy komuna – na polski Kościół zawsze mogliśmy liczyć.
Jest masa normalnych i dobrych katolików, ale ze skromności siedzą cicho. Każdy praktycznie jara się I RP. Ona była katolicka i było poszanowanie dla innych wiar. Polska była krajem bez stosów. To opinia z zachodu.
Prawdziwy katolik nie morduje. Jeśli Twój ojciec Cię gwałci to jest ojcem? Tylko teoretycznie. Prawdziwy ojciec nie krzywdzi swej rodziny.
Dzisiaj ludzie są niestety tak tępi, że wystarczy przebrać się za kogoś i w ciemno oceniają po szatach, a nie czynach.

Teraz czekam na kontrargumenty w postaci pojedynczych przypadków, które rzekomo mają oczernić wiarę katolicką.

P.S. Świeckie państwa macie na zachodzie: Niemcy, Szwecja, Anglia, Belgia, Dania, Holandia, Szwajcaria, Włochy. Katolickie są: Polska, Węgry, Irlandia i Malta.
Sami sobie dajcie odpowiedź gdzie mają problemy z tożsamością narodową i uchodźcami oraz wartościami.

P.S. 2 – nie, nie znoszę PiS-u i nie mają nic wspólnego z katolicyzmem. Katolicyzm wśród elit to był jeszcze w II RP przed zamachem majowym.

Komunista

Otóż nie. To byli popierani przez p. Wojtyłę i jego bandę mordercy.

11209475_355019448351835_5208484812232433603_n.jpg
andreski

Dobry nick sobie dobrałeś, komuchu. Idź i głoś jaki to katolicyzm jest „zły”, boś się naczytał propagitki, a jaki komunizm „dobry”. A że przez ten morderczy ustrój życie straciły miliony? Chuj tam, rewolucja wymaga ofiar, nie?

Komunista

katolicy podczas konkwisty wymordowali więcej niż komuna i faszyzm. Z tym że Hitler to przecież umiłowany katoli. Poza tym p. Hitler i p. Stalin mordowali bardzo kulturalnie, komory gazowe, rozstrzelania, wieszania. Natomiast wyznawcy p. bozi:
Kobiety i mężczyzn szczuto psami karmionymi ludzkim mięsem i ćwiartowanymi żywcem indiańskimi niemowlętami. Wbijano ciężarne kobiety na pale, przywiązywano ofiary do luf armatnich i puszczano je z dymem. Mordowano, gwałcono, ucinano ręce, nosy, wargi, piersi. Gdy katoliccy „misjonarze” zawitali do Meksyku, żyło tam około 11 milionów Indian, a po stu latach już tylko półtora miliona. Szacuje się, że w ciągu 150 lat zabito co najmniej 30 milionów Indian.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

KazimierzZdzislaw
! 14=13+1/1 !

Uff… dobrnąłem do końca. A to znaczy, że to jest całkiem udany tekst :-)
Niby wszystko to było wałkowane na 100 sposobów, ale Olkiewicz się postarał i ładnie przedstawił swój punkt widzenia, z którym się w 90% zgadzam.
Dobry artykuł,

obwarzanek

Dla mnie to żaden powód by deprecjonować znaczenie mundialu. Transfer jednego z najlepszych piłkarzy w historii z jednego potentata do drugiego w każdych okolicznościach byłby tematem numer 1.Dla mnie to nie znaczy, że futbol klubowy będzie coraz bardziej wypierać mundial. Wystarczy popatrzeć na oglądalność, finał LM oglądało 3 mln ludzi w TVP. Mecz otwarcia Rosja – Arabia to 3,7 mln ludzi na jedynce. Dużo jeszcze czasu minie aż, rozgrywki klubowe będą się cieszyć takim zainteresowaniem jak turnieje reprezentacyjne, o ile to się kiedykolwiek stanie 😉

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

obwarzanek

Możnaby też zacząć organizować mundiale w środku sezonu w zimie . Raz na 4 lata może by się udało jakoś to ułożyć z klubami.

Bolo

Trochę tak, ale w reprezentacjach też coraz większe znaczenie ma kasa.

Zobacz na tegorocznych półfinalistów Mundialu – po raz pierwszy od wielu lat zabrakło wśród nich drużyny południowoamerykańskiej. Kraje, w których ćwiczy się na plażach i ulicach nadal grają atrakcyjną, widowiskową piłkę, ale sumarycznie przegrywają z reprezentacjami bogatych krajów Europy Zachodniej.

Ok, są wyjątki – daleko zaszła słaba ligowo Chorwacja, odpadły Niemcy – ale generalnie widać korelację między ligą a drużyną. Po prostu tam gdzie jest bogata liga, tam też jest lepsze zaplecze szkoleniowe, i statystycznie jest tam więcej dobrze wyszkolonych zawodników.

Ok, są Wyspy Owcze, jest Islandia – ale nadal to bogate zachodnie kraje, gdzie po prostu mieszkańcy mają czas bawić się w piłkę (bo nie pracują po 80h tygodniowo jak w Azerbejdżanie czy na Kiribati).

StaszekPrawy

CR7 opuścił Hiszpanie, bo go dojechali podatkami. Cała prawda.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Kierowniku
Za swoje się huśtam!

No ba! Bliższa ciału koszula

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Kierowniku
Za swoje się huśtam!

Trudno byc prorokiem we wlasnym kraju

StalinMourinho

A niech sobie „eksperci” typu Hajto/Engel narzekają na niski poziom tych mistrzostw. Pierwszy mundial, jaki oglądałem to była Hiszpania’82 – i do czasu tegorocznych rozgrywek uważałem, że był najlepszy w historii, ale będę chyba musiał zmienić zdanie.

Kierowniku
Za swoje się huśtam!

Moze jestem skrzywiony, ale bardziej mnie jaraja nasze kluby w eliminacjach do pucharów, transfery na tydzien przed startem ligi. Sparingi i kontuzje.
Ronaldo? Przecież wlasnie poznalismy finalistów mistrzostw swiata, nie ma lepszych tematow? Kto SZTUCZNIE, nakreca bzika wokół krystyny? Wstyd. Po naczelnym moznaby sie wiecej spodziewac.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz