Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ (16)
Blogi i felietony

Jak co środę… JAKUB OLKIEWICZ (16)

Pierwszy selekcjoner, którego w miarę dobrze pamiętam, to śp. Janusz Wójcik. Byłem dzieciakiem, więc moja wiedza kończyła się na tym, że tata, kilka lat wcześniej obecny na meczu ŁKS – Olimpia Poznań z radiem, w którym wysłuchiwał raportów z meczu Legii z Wisłą Kraków, nie był zachwycony takim wyborem władz PZPN-u. Później, po premierze gry FIFA: Road to World Cup zacząłem jeszcze się zastanawiać, dlaczego ja tłukę Włochów i Anglików kilkoma golami, a w rzeczywistości wychodzi to trochę słabiej.

Potem był Jerzy Engel, którego dość długo uważałem za cudotwórcę. W tym okresie zacząłem się orientować w piłce trochę lepiej. Byłem już świadomy, że atak złożony z Johna Carew, piłkarza Valencii, finalisty Ligi Mistrzów, który chwilę przed meczem z Polską awansował do ćwierćfinału tych rozgrywek w kolejnym sezonie, oraz Ole Gunnara Solskjaera, wiernego żołnierza samego Sir Alexa Fergusona, to nie jest banda leszczy do objechania. Zwłaszcza, że my musimy się posiłkować Nigeryjczykiem z Panathinaikosu. Tak długo, jak trwały te piękne eliminacje do azjatyckiego mundialu, tak długo wydawało mi się, że Jerzy Engel to trener z innej planety, elegancki, elokwentny i posiadający wielką klasę człowiek wrzucony trochę przypadkowo w trawione korupcją, układami i pijaństwem środowisko rodzimego futbolu.

Szybko okazało się, że o ile Engel świetnie wypadał na konferencjach prasowych i doskonale poradził sobie z eliminacjami, tak w kluczowym momencie zagubił się tak drastycznie, że Tomasz Hajto do dzisiaj rzuca kurwami na sam dźwięk nazwiska „Pauleta”. Roztrzaskanie marzeń było tym bardziej widowiskowe, ponieważ cała kadra zaczęła do siebie zrażać na dobrą sprawę jeszcze przed turniejem. Jako małolat najbardziej zapamiętałem z tego okresu nie zwycięski mecz z Ukrainą, ale „zupki” z kadrowiczami oraz nagranie zespołu „Pudelsi”.

Epizod w roli selekcjonera w wykonaniu Zbigniewa Bońka najrozsądniej będzie po prostu przemilczeć.

Dalej był Paweł Janas, którego zapamiętam głównie ze zrobienia show z powołaniami na turniej oraz irracjonalną niechęcią do Tomasza Frankowskiego. Przedziwne, ale nie jestem w stanie wskazać ani jednego wielkiego zwycięstwa jego drużyny, dopiero na Wikipedii sprawdziłem, że kluczowe było oklepanie Walii w Cardiff. Doskonale pamiętam za to 0:2 z Ekwadorem i 0:1 z Niemcami po obronie Częstochowy przez jakieś 85 minut. Oraz minę Tomasza Frankowskiego w studiu TVP podczas obecnych mistrzostw, gdy został zaproszony do jednego pomieszczenia z byłym selekcjonerem.

Dość ciepło wspominam Leo Beenhakkera, może dlatego, że od pamiętnego mundialu w 1998 roku kibicowałem Holendrom. Wydawało mi się, iż selekcjoner z tego państwa, w dodatku z nazwiskiem, z sukcesami i renomą, wyczaruje u nas przynajmniej kilku Davidsów, Seedorfów i Bergkampów. Okazało się, że wyczarował Rogera Guerreiro i to był właściwie koniec mojej przygody z kibicowaniem reprezentacji Polski.

Od 2008 roku, aż do końca kadencji Waldemara Fornalika, wyniki zawodników w biało-czerwonych koszulkach interesowały mnie wyłącznie wówczas, gdy na piersi był herb ŁKS-u. Chciałem napisać „w miejscu Orła”, ale to byłaby przesada, bo przecież w podanym okresie Orzeł nie zawsze był obecny na trykocie reprezentacji. Obrzydzanie kadry rozpoczął Beenhakker, również swoją wyniosłością, zarozumiałością i brakiem autorefleksji, ale oczywiście największe zniechęcenie to czasy Franciszka Smudy. Nie było łatwo – cały naród w biało-czerwonych barwach oczekujący na Euro 2012 a u mnie nic. Zero emocji, zero nadziei, zero jakiegokolwiek związku z kadrą. Po konferencji w 2012 roku, na której zadaliśmy Smudzie kilka niewygodnych pytań, napisałem: „komu dopingować w pojedynku biegowym Podolskiego i Perquisa? Polakowi?”

