Białek z Niżnego Nowogrodu: Cavani, jak zdrówko?
Weszło

Białek z Niżnego Nowogrodu: Cavani, jak zdrówko?

Tak jak zima co roku zaskakuje polskich drogowców, tak mundial zaskoczył rosyjskich kolejarzy. Środowy wieczór, jeden z moskiewskich dworców.

– Poproszę bilet na piątek rano do Niżnego Nowogrodu.
– Wszystkie wyprzedane.
– Hmm… To na czwartek wieczór.
– Wyprzedane na cały dzień.
– Ale państwo macie tego dnia około 20 połączeń.
– No tak. I wszystkie wyprzedane.

Po tym dialogu można było wysnuć trzy wnioski. Pierwszy – rosyjska kolej nie jest mistrzem przygotowania się na niecodzienne zainteresowanie i szybkiego reagowania w takich sytuacjach. Drugi – mecz Francji z Urugwajem nie będzie się cieszył uwagą wyłącznie psa z kulawą nogą, Moskwa ruszy na ten mecz całkiem tłumnie. No i trzeci – że jestem w dupie.

Albo raczej – że byłbym w dupie, gdyby nie istniała tak szlachetna instytucja jak autobus, nawet jeśli jedzie jakieś dwa razy dłużej, jest jakieś osiem razy mniej wygodny, a cena kształtuje się odwrotnie proporcjonalnie do wymienionych czynników. Na domiar złego pani w dworcowym okienku mówi ci, że skoro nie masz rosyjskiego paszportu, nie będziesz obsługiwany, bo ona „niczego nie rozumie”. Całe szczęście, że z pomocą przyszły wszechobecne (naprawdę wszechobecne) wolontariuszki. Co gdyby nie one? Czasami mam wrażenie, że gdybym zgubił się o czwartej w nocy na peryferiach Moskwy i banda rycerzy szeleszczącej konfekcji zadała mi pytanie ostateczne „Lokomotiv czy Spartak?”, gdzieś zza krzaków wyszłaby młoda dziewczyna w czerwonej czapeczce i szepnęła: – Na tym osiedlu za Spartakiem!

DSC02743

W autobusie wypełnionym po brzegi kibicami z całego świata wielu pasażerów oddaje się nocnej suplementacji. Po pół godziny jazdy pomiędzy siedzeniami roznoszą się hiobowe wieści: ubikacja nie działa. To znaczy może działa, może nie działa – nie wiadomo, nie da się jej otworzyć. Argentyńscy kibice mają już w oczach prawdziwą tragedię. Po naradzie pod zamkniętym klopem dochodzą do wniosku, że nie za taki autobus płacili ten tysiąc czy dwa rubli. Czas interweniować i iść z delegacją do kierowcy.

Kierowca tylko się roześmiał: – Co, toaleta? No to już!

I zatrzymał się dosłownie za trzydzieści sekund, na poboczu.

A połowa pasażerów – ledwie po godzinie jazdy – wypadła z pojazdu i zaczęła oddawać mocz do rowu, co było widokiem mocno groteskowym. Zwłaszcza, że jeszcze nie wyjechaliśmy z Moskwy. Ale niech pierwszy rzuci kamieniem…

Obie strony doszły po tym starciu do rozsądnego kompromisu – co dwie godziny po drodze urządzany był piętnastominutowy postój na stacji paliw (no dobra, tak serio to był przewidziany już wcześniej). Idealna proporcja, by zażyć suplementacji, ale by podróż też zbytnio się nie rozwlekała.

Postoje były okazją do zjedzenia posiłku i tak jak u nas na stacjach królują hot-dogi, tak w Rosji – jeśli czytacie regularnie moje teksty, to z pewnością nie uwierzycie – suche jedzenie. Jakie? Na przykład kanapka z kawiorem – posmarowana masłem i ikrą kilka godzin temu, ofoliowana. Albo kebab – zawinięty w tortillę i posmarowany sosem kilka godzin temu, ofoliowany. Lub też obiad – z frytkami i nogą z kurczaka usmażonymi kilka godzin temu, oczywiście ofoliowany.

To było zaskoczenie in minus, natomiast niespodziankę in plus przyniósł już sam Niżny Nowogród. Godzina poranna, kawiarnia w centrum wydaje mi się idealnym tłem do napisania tekstu. Zamawiam kawę, później drugą, przesiaduję w niej ze dwie godziny.

– Chcę zapłacić.
– OK. 40 rubli.
– Ile?!
– 40 rubli.

Sprawdziłem dokładnie na karcie dań – no tak, stoi jak byk, że jedna kawa to 20 rubli. A więc faktycznie tyle muszę zapłacić. 40 rubli to równowartość 2,40 złotych. Za dwie kawy. W Moskwie w podobnym miejscu zapłacilibyśmy nie 2,40 złotych, a 24 złote. Kontrast pomiędzy metropolią a zwykłym rosyjskim miastem widoczna jak na dłoni.

DSC02746

***

– Żebyśmy mogli przyjechać z synem na mundial, musiałem odkładać przez trzy lata. Że dużo? Może tak, ale czego się nie robi dla marzeń. Udział w turnieju to właśnie spełnienie naszych marzeń. Na niektóre mecze jeździ tylko syn, bo tak wychodzi taniej. Mnie wystarczy sama atmosfera mundialu i już czuję się znakomicie. Czuję, że robię coś, co chciałem zrobić przez całe życie.

Zasłyszana autobusowa rozmowa Meksykanina z Amerykaninem. Niesamowite, jak różne bywają życiowe priorytety.

***

Pod stadionem w Niżnym Nowogrodzie mocno się przeraziłem. Moje czujne oko wzięło na muszkę niedźwiedzia, który kilka dni temu przed meczem Chorwacja – Dania obiecał mi zająć się paskudzącymi gołębiami, ale w temacie nic nie zrobił. Wyniki śledztwa przyniosły szokujące wieści: to jednak nie niedźwiedź, a przebieraniec.

DSC02654

Tak było jeszcze kilka dni temu…DSC02742

A tak było dziś. Nie o taką Rosję Czerczesow gonił piłkarzy.

Skandal, prowokacja, uprasza się o nierozgrywanie już żadnych meczów w Niżnym Nowogrodzie (dziękuję za spełnienie prośby!). Jeśli jesteśmy już przy niedźwiedziach, dziś na Weszło ukazała się sympatyczna rozmowa z argentyńskim podróżnikiem, który przyjechał do Moskwy ze swojego kraju… rowerem. Opowiadał w niej między innymi o tym, że zdarzyło mu się stanąć podczas podróży oko w oko z niedźwiedziem. Zainspirowany kolegą spod stadionu dopytałem, jak takie spotkanie może przebiegać.

Matyas: – Byliśmy w lesie z dziewczyną, która podróżowała ze mną. Akurat jedliśmy posiłek, gdy powiedziała, że słyszy głosy. Powiedziałem jej, że to chyba jakieś halucynacje, ale po kilku minutach ona znowu się wzdrygnęła, że coś słyszy. Wziąłem latarkę i poszedłem w las zobaczyć, o co może chodzić. Myślałem, że to jakiś typ, który ukrył się w krzakach, ale gdy doszedłem do tych krzaków i zobaczyłem parę święcących się oczu… No, wtedy już wiedziałem, że to nie człowiek. Ja od razu wsiadłem na rower, ona zbiegła do namiotu, a niedźwiedź ruszył za mną. Na ziemi był jakiś kij, więc złapałem za niego i rozpaliłem ogień. Patrzyłem na niego, on na mnie… Staliśmy naprzeciw siebie z niedźwiedziem i patrzyliśmy sobie w oczy! Widziałem, że nie chce zrobić nam krzywdy, a chce tylko jedzenie, które przygotowywaliśmy. Co miałem zrobić? Rzuciłem mu wszystko, co mieliśmy. A on zjadł i spokojnie sobie poszedł.

To ja od grilla w lesie wolę już ten suchy kebab na stacji.

DSC02749

***

Urugwaj ma trzy miliony mieszkańców, Francja – sześćdziesiąt siedem. Z Urugwaju leci się do Moskwy kilkanaście godzin i z przesiadkami – z Francji samolotem bezpośrednim lub drogą lądową. Jakim cudem w Niżnym Nowogrodzie pojawiło się więcej urugwajskich kibiców? Nie mam bladego pojęcia.

I to nie tak, że Urugwaj przyjechał w takiej delegacji jak chociażby Peru, więc poprzeczkę zawiesił wysoko – nie, to mały kraj, więc do Rosji przyleciało niewielu kibiców. Niewielu, a i tak o niebo więcej niż Francuzów, którzy– jako naród – mają na ten turniej totalnie wywalone. Biorąc pod uwagę stosunek poziomu sportowego do zainteresowania kibiców – to właśnie od „Trójkolorowych” bije największa dysproporcja.

Uprzedzenia po Marsylii, w której Rosjanie urządzili dwa lata temu istny sajgon? Może.

Momentami miałem wrażenie, że więcej niż Francuzów jest Japończyków w koszulkach reprezentacji Francji, tak samo jak więcej niż Urugwajczyków jest Argentyńczyków (w koszulkach Argentyny). Urugwajczycy – jak na Latynosów – są dość spokojni. Co ich odróżnia od reszty: przyjechali do Rosji głównie całymi rodzinami. Matka, ojciec, syn, córka, często też ktoś z rodu seniorów, wszyscy oczywiście wymalowani – to typowy obraz urugwajskich kibiców.

DSC02756

Na meczu pojawił się święty Mikołaj. Tylko worek z prezentami coś jakiś taki lichy.

DSC02754

Najbardziej rozczulającym obrazkiem sprzed meczu był ten, gdy starsza kobieta, babcia, chciała zrobić swojemu wnukowi prezent i razem z nim chodziła pośród kibiców z karteczką „need ticket”. Niestety górę wzięły twarde prawa rynku: gdy rozpoczynali negocjacje, szybko odchodzili od potencjalnych sprzedawców, bo ceny były zaporowe. Mimo to przez kilkadziesiąt minut – a pewnie i do samego rozpoczynającego gwizdka – starsza kobieta z małym brzdącem chodziła z wiarą pomiędzy obcokrajowcami i zagadywała, a nuż trafi się coś po rozsądnej cenie. Aż się chciało wypłacić pieniądze z bankomatu i zafundować małemu tę wejściówkę.

***

Francja pozostawiła dziś w domu nie tylko kibiców, ale i fajerwerki. Jeśli to miał być jednak pierwszy prawdziwy test pretendentów do mistrzostwa (pierwszy naprawdę poważny przeciwnik, w gazie), to zdała go na piątkę. Kontrola przez cały mecz, punktowanie, wykorzystywanie błędów rywala.

Czy Francuzom byłoby tak łatwo, gdyby na boisku znalazł się Cavani? Na pewno byłoby ciężej, gdyby na bramce w Urugwaju nie stał Sebastian Przyrowski. Absencja Cavaniego pokazała nam jednak, jak słabym i chuderlawym organizmem dysponuje ów piłkarz. Rzućmy okiem…

Cavani trzy dni po kuracji w Niżnym Nowogrodzie – ławka, niezdolny do gry.
Białek trzy dni po kuracji w Niżnym Nowogrodzie – zalicza drugi mecz, młody bóg.

Trudy turnieju oddzielają chłopców od mężczyzn.

1m1fCKy

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
stolar

Zajebista robota Panie Białek na przestrzeni całego mundialu, dzięki za te relacje, wzorowo temat ogarnięty!

DrMabuse
Wisła Kraków

Zdanie o wolontariusze piękne

Semp

O ile tekst o wolontariuszce podpowiadającej kto rządzi na osiedlu jest prześwietny (jak dla mnie chyba tekst mundialu), to jednak trudno z zażenowaniem nie podejść do rozpaczy o brak biletów pociągowych.
I tak jak polska zima zaskakuje drogowców, tak Jakuba Białka zaskakuje, że podczas mistrzostw świata może braknąć biletów pociągowych na następny dzień. Sorry, ale dokładny terminarz był znany ponad pół roku temu. Naprawdę nie dało się tego ogarnąć wcześniej?
No i druga rzecz. Relacje zazwyczaj fajne, ale piszesz momentami tak, jakbyś dokonał jakiegoś bohaterskiego czynu w stylu filmowego van Damme’a, podczas gdy miałeś do pokonania kilkanaście godzin w pociągu czy jakimś autobusie. Ok, to nie są pewnie najprzyjemniejsze rzeczy w życiu, ale bez jaj. Trąci to trochę piłkarzami polskiej ekstraklasy, którzy po dziesięciu kolejkach odczuwają trudy sezonu, a do tego w związku z codziennymi dwugodzinnymi treningami nie mają czasu na nic.
Stąd krótki apel: mniej tych elementów męczennictwa. Choć wiem, że to się znacznie lepiej sprzedaje.

wpDiscuz