Dzieci przy szachownicy. Jak wychować mistrza?
Inne sporty

Dzieci przy szachownicy. Jak wychować mistrza?

Szachy to jedna z niewielu gier, które nie uznają ograniczeń wiekowych. Zasad można nauczyć nawet małe dzieci, które – jak pokazują ostatnie lata – dość szybko są w stanie osiągnąć kosmiczny poziom. Praggnanandhaa Rameshbabu z Indii właśnie został drugim najmłodszym arcymistrzem w historii – tej wyjątkowej sztuki zdołał dokonać jeszcze przed trzynastymi urodzinami. Choć nie sposób przewidzieć, czy zdoła pójść w ślady współczesnych legend pokroju Magnusa Carlsena i Siergieja Kariakina, to na pewno już łączy go z nimi przynajmniej jedno – duży wpływ rodziców na wybór życiowej drogi.

Za pierwsze cudowne dziecko w najnowszej historii szachów powszechnie uważa się Bobby’ego Fischera. Zasady „królewskiej gry” poznał w wieku sześciu lat, ale pod opiekę fachowca trafił dużo później. Mimo to jego talent był tak wielki, że już jako czternastolatek został mistrzem USA w kategorii juniorów. Nie minął rok, a przy nazwisku młokosa widniał tytuł arcymistrza – najbardziej prestiżowe z szachowych wyróżnień. Międzynarodowa Federacja Szachowa (FIDE) zaczęła go przyznawać najlepszym zawodnikom od 1950 roku. Fischer został wyróżniony w 1957 roku i był pierwszym młodocianym arcymistrzem – liczył wtedy dokładnie 15 lat, 6 miesięcy i 1 dzień. Na pozycji najmłodszego zmienił swojego późniejszego wielkiego rywala – Borisa Spasskiego, któremu udało się tego dokonać w wieku „dopiero” osiemnastu lat.

W kolejnych latach widok coraz młodszych arcymistrzów zdążył stać się chlebem powszednim. Co trzeba zrobić, aby móc posługiwać się tym dożywotnim tytułem? Zawodnik lub zawodniczka („męski” tytuł jest uznawany za bardziej prestiżowy od zarezerwowanego wyłącznie dla kobiet statusu arcymistrzyni) potrzebuje trzech wartościowych wyników w międzynarodowych turniejach z udziałem innych arcymistrzów. Wyróżnienie można otrzymać również za inne znaczące osiągnięcia – na przykład za zakwalifikowanie się do turnieju lub meczu pretendentów. W ostatnich latach poziom się wyrównał, a arcymistrzów jest już tak dużo, że siłą rzeczy coraz łatwiej o spełnienie tych kryteriów. Efekty są łatwe do przewidzenia – grono wyróżnionych stale się powiększa.

Rameshbabu nie dołączył tam z przypadku. Wywodzi się z rodziny o mocnych szachowych tradycjach – jego starsza o 4 lata siostra jest dwukrotną młodzieżową mistrzynią świata. On sam wcześniej zdobywał tytuł najlepszego na świecie wśród ośmiolatków i dziesięciolatków. W 2016 roku został „mistrzem międzynarodowym” – to drugie co do znaczenia wyróżnienie w szachowym świecie. Hindus przeszedł do historii jako najmłodszy z docenionych w ten sposób – miał 10 lat, 10 miesięcy i 19 dni. Wśród arcymistrzów jest w tej kategorii drugi – tuż za Siergiejem Kariakinem (12 lat, 7 miesięcy), „przegrywając” tę swoistą rywalizację o nieco ponad trzy miesiące.

Świetne wieści przyszły z Włoch, gdzie Rameshbabu wygrał finałową rundę i ostatecznie uplasował się na drugiej pozycji w prestiżowym turnieju Gredine Open. „To był dla mnie trudny turniej, ale starałem się grać normalnie – na pewno nie celowałem w wysokie miejsca” – przyznał dwunastolatek.

Coraz młodsi i coraz lepsi

Bardziej wylewny był jego ojciec. Sukces oczywiście go ucieszył, ale – jak sam przyznał – szachy w życiu potomka pojawiły się trochę przypadkowo. Plan związany z tą dyscypliną zaistniał wprawdzie wcześniej, ale miał dotyczyć tylko jego starszej siostry. „Moja żona już jeździła z nią na różne zawody, kiedy Praggnanandhaa dopiero zaczynał grać. Na początku poważnie obawialiśmy się o to, czy zdołamy podołać takiemu trybowi życia, ale widząc jego pasję nie mieliśmy wyjścia” – stwierdził.

