Pokolenie z tombaku
Weszło

Pokolenie z tombaku

Znowu to samo – brak tempa, brak pomysłu, brak elementu zaskoczenia i notoryczne, rozpaczliwe poszukiwanie potężnego Lukaku. Niech poprzestawia jednego obrońcę, drugiego zdemoluje, trzeciego zdepcze, a bramkarza umieści w siatce razem z futbolówką. Niestety dla Belgów – to nie jest gra „FIFA World Cup 2002”, tutaj nie ma ognistych strzałów. A już zwłaszcza, gdy uderzają Belgowie. Pokolenie ozłocone, zanim zdążyło na miano „złotego” czymkolwiek zasłużyć. Tym razem się prześlizgnęli, ale nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż to był już ostatni raz.

Reprezentacja Belgii była jedną z moich ulubionych właśnie podczas mistrzostw świata w Korei i Japonii, dlatego wspominam tę pamiętną grę od EA Sports ”Cyny Gejm”. Zachwycał mnie zwłaszcza Marc Wilmots – przed turniejem nie znałem tego gościa, zresztą on nigdy nie zrobił jakieś gigantycznej klubowej kariery, ale w tamtym turnieju był prawdziwym kozakiem. Kapitańska opaska mu nie ciążyła, tylko napędzała, stanowiła potrójną mobilizację do walki i świetnej gry.

Byłem wściekły, gdy anulowano mu bramkę z Brazylią, zdobytą jeszcze przy stanie 0:0. To trochę zapomniany skandal sędziowski, nieco zatuszowany przez ordynarne, koreańskie przewałki. Brazylijczycy też mieli w tym turnieju sporo za uszami, również w pierwszym meczu grupowym, ale mniejsza o to.

Najbardziej oczywiście mi przypadł do gustu fenomenalny gol Wilmotsa na samym początku turnieju, w meczu z… Japonią. Sztos.

*

Później, po kilkunastu latach – tego samego Wilmotsa uznano za głównego winowajcę faktu, iż reprezentacja Belgii nie potrafi niczego ugrać na wielkiej scenie, pomimo demolowania kolejnych rywali, w kolejnych eliminacjach do kolejnych turniejów. Przychodziło co do czego – TO-TAL-NA niemoc. Wszystkiemu miał być winien właśnie selekcjoner. Kiedy go przepędzono, byli podopieczni wylali na niego całe szambo oskarżeń, krytyki i pretensji. Że nie zna się na taktyce, że nie potrafi zadbać o atmosferę zespołu, w ogóle, że kawał z niego chama, a o futbolu nie ma zielonego pojęcia.

Nie, żebym specjalnie Wilmotsa bronił. Rzeczywiście nie sprawiał wrażenia największego myśliciela, a jego naturalne cechy przywódcze nie miały żadnego przełożenia na szatnię.

Jednakże, obserwując Czerwone Diabły podczas mundialu w Rosji, mam wrażenie, że jeżeli coś tutaj rzeczywiście nie gra, to wcale nie z kolejnymi selekcjonerami. Bo zespół wziął w obroty Roberto Martinez, a w Belgii po staremu – dopóki wynik jest bezpieczny, to demonstrujemy człapanko i zamulanko, prawie na poziomie wczorajszej Hiszpanii. Inżynier Mamoń zwykł mawiać w takich sytuacjach, że aż się chce wyjść ze stadionu. I wychodził.

Belgowie przyspieszają tylko wtedy, kiedy muszą, kiedy zaczynają nerwowo zerkać na stadionowy zegar. Wchodzą w mecz na takich obrotach, że aż chce się ziewnąć. Zawsze na chodzonego, nigdy eksplozywnie, nigdy nie nakręceni pozytywną energią. Japonia ich boleśnie pokarała za tę opieszałość na starcie drugiej części gry – Belgowie ewidentnie byli jeszcze myślami w szatni, a już dostali dwójkę do sieci. To nie był zimny prysznic, to był jakiś ultra-lodowaty Ice Bucket Challenge.

