Kubot i Melo nie obronią tytułu. Przegrali z… Marcinem Matkowskim
Inne sporty

Kubot i Melo nie obronią tytułu. Przegrali z… Marcinem Matkowskim

Ten Wimbledon nie zaskoczy nas już chyba niczym. Codziennie dostajemy nową porcję niespodzianek. Porażki ponieśli m.in. Maria Szarapowa, Richard Gasquet, Petra Kvitová czy Grigor Dimitrow. Wczoraj z turniejem pożegnała się też broniąca tytułu Garbiñe Muguruza. Dziś w jej ślady poszli inni zeszłoroczni zwycięzcy – Łukasz Kubot i Marcelo Melo.

Forma polsko-brazylijskiej pary w tym sezonie nie zachwycała. Właściwie dobrze było tylko tuż przed Wimbledonem, gdy wygrali turniej w Halle. Pierwsza runda zmagań na londyńskiej trawie też sugerowała, że coś się poprawiło – Polak i Brazylijczyk pokonali triumfatorów z Eastbourne, innej imprezy poprzedzającej wielkoszlemowe zmagania. Wydawało się, że odzyskują ten rytm, który pozwolił im w zeszłym sezonie nas zachwycić. Z naciskiem na „wydawało się”. Bo dziś ewidentnie go nie mieli.

Zaledwie kilka dni temu pisaliśmy o ćwierćfinale Kubot – Janowicz sprzed pięciu lat. Polski mecz, w turnieju singlistów, na takim szczeblu to ewenement, którego zapewne długo nie ujrzymy po raz kolejny. Tym bardziej, że już przedwczoraj z Wimbledonem pożegnała się Agnieszka Radwańska, nasza ostatnia singlistka. Wcześniej zrobili to Hubert Hurkacz i Magda Linette. Dlatego właśnie cieszą nas nawet takie spotkania, jak to dzisiejsze – gdy w drugiej rundzie deblowej rywalizacji, naprzeciwko siebie stają dwaj Polacy. Znów był to Łukasz Kubot i znów to on schodził z kortu jako przegrany. Tyle że nie pokonał go Jerzy Janowicz, a Marcin Matkowski wspólnie z Jonatanem Erlichem.

I tu pauza. Zdajemy sobie sprawę, że część z was o partnerze Polaka mogła w ogóle nie słyszeć. Dlatego właśnie czas na krótką notkę biograficzną. Jonatan Erlich urodził się 5 kwietnia… Nie no, dobra. Wszystko, co musicie wiedzieć to to, że Izraelczyk jest cholernie doświadczony, gra prawą ręką, a na swoim koncie ma sukces, którego brak Matkowskiemu – triumf wielkoszlemowy. Wygrał Australian Open 2008 w parze ze swoim rodakiem, Andym Ramem. Od czasu zakończenia kariery przez tego ostatniego, raczej męczy się ze znalezieniem odpowiedniego partnera, choć kilka tytułów jeszcze do swojej kolekcji dołożył.

I tu pojawia się Marcin Matkowski, który – tak, zgadliście – też nie potrafi znaleźć partnera do stałej, regularnej gry odkąd rozstał się z Mariuszem Fyrstenbergiem. Ten drugi zresztą już nie gra, ale jeśli chcielibyście posłuchać, co ma do powiedzenia o tenisie, to akurat dziś gościł w naszym radiu. Wracając do Marcina, w ostatnich latach próbował on „sparować się” m.in. z… Łukaszem Kubotem, ale to zestawienie na dłuższą metę ewidentnie nie wypaliło. Ostatnio „Matka” zmienia partnerów jak rękawiczki – to czwarty turniej z rzędu, w którym gra z innym zawodnikiem, a pierwszy, kiedy za partnera ma Erlicha. Dzisiejszy mecz pokazuje jednak, że polsko-izraelski duet ma ogromny potencjał.

Bo grali świetnie. Znakomicie funkcjonował ich serwis, w przeciwieństwie do podania Kubota i Melo (cały mecz zakończył się podwójnym błędem Łukasza), utrzymywali nerwy na wodzy w najważniejszych momentach, dobrze radzili sobie zarówno przy siatce, jak i z głębi kortu. Przegrali pierwszego seta po tie-breaku, ale w kolejnych byli zdecydowanie lepsi od obrońców tytułu i zasłużenie zwyciężyli. Zwykle to o Łukaszu Kubocie mówi się, że jest jednym z najlepiej returnujących zawodników w całej stawce, ale dziś to miano ewidentnie należałoby przypisać do Matkowskiego i Erlicha. Niemal co gema serwisowego Polaka i Brazylijczyka, sprawiali im tym elementem problemy. Jeśli będą grać tak dalej, to nie widzimy przeciwwskazań, by doszli do półfinału, który Marcin Matkowski wyznaczył sobie jako cel. Ba, życzymy im tego.

A co z parą Kubot i Melo? Nie spodziewalibyśmy się gwałtownych ruchów czy szukania innych partnerów, mimo utraty wielu punktów rankingowych. Poprzedni sezon pokazał, że dobrani są znakomicie, a słabsza forma w obecnym może mieć wiele przyczyn – począwszy od kontuzji, które w pierwszych miesiącach roku męczyły obu zawodników, a kończąc na tym, że… tak po prostu czasem bywa. Ot, cała filozofia. Jeden sezon jest genialny, inny słabszy, nie zawsze da się być na szczycie. Dziś Łukasz i Marcelo z niego spadli, ale nikt nie powiedział, że nie wejdą na niego ponownie.

Jeśli ktoś przegapił to spotkanie i chciałby obejrzeć inny polski mecz, to wieczorem w Anglii zagrają… Marcin Matkowski i Alicja Rosolska (też mająca dziś już za sobą zwycięstwo w delbu), którzy staną naprzeciw siebie w turnieju miksta. Polecamy.

Fot. NewsPix

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
KatalonskiPIES

hahahahaha wreszcie te kurwy z polsat sport zaczna pokazywac normalne mecze typu querrey-monfils a nie jakies debilne deble ktore interesuja tylko…a nie kurwa…one nikogo nie interesuja. Jest Wimbledon do chuja a nie polish (dorabiam sobie pieniedzy bo nie stac mnie fizycznie na gre w tenisa) party.

KatalonskiPIES

I brawa dla Matkowskiego

tolep
Hejko Lejorz

Z całego tekstu wyziera obraz debla jako śmiesznej zabawy półamatorów, No i jest to w sumie obraz prawdziwy.

A przecież to dziwne. Deble są widowiskowe, często bardziej niż single. Tylko że prawie zaden powazny zawodnik nie chce ich grać.

wpDiscuz

INNE SPORTY