Najlepsze już było (15)
Weszło

Najlepsze już było (15)

Mundial w pełni skończy się za cztery dni, a raczej: skończy się dla plemienia kibiców takich jak ja. Co jest bowiem solą mistrzostw, tym, co w nich najlepsze? 

Osoby starej daty mogą powiedzieć, że zwycięstwa Polaków o coś więcej, niż czapkę siódmego sortu kubańskich pomarańczy. Ja tak wiele wiosen na karku nie mam, więc muszę wierzyć na słowo, że to całkiem sympatyczne doświadczenie.

Być może dla niektórych najbardziej porywające są decydujące rozstrzygnięcia, które już za chwilę, za minutkę, wjadą z rozmachem na telewizory, telebimy, tablety, telegazety. Toż to mecze o wszystko; albo grasz dalej albo jedziesz do domu (z wyłączeniem śmiesznego starcia o brąz). Czego chcieć więcej niż takiego uosobienia dramatycznej stawki?

Ale ja kocham odwzajemnioną miłością fazę grupową, za jej intensywność, którą trwać będzie – i tak w osłabionej formie – jeszcze tylko kilka dni. Prawdziwy finał mistrzostw był dla mnie na przełomie piątku i soboty, zaraz w pierwszym tygodniu grania. Jeszcze się człowiek nie otrząsnął po delirycznym, zakrawającym na narkoseans Portugalia – Hiszpania, ledwo się zwlókł z łóżka, a już znowu grali Francuzi. A potem cały dzień radosnego kopania, do samego wieczora, od Peruwiańczyków marnujących 1001 dogodnych okazji z karnym na czele, przez liczącą na kolejny american dream Islandię, Messiego zatrzymanego z jedenastu metrów, po pierwszy odcinek serialu pt. „Ta wspaniała Chorwacja”.

To był genialny moment mistrzostw. Najlepszy. Można się było zanurzyć po uszy w atmosferze mundialu, pięknych bramkach, zmarnowanych sytuacjach, osobistych dramatach, poznawaniu zespołów, szacowaniu kto, co i jak, studium upadków i sensacji, tym mrowiu drobiazgów, które przecież i tak były przystawką do nieustającego potoku meczów. A wszystko zarazem ze świadomością, że następnego dnia znowu futbolowi bogowie zastawią przed nami stół tak bogato, jak temu gościowi z oczami na dłoniach „Labiryntu fauna”.

Teraz?

No ładne mecze nas czekają. Starcia potęg. Gwiazdy. Najlepsi. Fajnie.

Ale podczas fazy grupowej jeszcze cały czas masz to nieodparte wrażenie, że do końca mundialu jest cholernie daleko. Będzie trwał, trwał i trwał. Teraz to złudzenie brutalnie się rozmywa. Zostało kilkanaście meczów, rozsianych już bez tej intensywności, która czyni z dni nieustający maraton piłki nożnej, a co dla mnie jest najpiękniejsze.

Przed nami cztery dni po dwa mecze dziennie, czyli nie ma co ogłaszać głodówki. Jest pięknie. Ale koniec za horyzontem. To nieubłagane. Mecze mają nieznośny żałobny wymiar.

Środa, czwartek – nic. Jeszcze przed chwilą mecze waliły do nas drzwiami i oknami, człowiek szedł ulicą i słuchał w szeregu telewizorów sąsiadów z parteru jakie są składy, samemu biegnąc, żeby zdążyć na pierwszy gwizdek. A teraz urlopowanie, można powiedzieć: bumelanctwo mundiale. Dwa mecze w piątek, dwa mecze w sobotę tego nie zrekompensują. Potem trzy dni przerwy i półfinały, po jednym dziennie. A potem to już tylko nudziarski zapewne finał i do domu.

Mistrzostwa nie będą już huraganem, który wywraca życie kibica do góry nogami, który sprawia, że domownicy patrzą na ciebie spod byka, bo okupujesz telewizor i nie ma dnia, żeby ktoś nie wdepnął w skarb kibica, proporzec Argentyny, nalepkę Panini z Tunezyjczykiem, który strzelił 2500 bramkę w historii mistrzostw świata.