I nagle czary, magia. Okazuje się, że jednak można bez kalkulacji, szybciej, żwawiej, z pasją. Ale dopiero wtedy, gdy zapaliło się pod tyłkiem. Może to piekielne ognie mają tak – o ironio – zbawienny wpływ na grę Diabłów?

Na ich niekorzyść na pewno będzie teraz działał fakt, że Kawashima strzeże podczas tych mistrzostw wyłącznie japońskiej bramki. To bez wątpienia największy kasztan spośród wszystkich golkiperów na tym turnieju, a David De Gea i Wojciech Szczęsny robili mu naprawdę zajadłą konkurencję. Brazylia ma między słupkami gościa, który takiego balona, jak ten strzał Verthongena, na pewno by nie przepuścił.

*

Wiadomo, że obecna generacja belgijskich piłkarzy jest sensacyjnie obfita w wielkie talenty, zwłaszcza biorąc pod uwagę poprzednie lata. Ostatecznie mówimy o tej samej reprezentacji, którą w eliminacjach do mistrzostw Europy bezlitośnie karcił swego czasu Euzebiusz Smolarek, przeciętny piłkarz z, także wówczas przeciętnej, Borussii Dortmund. Fenomen belgijskiego szkolenia zrobił robotę, mają swoich przedstawicieli w całej śmietance Premier League.

Ale żeby od razu „złote pokolenie”?

Przypomina to trochę sławetną, węgierską „złotą jedenastkę”, która tłukła wszystkich jak leci towarzysko, wygrywała każdy mecz o puchar prezesa, zatriumfowała na każdym festynie. A w finale mistrzostw świata dostała w tubę i pozostaje tylko smutną legendą, kolejną balladą o niespełnionej miłości. Belgowie póki co grają w mocnych klubach, ale umówmy się – za wiele to także na niwie klubowej nie wygrywają. Jakoś sobie nie przypominam Hazarda, De Bruyne, Lukaku, Mertensa (i tak dalej, i tak dalej) grających kluczową rolę w jakimś dramatycznym półfinale Ligi Mistrzów i wygrywających swojej drużynie mecz na tym poziomie.

Coś w tym jest, że ci zawodnicy, fenomenalni przecież, istnieją niemal wyłącznie na szczeblu ligowym. Kiedy przychodzi do turniejowych rozgrywek, niemal zawsze dają ciała.

Dzisiaj Japończycy, dysponujący dziesięć, albo i dwadzieścia razy mniejszym potencjałem kadrowym, obnażyli wszystkie słabości Czerwonych Diabłów. Zaproponowali fantastyczne przygotowanie techniczne i taktyczne przeciwko piłkarskiemu prostactwu pod tytułem: „wrzutka na wielkiego bydlaka i jakoś to będzie”. Serio, tylko na tyle stać pokolenie, szumnie nazwane złotym? Nieustanne granie na ścianę do Lukaku, albo rozpaczliwe poszukiwanie wrzutkami Fellainiego?

Wydaje się, że te ekipy, które naprawdę przeszły do historii futbolu jako kultowe, choć wcale nie zwycięskie – choćby Holandia z Cruyffem, czy nawet Polska z Deyną, albo Portugalia z 2000 roku, Turcja z 2008 – oferowały nam jednak trochę więcej wrażeń, niż otaczani chorobliwym zainteresowaniem Belgowie, którzy bodaj pierwszy raz zafundowali kibicom przynajmniej jakiś turniejowy dreszczowiec.

Irlandia, Szwecja, Algieria, Korea Południowa, USA, Rosja, Panama, Tunezja, Anglia, Japonia – to są rywale, których złoci chłopcy ograli na wielkich turniejach. Oscar de la Hoya stoczył chyba jednak trochę poważniejsze pojedynki, żeby w pełni zasłużyć na swój pseudonim.

*

Kiedy rozmawiałem kilka tygodni temu z przedstawicielami akademii piłkarskiej Royal Antwerpii, nie byli przekonani co do szans reprezentacji Belgii na medal mundialu. Pozytywów upatrywali w tym, że drużyna Martineza wydawała im się bardziej zjednoczona, skonsolidowana niż ekipa, którą wcześniej prowadził Wilmots. Szczerze mówiąc – w ogóle tego na boisku nie widać. Czerwone Diabły wciąż wyglądają jak zlepek lekko nadąsanych, sfrustrowanych diabełków.

