Trawa daje moc! Na taką Radwańską czekaliśmy
Inne sporty

Trawa daje moc! Na taką Radwańską czekaliśmy

Dla Polaków turniej w Rosji już się skończył. Lada dzień rozpocznie się faza pucharowa, ale ruszy także zupełnie inna impreza. W niektórych kręgach – równie prestiżowa, co piłkarskie mistrzostwa świata, i także rozgrywana na trawie. Przed Wimbledonem mamy jedną znakomitą wiadomość: Radwańska wróciła. I to w efektowny sposób.

Złośliwi twierdzą, że krakowianka najbardziej na świecie lubi kupować buty i torebki. To nieprawda. Tak naprawdę najbardziej lubi grać w tenisa na trawie. Jej pech polega na tym, że to nawierzchnia, której jest zdecydowanie najmniej w kalendarzu – wielkoszlemowy Wimbledon i jeden, dwa poprzedzające go turnieje. Potem gra wraca na betonowe korty, na których Polka grać potrafi, ale nie tak znakomicie.

Teraz sezon na ukochanej nawierzchni rozpoczęła w kompletnie nowej dla siebie roli. Do Wielkiej Brytanii poleciała po długiej kontuzji pleców i rehabilitacji. To przez nią opuściła pierwszy turniej wielkoszlemowy od ponad 10 lat (może i lepiej, bo korty Rolanda Garrosa leżą jej mniej więcej tak, jak mundiale polskim piłkarzom). Ale kontuzja to nie wszystko. Radwańska cieniowała od dłuższego czasu. Półtora roku temu na Australian Open leciała jako trzecia zawodniczka rankingu i jedna z faworytek do końcowego zwycięstwa. Od tego czasu raptem dwa razy zdołała wygrać więcej niż dwa mecze w turnieju. Tenisistce z absolutnej światowej czołówki takie wyniki przystoją dokładnie tak samo, jak Niemcom odpadanie z mistrzostw w fazie grupowej. Słowem: katastrofa. O ile jednak nasi zachodni sąsiedzi pewnie otrzepią się i wrócą mocniejsi, o tyle Radwańska kompletnie się posypała. W rankingu zjechała w okolice trzydziestego miejsca, wydawało się, że znalazła się na równi pochyłej. Kiedy do tego doszła kontuzja, coraz częściej słychać było głosy, że to już absolutna końcówka jej pięknej kariery, że nic już z tego nie będzie, że może czas na dzieci…

Ale Radwańska jeszcze rakiety na kołek odwieszać nie zamierza. Właśnie zameldowała się w półfinale w angielskim Eastbourne. Przerwała w ten sposób fatalną serię turniejów bez trzech zwycięstw, trwającą od ubiegłorocznego Wimbledonu. Ale jeszcze ważniejsze jest to, że zrobiła to w znakomitym stylu. Pierwszą rundę przeszła gładko i można napisać tyle, że była. W drugiej było już dużo trudniej. W starciu z Darią Gavrilovą musiała bronić piłek meczowych w tie-breaku drugiego seta. Obroniła, a potem wygrała 6:0 w decydującej partii. Okazało się, że to zwycięstwo dało jej nie trzecią rundę, a od razu ćwierćfinał, bo Petra Kvitova oddała mecz walkowerem. Kłopot w tym, że w walce o półfinał czekała już Jelena Ostapenko. Łotyszka to 12. zawodniczka rankingu, potężnie bijąca mistrzyni Roland Garros. W starciu z wracającą po kontuzji Polką była zdecydowaną faworytką. Ale Radwańska stwierdziła, że nie tylko reprezentacje Iranu, Maroka, czy Korei Południowej mogą dać zarobić bukmacherom i faworytkę odprawiła w dwóch setach. O finał Polka zagra z Białorusinką Aryną Sabalenką (#45 WTA), która niespodziewanie odprawiła Karolinę Pliskovą (#7).

Niestety, nie wszystkie wiadomości z Anglii są dobre. W ostatniej rundzie eliminacji Wimbledonu w trzech setach z Chilijczykiem Garinem przegrał Hubert Hurkacz.

foto: newspix.pl

KOMENTARZE (1)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
pepe72

Fajne, że wygrała. Z drugiej strony zawsze jak wyszalała się na Eastbourne to brakło jej pary w Wimbledonie. Ale może tym razem będzie inaczej.

wpDiscuz