„Kwestia Sterlinga najbardziej polaryzująca od czasu Brexitu”
Weszło

„Kwestia Sterlinga najbardziej polaryzująca od czasu Brexitu”

Anglia właśnie rozgrywa swój najlepszy mundial od 1966 roku, kiedy to w swojej ojczyźnie zwyciężała w najważniejszych międzynarodowych rozgrywkach. A jednak jej styl pozostawia wiele do życzenia. Trochę wynika to ze specyfiki rosyjskiego turnieju, lecz w dużej mierze także z jej własnych problemów. I może zabrzmi to nieco jak herezja, wszak mówimy o zespole, który za chwilę zagra o finał, aczkolwiek gwiazdy drużyny Southgate’a w dużej mierze po prostu zawodzą. Dele Alli nie ma takiej siły przebicia jak zwykle, Lingard miewa jedynie momenty, a nawet Harry Kane, choć idzie na króla strzelców, nie błyszczy tak jak przypuszczano.

Jeśli jednak wymieniamy tych, od których należało wymagać znacznie więcej, na czoło wysuwa się Raheem Sterling. Złote jajo angielskiego futbolu, z którego wykluło się złote dziecko, mające poprowadzić Synów Albionu po złoty krążek do zawieszenia na szyi. Co mogło pójść nie tak?

Skrzydłowy jakiego znamy z Manchesteru City, a skrzydłowy z reprezentacji Anglii nie bowiem mają ze sobą zbyt wiele wspólnego. Bo to trochę tak, jakby w jednym ciele żyły dwie osoby.

A wydawałoby się, że Pep znalazł sposób, który na dobre odblokuje wychowanka Liverpoolu na wszystkich frontach. Zresztą, o własnym rozwoju przy współpracy z hiszpańskim szkoleniowcem opowiadał swego czasu sam piłkarz. – Guardiola chce, by każdy zawodnik angażował się w jego styl grania. Kiedy skrzydłowy dostaje piłkę, trener chce od niego konkretów, jak celne dośrodkowanie czy próba zdobycia gola. Dla mnie to dobra rzecz, ponieważ w sezonie 15/16 nie miałem tak dużego wpływu na grę zespołu, jaki bym chciał mieć. Za poprzedniego trenera zawsze chodziło o dwa kontakty i oddanie piłki, wtedy zapominasz o tym jakim jesteś piłkarzem. Teraz mogę połączyć te dwa style – mówił Gary’emu Linekerowi. Tłumacząc na nasze, Sterling ma nie bać się odważnych zagrań. I żeby nie być gołosłownym – to podejście naprawdę przyniosło rewelacyjne efekty. 18 trafień i 15 asyst przy 106 ligowych golach Manchesteru City daje udział przy 31% trafień całej drużyny. To wynik wręcz RE-WE-LA-CYJ-NY!

Zerkamy zatem również w reprezentacyjne statystyki naszego bohatera i… Tym razem załamujemy ręce. W ostatnim czasie zaledwie jedna asysta przeciwko Panamie. Poza tym „nie ma wody na pustyni”. Zaledwie dwie bramki w 42 spotkaniach. I to z kim! Ofiarami Raheema padały potęgi takie jak Litwa i Estonia. W 2015 roku. Dramat. Aż się nie chce wierzyć, że mówimy o tym samym zawodniku.

Nie ma zatem nic dziwnego w fali krytyki, z jaką spotyka się piłkarz. Pod względem podejmowania decyzji doprowadza kibiców do szewskiej pasji. Wystarczy obejrzeć sobie obszerne skróty w meczu ze Szwecją. Kiedy trzeba było podać – uderzał. Kiedy powinien był strzelać – próbował dogrywać. Uderzał z nieprzygotowanych pozycji, nie zawsze słusznie wchodził w drybling. Nawet ta sytuacja z genialną piłką od Jordana Hendersona woła o pomstę do nieba.

Tak samo jak angielscy fani, domagający się usadzenia Sterlinga na ławce. Różnoracy eksperci też już przestają gryźć się w język. – Gdyby nie jego szybkość, występowałby co najwyżej w Exeter – przekonywał chociażby Vinnie Jones. To oczywiście skrajność, jednak pokazuje doskonale, że cierpliwość wszystkich osób związanych kibicowsko z ekipą Synów Albionu powoli dochodzi do granic. – Mnóstwo osób twierdzi, że gra jak gówno. Tylu ludzi nie może się mylić – głosi jeden z twitterowych komentarzy przytaczanych przez The Times. – To był jeden z najgorszych występów indywidualnych, jaki w życiu widziałem – brzmi kolejny. Jeszcze jedna zmarnowana setka, jeszcze jedno niecelne dogranie w dogodnej sytuacji, a wkurwieniometr całego narodu eksploduje.

