Portugalia i mundial, czyli para wyjątkowo niedobrana
Weszło

Portugalia i mundial, czyli para wyjątkowo niedobrana

Słyszysz Portugalia, myślisz: ekipa, która zawsze może namieszać na dużym turnieju, co udowodniła najdobitniej na Euro 2016. Jeśli jednak ktoś wierzył, że tamten sukces nada Portugalczykom mentalność zwycięzców już na dobre, srogo się pomylił, bo w trakcie mundialu – a więc przy poważniejszym wyzwaniu niż Euro – podopieczni Santosa ledwie pierdnęli. Zresztą po raz kolejny, co udowadnia szokująca statystyka: w ciągu trzech ostatnich mistrzostw świata Portugalia wygrała… ledwie trzy spotkania.

Wybrzeże Kości Słoniowej – remis
Korea Północna – zwycięstwo
Brazylia – remis
Hiszpania – w ryj
Niemcy – w ryj
USA – remis
Ghana – zwycięstwo
Hiszpania – remis
Maroko – zwycięstwo
Iran – remis
Urugwaj – w ryj

Trzy skromne zwycięstwa przez trzy mundiale, co za żenujący wynik. A trzeba przecież jeszcze podkreślić, że jedno z nich to triumf nad Koreą Północną, która, no, mówiąc eufemistycznie: światową potęgą w futbolu nie jest. Zresztą Ghana i Maroko to też żadne tuzy, zwykłe turniejowe przeciętniaki. Więc jeśli Portugalia mierzy się z kimś poważnym, jedyne co potrafi ugrać, to remis, a i z tym bywa różnie.

Trzeba więc stwierdzić, że ta reprezentacja jedzie na opinii i to opinii właściwie jednego człowieka. Przed każdym turniejem zakłada się, że Portugalia może odpalić, bo Ronaldo może wymyślić coś ekstra. Tak się sprawy miały na Euro, przecież gdyby nie CR7, kadra nie doczłapałaby się nawet do fazy pucharowej, to on musiał ją ratować w batalii z Węgrami (!). Jeśli jednak Ronaldo nie jest w stanie wszystkiego pociągnąć, Portugalia staje się europejskim średniakiem.

A może właściwie takim jest naprawdę, a ten triumf sprzed dwóch lat to sensacja godna Grecji 2004? Trzy wygrane w trzy turnieje… Ludzie! Więcej w tym samym czasie ma choćby Szwajcaria, a jakoś faworytów nigdy w nich nikt nie widzi. Może przed kolejnym mundialem warto równie spokojnie podejść do szans Portugalii?

Fot. FotoPyk