Mundial, choć trwać ma jeszcze aż dwa tygodnie, już za chwilę będzie wyłącznie okazjonalnym gościem –  mile widzianym, oczekiwanym, ale już tylko gościem, a nie osią, wokół której kręci się wszystko inne.

A choć to szaleństwo, które pewnie niejedna osoba wam, wiernym oglądaczom masowej liczby finałowych meczów, wyrzucała, to jest to szaleństwo niezmiernie przyjemne. Takie pozwolenie, by pochłonęła cię pasja. Każdy czuje się wtedy trochę jak słynny fanatyk z copypasty i choć na długą metę byłoby to godne jej piłkarskiej edycji, tak na chwilę?

Na chwilę było rewelacyjnie.

Leszek Milewski

 

 

KOMENTARZE (10)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
fronda

Sama prawda.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Jak co sobotnie przedpołudnie - Wiesław "Agent 711" Machniewicz

W przeciwieństwie do autora ja akurat lubię piłkę nożną na dobrym poziomie.

josiu

Myślałem,zee jestem dziwny i tylko ja tak mam,że najbardziej lubię fazę grupową.

Michal Sz

W sumie to nie wiem za bardzo o czym jest ten tekst, takie troche na siłę wymyślanie. Nagłe zdziwienie, że mistrzostwa nie będą trwały wiecznie? No dajmy spokój. Faza grupowa jest fajna dopóki drużyny jeszcze o coś walczą, a często trzecie mecze, jak w naszym przypadku, są już bez znaczenia.

Jeśli chodzi o ten turniej to faza grupowa wyszła średnio, niewiele meczów będzie z niej do zapamiętania, najlepszy to chyba Hiszpania-Portugalia, jeszcze kilka niezłych by się znalazło, a poza tym sporo nudy. Co z tego, że było po 3 mecze dziennie, jak czasem szło przysypiać. Może teraz będzie mniej, ale konkretniej, oby.

gryf01

Ja mam tak samo. Po fazie grupowej zawsze jest smutno.
Ale fazę grupową lubię najbardziej kiedy nie ma tam Polski. Można wtedy skupić się na piłce. A tak, po meczu z Kolumbią ciężko mi było wrócić do gry.
Jedyny pozytyw z obecności naszych, to że forumowi (i nie tylko) eksperci mają jakiś punkt odniesienia. Już nie słychać komentarzy o tragicznym poziomie tych mistrzostw. Zderzenie naszych gwiazd, podbijających Bundesligę i Serie A, z mundialową kopaniną było bardzo otrzeźwiające :)

varak
RKS Radomiak Radom

Fazę grupową lubię, ale w obecnym układzie jest za długa, nie w sensie za dużej liczby meczów, tylko w takim że po drugiej kolejce już wiadomo kto męczy bułę, kto przynudza, a co najgorsze, trzeci mecz większość drużyn gra rezerwami i nie bardzo się wysila. Poza tym niezmiernie wkurwiają mnie te dwa równolegle grane spotkania. Dlatego osobiście cieszę się na zapowiadana w 2026 zmianę z trzema drużynami w grupie. Żadnych meczów o nic, żadnego oszczędzania, rąbanka na maksa w każdym spotkaniu od samego początku.
Ale i tak, sorry, solą mundialu jest faza pucharowa, właśnie dlatego że wymusza stuprocentowe zaangażowanie i to po drużynach widać, porównajcie sobie Francję w grupie i Francję z Argentyną. Ja tam wolę tą z Argentyną.

Piter77

Po czym przychodzi mecz Francja – Argentyna i cały tekst można potraktować klawiszem „delete”

FC Bazuka Bolencin

Miałem to właśnie pisać, a redaktorowi Milewskiemu po tych 2 dzisiejszych meczach, a zwłaszcza Francji z Argentyną – musiałoby być chyba trochę głupio.
Faza grupowa tych mistrzostw miała swoje momenty, ale w zasadzie poza meczem Hiszpanii z Portugalią, kompromitacją naszą i Niemiec oraz dużej ilości bramek po stałych fragmentach i samobójach, które padały w poszczególnych meczach.
Z kolei dzisiejsze mecze (Urugwaj oglądałem tylko drugą połowę) bardzo mi przypadły do gustu.

Parzy

Kompletnie nie zrozumieliście o co chodzi autorowi tekstu.

wpDiscuz