Wpływu rodziców na życie „cudownych dzieci szachów” naprawdę nie da się przecenić. Ojciec Magnusa Carlsena – obecnego mistrza świata – sam był niespełnionym zawodnikiem i po prostu postanowił zrobić z syna maszynę. Od samego początku trenował mu pamięć – między innymi poprzez składanie puzzli i klocków Lego, ale także przez zaawansowaną naukę geografii. Chłopakowi to pasowało – stał się wycofanym samotnikiem, który pochłaniał kolejne książki i powoli połykał szachowego bakcyla.

Jak dziś żyje jako numer jeden dyscypliny? Wciąż jest skromny i stara się nie wyróżniać z tłumu, ale na zarobki raczej nie narzeka. Przez całą karierę zdążył zebrać już grubo ponad 10 milionów dolarów. Za sam tylko ostatni tytuł mistrza świata w 2016 roku na jego konto wpłynęło 600 tysięcy dolarów, a już jesienią tego roku znów będzie mógł sięgnąć po to wyróżnienie.

Na zarobki i pozycję z całą pewnością nie może też narzekać jego wielki rywal i pokonany z ostatnich MŚ – Siergiej Kariakin. „Wraz z żoną poświęciliśmy wszystko, by został mistrzem świata” – przyznał jego ojciec. Pierwszy trener porównywał podopiecznego do smoka, który pochłaniał wszystko co podstawiano mu pod nos i ciągle chciał więcej. Sam zainteresowany obliczył, że od dziewiątych urodzin praktycznie codziennie „pracował” przy szachach przez co najmniej dziewięć godzin.

Kierowanie karierą syna było priorytetem rodziców, którzy w trosce o jego rozwój potrafili zmienić pracę i zdecydować się na ryzykowną przeprowadzkę. Życiorys Siergieja jest jednak tragicznie uwikłany w politykę. Rodzice i dziadkowie są Rosjanami, ale on sam urodził się w Symferopolu – stolicy podzielonego Krymu. Chociaż chodził do ukraińskich szkół i reprezentował ten kraj w młodzieżowych zawodach, to nigdy do końca nie czuł się obywatelem tego kraju. W 2009 roku – mając 19 lat – zmienił barwy narodowe. Potem długo nie komentował sytuacji na Krymie, ale pod koniec 2017 roku w końcu się przełamał i publicznie oznajmił, że jednak wspiera drużynę Władimira Putina.

Na liście najmłodszych arcymistrzów w historii jest jednak także polskie nazwisko. Tylko 32 osoby poniżej 15. roku życia osiągały ten tytuł – jedną z nich jest Dariusz Świercz, który dokonał tego mając dokładnie 14 lat, 7 miesięcy i 29 dni. Trzy lata później nieoczekiwanie został mistrzem świata w kategorii U-20. Zapowiadał wówczas, ze zamierza iść śladami najlepszych. Zdecydowanie nie pasował do stereotypu szachisty – książki książkami, ale oprócz tego codziennie starał się biegać i regularnie pływał. W Polsce wokół perspektywicznego Świercza planowano stworzyć drużynę, która wygra pierwszy od 1939 roku medal szachowej olimpiady. Dziś samego zawodnika próżno jednak szukać w czołówce rankingu FIDE. Najwyżej był tam na 79. pozycji – w marcu 2016 roku. Podczas poprzednich mistrzostw Polski zajął jednak dopiero 55. miejsce, a ostatnie miesiące spędził w USA.

W 2016 roku panowie na szachowej olimpiadzie zajęli siódme miejsce, ale znacznie lepiej poszło paniom, które wywalczyły pierwsze w historii startów Polek srebro. W tej kategorii widok coraz młodszych przy szachownicy także nie jest czymś nowym. Numerem jeden rankingu FIDE jest od dawna 24-letnia Hou Yifan, która tytuł arcymistrza wywalczyła w 2008 roku. Liczba pobitych przez Chinkę rekordów musi robić wrażenie – nie tylko przeszła do historii jako najmłodsza triumfatorka mistrzostw świata kobiet, ale także jako pogromczyni słynnej Judit Polgar, którą w pewnym sensie wysłała na szachową emeryturę. Węgierka była wcześniej numerem jeden wśród kobiet przez ponad 26 lat (!) i łapała się do TOP 10 rankingu FIDE bez podziału na płeć.

