LeBron zdecydował! Król spróbuje przywrócić Lakers na tron
Inne sporty

LeBron zdecydował! Król spróbuje przywrócić Lakers na tron

Przyszłość LeBrona Jamesa była głównym tematem rozmów od czasu zakończenia sezonu NBA. Kolejny przegrany finał w rywalizacji z Golden State Warriors to było zbyt wiele, nawet dla tak znakomitego gracza. Znakomitego, ale coraz starszego. Potrzebne było nowe wyzwanie i organizacja, która zdoła, skuteczniej niż Cleveland, przyciągnąć do siebie również inne wielkie nazwiska. Eksperci przepowiadali, że James trafić może do Philadelphia 76ers, San Antonio Spurs czy Houston Rockets. Stanęło na Los Angeles Lakers. I musimy to przyznać – to miejsce idealne dla LeBrona.

Król James długo nie odrzucał żadnej z opcji i w swoim stylu podgrzewał spekulacje, podobnie jak w 2010 roku, kiedy na mocy słynnej „Decyzji” ogłosił, iż przenosi swoje talenty na Florydę, żeby razem z D-Wade’em i Chrisem Boshem stworzyć super-drużynę w Miami Heat. Długo się wydawało, że to w Filadelfii wyląduje najgorętszy wolny agent w tym sporcie. 76ers kusili go poczuciem misji – James zostałby tam z miejsca liderem, mentorem i wodzem dla piekielnie utalentowanej bandy, zbudowanej na bazie „Procesu”. Mógłby bezpośrednio przekazać pałeczkę „najlepszego zawodnika na świecie” w ręce Bena Simmonsa, którego sam wielokrotnie komplementował.

Tak się jednak nie stało. James postawił na – biorąc pod uwagę trwającą już dekady degrengoladę nowojorskich Knicks – największy koszykarski rynek w Stanach. W wieku 33 lat wyniósł swoją markę, zwłaszcza z punktu widzenia marketingowego, na wyższy poziom, niż kiedykolwiek wcześniej. Odpalił „California love” na słuchawkach, wsiadł do prywatnego odrzutowca i wylądował w Mieście Aniołów.

Tym razem obyło się bez kuriozalnego show, jakie nakręcił wobec „Decyzji” osiem lat wcześniej.

Oto, jak skomentował ten ruch Maciej Zieliński, były ośmiokrotny mistrz Polski, z przeszłością w lidze NCAA:

– Wydaje mi się, że Lakersi byli najbardziej prawdopodobnym kierunkiem. To drużyna z wielkimi tradycjami, wspaniałą historią. Na pewno chcieliby do niej powrócić, LeBron może w tym pomóc. A poza tym, wiadomo – Los Angeles to też kuszące miasto do życia.

Fakt, dość łatwo potrafimy wpasować LeBrona do towarzystwa gwiazd filmowych, muzycznych i jakie tam sobie jeszcze wymarzycie. Zresztą, sam James nie ukrywa, że czuje miętę do Hollywood, a przemysł filmowy to branża, z którą flirtuje nie od dziś i nie od wczoraj. Wielce prawdopodobne, że LBJ się już z Beverly Hills nigdy nie ruszy i po zakończeniu kariery skoncentruje na roli producenta filmowego, a może i aktora. Zgodnie z drogą, jaką zaproponował choćby Dwayne „The Rock” Johnson, cokolwiek powiedzieć, były sportowiec. O ile oczywiście wrestling nazwiemy sportem.

Ale najważniejsze jest to, co na parkiecie, bo przed Jamesem jeszcze kilka lat ładowania skórzanej kulki do obręczy. A na parkiecie… Lakers radzą sobie w ostatnich latach beznadziejnie. Nie było ich w play-offach od pięciu sezonów – biorąc pod uwagę potęgę koszykarskiego rynku w LA, skalę oczekiwań wobec zespołu i jego możliwości finansowe, można to uznać za katastrofę porównywalną chyba tylko ze wspomnianymi już New York Knicks. Tyle że, w przeciwieństwie do nowojorczyków, Lakers mają za sobą jeszcze gigantyczną historię zwycięstw i lata dominacji.

Szesnaście tytułów, niemal drugie tyle porażek w finałach. Od takiej organizacji wymaga się czegoś więcej, niż tylko rozwijanie kilku fajnych talentów, jak Lonzo Ball, Kyle Kuzma czy Brandon Ingram. Mówimy o cholernych Lakers, których barwy reprezentowali Kobe Bryant, Shaq O’Neal, Magic Johnson, Jerry West, Kareem Abdul-Jabbar, James „Big Game” Worthy, Wilt Chamberlain, Elgin Baylor. Te nazwiska to historia, to pierścienie (no, za wyjątkiem poczciwego Baylora), to wielkość.