A z drugiej strony nie brakuje jednak głosów, które wyraźnie stają w obronie napastnika, dowodząc, iż rozliczanie go wyłącznie za niemoc strzelecką to wręcz niesprawiedliwość dziejowa. „The hated one” – jak nazwał siebie Raheem po Euro 2016, kiedy również przyjął na siebie wiadro pomyj – ma wielu zwolenników wśród tych, co na jego grę patrzą przez pryzmat taktyki drużyny. Na ich czele stoi oczywiście Gareth Southgate oraz telewizyjny ekspert, Gary Neville. – Gola co prawda nie strzelił, więc wisienki na torcie nie postawił, lecz poza tym wypadł doskonale. Cały czas męczył Granqvista, ciągle atakował – mówił były zawodnik Manchesteru United.

W kontekście występów Sterlinga na mundialu możemy zatem mówić o dużym paradoksie, wszak przydaje się on drużynie najbardziej w tych momentach, gdy nie ma piłki przy nodze. Jeśli jesteś obrońcą, nienawidzisz grać przeciwko tego typu zawodnikom. Skrzydłowy ten bowiem wciąż pozostaje w ruchu, o czym świadczy aż 46 wykonanych sprintów w meczu przeciwko Szwecji, najwięcej w całej drużynie. Dzięki temu pozostaje ona ciągle pod grą – w tym samym spotkaniu zaliczył 11 kontaktów z piłką w przeciwnym polu karnym. Nikt nie uzbierał więcej. No i do tego jeszcze pressing, który w połączeniu ze świetnym przygotowaniem motorycznym robi z naszego bohatera nie tyle zawodnika niebezpiecznego, co irytującego. Doprowadzającego cię do szewskiej pasji, bo niedającego ani chwili spokoju na przykład przy wyprowadzaniu piłki. Rozciągającego defensywę, skupiającego na sobie uwagę obrońców, dzięki czemu koledzy mają więcej miejsca i czasu. W ogóle nie dziwimy się więc, że pod względem taktycznym Southgate uważa go za gracza bardzo cennego.

Źródło: The Times

Źródło: The Times

Warto jednak w tym kontekście postawić pytanie – jaka jest efektywność wszystkich wyżej opisanych aspektów. Jakie korzyści przynosi reprezentacji Anglii? Jakie ma przełożenie na zdobycze bramkowe? Tu dochodzimy do sedna sprawy – minimalne. Z 11 goli strzelonych przez podopiecznych Southgate’a aż 8 padło po stałych fragmentach, 2 z otwartej gry, ostatni zaś po rykoszecie, gdy Loftus-Cheek przyładował w Kane’a. Mamy zatem kolejny kamyczek, który możemy wrzucić do angielskiego ogródka.

Bo czy bardziej racjonalnie nie byłoby uznanie, że podstawowym kryterium do oceny Sterlinga, zawodnika na wskroś ofensywnego, są właśnie zdobywane bramki oraz zaliczane asysty? Cała reszta to zaś wartościowy – podkreślmy to słowo – bonus. Wartość dodana, tworzona za pomocą wykonywania czarnej roboty. Czy broniąc Raheema w stylu Neville’a, powołując się na te wszystkie niewidoczne na pierwszy rzut oka aspekty, nie odwraca się kota ogonem? Chyba tak, ponieważ hierarchia ważności zostaje tu wyraźnie odmieniona. Zupełnie jakby celem samym w sobie było wykonywanie pracy, a nie czerpanie z niej najważniejszych korzyści.

Oliver Kay słusznie pisał więc o kwestii Sterlinga, że „to najbardziej polaryzująca naród sprawa od czasów Brexitu”, jednak raczej nie należy oczekiwać, iż Southgate odstawi skrzydłowego Manchesteru City od wyjściowej jedenastki reprezentacji Anglii. Sam się na niego wkurzy, kiedy zawodnik kolejny raz nie zachowa zimnej głowy w polu karnym, lecz ten, dzięki półtoragodzinnej harówce i tak podtrzyma zaufanie trenera. Głos ludu będzie donośny, ale karawana pojedzie dalej. Jeśli awansuje do finału, a tym bardziej wygra mistrzostwo – o czym wspominał z kolei Ian Wright – Raheem nie będzie miał się czym przejmować. No właśnie. Jeśli…

MB

Fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (2)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Matacochceta

To jest głupota,trzymać go tak długo w pierwszym składzie.Rashford dałby dokładnie to samo,a nawet jeszcze więcej.

wpDiscuz