Weszło z Moskwy: Mądra Kolumbia poświętowała już przed meczem
Francja

Weszło z Moskwy: Mądra Kolumbia poświętowała już przed meczem

Need ticket. To takie kartki można obejrzeć przed stadionem, gdy gra drużyna z Ameryki Południowej, w przeciwieństwie do drużyn z Europy, na które bilety dostaje się za darmo (a chętnych i tak nie ma). Zapotrzebowanie na wejściówki było ogromne. Bo trochę tak głupio przelecieć cały świat i nie wejść na mecz, prawda?

Piękna Kolumbijka udziela wywiadu dla meksykańskiej telewizji. Ciężko powiedzieć, że to rozmowa – to bardziej wzajemne przekrzykiwanie się jej i reportera. Kibicka jest podczas swojego wywodu tak ekspresyjna, że dziennikarz za chwilę dostanie po głowie. Pewnie byłoby to dla niego swego rodzaju zaskoczeniem, ale prawdziwy szok przychodzi już za chwilę, gdy Kolumbijka… podciąga bluzkę i zaczyna wywijać tym, czym obdarzyła ją natura. Jest jeszcze w staniku, choć zamierza iść o krok dalej, lecz przezorny reporter – totalny amator, powiedzmy sobie to szczerze – zarzyna swój reporterski materiał i każe jej przystopować. Obok stoi mąż frywolnej kibicki i absolutnie nie jest wkurzony całą sytuacją. Co więcej – stoi i się cieszy.

Ech, co to jest za naród.

DSC02704 DSC02705 DSC02706

Przed meczem – oczywiście tradycyjnie – trwała fiesta. Nadawali jej ton fanatycy krokodyli, których spotkałem już w Kazaniu, ale wtedy siedzieli gdzieś z boku, lecz w miarę upływu turnieju się rozkręcili. Grupa liczy jakieś 10 osób. Przyjechała do Kolumbii po pierwsze – by wspierać Kolumbię, po drugie – by dawać miłość krokodylom i sławić ich dobre imię. Sytuacja oczywiście z gatunku „nie próbuj, nie ogarniesz”, postronnemu widzowi powinien wystarczyć ich urok i wszystko to, co składa się na definicję sportowego świra.

DSC02702

I znów tradycyjnie – Kolumbijczyków było dużo, Anglików mało. Kolumbijczycy byli rozśpiewani i roztańczeni, Anglicy spokojni i stonowani. Ma to swoją logikę, pomyślałem sobie przed meczem. No bo jeśli po meczu nie będzie nastrojów do samby, to przynajmniej pobawią się przed spotkaniem. Uważam, że to całkiem mądre podejście do życia.

Wczoraj los omal nie skojarzył mnie z Cavanim, dziś prawie z Jamesem Rodriguezem, który usiał sobie trzy rzędy ode mnie w towarzystwie Estebiana Cambiasso (asystent i analityk w sztabie Pekermana), Miguela Borjy i kilku gości w garniturach, którzy incognito robili za ich ochronę. Słyszałem od osób z otoczenia Jamesa, że to niezwykle stonowany, nieśmiały wręcz chłopak i do 57. minuty ta teoria się potwierdzała. To Borja wykrzykiwał raz po raz po każdej decyzji sędziego i podrywał się z krzesełka przy każdej możliwej okazji, a James wyglądał, jakby miał mecz trochę w dupie. Siedział wyluzowany, po prostu oglądał i przy tym często pisał coś na telefonie. Może przekazywał uwagi na ławkę? Nic nie sugerujemy, ale w Ameryce Południowej grający trener to instytucja ostatnio na topie.

Później gola strzelił Harry Kane i ciśnienie wzrosło do niebezpiecznych rozmiarów. Już przy najbliższej sytuacji stykowej James eksplodował. Zaczął wykrzykiwać do arbitra, gestykulować, aż w końcu sprowadzić do pionu musiał go Cambiasso, mówiąc pewnie coś w stylu: – Hej, gościu, zaraz będziesz memem.

DhNEnZnWAAUWkD7

Nie minęły dwie minuty, a doszło do kolejnej sytuacji na styku, a wtedy wybuchł już sam Cambiasso – no i w pierwszym rzędzie zaczął się teatr trwający już do końca spotkania, skoro nawet ten najbardziej ogarniający także stracił głowę. Jak wszyscy Kolumbijczycy zresztą – w okolicach 60. minuty mecz zamienił się w regularny pokaz mniejszego bądź większego chamstwa. Z drugiej strony – pewnie gdyby nie ta brawura, nie cisnęliby aż do samego końca, nie posłaliby w doliczonym czasie strzału, po którym Pickford musi wykonywać interwencję życia, wreszcie nie wyrównaliby w jednej z ostatnich akcji meczu.

Co się działo po wyrównującym golu to… nie do opisania. Wrzask przeogromny. Ludzie rzucający sobie w ramiona. James tonący w uściskach Cambiasso. Borja wykrzykujący coś po trybun. Kibice, którzy po tej bramce kompletnie zalali się łzami ze wzruszenia. Służby, które idą po kogoś, kto tej eksplozji radości nie wytrzymał. Jedna wielka ma-sa-kra. Oczywiście bardzo pozytywna.

DhNLUADWkAwvdgb

Radość po bramce

A James? No cóż, w ostatnich minutach któryś z kibiców mógł krzyknąć do niego tak, jak niegdyś do trenera Kieresia: – Siadaj na dupie, James!

Los chciał jednak, że James nie miał za sobą kibiców chcących obejrzeć mecz, a azjatyckich dziennikarzy, którzy pół meczu spędzili z nosem w telefonie, by cyknąć siedzącemu obok piłkarzowi fotkę z jak najlepszego ujęcia. Jeden z nich ze dwadzieścia minut robił sobie selfie z plecami Jamesa. Może kiedyś w swojej biografii podpisze to zdjęcie: podczas rosyjskiego mundialu z Jamesem Rodriguezem.

I w sumie sam nie wiem, kto będzie się bardziej mijał z prawdą – on czy recepcjonistka w moskiewskim hotelu, z którą uciąłem sobie uroczą pogawędkę.

– Wy gawarit?
– Nie.
– Nie?
– Nie.
– Wy z Polszy przecież.
– No tak. Ale nie znam rosyjskiego.
– A rodzice?
– Mama trochę.
– A ty nic a nic?
– No nie.
– Jak to możliwe?
– Normalnie.
– To Polska nie była w ZSRR?

Przepraszam za wyrażenie, ale zostałem wówczas doszczętnie rozjebany. DSC02715 DSC02711 DSC02710 DSC02708 DSC02707