Pamiętam, że znajomi spoza środowiska kibicowskiego trochę się dziwili, że jak to, przecież Euro w Polsce, awans z grupy to obowiązek, idziemy na medale, mamy piękne stadiony, a Obraniak to nawet umie „cześć” powiedzieć. Ja tymczasem – i cała nasza redakcja – klęła na czym świat stoi, że spieprzono nam doszczętnie być może jedyną okazję na przeżywanie we własnym państwie meczów kadry narodowej na wielkim turnieju. I to jeszcze przed pierwszym meczem, przed rozesłaniem powołań, ba, nawet przed losowaniem grup. Po prostu, nie widziałem możliwości, by czuć jakikolwiek związek z drużyną, w której połowa to odrzuty z innych reprezentacji. I to bolało, bo przecież w innym klimacie, przy innej drużynie, z innym selekcjonerem to mógł być turniej naszego życia. Sześć lat temu pisałem tak, odpowiadając Smudzie, który twierdził, że brak wsparcia dla kadry wśród kibiców to pańska wizja, której nigdy nie będzie.

Reprezentacja PZPN / Sportfive jest olewana przez tych kibiców, którzy do niedawna byli w stanie przejeżdżać za nią tysiące kilometrów, spędzać długie godziny na przygotowaniach do jej meczów, zdzierać gardło na trybunach. Smuda i jemu podobni odarli nas z emocji, zabrali nam być może najpiękniejsze wydarzenie życia, momenty radości, solidarności, euforii podczas meczów Polski w tak ważnym turnieju, w turnieju granym u nas! Panie Franciszku, naprawdę chciałbym, żeby to była moja wizja, której nigdy nie będzie. Ale brak emocji u mnie i wśród ludzi, których znam to nie urojenia tylko smutna rzeczywistość sfrustrowanego kibica kadry wielonarodowej.

Emocje zostały ucięte szybko i zdecydowanie, jeszcze przed kompromitacją w tej beznadziejnie słabej grupie. Widziałem, że niektórzy się łamią, że mimo wszystko przeżywają te stracone gole, ale ja więcej emocji czułem przy spotkaniach Holandii, które obstawiłem u buka. Chciałem się nawet zmusić, poszedłem raz do strefy kibica, Rosję też oglądałem wśród wielu kibiców z wymalowanymi twarzami, ale nie udało się czegokolwiek poczuć.

Wyobrażałem sobie, iż tak właśnie muszą czuć się impotenci.

Następnie była zmiana na fotelu selekcjonera, Waldemar Fornalik miał niby to wszystko naprawiać, ale jak to się skończyło, pamiętamy. Mimo że pewnie chcielibyśmy zapomnieć.

*

Po konferencji rosyjskiej, na której Adam Nawałka sprawiał wrażenie człowieka oderwanego od rzeczywistości byłem wściekły. Możliwe, że bardziej niż porażki z Senegalem i Kolumbią zabolały mnie tamte słowa selekcjonera, który zdawał się totalnie nie dostrzegać swoich oczywistych błędów. Pół świata widziało, że zaryzykował, postawił na swoim pod względem taktyki i nazwisk, po czym okazało to drogą donikąd. On tymczasem wyszedł całkiem dumny ze swoich wyników i zapewnił, że błędów żadnych nie było.

Ale wczoraj, na jego pożegnaniu, był już obecny zupełnie inny Adam Nawałka. Obok Zbigniewa Bońka siedział Nawałka, którego chciałbym zapamiętać. Dość konkretnie, jasno i klarownie omówił swoje porażki, przyjął je na klatę, nawet podjął próbę wytłumaczenia się z nich. Wreszcie jasno stwierdził, że próbował poszerzyć taktyczne możliwości i na tym poszerzaniu się przejechał, ale nie uciekał też od odpowiedzialności nawet za dobór nazwisk. Wydaje mi się, że od „niskiego pressingu” do wczoraj Nawałka nauczył się o sobie i o futbolu więcej, niż przez ostatnie kilka miesięcy.

Trudno było się na niego złościć, trudno było się wściekać, bo widzieliśmy człowieka, który wie, iż zawiódł.

Jeszcze gorzej – z perspektywy emocji – zrobiło się, gdy dziennikarze namówili prezesa i trenera na wspominki. Przypomnieliśmy sobie zwycięstwo nad Niemcami, przypomnieliśmy sobie karne ze Szwajcarią, przypomnieliśmy sobie awans na mundial. Przypomnieliśmy sobie, że przez większą część tej 5-letniej kadencji byliśmy z reprezentacji po prostu dumni. Zupełnie inaczej niż u poprzedników, przede wszystkim – dłużej, niż u poprzedników. Fajny był wybieg prezesa Bońka, który porażki selekcjonera określał mianem gorszego tygodnia, bo wtedy właśnie rozegrały się obie największe klęski. Na tle trzyletniego gorszego okresu Smudy, czy szybkich odlotów jego poprzedników – to wynik wręcz fenomenalny.

Szkoda, że to się kończy tak typowo, szeregiem błędów, który doprowadził do tragedii na najważniejszym turnieju tej drużyny. Ale tak jak powiedział prezes – ten tydzień nie przekreśla pięciu lat.

Jeszcze podczas rosyjskiej konferencji sądziłem, że będzie trudno podziękować trenerowi, który odleciał, wchodząc w buty Smudy z takim impetem, że trudno było słuchać/czytać w spokoju jego kolejne wypowiedzi. Na szczęście dla wszystkich – wczoraj wrócił na ziemię i od wczoraj odbiera zasłużone podziękowania.

Dołączam się i ja.

Kibic reprezentacji Polski od jakichś trzech lat, po wcześniejszym sześcioletnim odwyku. Oby ostatnim.

Fot.FotoPyK

KOMENTARZE (51)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
panie.co.pan
Warta Poznań

„ten tydzień nie przekreśla pięciu lat” – pięciu nie, ale dwa tak… Nasz występ wyglądał jak próba wproszenia się przez dwa lata na imprezę do najfajniejszej laski w okolicy, a po wydębieniu tego zaproszenia przyjście pijanym, obrzyganie się i zesranie na środku salonu po 10 minutach oraz szybki powrót zamówioną taksówką do domu.

Alku86

dokładnie. Dodam, że będąc już w windzie w jej bloku wpadliśmy na pomysł, że zamiast pić browarki (po których może nie zaliczamy wszystkich panienek, ale bawimy się dobrze i z klasą prawie do końca imprezy), będziemy jebać wódę z kielonów. Co prawda 2 ostatnie razy jak tak robiliśmy porzygaliśmy się do cna, ale tym razem będziemy pić jej jeszcze więcej, ale i tak będzie inaczej (lepiej).
Szkoda słów.

mr.OTHER
Kartofliska.pl

Powinno być napisane tak: „dołączam się i ja, kibic sukcesu”. Ale nie mam pretensji, nikt nie zabrania być kibicem sukcesu, ktoś musi tę rolę piastować.

ozymandiasz

„Okazało się, że wyczarował Rogera Guerreiro i to był właściwie koniec mojej przygody z kibicowaniem reprezentacji Polski.”

Zaryzykuję stwierdzenie, że Roger przewyższał techniką wszystkich piłkarzy jakich kiedykolwiek zobaczysz na obu boiskach w Łodzi. Ciekawe ile minie lat zanim okaże się, że jednak się pomyliłem? 10? 20?

(tak dodałem ten komentarz bo brzydzi mnie sposób w jaki opisujesz reprezentantów polski o obcym pochodzeniu)

Michal Sz

Szkoda, że nie brzydzi cię pisanie nazwy naszego kraju z małej litery.

Janko_Buszewski

znaczy olkiewicz to typowy janusz i kibic sukcesy. jak były wyniki, to się jarał, jak nie szło – miał w dupie. miło, że przynajmniej wyszedł w końcu z szafy i przestał udawać i liczyć, że ktoś będzie go brał na poważnie jako dziennikarza pikarskiego.

Obserwator1312

Olkiewicz jest kibicem ŁKS-u,no faktycznie typowy janusz i kibic sukcesu 😀 Mówiłem to ja,kibic Widzewa.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

bolek88

Czytam ten portal od jakiegoś czasu i dopiero dzisiaj założyłem konto. Autorze tekstu jesteśmy napewno w podobnym wieku, ponieważ ja swoją przygodę w kibicowaniu repry też kojarzę od wójcika. Z tym że ja z tą reprezentacją byłem cały czas na dobre i złe. Myślę że powinnełeś kibicować realowi albo barcy. Kibicu sukcesu!!!!! Żal na maksa….

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Michal Sz

Ojej, jakiś jesteś dzielny, medal powinni ci dać.

Tomasz Kurzak

Panie Olkiewicz, kibicem reprezentacji się po prostu jest, albo nie jest. Nie ma wybierania okresów lepszych, czy gorszych. Kadra gra tak jak pozwala jej obecna siła i w sumie za Wójcików, Engelów, Janasów, Benhakkerów – nie było źle. Na tyle nas było stać i koniec kropka. Wiem, że chciałoby się dojść do półfinału z Bronowickim, ale tak to nie działa. Nawet uważam, że często graliśmy ponad realne możliwości kadrowe. Jak jest źle to jest źle, ale kibicuje się nadal i jako łksiak powinieneś doskonale to rozumieć i czuć, a nie sprzedawać takie pierdy.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

ruch STARUCHa

Ja odpowiem inaczej nie mieszajmy kraju w sprawy narodowe, bo to tylko… sport 😀

Odnośnie kibOLKIEWICZA wszyscy to wiedzą, iż to kibol sukcesu „podpiął się” bo był medialny hype na reprę i zawiódł się….jak mi go żal 😀

Sikor

Ciągle nie rozumiem zachwytów nad końcowym Nawałką. O ile chwała mu za Euro 2016 i za wygraną z Niemcami to potem było już tylko gorzej. Wszystkie nagrody i pochwały za Euro i Niemcy już odebrał dawno,a dziennikarze zamiast mówić co jest tu i teraz to ciągle wspominają. Miał teraz zadanie do wykonania ( a za to bierze kasę ) i mówiąc krótko -Spierdolił i do widzenia.

PS: Prawda taka : żaden z selekcjonerów nie miał od czasów Bońka tak świetnego napastnika jak Lewandowski – Można go lubić lub nie ,ale to są fakty. I gdyby nie ten człowiek bylibyśmy w dupie a nie na mistrzostwach. Przypomnę tylko 2 mecze – Rumunia na Narodowym i Armenia ’16 również na Narodowym. A wracając do meczu z Japonią – to zwykła ustawka w meczu i hańba by drużyna, co się dumnie nazywa Reprezentacją Polski na czele z jej trenerem Adamem Nawałką, mogła tak grać … a oni mu jeszcze klaszczą na do widzenia. Szkoda że ludzie, którzy na tej konferencji prasowej byli,a mienią się dziennikarzami, nie ustawili się w szpaler i nie zrobili po lodzie Zbyszkowi i Adamowi…

ruch STARUCHa

Lodów nie muszą robić, bo Rudy sam ma „fabrykę” do ich kręcenia! Co nie zmienia faktu, iż nie ma w Polsce obecnie fachowych dziennikarzy sportowych z zakresu piłki nożnej, którzy by w gierki Rudego nie wchodzili! Ostatnim takim był Adam Godlewski, ale łapki Rudego sięgają jak macki ośmiornicy i już nie jest redaktorem naczelnym „Piłki nożnej”!

ecoute

Kurwa, kolejny wypomina Janasowi Frankowskiego, a Frankowskiemu jakoś nikt nie wypomni, że przez pół roku poprzedzające Mundial nie strzelił ANI JEDNEGO gola.

17-S-92

Emil Forsberg w tym roku strzelił tylko jednego gola, selekcjoner go wziął, a ten wprowadził Szwecję do ćwierćfinału. Nie ma co gdybać, ale nigdy nie wiesz czy Frankowski nie przydałby się z Ekwadorem.

Michal Sz

Może by się przydał, a może nie, fakt jest taki, że Frankowski przed mistrzostwami grał gówno. Nie przeszedłby do Anglii i pewnie na turniej by pojechał, więc niech ma pretensje do siebie. On i Dudek od lat zachowują się jak dzieci, wielce pokrzywdzeni.

17-S-92

To swoją drogą.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

17-S-92

Chyba nie zrozumiałeś. Nie porównałem Frankowskiego do Forsberga pod względem piłkarskim. Pokazałem tylko, że można grać gówno pół roku i coś na turnieju zrobić. Więc sobie tyradę odpuść. Doskonale wiem, że Forsberg to lepszy piłkarz.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

ruch STARUCHa

Tu po części przyznam tobie rację… a kogo wymyślił Janas zamiast Frankowskiego??? Pamiętasz czy przypomnieć Rasiaka! I to jest dopiero… kabaret!!! Dudek z kolei był trzymany na siłę w Liverpoolu wbrew swej woli i to akurat nie jego wina tylko Beniteza!

baran

No właśnie. Kolejna bajka oderwana od rzeczywistości. Franek, Dudi, Rząsa byli zdecydowanie, przed mistrzostwami, pod formą. Realna ocena trenera Janasa.

