Ronaldo w trybie energooszczędnym, czyli po co mu ten Juventus?
Weszło

Ronaldo w trybie energooszczędnym, czyli po co mu ten Juventus?

Wielu kibiców puka się w czoło. – Po co temu Ronaldo ten Juventus? Przecież w Madrycie ma wszystko, czego trzeba. Jest na szczycie, wygrywa seryjnie Ligę Mistrzów, marketingowo wyżej już nie pójdzie – mówią krytycy tego potencjalnego ruchu Portugalczyka. I nam też najpierw przeszła przez myśl „a po cholerę odchodzić i po cholerę akurat do Juventusu?”. Ale po głębszej analizie jesteśmy bliżej stwierdzenia „hej, przecież to wcale nie byłoby takiej głupie”.

Czy przejście do Juventusu będzie dla Cristiano Ronaldo awansem sportowym? Nie. To Real Madryt zdominował w ostatnich latach Ligę Mistrzów, to on o nim marzą piłkarze, to on ma silniejszą pozycję na mapie piłkarskiej Europy.

Czy przejście do Juventusu jest dla niego awansem marketingowym? Nie. Weźmy na tapet nawet taką pierdołę, jak liczba polubień facebookowych profili obu klubów. Real – 109 milionów, Juventus – 32 miliony. Real jest zdecydowanie większą marką. Zapewnia nieporównywalnie lepszą ekspozycję piłkarzy, niż ma to miejsce w Juventusie.

Czy przejście do Juventusu sprawi, że codzienna rywalizacja o mistrzostwo kraju będzie dla niego bardziej pasjonująca? Szanujmy się. Juventus zdobył osiem tytułów mistrzowskich z rzędu, konkurenci do walki o scudetto mogą się zbroić i wzmacniać, ale co z tego, skoro i tak jasnym jest, że Stara Dama i tak skończy nad nimi. Ronaldo w Hiszpanii też golił lamusów, tak jak będzie to robił we Włoszech, ale regularnie przegrywał walkę o mistrzostwo w kraju. Serie A zdobędzie i to z palcem w tyłku Krychowiaka w nosie.

Do tej pory ten transfer – z perspektywy Cristiano – nie trzyma się kupy. Krok wstecz pod względem sportowym, gorszy potencjał marketingowy i mniejsza rywalizacja na co dzień. Aleee…

Trzeba zwrócić uwagę na tendencję, którą idzie piłkarz. W Hiszpanii coraz częściej odpuszczał mecze ligowe, prosił o zmianę, oszczędzał się w spotkaniach z ogórkami. Przechodził po prostu w tryb energooszczędny – schodził na niższe obroty wtedy, gdy mógł sobie na to pozwolić, a w Lidze Mistrzów dociskał gaz do dechy. Ostatni raz tak mało minut w lidze rozegrał w sezonie 2005/06. W zeszłym roku wciąż był potwornie skuteczny, wciąż ciągnął ten wózek Królewskich, ale widać było gołym okiem, że przesunął priorytet na Champions League.

I w tym sensie jego transfer do Włoch wydawałby się sensowny. Bo we Włoszech mógłby zagrać i 20 meczów, a i tak na koniec sezonu włożyłby do gabloty medal za mistrzostwo, a pewnie i za krajowy puchar. Ronaldo mógłby rzucić wszystkie siły na Ligę Mistrzów, która z kolei byłaby idealną trampoliną do zdobycia Złotej Piłki. Wydaje się, że kolejne nagrody indywidualne i kolejne zwycięstwa w Champions League motywują go najbardziej, a regularna liga jest tylko naprzykrzającym się obowiązkiem, który trzeba odbębnić.

Być może Ronaldo potraktuje to przejście do Włoch po prostu jako nowe wyzwanie. Kolejne szlaki do przetarcia, kolejne rekordy do pobicia, kolejne laury do zebrania. Że chce udowodnić – skoro podbił Anglię, Hiszpanię, to czemu i nie podbić Włoch? Można spojrzeć na to i tak.

Niemniej marketingowo czy sportowe to Juventus i Serie A bardziej potrzebują Ronaldo, niż Ronaldo potrzebuje Juventusu i Serie A. Natomiast Włochy mogą dać mu swobodę i przestrzeń, której w Realu już nie uświadczy. Na pozór niezrozumiały ruch po chwili zastanowienie wydaje się całkiem rozsądnym wyjściem z sytuacji, która z czasem dogoniła i tak wielkiego piłkarza jak Ronaldo.