Chorwacja – drużyna, której nic nie przeszkadza
Weszło

Chorwacja – drużyna, której nic nie przeszkadza

Z jednej strony jesteśmy my, czyli drużyna, której wszystko przeszkadzało – przygotowania, baza w Soczi (gdzie było przecież strasznie gorąco!), brak formy u liderów, zła atmosfera, dziwne decyzje selekcjonera, kluby, w których grają piłkarze rywali. Litania błędów i wymówek. Z drugiej są oni, czyli Chorwaci, finaliści mistrzostw świata, którym w tym turnieju nie przeszkadzało absolutnie nic. Mogłoby się walić, mogłoby się palić, a wydaje się, że oni na końcu i tak zrobiliby swoje.

Z ręką na sercu: kto z was obstawiał przed tym meczem, że Chorwaci nie dadzą rady, bo są wykończeni fizycznie? Pewnie myślało tak wielu, banda z Bałkanów grała dwie dogrywki i powinna je odczuć. A tu guzik: Chorwaci dostali trzecią dogrywkę, tym razem z Anglikami, podobno wybieganymi, ale to oni potrafili wsadzić decydującą bramkę. Innymi słowy, Chorwaci zagrali w tym turnieju o jeden mecz więcej niż reszta (3×30), a wyglądali lepiej niż niejedna reprezentacja. Do tego powinno przecież dochodzić zmęczenie psychiczne po karnych, tymczasem Chorwaci zachowują się, jakby pykali jakieś gierki na turnieju międzyszkolnym. Nic po nich nie widać, nic im nie przeszkadza.

To, że tracą bramki jako pierwsi? A kogo to obchodzi, a komu to potrzebne. W każdym meczu fazy pucharowej to Chorwaci dostawali gonga, musieli odrabiać straty i z Danią, i z Rosją, i dzisiaj z Anglią. Długo na tym turnieju było tak, że kto musiał gonić wynik, ostatecznie przegrywał, najwyżej remisował. Modrić i spółka mieli to w dupie, jak trzeba było coś naprawić, to podwijali rękawy i brali się do roboty.

Czy Chorwaci mają w pierwszej linii kogoś takiego jak Anglicy (Kane), jak Portugalczycy (Ronaldo)? No, nie, nie widać tam super strzelby, która załaduje bramkę przy każdej okazji. Nie, Dalić odpowiedział kolektywem.

– dwa gole Modricia
– dwa gole Mandzukicia
– dwa gole Perisicia
– gol Kramaricia
– gol Vidy
– gol Rebicia
– gol Rakiticia
– gol Badelja

Odpowiedzialność potrafi wziąć tam każdy i załadować, gdy wymaga tego sytuacja. A przecież drużyna Chorwatów to też nie jest festiwal gwiazd, gdzie na każdej pozycji gra heros futbolu. Nie, przecież na środku obrony gra wyśmiewany w Liverpoolu Lovren i Vida z przeciętnego Besiktasu. A jednak to nie oni obcinali się jak dzieci, tylko Stones na którego City potrafiło wydać pieniądze wręcz nieprzyzwoite.

Wygląda na to, że kolektywu Chorwacji nie potrafi rozbić nikt nic i nikt, nawet obrażalski Kalinić. Osobno ci reprezentanci może nie znaczyliby wiele (no, z wyłączeniem takiego Modricia), ale razem są piekielnie silni. Razem mogą być mistrzami świata.

Fot. Newspix