Wiem co wydarzyło się w Zgierzu
Drużyna A

Dudek to akurat dobrze że nie pojechał. Boruc z Niemcami rozegrał jeden z życiowych meczów, oni wtedy spokojnie mogli powieźć nas trójeczką, a skończyło się na 1:0 w ostatniej minucie,

ruch STARUCHa

To chyba oglądałeś mecz do połowy…tam było „oblężenie Częstochowy” jak padłoby wynik min. 6:0 to nikt nie powinien mieć pretensji!

nieobiektywny
Szczupak Złotoria. Baleja Starosielce

Janas nie zabrał piłkarzy bez formy
Nawałka takich zabrał i wystawiał w meczach
Skończyło się tak samo!

Jak co sobotnie przedpołudnie - Wiesław "Agent 711" Machniewicz

„Wydawało mi się, iż selekcjoner z tego państwa, w dodatku z nazwiskiem, z sukcesami i renomą, wyczaruje u nas przynajmniej kilku Davidsów, Seedorfów i Bergkampów”

W wieku 18 lat nie rozumiałeś kim jest trener selekcjoner reprezentacji narodowej?

Odzidzia_Pajszao

Czy przypadkiem Olisadebe w czasach eliminacji do Korei to nie był jeszcze piłkarzem Polonii Warszawa?

max cavalera

Oczywiscie

ruch STARUCHa

Odkryłeś niekompetencje wierszoklety z Weszło, spodziewaj się bana 😀

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

ruch STARUCHa

W tym problem, iż on nawet nie wie co to znaczy być niezależnym, a tym bardziej dziennikarzem 😀

FalszywyProfil

swoją drogą, do dzisiaj żaden dziennikarz nie wyjaśnił, czemu Boniek tak szybko odszedł. Bo pewnie nie chodziło tylko o 1 porażkę z Łotwą.

słucham led zeppelin i queen, a niekiedy Kaliber44
a niekiedy Justice

Długo będę pamiętał końcówkę meczu z Japonią.

Vooyek_Zbooyek

W czasie gdy my kopaliśmy się z pastuchami w eliminacjach, Rosja grała sparingi lub turnieje z (podaję najlepszych): Turcja, Ghana, Kostaryka, Rumunia, WKS, Belgia, Chile, Nowa Zelandia, Portugalia, Meksyk, Korea Płd., Iran, Argentyna, Hiszpania, Brazylia, Francja.

Żeby nie ten idiotyczny ranking może byśmy liznęli więcej światowego futbolu i dzwonek alarmowy zadzwoniłby wcześniej…?

FalszywyProfil

to żaden argument, reprezentacja Smudy też grała z najlepszymi i co z tego

lisiec

No to i ja się dołączę. Pomimo żenady, w całej rozciągłości, na mundialu, cieszę się, że przeżyłem czasy, w których kadra, nawet grając gorszy mecz, umiała wyszarpać zwycięstwo/remis w ostatnich chwilach meczu. Coś pięknego. Niestety, obawiam się, że będę o tym opowiadał swoim dzieciom, tak jak mi opowiadali o złotej erze Polaków pińcet lat temu…

Olala
Widzew POLSKA Liverpool (L) Polonia Kotwica ŁKS Szerszenie Weszło

Ciszej już nad tą trumną. Do pracy, do ciężkiej roboty.

marcinw13
Manchester United 1997/98

Ten cytat o stosunku weszło do polskiej reprezentacji za kadencji Smudy u mnie zrobił się aktualny jak nigdy. Po tym jak na własne oczy zobaczyłem brak zaangażowania Krychowiaka w meczu z Kolumbią, bezradność i rezygnację kapitana naszej drużyny, po tym co oni, kurwa, zrobili z Japonią w końcówce. Po tych wszystkich kretyńskich wypowiedziach piłkarzy, z których tylko Fabiański przeprosił za cyrk ze skośnookimi oszustami… Nie chcę oglądać tej ekipy, przynajmniej dopóki będą pojawiać się w niej ludzie odpowiedzialni za dno dna z meczu z Japończykami. Można wszystko wybaczyć, brak sił fizycznych, brak umiejętności, ale braku zaangażowania, braku walki i zapierdalania od pierwszej do ostatniej minuty, w REPREZENTACJI nie jestem w stanie wybaczyć. Ci ludzie, u mnie i nie tylko u mnie, całkowicie STRACILI JAKIKOLWIEK SZACUNEK. Nawet jakby opierdolili Niemcy 5:0 w półfinale następnych Mistrzostw Europy, mam na nich serdecznie wyjebane, na Krychowiaka, na Lewandowskiego, na każdego z tych ludzi, którzy skompromitowali się doszczętnie w ostatnich minutach tego i tak już koszmarnego dla nas mundialu.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