Groźnych mniej więcej tak, jak zbójnik Sarka-Farka w uroczej sztuce teatru telewizji „Igraszki z diabłem”. Żeby daleko nie szukać – Eden Hazard. W pierwszej połowie grał pod siebie do tego stopnia, że kapitan powinien był do niego podejść i spuścić jakieś karne manto.

Ups, kłopot tkwi w tym, że to lewy napastnik Chelsea jest kapitanem tej ekipy. Co też nie najlepiej o niej świadczy.

Jednak, koniec końców – boisko jest polem bitwy, zwycięzca bierze łupy. Japonia padła ofiarą powracającej karmy i to tak boleśnie, że aż mi ich przez kilka sekund było autentycznie żal, choć życzyłem im rzecz jasna odpadnięcia po teatrzyku, jaki odstawili do spółki z Orłami Nawałki w końcówce grupowego starcia. Wtedy okazali się obrzydliwymi cwaniakami, dzisiaj – wręcz przeciwnie. Walczyli o zwycięstwo do końca i dali się skontrować jak naiwniacy.

Ale daleki jestem, żeby się tym zwycięstwem Belgów zachwycać. Wykorzystali babole bramkarza, wcisnęli gola w ostatnich sekundach, pokazali charakter i, kiedy znaleźli się pod ciśnieniem, znaleźli nawet w sobie trochę ochoty na zademonstrowanie fajnej, ofensywnej piłki. Jednak jestem przekonany, że gdyby nie te dwa szokujące trafienia Japonii, to Belgia by się nie ruszyła do końca meczu i dalej obserwowalibyśmy nieznośne pałowanie wrzutek na Lukaku z nadzieją, że w końcu uda mu się znokautować desperacko kryjących do defensorów.

Teraz na Belgów czeka Brazylia i coś czuję, że będzie jak z odpływem. Kiedy on przychodzi, to od razu się okazuje, kto do tej pory pływał bez majtek. Mając w pamięci poprzedni mundial i mistrzostwa Europy we Francji, a także obserwując postawę podopiecznych Roberto Martineza z Japonią – jestem przekonany, że rozpędzający się Canarinhos udowodnią, iż Czerwone Diabły świecą na tych mistrzostwach gołą dupą.

Michał Kołkowski

fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (24)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Fjardabyggd
Fjardabyggd

„Przypomina to trochę sławetną, węgierską „złotą jedenastkę”, która tłukła wszystkich jak leci towarzysko, wygrywała każdy mecz o puchar prezesa, zatriumfowała na każdym festynie. A w finale mistrzostw świata dostała w tubę i pozostaje tylko smutną legendą, kolejną balladą o niespełnionej miłości.”

Yyyy… Nie wiem jakim ignorantem trzeba być by porównywać tę Belgię do TAMTYCH Węgier. Przecież Belgowie nie wygrali ani jednego sparingu z poważnym rywalem. Wyglądają mocno na papierze choć…. wcale na tym papierze nie są najmocniejsi. Bo jest Francja, jest Brazylia…

Węgrzy poważnych rywali wówczas nie tyle ogrywali co demolowali. A jakie były okoliczności tamtego finału MŚ to każdy wie. O tamtej drużynie mimo wszystko pamiętają wszyscy, o dzisiejszej Belgii? No nie bądźmy śmieszni. O dzisiejszej Belgii za kilkadziesiąt lat to może jedynie najwięksi futbolowi zapaleńcy z okazji MŚ wspomną. Wspomną, że Belgia była kiedyś nawet w gronie faworytów do MŚ ale jak zwykle dała dupy bo ciekawi piłkarze nie potrafili ze sobą na boisku współpracować.

No i oczywiście wypada zapytać, co to wielkie belgijskie pokolenie wygrało na niwie klubowej? Pojedyncze mistrzostwo kraju? Czy może być wielkim sukcesem jeżeli występuje się w topowym klubie? Żaden belgijski zawodnik (poza Courtouis) nie zagrał nawet w finale LM…

Nazywajmy rzeczy po imieniu. To jest złote pokolenie jak na potencjał Belgii. I tutaj należy postawić kropkę.

