Definicja futbolu reprezentacyjnego (18)
Blogi i felietony

Definicja futbolu reprezentacyjnego (18)

Wielu twierdzi, że to głupia dziecinada, że to niepotrzebne nadawanie wielkiej wagi zjawisku totalnie nieważnemu. Wielu wręcz się obrusza na takie porównania, bo przecież w pacyfistycznym świecie Europy XXI wieku miejsce plemiennych rytuałów jest w rezerwatach. Ale jednak, nie da się od tego uciec, nie wówczas, gdy w jedenastce Szwedów dominują wysocy niebieskoocy blondyni, a Jordan Pickford aparycją plasuje się pomiędzy przeciętnym kibicem któregoś z londyńskich klubów a pilotem brytyjskiego myśliwca z lat czterdziestych.

Futbol reprezentacyjny to jest trochę powrót do czasów narodowych napinek, może nawet walki ulica na ulicę w jakimś podwórkowym meczu.

Często z szacunkiem, często w duchu fair-play, ale jednak – w czasie postępującej globalizacji, to jeden z ostatnich szańców, w których rudzi Irlandczycy siedzą z innymi rudymi Irlandczykami a wybuchowi i temperamentni Portugalczycy z innymi wybuchowymi i temperamentnymi Portugalczykami. Jasne, to się powolutku zaciera, a gdy Szwajcaria grała z Albanią w ogóle nie było wiadomo, którzy są którzy. Ten mundial jednak udowodnił, że narody wciąż istnieją i co najważniejsze – z całego serca pragną oglądać przedstawicieli tych narodów, ogrywających reprezentantów innych krain.

Oczywiście dostrzegam, że w półfinałach znaleźli się Belgowie, którzy tak naprawdę stanowią mieszaninę Flamandów, Walonów i potomków imigrantów oraz Francuzi o naprawdę najróżniejszych korzeniach. Ale na drugiej stronie drabinki jest właściwie w stu procentach angielska Anglia, właściwie w stu procentach chorwacka Chorwacja i niemalże (Mario Fernandes!) wyłącznie rosyjska Rosja. Więcej: Anglię prowadzi uosobienie typowego Anglika, Gareth Southgate, Chorwację – skrajnie stereotypowy Chorwat, a Rosja to w ogóle drużyna z twarzą Stanisława Czerczesowa, najbardziej rosyjskiego ze wszystkich Osetyjczyków.

W teorii to niczego nie zmienia – nadal przecież chodzi o wkopnięcie piłki do siatki, najlepiej kilka razy. W praktyce jednak – wznosimy się na totalnie inny poziom emocji, dramaturgii oraz sposobu przeżywania meczów.

W żadnym z dotychczasowych spotkań nie było tego widać tak mocno, jak w starciu Chorwatów z Rosjanami. Nie chcę uderzać w zbyt wysokie tony, więc na początku może zejdźmy na ziemię. Nie było to wielkie piłkarskie widowisko. Chorwaci oddali w całym meczu trzy celne strzały, za to obie drużyny nastukały 43 faule. Niewiele było klarownych okazji bramkowych, właściwie wszystkie gole strzelone zostały bardzo szczęśliwie, w dodatku dwa z nich to dzieło stałych fragmentów gry. Gra była skrajnie rwana, szarpana, nie brakowało kiksów, podań do nikogo, przerzutów lądujących na aucie. Rosjanie przez 120 minut wykonali 7 dryblingów, o trzy mniej niż wczoraj Eden Hazard. Podawali z celnością 65%, czyli mniej więcej na poziomie drużyny walczącej o utrzymanie w Ekstraklasie.

Chorwaci? Czym niby zachwycili? Nieudaną przewrotką, niezliczonymi przyspieszeniami Modricia, które następnie jego koledzy zamieniali w wycofanie piłki do stoperów? Nie, to też był ich słaby mecz, drugi z rzędu, bo i z Danią nie grali wcale wielkiej piłki. Totalnie nie dziwię się, że futbolowi esteci narzekają na co drugi mecz tego turnieju – bo gdy zestawimy jakość piłkarską tych widowisk z piłką klubową, widzimy paździerzowy prymitywizm.

Ale jednocześnie ten paździerzowy prymitywizm nabiera wyjątkowej barwy, gdy widzimy determinację w oczach poszczególnych zawodników. Gdy Stanisław Czerczesow skacze przy linii zachęcając rodaków na trybunach do głośniejszego dopingu. Gdy Domagoj Vida pada na murawę bez koszulki tak, jakby właśnie wygrał piąty raz z rzędu Ligę Mistrzów z klubem ze swojego rodzinnego miasta. Gdy Subasić przy skurczu, mylnie interpretując go jako poważniejszy uraz, niemal przebija się do systemu nawadniającego murawę, tak mocno napieprza pięścią w trawę. Nie ma ani jednej chwili, gdy myślisz sobie – kurczę, są zrezygnowani. Nie, nawet w beznadziejnych sytuacjach, nawet gdy nogi odmawiają posłuszeństwa – biegniesz dalej.