Wyprodukować mistrza…

Oczywiście nie byłoby takiej dominacji gdyby nie specyficzne podejście ojca. Laszlo Polgar od zawsze uwielbiał szachy, ale świadomy własnych ograniczeń od samego początku postanowił mocno inwestować w swoje trzy córki. Jego specjalistyczna domowa biblioteka liczyła w szczytowym momencie ponad 10 tysięcy (!) pozycji poświęconych rozgrywce, a szczegółowy plan spisał na długo przed spotkaniem swojej przyszłej żony. Wszystko przybliżył w swojej bestsellerowej, ale kontrowersyjnej książce „Wychować Geniusza”. Jak najkrócej streścić jego tezy? Można to zrobić właściwie jednym zdaniem – „nikt nie rodzi się mistrzem, to etap, do którego dochodzi się latami żmudnych ćwiczeń”. Dziś można stwierdzić, że Polgar zrealizował swój plan – wszystkie trzy córki osiągały znaczące sukcesy.

Jak wyglądały najmłodsze lata w takiej fabryce talentów? Laszlo zgodnie ze swoją filozofią przekonał żonę do domowej edukacji. Nie było więc żadnej szkoły i socjalizacji z rówieśnikami – dziewczynki siedziały pod kluczem w domu. Harmonogram każdego dnia miały oczywiście ściśle podporządkowany szachom – bywało, że ćwiczyły nawet 10 godzin dziennie. Oprócz tego ojciec nauczył je między innymi… Esperanto.

„Na początku to była tylko gra. Nasi rodzice są niesamowitymi pedagogami – potrafili nas podejść i zmotywować z różnych kierunków. W późniejszych latach szachy stały się dla mnie sportem, sztuką i nauką – wszystkim naraz. Nigdy nie czułam w sobie potrzeby buntu. Tworzyliśmy w pewnym sensie zamknięty krąg, ale dzięki szachom mogliśmy jeździć po całym świecie. To bardzo trudna ścieżka życiowa – rodzice powinni być bardzo ostrożni. Muszą znać ograniczenia swoich dzieci. W naszym przypadku wszystko wyszło dobrze, ale to żadna reguła” – wspominała w 2012 roku w rozmowie z „Guardianem” Judit Polgar – zdecydowanie najbardziej utytułowana z sióstr.

W swoich najlepszych latach była nie tylko królową kobiecych szachów, ale także równorzędną partnerką dla najlepszych mężczyzn. Pokonywała legendy – Kasparowa, Karpowa, Kramnika, Spasskiego, ale także lidera nowego pokolenia – Carlsena. W sumie ma na koncie wygrane w szachach szybkich lub klasycznych z jedenastoma mistrzami świata. Dziś w wieku 41 lat jest na Węgrzech żywą legendą – w 2015 roku otrzymała Order Świętego Stefana, najwyższe odznaczenie państwowe. Karierę oficjalnie zakończyła rok wcześniej. Po drodze zdążyła wziąć ślub i urodzić dwójkę dzieci, które wychowała jednak w zupełnie inny sposób niż jej rodzice.

Praggnanandhaa Rameshbabu – podobnie jak wiele innych cudownych dzieci przed nim – wyjścia nie miał, ale stara się przy tym dobrze bawić. Nic nie robił sobie z presji wytworzonej przez środowisko, które widziało w nim kandydata do pobicia rekordu Kariakina. Gra toczyła się o wielką stawkę, bo wyśrubowanie tego wyniku z pewnością pozwoliłoby chłopakowi i jego rodzinie na znalezienie kolejnych sponsorów. Choć Hindusowi nie udało się zostać najmłodszym arcymistrzem w historii, to nie ma się co oszukiwać – prędzej czy później ktoś ten rekord w końcu pobije. Wbrew obawom niektórych szachy nadal mają świetnie i w kolejnych latach mogą liczyć na napływ świeżych talentów – głównie z Chin i właśnie Indii. Mimo wszystko pytanie o moralny wymiar planowania życia dzieciom w tak drobiazgowy sposób pozostaje otwarte, ale to już temat daleko wykraczający poza same szachy.

KACPER BARTOSIAK

KOMENTARZE (1)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz