W oczekiwaniu na argentyńską rewolucję…
Weszło

W oczekiwaniu na argentyńską rewolucję…

Ci argentyńscy kibice, którzy nie pamiętają dawnych sukcesów jeszcze z epoki Diego Maradony, czas mogą mierzyć w porażkach. Wczorajsza to tylko kolejny rozdział dopisany do przygnębiającego zbioru trenów. – Historia dotarła do końca. Z Francją zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, aż do ostatniej minuty – podkreślał nieoficjalny kapitan tej drużyny, Javier Mascherano, który wczorajszym występem zakończył reprezentacyjną karierę. Jedne z ważniejszych pytań zadawanych obecnie przez tamtejsze media są: „Co dalej?” oraz „Kto następny?”

O wszystkich tych, którzy tworzyli trzon ekipy Albicelestes podczas rosyjskiego mundialu, mówi się – stracone pokolenie. Nie dziwota, skoro jako zawodnicy młodzieżowi osiągnęli szczyt swojej formy w drużynach narodowych, ale dziś nawet nie przywołuje tamtych czasów na obronę piłkarzy. Co komu po wygranych mistrzostwach świata z 2001, 2005 i 2007 roku w kategorii U20? Co komu po złotych medalach z Igrzysk Olimpijskich w latach 2004 i 2008? Mogą robić najwyżej za ciekawostki, a nie pełnowartościowe triumfy. To sytuacja z gatunku, gdy ktoś idzie na bankiet, opycha się wszystkimi możliwymi przystawkami, a potem nie jest w stanie przełknąć ani grama dania głównego.

Już przed mundialem Mascherano mówił: – do tego turnieju podchodzę na zasadzie „teraz albo nigdy”. Dziś już wiemy, że nigdy, ale nie tylko dla niego. Odejście z kadry narodowej ogłosił bowiem także Lucas Biglia, aczkolwiek parę dni temu mówiło się o znacznie szerzej zakrojonej rewolucji, do której może dojść. Marcos Rojo, Ever Banega, Angel Di Maria, Gonzalo Higuain oraz Lionel Messi – wszyscy ci zawodnicy mogą niebawem zejść ze sceny, na której przez długie lata wystawiali jedynie same tragedie.

Jaki by jednak nie był, jest to praktycznie cały kręgosłup obecnej drużyny. Fakt, najstarszej na mundialu, ze średnią wieku blisko 30, aczkolwiek nie wiosny na karku stanowią w tym kontekście największy problem. Największe znaczenie ma spaczona mentalność złotego pokolenia, którego nadgryzienie wielokrotnie pokazało, ile tak naprawdę jest wart. Nawet pomimo wielu wybitnych indywidualności.

Dziś, jedyne co może czuć argentyński kibic, to wątpliwość. Tyle osób zakłada przecież, iż konieczność przeprowadzenia rewolucji kadrowej jest niemal tożsama z jej ostatecznym powodzeniem. Bzdura. Mamy tu do czynienia z niczym więcej jak tylko charakterystycznym dla nich w ostatnim czasie życiu nadzieją co – pokazał to wczorajszy mecz – nie stanowi wcale gwarancji sukcesu. Ba, kto wie czy w tej sytuacji nie mamy w zasadzie do czynienia z wyborem mniejszego zła.

A piszemy o tej kwestii w wątpliwym tonie ze względu na potencjalnych następców tych wszystkich straceńców i…

Nowa Argentyna

Źródło: Ole Diario

Jak wam się podoba?

Im bliżej przodów, tym lepiej, aczkolwiek to zestawienie nadal nie robi na nas wielkiego wrażenia. Oczywiście nie jest powiedziane, iż za cztery lata – bo powyższa jedenastka została ułożona w kontekście katarskiego mundialu – Stuttgart nie zamieni się na Bayern, Zenit na Manchester United, a Real Sociedad na Real Madryt. Jest jednak spora szansa, że gdyby taka jedenastka wybiegła niebawem na mecz na przykład przeciwko obecnemu Urugwajowi, dostałaby solidnie po tyłkach. Kolumbię również moglibyśmy uznać za faworyta, podobnie Chile. O Brazylii zaś przez grzeczność wspominać nie będziemy.

Polećmy zatem po kolei klubami poszczególnych zawodników: Real Sociedad – Independiente, Zenit, Villarreal, Ajax – PSG, Zenit, VFB Stuttgart, Juventus – Inter, Inter. W odwodzie pozostanie także Pavon (obecnie Boca), Paredes (również Zenit), Lamela (Tottenham) i kilku innych jeszcze mniej ważnych graczy.

Nie chcemy za bardzo bawić się we wróżenie z fusów, bo to większego sensu nie ma, aczkolwiek sami musicie przyznać, iż powyższe zestawienie daje znacznie więcej powodów do zmartwień niż radości. Zwłaszcza, że nawet w nim nie widzimy redukcji obecnych problemów tej kadry. Nadal jest ona rozwarstwiona, którzy piłkarsko są jak z dwóch kompletnie różnych światów. O ile choćby taki Dybala czy Lo Celso pressing i posiadanie futbolówki mają we krwi, o tyle już chociażby Lautaro czy Icardi w takiej filozofii trudno nam sobie wyobrazić.

– Argentyński futbol przeżywa kryzys talentu. Dopiero co Chorwacja pokonała nas 3:0 robiąc ogromną różnicę w środku pola, a my nie mamy nikogo na zbliżonym do Modricia i Rakiticia poziomie. Brakuje przywódców. Czy naprawdę w całym kraju nie ma nikogo, kto byłby w stanie obecną reprezentacją potrząsnąć? – pisał Jorge Valdano. To pytanie retoryczne odnosiło się co prawda jeszcze do obecnej generacji, pozłacanego pokolenia, jednak patrząc na wyżej przytaczane przez nas nazwiska, pozostaje ono jak najbardziej aktualne. – O argentyńskiej piłce rozmawiamy wulgarnie i płytko. Zupełnie zapomnieliśmy o tym co niegdyś uczyniło nas wielkimi. Odeszliśmy zbyt daleko od stylu, dzięki któremu na stadionach co chwilę rozbrzmiewało gromkie „ole!” na znak efektownego dryblingu, sztuczki technicznej, pięknego podania. To był czysty talent. Przebyliśmy od tamtych czasów długą drogę. Porzuciliśmy „oles!” na rzecz „huevos”. Posiadanie jaj to jednak zdecydowanie zbyt mało, aby triumfować. Skąd jednak niby mamy wiedzieć jak naprawić nasz futbol, jeśli nawet nie mam pojęcia jak wykorzystać Messiego? – martwi się Valdano.

Jeszcze jedna rzecz zastanawia w kontekście tego, co w najbliższym czasie stanie się z drużyną Albicelestes. A mianowicie osoba jej aktualnego selekcjonera. – Nie zrezygnuję ze stanowiska – jednoznacznie zapowiedział Jorge Sampaoli.

I nie do końca wiadomo, czy w związku z tym należy śmiać się czy płakać. Co na temat szaleńca sądzi cytowany wyżej Filozof Futbolu? Czy to według niego właściwa osoba na właściwym miejscu? A może jednak jest to gość, który rewolucji nie postrzega jako chęć zburzenia obecnego ładu i zbudowania nowego od samych podstaw? Dla którego chaos jest naczelną ideą rewolucji i stanowi wartość samą w sobie? Więcej w tym wszystkich pytań niż odpowiedzi. Na razie Sampaolemu wszyscy wyliczają błędy, a mają przecież co liczyć. I nawet sama AFA postawiła się w kropce podpisując z nim idiotyczny wręcz kontrakt, na mocy którego El Loquito ma zagwarantowany stołek selekcjonera do 2022 roku. Z kolei chcąc zerwać z nim umowę, federacja musiałaby wypłacić mu rekompensatę w wysokości 20 milionów dolarów. A że finansowo argentyńska federacja jest równie solidna co szałas z patyków przy tornadzie, sytuacja w zasadzie robi się patowa. W tym momencie chyba tylko niezwykle silna presja społeczna byłaby w stanie wykurzyć go z ciepłej posadki.

Trudno w tym wszystkim oprzeć się wrażenie, iż wyjście z obecnego chaosu znajduje się jednocześnie w przedsionku do następnego, tylko że panującego na innych zasadach.

Mariusz Bielski

Fot. NewsPix.pl