Nie może zaskakiwać dobór słownictwa przy opisywaniu tych zagrań. Nazywanie Dziuby czy Mandżukicia żołnierzami, militarne gesty, militarne sformułowania. Jestem pewny, że wielu z nich, choćby i podświadomie, widzi samych siebie jako broniących honoru narodu. Głupota? Być może, ale to widać w każdym kolejnym sprincie wykonywanym w 116. minucie wyniszczającego meczu.

Może się mylę, ale w piłce klubowej aż taka piana na pysku może przeszkadzać – niejeden klub był bezlitośnie karcony przez faworyta, jeśli jedyne, co miał do zaoferowania, to mordercze ganianie z maczetami w skarpecie. Na mundialu jest inaczej – techniczne umiejętności czy taktyczne uniki zaczynają przegrywać w starciu z siłą, szybkością, przebojowością. Trochę z uwagi na ograniczoną jakość wielu drużyn, trochę z uwagi na skromniejsze możliwości pod względem szlifowania zagrań. Ale mimo wszystko – to czuć, szczególnie, gdy grają takie harpagany jak Rosjanie z takimi wyleniałymi kotami jak Hiszpanie.

Zresztą, o czym tu pisać, skoro Chorwaci (Vida i jeden z członków ekipy) tuż po meczu nagrywają taki filmik.

Nie oglądaliśmy wielkiego meczu, ale oglądaliśmy doskonałą walkę. Dramaturgia, emocje, te ciągłe ujęcia na kibiców czy polityków. Dziuba przemawiający w kółeczku. Vida podbiegający pocieszać Kovacicia. Łzy na sali konferencyjnej i przed kamerami telewizji. Powiecie – to wszystko jest w piłce klubowej, bez czarów. Ale nie, to nie jest to samo, różnica poziomu piłkarskiego, widoczna już na pierwszy rzut oka, jednocześnie zdradza różnicę w emocjonalnej sferze. Sukcesy drużyn, które piłkarsko odstawały, pokazują jak wiele da się w futbolu reprezentacyjnym nadrobić tym słynnym serduchem.

Dlatego tak przyjemnie oglądało się Chorwatów z Rosjanami.

I dlatego serce nadal tak boli po tym, co pokazała nasza drużyna.

Fot.FotoPyK

KOMENTARZE (26)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
obwarzanek

Dobry tekst. Może nie ma wielkiej jakości na tym mundialu ale jeśli chodzi o emocje, pasję i zaangażowanie to ten turniej jest wyjątkowy 😉

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

grosiak1970

Super artykuł dla tych, którzy twierdzą,że piłka reprezentacyjna to przeżytek. Zgadzam się z autorem tekstu, futbol w wykonaniu reprezentacyjnym musi istnieć,czy to się komuś podoba czy nie. Mimo słabego wizualnie poziomu tegorocznego Mundialu, pokazuje on jednak ile emocji wyzwala możliwość zagrania czy kibicowania w swoich barwach narodowych. W nawiązaniu do ostatniego zdania w tekście, boli , cały czas boli.

LordInfamous
Armia Szatana-antyżydochrześcijaństwo

Francja też jest francuska
Korzenie imigranckie rodziców mają chuja do gadania jeśli kochasz swoją ojczyzne

Kostinho
Legia Warszawa / Juventus FC

A Niemcy są niemieckie gdzie Ozil i Khedira krzyczą – Erdogan to mój prezydent

Hans Adalbert Mazeppa - pokaz siły
Borki Apartments F.C.

Khedira?

Janko_Buszewski

skoro pisał o francji to po chuj wyskakujesz z niemcami? jak koleś napisze „wszystkie ogórki są zielone” to zaczniesz wrzeszczeć, ze nieprawda, bo pomidory są czerwone?

Amaretka

Khedira debilu nie jest turkiem.

Spektakularny

Problem w tym, ze we Francji malo kto czuje sie Francuzem. To czysty interes. Nawet byli selekcjonerzy otwarcie o tym mowia, ale ludzie dalej beda pierdzielic, ze Makumba to RODOWITY Francuz

Bolo

W różnych krajach różnie postrzega się naród.

W krajach, które musiały przez setki lat walczyć o swoje miejsce na mapie (Polska, Chorwacja) poczucie narodu jest silne, trudno nam zaakceptować jako Polaka kogoś nie urodzonego nad Wisłą.
A w takiej np. Francji od czasów Napoleona nie myśli się w kategorii narodu, tylko obywateli, Francuzów – i może nim być każdy, kto dostanie obywatelstwo. Nie można wymagać, żeby wszyscy na świecie mieli do wszystkiego takie podejście jak Polacy.

LordInfamous
Armia Szatana-antyżydochrześcijaństwo

Pierdolenie o Szopenie, są i przypadki Benzemy(ostatni wywiad) i takiego Aubameyanga, który grał w kadrze Francji u-21 i bez problemu mógł poczekać na powołanie do dorosłej kadry ale chciał reprezentować Gabon – kraj swojego ojca
Znalazł się ekspert, który będzie oceniał czy Pogba się czuje Francuzem czy nie
dobre sobie

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

B123

Tam nawet Griezmann czuje się Urugwajczykiem ha ha

Spektakularny

Ruscy nie maja zespolu, a otarli sie o polfinal. U nas pilkarze w nizszej formie I juz usprawiedliwianie, ze nie mielismy szans ze sredniakami

Vooyek_Zbooyek

Kapitalny tekst. Odbieram mundial identycznie.

Fate

We Francji i Belgii czarni to potomkowie afrykańczyków, a w Anglii czarni to już 100% angole?

HATEspeech
GKP Targowek

weszlo mysli ze ich ojcowie przyjechali z pod manchesteru…

karasinio

Nie czaję. We Francji czy Belgii czarni imigranci są bee, a już w Anglii ci sami są Anglikami? Wtf?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

dario armando

Dokładnie tak .Jako futbolowy esteta jestem zdegustowany miernym poziomem tych mistrzostw ,w czym największy udział ma FIFA pozwalając na totalną rzeżnię na największej futbolowej imprezie .Tu jest gorzej niż w naszym siermiężnym grajdołku.Trenerzy kadry mają coraz mniej czasu na wytrenowanie ciekawych schematów gry Większość bramek pada ze stałych fragmentów gry ,które dla futbolowych estetów są zwyczajnie gorszej jakości,sytuacji podbramkowych jak na lekarstwo ,za to fauli często i pięć razy tyle .W moim osobistym rankingu mundiali a jest on prawie 50 letni to jest jeden z najgorszych mundiali ,chyba tylko Italia ,90 i Korea ,Japonia 2002 były słabsze.A 4 lata temu było tak cudownie z tym ,że dzięki innemu podejściu sędziów w kwestii twardości ,gdy Latynosi dużo lepsze wyniki osiągnęli.Trudno trzeba to przeżyć i mieć nadzieję ,że trend się odwróci ,bo obecnie dzieje się dziwnie skoro,ja pasjonat futbolu szczególnie reprezentacyjnego czekam ,kiedy to się skończy.

Janko_Buszewski

„w pacyfistycznym świecie Europy XXI wieku miejsce plemiennych rytuałów jest w rezerwatach” no nie wiem. w Polsce to ciągle się je odstawia, na każdym osiedlu czy wiosce. Jest lider, który prowadzi rytuał i stado, które bezmyślnie po nim powtarza, a całośc sprowadza sie do urojeń i wiary w coś nieistniejącego. Idealna definicja plemiennego rytuału

comment image tu przykład takiego obrzędu w rzeszowie

Vooyek_Zbooyek

Nie karmić trolla.

Janko_Buszewski

sam jesteś troll. jeśli to nie jest obrzęd plemienny to co to twoim zdaniem jest?

Celtu

Oczywiście Kuba ma rację pisząc o innym poziomie emocji w przypadku Mundialu,jednak jest to poziom emocji samych zainteresowanych.Dla biernego obserwatora ten Mundial to dno i trzy metry mułu.Poza dwoma czy trzema rzeczami nic z tego turnieju nie zapamiętam pozytywnie.Oglądam,bo jak chyba każdy tutaj jestem wielkim fanem piłki nożnej,ale marzę tylko o tym żeby to się wreszcie skończyło.

nauro

Tak patrzę, że chyba zdarzyło mi się przegapić zakończenie kariery przez Ognjena Vukojevicia…jakby kto pytał, to ten na filmiku obok Vidy

Świroos

Mnie zupełnie poziom imprezy nie przeszkadza a wręcz przeciwnie chłonę wszystkie mecze jak za dzieciaka. Zastanawiałem się dlaczego i po prostu mam przesyt europejskiej piłki klubowej wałkowania non stop tego samego. Ten mundial to dla mnie powiew świeżości i powrót do czasów pasjonowania się piłką.

wpDiscuz