Rogal

Mysle ze potencjalnie ta druzyna walczyla by o mistrzostwo kazdego kraju , wartosc transfermark ponad 300 milionow euro moze styl gry ? Lider eden hazard to taki zwalniacz troche tepa duzo kreci i odgrywa pilek nie wiem z brazylia powinni liczyc na kontry widzial bym to tak

———————courtis—————-munier—kompany-ander—lo——————–fellani—telimens———-carraso——-d bruyne–hazar———————–mertens——–

nyers

Niebywała kompromitacja.

TotoRiina

Tak jest jak teksty pisze zwyczajny ignorant… porównywać Belgię do Węgier…
Oto wyniki Węgier z wspomnianego mundialu w Szwajcarii 1954:
Korea Południowa 9-0
RFN 8-3
Brazylia 4-2
Urugwaj 4-2 (d)
RFN 2-3

Gdzie część zawodników węgierskich dzień przed finałem dostała zatrucia żołądkowego, a w niemieckiej szatni po meczu znaleziono puste strzykawki…

Bardziej adekwatne byłoby porównanie do Brazylii z końca lat 70 i pierwszej połowy lat 80.

17-S-92

Hmm. Akurat to z Węgrami słabe. Lali wszystkich jak trzeba, a finał 1954 to cholernie niejasna sprawa. Wybitnie słabe porównanie.

fan kibolkiewicza

To co pisałem pod innym artykułem: Belgia to europejska wersja Argentyny. Wielkie nazwiska i wielkie gówno. Oczywiście, wymagania w Belgii są mniejsze i półfinał byłby dla nich sukcesem, ale oni, nawet tego nie osiągną. Na ME przegrali z przeciętną Walią, tutaj wystraszyli się Japonii, która wbiła im dwa gole. Uratowały Belgów błędy Japończyków i kuriozalna bramka, po której wrócili do gry, ale nadal z pełnymi gaciami do końca meczu. To za mało na Brazylię. W TVP coś bredzili o tym, że Belgia się po tym meczu wzmocni a ja uważam, że mocniejsi będą Brazylijczycy, bo zobaczyli że w belgijską obronę będzie im łatwiej wjechać niż w obronę Kostaryki.

Lluc93

Jakie wielkie nazwiska w Argentynie? Środkowi napastnicy, Messi i niewykorzystywany na boisku Dybala. Tyle, nawet skrzydłowych nie mają. Nie mówiąc już o bramkarzu, obronie i środku pola. A Belgia jednak ma i dobrego bramkarza, i dobrych obrońców, i środek pola i napastników. Wydawałoby się, że to drużyna kompletna.

fan kibolkiewicza

No przepraszam, ale di Maria to raczej więlkie nazwisko. Z resztą się zgadzam bo bramkarza i obronców Argentyna nie ma.

Lluc93

Nazwisko wielkie, nawet piękną bramkę Francji zasadził, ale co on grał na tym turnieju… Co on gra w reprezentacji od 3 lat to jest kryminał.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri aka Zauberer
Wir spielen ohne Torwart!

Belgia będzie w finale.

Filip Piotr Skóra

Haha! Żeby nie przyszło Wam wkrótce, mędrcy z Kołkowskim na czele, odszczekiwać Waszych zacnych opinii, opartych o jakże mocne argumenty. Choć nie spodziewam się, bo tutaj wielu mocnych w klawiaturze, ale do pomyłek przyznać się potrafi niewielu. Ja nie wiem, czy Belgia przejdzie Brazylię, czy nie. Natomiast wiem, że choćby sam ten mundial pokazuje, ile warte sa takie twarde opinie. Belgia ma świetnych piłkarzy, świetna drużynę i – jak się okazało – charakter. Kto i ile błędów zrobił dotad nie ma znaczenia. Co jeszcze parę dni temu wszyscy pisali o Japończykach? A dziś świetny mecz w ich wykonaniu. To samo Dania, Francja o Rosji nie wspominajac. Także spokojnie. Brazylia będzie miała równorzędnego rywala w ćwierćfinale.