Teraz wielki LeBron ma przywdziać purpurowo-złoty kostium i przywrócić mu dawne znaczenie. Zresztą – on chyba sam tego właśnie pragnie.

Sports Illustrated informuje bowiem, że James – mimo rozmów z kilkoma zainteresowanymi klubami – od początku skupiał się na ekipie z Los Angeles. Miał dwa tygodnie na przemyślenie wszystkiego, przypomnienie sobie swoich poprzednich transferów i tego, co z nich wynikło. Zdecydował się na Lakers, rozmawiał jeszcze z Kobe’em Bryantem przez telefon, Magic Johnson przyjechał do jego willi. To właśnie ten drugi, lider legendarnego „Showtime” z lat 80-tych i być może najwybitniejszy koszykarz, jaki kiedykolwiek zadomowił się w Mieście Aniołów, odpowiada bezpośrednio za ściągnięcie Jamesa do drużyny. To właśnie Magic ma odbudować gwiazdorski status zespołu i, trzeba gościowi oddać, że zaczął z wysokiego C.

Trudno się dziwić, że sięgnął akurat po LeBrona. Dla nich zatrudnienie takiego dominatora to jak gwiazdka z nieba. Ruch, który może sprawić, że będą zmuszeni zetrzeć kurz z półki z trofeami. Choć trudno oczekiwać, że jeden człowiek z miejsca odmieni całą ekipę – w składzie Lakers nie brakuje zawodników utalentowanych, ale to wciąż nie jest poziom nawet Meczu Gwiazd. Biorąc pod uwagę ścisk wśród super-drużyn, jaki zrobił się w konferencji zachodniej, LeBron nie ma póki co żadnych argumentów, żeby rozepchnąć się między Golden State Warriors a Houston Rockets.

Kto jak kto, ale on się najlepiej przekonał w ostatnich finałach, że „i Herkules dupa, kiedy ludzi kupa”. Na zakończenie swojej przygody z Cleveland, drugi raz w karierze, przerżnął finałową serię do zera. Dysproporcja sił między drużynami była ogromna, ale to wciąż sweep. Upokorzenie. Możemy tylko się domyślać, jak bardzo żądny zemsty na rywalach z Golden State jest teraz LBJ.

Tymczasem znowu do akcji musi wkroczyć Magic i czeka go zadanie jeszcze trudniejsze, niż zwycięstwa przeciwko Boston Celtics i Larry’emu Birdowi w finałach NBA. Musi za wszelką cenę wyczyścić budżet, najlepiej z absurdalnie wysokiego kontraktu Luola Denga, żeby dodatkowo wzmocnić skład. A to nie będzie proste. Ba, to zadanie skomplikowane jak jasna cholera.

Maciej Zieliński:

– Musimy poczekać na to, co przyniesie sezon. Nie można tu popadać w jakiś hurraoptymizm, który da się zaobserwować teraz u fanów Lakers. Jeden zawodnik z drużyny, która nie dostaje się do play-offów nie zrobi ekipy na mistrzostwo. To jest za mało, nawet jeśli to gracz klasy LeBrona. Myślę jednak, że szefostwo Lakers, na czele z Magikiem Johnsonem, ma już uknuty jakiś plan. Musimy poczekać na jego realizację.

King James, jak wielki by nie był, zawsze szukał w klubach kogoś, dla kogo mógłby grać. Tak było choćby w Miami – do przeprowadzki na Florydę skusił go wówczas charyzmatyczny Pat Riley, skądinąd – trener Magica Johnsona w latach jego świetności. W Lakers, LBJ będzie miał w samym Johnsonie nie tylko przyjaciela, ale też sportowy wzór. Wiecznie uśmiechnięty, wyluzowany i do szaleństwa zakochany w koszykówce Magic to idealna postać, żeby bez końca inspirować 33-letniego Jamesa. To będzie partnerstwo na zupełnie innym poziomie, mimo że jeden z nich działać będzie zza biurka, a drugi na parkiecie. Jeśli ten związek wypali, to faktycznie, Lakersi mogą zaznać nagłej odmiany.

Jesteśmy tego ruchu cholernie ciekawi, po prostu. Tym bardziej, że James zrezygnował nawet z niemal 50 milionów dolców (!), które mógłby zarobić, gdyby podpisał nowy kontrakt z Cleveland, tylko po to, by znaleźć się w ekipie Lakers. Widać tu determinację, widać chęć uczynienia drużyny z LA wielką po raz kolejny. Uwierzył w Magica, uwierzył w jego projekt. Teraz czekamy na kolejne ruchy ze strony Lakers. Bo James, choć to prawdopodobnie już teraz jeden z pięciu najlepszych zawodników NBA w całej historii tej ligi, to wciąż za mało. Pierwszy sezon jego pobytu w Mieście Aniołów może okazać się tylko przejściowym, zmarnowanym okresem. Póki co nie zanosi się na to, żeby jeszcze ktoś naprawdę wielki wzmocnił zespół z Los Angeles w najbliższym czasie.

