Karne są najpiękniejsze (17)
Blogi i felietony

Karne są najpiękniejsze (17)

Nie udało się panu Bogu polskie lato, nie udała bujna wegetacja barszczu Sosnowskiego, nie udała alergia na pyłki brzozowe i tramwaje stojące w korkach na Kilińskiego, ale jednego chłopu odmówić nie można: serie karnych w piłce nożnej udały mu się wyjątkowo.

Jak już kiedyś pisałem, w moim najbliższym otoczeniu nie ma praktycznie osób interesujących się piłką nożną. Zdawkowe zainteresowanie finałem Ligi Mistrzów, który nie przeszkadza lecąc w tle; traktowanie konferencji Nawałki na TVP Info jako istotnego wydarzenia; Ekstraklasa nie istniejąca, za siedmioma górami, za siedmioma morzami, strzeżona przez smoki.

Z bogatego doświadczenia wiem więc, że nakłonić do meczu – trudna sprawa. Stanowcze „raczej nie”, przekazywane w mniej lub bardziej kurtuazyjny sposób.

Ale karne?

Karne, nawet ultrasowi pingla, nawet ultrasce powtórek „Barw szczęścia”, karne zawsze i w każdym wywołują żywe zainteresowanie. To czysta magia.

Wygrywa absolutna prostota zasad, na wzór rewolwerowych pojedynków. Strzelec i broniący, koniec pieśni, żadnych 4-4-2, niskich pressingów, tysiącu podań w poprzek.

Rozstrzygnięcie musowo za chwilę, nie za półtorej godziny albo w ogóle nie wiadomo kiedy; rozstrzygnięcie zarówno w przypadku tej pary, jak i całego rezultatu meczu, a w przypadku mundialu przecież o niebagatelnej stawce.

W konsekwencji dramaturgia, poziom – dziesięć na dziesięć. Wszystkie elementy na miejscu, by nawet największego oponenta futbolu przykuć na te kilkanaście minut dybami do telewizora. Karne działają niezawodnie i na każdego, a nawet jak nie na każdego, to karne mistrzostw świata już na pewno na każdego.

Moja żona już wczoraj prawie usnęła na przeciągającym się meczu, ale karne nie tylko ją obudziły, nie tylko sprawiły, że śmiała się ze strzelców do rozpuku, ale jeszcze kazała włączyć sobie „Stan mundialu” by jeszcze dyskusji o karnych posłuchać.

Znakomite jest powiedzenie Zbigniewa Bońka o tym, że na treningu strzela się z jedenastu metrów we wrota od stodoły, na meczu w – powiedzmy – meblościankę. Podejrzewam, że podczas mundialu strzela się w pudełko od zapałek. Bramkarz? Przecież Schmeichel wczoraj Chorwatom musiał jawić się jak jakiś pieprzony blond Hulk, który w ramach swojej tradycyjnej radosnej rozwałki tym razem postanowił zetrzeć w pył ich mundialowe marzenia.

Śmierdziało klasycznym dla Chorwatów scenariuszem – grają pięknie jak zawsze, odpadają jak zawsze.

Ja od razu mam przed oczami Euro 2008. Rozbili naszą grupę, gdzie rozbijać wszystkich mieli Niemcy. Dalej trafili na Turków, którzy generalnie brali się do roboty dopiero wtedy, gdy rywal już myślał o prysznicu:

Szwajcarzy prowadzili 1:0, przegrali 1:2, gol Turana w 92 minucie.

Czesi prowadzi 2:0 do 74 minuty, by przegrać 2:3.

A i tak to wszystko było niczym w porównaniu z ćwierćfinałem, gdzie Klasnić trafił tuż przed końcem dogrywki, dając Chorwatom wymarzoną strefę medalową, ale ledwo skończyli się cieszyć i Semih wyrównał w 122 minucie. Kosmos i jeden z najlepszych finiszów w historii futbolu. Karnych, oczywiście, zdemolowana mentalnie Chorwacja nie miała prawa wygrać. Pierwszą jedenastkę spartaczył Modrić.