eneene5

Autor ma rozdwojenje jazni. Z jednej strony deptecjonuje dokonania jedenastki Wegier z 54r, z drugiej pisze o legendarnych ekipach Cruyffa czy Deyny, ktore tez nie wygraly Mundialu. Faktycznie to bylo 64 lata temu, ale kazdy szanujący sie fan futbolu wie, ze druzyna Wegier z tamtego okresu to najlepsza ekipa w historii, ktora nie zdobyla złota. W grupie rozbili Niemców 8:3 (pozniejszych zwyciezcow), a finał lepiej przemilczec… Mozna sobie poczytac, zeby nie wyjsc na ignoranta jak autor tekstu.

DrMabuse
Wisła Kraków

Przykład Węgier – no comment, szkoda słów.

GEDANIA
Lechia Gdańsk

Finał z 1954 to jeden z większych przekrętów w historii MŚ, radzę Panu Michałowi doczytać. Swoją drogą, Niemiaszki zawsze potrafili wyjść na swoje – jak nie ordynarna pomoc sędziego, to mecz na wodzie.

Celtu

To jest turniej i jak na turnieju bywa nie liczy się to że wygrałeś brzydko tylko to że wygrałeś.Póki Belgia jest w grze póty ma szansę na medal czy nawet mistrzostwo świata.

Jozef Wojciechowski
Bułka z Bananem i Zupa w Pięć Minut

Pojazd po drużynie która właśnie awansowała do ćwierćfinału MŚ można przeczytać jedynie na Weszlo!

Habanero
Las Palmas

Porownywanie obecnej Belgii do Złotej Jedenastki co najmniej nie na miejscu. Radzę trochę poczytać o wegierskiej drużynie

irman

Stara piłkarska prawda – mecz meczowi nierówny. W ćwierćfinale z Brazylią Belgowie mogą wyjść na pełnej mobilizacji, zagrać na miarę możliwości i trzeba będzie wszystko odszczekać. Owszem, jeżeli Belgia będzie grała tak jak zawsze to raczej odpadnie. Ale każda passa ma kiedyś swój koniec. Hiszpanie grali pięknie, odpadali jak zawsze? No to potem zdobyli trzy tytułu na wielkich imprezach, czego do tej pory nie zrobił nikt i pewnie jeszcze długo nie zrobi. Przez ponad dwadzieścia lat nikt nie wygrał LM dwa razy z rzędu? No to Real to zrobił i to nawet trzy razy. Niemcy od wieków nie odpadli w grupie na MŚ? No to zajęli ostatnie miejsce i już są w domu. Cała nosaczowa Polska czekała pogodzona z losem, aż Niemcy strzelą Koreańczykom w doliczonym czasie, bo tak jest zawsze (choć to bzdura)? No to strzelili ale Koreańczycy i to dwie.
Nie wiem kto wygra w ćwierćfinale, ale szczególnie na tym turnieju nie można obstawiać, że coś się stanie, dlatego że wcześniej już tak było. A Belgom życzę wszystkiego najlepszego, bo zawsze kibicuję europejskim reprezentacjom (mam w dupie ilu gra u nich czarnych, żółtych, ciapatych i Eskimosów).

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Janko_Buszewski

„Przypomina to trochę sławetną, węgierską „złotą jedenastkę”, która tłukła wszystkich jak leci towarzysko, wygrywała każdy mecz o puchar prezesa, zatriumfowała na każdym festynie. A w finale mistrzostw świata dostała w tubę i pozostaje tylko smutną legendą” – mam przypomnieć o tych wszystkich turniejach wygranych przez wspominane do dziś pokolenie w Polskiej piłce? te 4 z rzędu tryumfy w MŚ czy coś takiego?

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Skad to przekonanie, ze kazdy bramkarz wybronilby kiks Verthoeghena? Gosc odbil kantem tak ze pilka poszla w dlugi rog pod poprzeczke. Czas na reakcje mniej niz sekunda.

Staszek Anioł

Kuriozalny przykład z Węgrami. Akurat miano „złotej jedenastki” zyskali po zdobyciu… złota olimpijskiego. Niby nic wielkiego wtedy samo w sobie, ale złoto było…

wpDiscuz