Romelu Lukaku. Dosłownie i w przenośni – wielki
Weszło

Romelu Lukaku. Dosłownie i w przenośni – wielki

23. minuta. Romelu Lukaku próbuje okiwać Mirandę w polu karnym. Zrobił to w taki sposób, że tylko się uśmiechnęliśmy. Stracił kontrolę nad piłką, ale ta przypadkowo przeszła między nogami rywala, więc napastnik Belgów ruszył w pościg za nią, co mogło sugerować, że tak chciał. Skończyło się na rzucie rożnym. Przy powtórce tego nowatorskiego zwodu zaczęliśmy rechotać. 

Osiem minut późnej już nikomu do śmiechu nie było. 

Gdy teraz przypominamy sobie stare zdjęcia Lukaku z juniorskich czasów w Anderlechcie, ponownie jesteśmy w szoku. Wyższy od wszystkich o dwie głowy, a być może i o trzy. Szeroki w barach. Krępy, ale bez zbędnej tkanki tłuszczowej. Muskulatura niebywała. Napakowany jak kabanos topór, który rówieśników brał pod pachę, przestawiał ich, przepychał. Mógł z nimi robić w zasadzie wszystko, na co miał akurat ochotę.

Przez ostatnich kilkanaście miesięcy postrzeganie Romelu trochę zmieniło się. Anglicy mieli do niego pretensje, że w najważniejszych meczach zakłada pelerynę niewidkę i znika. Kosztował duże pieniądze i miał być zbawieniem Manchesteru United. Gościem, który Liverpool, Chelsea, Arsenal czy rywali zza miedzy będzie kłuć regularnie. Nic takiego się nie działo – stąd brały się owe pretensje. Bramki zdobywał, ale głównie z zespołami średnimi i słabymi.

Można było przypuszczać, że na mundialu sytuacja z Premier League będzie kontynuowana. Belgowie w fazie grupowej trafili na reprezentacje dość piknikowe. Takie, którym strzelanie goli powodowało, że podopieczni Roberto Martineza czuli się, jakby zabierali maskotkę małemu dziecku. Lukaku zabierał bez wahania, ale prawdziwe wyzwania miały nadejść potem.

Dla nas cichym bohaterem meczu w Kazaniu jest właśnie on. Kilka linijek wyżej mieliście fragment o przestawianiu przeciwników w juniorskich czasach. Dzisiejszego wieczoru było podobnie. Podporządkował sobie zarówno Mirandę, jak i Thiago Silvę i ci nijak nie potrafili przerwać dominacji Belga. A w akcji bramkowej zrobił z nimi, co chciał.

Najpierw przyjął piłkę tyłem do bramki, odwrócił się i zaczął z nią biec. Minął jednego, nie dał się i drugiemu, a następnie zagrał do De Bruyne. Ten wpakował piłkę do siatki.

Majstersztyk inicjatora akcji. Napastnik MU tego dnia uczynił sztukę z gry tyłem do bramki. Maciej Korzym nie potrafił ukryć wzruszenia, Mariusz Ujek ze łzami w oczach smarkał do chusteczki. Po policzku spływały łzy szczęścia. Jednak to też granie w piłkę!

Przez resztę spotkania Lukaku robił właściwie to samo. Zastawiał się, wypuszczał piłkę, dryblował… Wraz z Hazardem wzorowo trzymali futbolówkę na połowie Canarinhos i wspaniale wybijali ich z rytmu. Jeżeli Lukaku utrzyma taką formę, szanse Belgów na finał będą naprawdę realne. W piątkowy wieczór był spektakularny, choć gola nie strzelił. Ale kontra z Japonią na 3:2 teoretycznie też była bez jego udziału, bo nawet nie dotknął piłki…

Fot. FotoPyk