Ten sam Modrić, który stworzył bajecznym podaniem akcję ze 116 minuty, a potem zamiast zabić mecz, dał się przeczytać Schmeichelowi jak uczniak. Gdy sędzia gwizdnął koniec, Domagoj Vida padł w polu karnym tak, jakby właśnie przerżnęli. Migawki sprzed lat jak żywe. Niby jedenastki, niby więc pięćdziesiąt procent szans, ale jest jasne, że morale zdecydowanie po stronie Duńczyków.

Patrzyłeś na Schmeichela i widziałeś nie bramkarza, ale jednoosobowy mur. Jak on ma nie wygrać Duńczykom jedenastek? Wyglądał, jakby nikt w tym momencie nie miał na planecie lepszego humoru. Nakręcony był od paru kwadransów. Kipiał hartem ducha, motywował kolegów, a na domiar Chorwaci zadbali nawet o to, by porządnie się rozgrzał i przypomniał sobie jak to jest z tymi strzałami z wapna.

Nawet gdy sędzia wziął bramkarzy na ostatnią pogadankę, Schmeichel promieniał, żartował z arbitrem, tryskał pewnością siebie.

No i cóż, wybroniłby swoim kolegom ćwierćfinał mistrzostw świata, gdyby ci nie uparli się, by zamiast potencjalnego medalisty turnieju, zrobić z niego tragicznego bohatera wyłącznie tego meczu. Nie ma kibica, któremu dzisiaj nie byłoby szkoda Schmeichela. Można kibicować Chorwatom tak jak kibicowałem ja, można żartować z pretensji duńskiego bramkarza do VAR przy faulu ze 116 minuty czy jedenastce Kramaricia na dwa tempa, ale bezwzględnie jest to przypadek gościa, który wykonał 300% normy, a i tak zostaje z niczym.

Gdyby miał usposobienie Kuciaka, po meczu do duńskiej szatni nie nadążałby dojeżdżać karetki.

Jeśli ktokolwiek tłumaczył De Geę, że cóż, karne, jest ciężko, a pogoda nie sprzyja, po zobaczeniu show Subasicia i Schmeichela musiał schować się w kącie. Schmeichel potrafił nawet źle przeczytać intencje strzelca, a i tak obronić, jak w interwencji nogami. Ta sztuka mało nie udała mu się dwa razy, bo przy cwaniackim strzale Modricia brakło niewiele.

A że wychodzili o krok przed linię? Jak świat światem, tak robią bramkarze. Wychodzą o krok, jakby się umówili, że to jest to nagięcie granic przepisu, na które można sobie pozwolić i na które sędziowie całego świata nie reaguje. Słusznie zauważył Mietek w „Stanie Mundialu”: nawet jego trener lata temu w Podbeskidziu kazał mu wychodzić, bo inaczej golkiper nie ma szans. Ja też pamiętam podobne lektury w Korabie Łask za czasów mojej króciutkiej kariery, podczas której największym osiągnięciem było kilkanaście minut w meczu sparingowym z młodszym rocznikiem.

To wciąż zaledwie jedenaście metrów. Jak można uderzyć – pokazał Kjaer. Subasić miał wielką ochotę połapać, ale mało nie złapał kataru przez porywisty wiatr wywołany lotem przelatującej mu nad głową piłki. Przesadą jest powiedzenie „nie ma karnych obronionych, są tylko źle strzelone”, ale tak, najpierw strzelający musi złym wykonaniem zaprosić golkipera do tańca.

Schmeichel jednak Schmeichelem, ale Danii nie żałuję. Zdominowało ich Peru, zdominowała ich Australia, potem trącący ustawką mecz z Francją i teraz dopiero pierwszy dobry występ. Nie, nie zrobili dość, by wygrać moją sympatię, graczy też mają niewielu, których chciałbym jeszcze oglądać.

Chorwaci zdecydowanie z najsłabszym występem w turnieju, ale z drugiej strony, pokonali dręczące ich od lat demony wylatywania w kosmos po pierwszym słabszym meczu. Nagrodą Rosja w kolejnej rundzie i atrakcyjna drabinka, która może ich zawieźć do samego finału.

Kto powie, że przy takich układach i rywalach są do niego faworytem, wiele ryzykował nie będzie.

Leszek Milewski

PS: Za inspirację do leadu dziękuję Michałowi Jadczakowi.

Napisz autorowi, że piętnaście minut w Korabie to i tak psim swędem i na wyrost

KOMENTARZE (16)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
panie.co.pan
Warta Poznań

Za dzieciaka strasznie się jarałem karnymi, jak się zaczynała dogrywka, to trzymałem kciuki, żeby żaden zespół nie strzelił i były karne. Teraz wiem, że do karnych prowadzi zazwyczaj 120 minut męczarni obu zespołów na boisku (zwłaszcza w dogrywkach, które zazwyczaj wyglądają jak 30 minut snucia się i czekania na te cholerne karne, prawie jak końcówka Polska – Japonia) oraz widzów na trybunach i kanapach. Wczoraj w połowie pierwszej części dogrywki pierwszego meczu poszedłem biegać, żeby ze spokojem zdążyć na drugi mecz, a po rozpoczęciu dogrywki w drugim meczu sam się zaoferowałem, że położę córkę spać, a wynik sprawdziłem sobie w internetach.

soshman

Swój urok miała też złota bramka w dogrywce. Niby nie do końca sprawiedliwa, może drużyny bały się ruszyć na przeciwnika, żeby samemu bramki nie stracić. Jednak prostota zasad i emocje zawsze mi się podobały. Klasyczne znane z podwórka – kto strzeli wygrywa. Proste i piękne.

Krzycho

Chorwacja ma bardzo dobrych piłkarzy, ale gdy przeciw niej stanie wybiegany i mocny fizycznie zespół – tryby już nie pracują jak trzeba. Wczoraj Dania była lepsza, niewiele lepsza, ale jednak lepsza. A to tylko Dania, Schmeichel, Eriksen i 9 chłopów do biegania. Podobnie wyglądało to już w meczu Chorwatów z Argentyną, dopóki Caballero nie popełnił mega klopsa – mecz był wyrównany. a gdyby w 1 połowie bodajże Perez trafił do pustej bramki – Chorwacja raczej by tego meczu nie wygrała i kto wie z jakim nastawieniem wyszłaby na Islandię.
W ćwierćfinale zagrają z Rosją. Wybieganą (podejrzewam jakieś nie do końca dozwolone wspomaganie), mocną fizycznie a po ostatnim meczu z Hiszpanią – także mocną psychicznie. Rosjanie już nic nie muszą, osiągneli wynik grubo ponad stan. Przed mundialem sami Rosjanie nie dawali swojej reprezentacji szans na wyjście z grupy, więc teraz zagrają bez żadnego obciążenia psychicznego. Nie dam głowy, że to będzie dla Modrica i jego kolegów spacerek, no chyba, że któryś Rosjanin zrobi mega klopsa, jak bramkarz w meczu z Argentyną.

WhiteStarPower

Złota bramka byla fajna. W ostatnich latach dogrywki to zbędny balast i poza finałem w Brazylii praktycznie nic w nich sie nie dzieje

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Michal Sz

W rewolwerowych pojedynkach nie było strzelca i broniącego, tylko dwóch strzelców, także to porównanie nie bardzo wyszło.

A co do wczorajszych karnych to prawie wszyscy strzelali je fatalnie, w sam środek. Bramkarze spokojnie powinni jeszcze kilka z nich wyłapać.

tss

Panie Leszku… Po polsku „lektura” naprawdę nie znaczy to samo co angielskie „lecture”.

Aerth

Też byłem przekonany, że Dania w karnych da radę po tym, jak Schmeichel obronił w dogrywce. No i on faktycznie się nakręcił i swoje w karnych zrobił. To jego koledzy dali dupy.

