Mundial w Rosji, czyli bij mistrza
Weszło

Mundial w Rosji, czyli bij mistrza

Mistrza zawsze fajnie jest pokonać – kiedyś to on udowadniał, że jest najlepszy, a teraz ty dajesz mu pstryczka w nos i zawracasz do szeregu. Niejednokrotnie choćby mistrzowie lig w kolejnych krajach przyznawali, że czują maksymalną spinkę u rywali na mecze z nimi. Takie życie triumfatora: nie zawsze łatwe. A już na pewno nie na mundialu w Rosji, gdyż stamtąd mistrzowie są wypraszani hurtowo.

Pierwszy przykład z brzegu to oczywiście Niemcy, którzy cztery lata temu byli nad wszystkimi, a teraz nawet nie wyszli z grupy. Słabi, przewidywalni, powolni. No, ale to jeszcze wpisuje się w pewien trend, bo przecież taki sam los w XXI wieku spotykał Francuzów, Włochów i Hiszpanów, natomiast Brazylijczycy po swoim triumfie następny turniej skończyli w 1/4. Jednak do odpadnięcia mistrzów świata dodajmy wylot z turnieju mistrzów Europy. W raczej przeciętnym stylu, bo Urugwaj od Ronaldo i spółki okazał się sporo lepszy. Lecimy dalej – ostatni mistrz strefy azjatyckiej? Australia, jakkolwiek irracjonalnie od zawsze to brzmi. Gdzie jest dziś Australia? W domu, po zdobyciu jednego punktu w grupie.

Cóż, niezbyt przyjemna to sytuacja dla wyżej wymienionych państw, ale one przynajmniej na turniej pojechały. Biletu do Rosji nie dostał natomiast mistrz Afryki, Kamerun, który w swojej grupie eliminacyjnej musiał ustąpić miejsca nawet Zambii. Zabrakło mistrza strefy CONCACAF, Amerykanie nie załapali się nawet do interkontynentalnych barażów, prawo walki – ostatecznie nieudanej – otrzymał Honduras. Mistrz Ameryki Południowej, Chile, mundial od początku ogląda w pozycji siedzącej, sprzed telewizora.

Czyli podsumujmy:

Mistrzowie świata – wyeliminowani
Mistrzowie Europy – wyeliminowani
Mistrzowie Azji – wyeliminowani
Mistrzowie Afryki – niezakwalifikowani
Mistrzowie CONCACAF – niezakwalifikowani
Mistrzowie Ameryki Południowej – niezakwalifikowani

Mocno to wygląda, ale pytanie, z czego wynika? Pewnie z dynamiki futbolu reprezentacyjnego, mamy wrażenie, że tam, jeśli coś się sypie, to po całości. Przeżyliśmy to my, wystawiając personalnie przecież podobny skład do tego z Euro 2016, ale nic nam nie zagrało. Selekcjonerzy nie mają tyle czasu co trenerzy klubowi by dłubać przy treningach, często działają w pośpiechu, na żywym organizmie. A trudno jest utrzymać mocną drużynę przez cztery lata – nie ma przypadku, że tylko dwie drużyny obroniły mistrzostwo świata. I też pamiętajmy, jak dawno to było, futbol się rozwinął i masa rywali pilnie czyha na każde potknięcie.

Ta teoria tyczy się przede wszystkim Niemców, no i Portugalczyków, ale w przypadku wspomnianej Australii wystarczy powiedzieć, że Socceroos są po prostu za słabi, by osiągać wielkie sukcesy, gdy wyściubią nosa poza swoją strefę.

W każdym razie to nawet ciekawe, że mistrzostwa świata znowu żonglują rozkładem sił. I tylko szkoda, że akurat my w tej żonglerce nie wzięliśmy udziału, bo jak była bryndza, tak jest.

Fot. FotoPyk

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

kalafijor

natomiast Mistrz Antarktydy nigdy nawet nie zagrał na mundialu

Olala
Widzew POLSKA Liverpool (L) Polonia Kotwica ŁKS Szerszenie Weszło

Dwa lata pomiędzy wielkimi imprezami rangi mistrzowskiej to bardzo długo. Specyfika gry zbieraniną nie grającą na co dzień razem jest zupełnie inna niż w klubie. Coraz lepsza informacja, wymiana doświadczeń, podglądanie przeciwników, 8 meczów dzienne w TV. Łatwiej jest przeszkadzaczom, trudniej kreatywnym. No i na Mundial nie przypływa już niewiadomy Urugwaj czy Chile z drugiej strony świata, 2-tygodniowym rejsem transatlantykiem, tylko faceci których na co dzień mamy w domu w tv do kotleta. Świat zmalał, meczów jest od zatrzęsienia, mistrzom trudniej utrzymać stan posiadania. Łatwiej chyba było to robić przy sporcie w którym było mniej kasy, teraz zainteresowanych jest tylu, że zawodnicy mają rozdwojenie jaźni, gdy się zastanawiają, kim są. Jeszcze stoper czy już diler Rexony, jeszcze Lewandeiro czy mąż swojej żony, jeszcze angielski drugoligowiec czy już przede wszystkim dystrybutor turboenergetyka („to pan?” – może właśnie już nie)? Jeszcze reprezentant kraju czy tylko topowy ligowiec na urlopie w kadrze? Z klubu szybko mogą wyrzucić, jak się nie będziesz starał, w kadrze „nie ma przecież na jego miejsce nikogo lepszego”.

wpDiscuz