Chociaż – plotki na temat DeMarcusa Cousina i Kawhi Leonarda nie gasną. Być może tkwi w nich ziarno prawdy, a Magic i LeBron jeszcze nas wszystkich zaskoczą?

A, jeszcze jedno: czy kiedykolwiek spodziewaliście się, że będziemy mogli napisać, że Marcin Gortat i LeBron James zagrają w jednym mieście?

My też nie.

Fot. NewsPix

KOMENTARZE (9)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Vooyek_Zbooyek

Bogaty literacko artykuł, ale prawda wydaje się bardziej prozaiczna: LBJ zerka w stronę emerytury w ciepłych krajach. Przed nim rok – góra dwa grania na dotychczasowym poziomie. Podobno próbują dodać mu Leonarda. Ale nawet z Kawhi to nadal za mało na GSW. Sportowo Lebron wywiesił białą flagę.

danielmleczko

GM Lebron jeszcze nie powiedział ostatniego słowa 😉

Świroos

Przy obecnym wsparciu farmakologicznym trochę dłużej niż dwa lata poza tym czekają nas jeszcze ruchy transferowe i wtedy zobaczymy. W sezonie też można jeszcze zrobić jakąś wymianę, za wcześnie na oceny.

Transilvanian Nosferatoo
Odlew Poznań

A przy okazji Gortat jest prawie w jednej drużynie z LBJ xD

Krzysztof Jarzyna ze Szczecina
Szef Wszystkich Szefów

Gorti przy transferze pomylił drużyny z Elej xD

Yarek

Biorąc pod uwagę, że dołączył do LBJ’a R.Rondo, McGee, Stepehnson i pewnie jakieś jeszcze zmiany będą, można się spodziewać przede wszystkim tego, że zrobi się więcej medialnego szumu wokół LA Lakers. Szanse na play offs są oczywiście spore, ale poczekajmy z ocenami co najmniej do weekendu gwiazd. Za wcześnie na nie. Nie wiadomo, czy cały skład będzie zdrowy, jak się potoczą kolejne ruchy transferowe jeśli się pojawią. LBJ będzie chciał oczywiście pokazać, że potrafi grać na bardzo wysokim poziomie i pewnie te max 4 sezony da radę, ale mimo wielkiej sympatii do niego trzeba spojrzeć również na jego wiek. W przyszłym roku będzie miał 35 lat więc jak na zawodową koszykówkę to sporo (co w żaden sposób nie przeszkadza w wysokiej jakości grze). W każdym razie szykuje się ciekawy sezon :)

Pawel_Jumper

W przyszłym roku (2019) przez cały jeden dzień -31 grudnia Lebron będzie miał 35 lat 😀

Sezon szykuje się niestety absolutnie nieciekawy. Totalnie dramatycznie słaby, frajerski ruch Cousinsa spowodował, że pierścienie można dać właściwie już w październiku.
Ale w sumie dla Lakersów to lepiej, nie będą „przepłacać” za Leonarda, skoro w tym sezonie i tak grają o „nic” – czyli awans do Playoffów i ogranie Balla, Harta, Ingrama i Kuzmy oraz sprawdzenie Wagnera.

Cousins za rok po dostaniu pierścienia za 20 milionów dolarów, wraca na rynek i będzie można liczyć na jakąś defragmentację Warriors (Green albo Thompson idący gdzieś za hajsem). Inaczej ta liga traci sens przez frajerskie ruchy Duranta i Cousinsa. To nie ma nic wspólnego z rywalizacją.

Vide Messi i Suarez odchodzący do Realu, bo „liga mistrzów”. Parodia.

Yarek

Co do wieku Lebrona to oczywiście pełna zgoda, nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że ma urodziny w połowie grudnia… nie zmienia to faktu, że wiekowo bliżej mu jest powoli do „weterana” niż pokolenia dwudziestokilku latków, którzy coraz wyraźniej akcentują swoją obecność w lidze (przykładem może być Boston czy 76ers). Jeśli w GSW wszyscy będą zdrowi i nie pojawią się wewnętrzne spory to może się niestety zdarzyć tak, że sezon będzie mało ciekawy, ale mimo wszystko obstawiam, że interesujące będzie oglądanie dalszego rozwoju kilku ekip jak chociażby Celtów, Jazz, Suns czy 76ers. Oczywiście może się okazać tak, że „zaskoczy” któryś klub w trakcie sezonu i również może być interesująco pod tym względem. Ja mimo wszystko z niecierpliwością czekam na nowy sezon. Nie zawsze sprawdza się to, co jest mega oczywiste i oby tak było!

wpDiscuz