Olala
Widzew POLSKA Liverpool (L) Polonia Kotwica ŁKS Szerszenie Weszło

1. Brak możliwości wysunięcia stóp przed linię uniemożliwia sensowny balans ciałem, prowadzący do skutecznej interwencji przed linią. Bramkarze nie mogą się czochrać za linią, bo silna piłka zawsze wyłamie im place i przekroczy linię. Proszę spróbować tego samemu, ktokolwiek stał, nawet amatorsko w bramce, ten wie, o co chodzi. Ruch do przodu jest naturalny, próba obrony idealnie w osi linii jest bez sensu. Do tyłu się nie da, bo tam jest już Mordor.
2. Im bardziej bramkarz wysunie się do przodu, tym bardziej zawęża dostępne strzelcowi światło bramki, ale jednocześnie ma mniej czasu na reakcję, bo strzelający jest bliżej. Może bramkarz powinien móc się ruszyć z linii w chwili gdy strzelający rusza do piłki? Zupełnie by to zmieniło formułę karnego, wiem, ale cokolwiek trzeba zrobić, by ten martwy przepis o nieprzekaraczaniu linii zdechł jak inne nieżyciowe (np. kiedyś nie było zmian).
3, Moja pani jak są karne, przerywa nawet karmienie piersią i przylatuje do telewizorni.

Staszek Anioł

Zawsze jak czytam o tym, że obrona rzutu karnego bez ordynarnego wyskakiwania przed linię jest w zasadzie niewykonalna, zastanawiam się, jakim cudem broniono jakiekolwiek karne przez dziesiątki minionych lat, gdy bramkarze tej linii się jednak pilnowali?
Czy przykładowy Tapper nie strzelał mocno i w dobrym kierunku, a jednak Tomaszewski wytrzymał na linii i złapał swoje? Jakim cudem obronił wszystkie karne Duckadam przeciw Barcelonie 32 lata temu? Przecież jakoś bronił na linii, jak setki skutecznych bramkarzy w historii..

DrMabuse
Wisła Kraków

Inne piłki robiły swoje, cięższe i wolniej lecące.

Staszek Anioł

Nie mam przekonania zupełnie. Jeszcze i 20 lat temu nie było aż takiego cyrku, a piłki dość podobne do dzisiejszych.

DrMabuse
Wisła Kraków

Odniosłem się do przykładu z Tapperem. Sam Tomaszewski mówi, że dziś chyba by tego karnego nie obronił.

Olala
Widzew POLSKA Liverpool (L) Polonia Kotwica ŁKS Szerszenie Weszło

Wszystko się zmieniło przez pieniądze. Presja, presja. Kiedyś po gwizdnięciu wolnego, był on wykonywany w 15 sekund. Teraz ustawianie szarpiącej się bandy trwa czasem i 2 minuty. Właściwie w ostrym meczu sędzia mógłby wykartkować obie drużny i nie udałoby mu się wznowić gry, bo ciągle się łapią, pchają, szarpią, szczypią, obejmują, wkładają łapy pod pachy od strony pleców, by uniemożliwić ruch. Najnowszy trend to tworzenie grupy trzymającej się za koszulki (atakujący), by uniemożliwić broniącym wbieganie między nich i obieganie konkretnych zawodników.
Podobnie przy karnych – wbiegają w „16”, zanim strzelający dotknie piłkę i czasem biją się o miejsce w styku linii 16-go metra i łuku od kleksa od jedenastki.

nieobiektywny
Szczupak Złotoria. Baleja Starosielce

Też jestem zwolennikiem złotego gola, bardziej niż karnych.
Tylko jak zmotywować te drużyny do chęci strzelenia decydującego gola.
Chyba że groźba rzutu monetą po nie rozstrzygniętej dogrywce, jak kiedyś, była by straszakiem.
Ot, takie moje bajania.

wpDiscuz