zamocny

a ty co, siedziales pod tym stolem i zibiemu gale pedzlowales, ze znasz takie tajemnice poliszynszyla? czyzby ci nie zaplacili, ze teraz upubliczniasz takie rewelacje?

ruch STARUCHa

Liczył pewnie na więcej, a tu… zonk 😀

Chata Kumba

Zdjęcie profilowe zamocny komentarz mnie rozjebał :))

Nie chcę się czepiać, ale...

Z całym szacunkiem, ale proszę nie porównywać tych MŚ do MŚ za czasów Janasa. Za Janasa ta reprezentacja walczyła, byli ciency jak barszcz, brakowało im umiejętności, ale walczyli, z Ekwadorem starali się gonić wynik (choć nieporadnie, to muszę przyznać), z Niemcami bronić remisu (j.w.), z Kostaryką wyciągnęli zwycięstwo – piłkarze byli po prostu słabi, ale walczyli. Te MŚ to natomiast wielowymiarowa katastrofa, tutaj nic nie grało, ani taktyka, ani kondycja, ani mental, ani selekcja, ani forma zawodników. Nie mam pojęcia dlaczego Nawałce nie wyszło, szanuję go za wyniki sprzed 2018 r., dziwię się że aż tak się posypała mu robota, ale bądźmy sprawiedliwi wobec jego poprzedników.

FalszywyProfil

nie idealizujmy, wtedy w 2006 wszyscy jechali po nich identycznie jak teraz po obecnych reprezentantach. Że przypomnę słynną okładkę Faktu.

Nie chcę się czepiać, ale...

Tak rzeczywiście było, choć trzeba pamiętać, że Janas fatalnie żył z dziennikarzami (w ogóle gość zawsze był strasznie niemedialny), w dodatku na mistrzostwa nie zabrał ulubieńców prasy i TV (wiadomo których), a wysłanie na konferencję prasową kucharza to już nawet dla mnie było przegięcie. Więc mediom tym łatwiej było po nim jeździć, kiedy powinęła się noga. Poza tym zawód w Niemczech polegał głównie na tym, że grupę mieliśmy na papierze łatwą i na tym się skupiono, dopiero po latach niektórzy zaczęli zwracać uwagę: ejże przecież gwiazdą tamtego zespołu był piłkarz przeciętnej (wtedy) Borussi, a Celtic to przecież nie jest jakiś europejski potentat (takie były smutne czasy w 2006, żeśmy się podniecali, że Polacy grali w… lidze szkockiej) . Tegoroczna klęska jest jednak jeszcze mniej zrozumiała: ok, grupa była silniejsza niż w 2006, ale piłkarzy mamy nieporównywalnie lepszych (na papierze), trenera bardziej nowoczesnego, klimat wokół kadry był w ogóle nieporównywalny. Kiedy to się spierd…?

Nie chcę się czepiać, ale...

A tak w ogóle, to Engel nie posiłkował się Nigeryjczykiem z Panathinaikosu tylko z Nigeryjczykiem z Polonii Warszawa, jak Olisadebe zaczął grać w Grecji to Engela już nie było.

ruch STARUCHa

Uważaj tu podanie do publicznej wiadomości, iż wierszokleta jest niekompetentny nawet na takie „stanowisko” skończyć się może… banem 😀

jakibic

Żenada , na temat Bońka cisza, bo to kumpel. A właśnie na jego temat trzeba pisać , bo jako selekcjoner Reprezentacji Polski zachował się jak pochwa, jak członek. Nikt nigdy się tak nie zachował w żadnej dyscyplinie. Ale na Weszło to po prostu jedno zdanie „Epizod w roli selekcjonera w wykonaniu Zbigniewa Bońka najrozsądniej będzie po prostu przemilczeć”
Co za lizanie , glancowanie i czyszczenie.
A może tak coś więcej o pracy PZPN i młodym narybku, juniorach, trampkarzach itd. Co robi Boniek i PZPN ?
Lizanie, głaskanie, glancowanie i całusy. na weszło

wpDiscuz