Śpicie? My, gdyby nie Yerry Mina, chrapalibyśmy w najlepsze!
Weszło

Śpicie? My, gdyby nie Yerry Mina, chrapalibyśmy w najlepsze!

Jakby wam to powiedzieć… No bywało lepiej podczas mundialu. A już na pewno ciekawiej. To nie defensywne nastawienie powinniśmy nazywać antyfutbolem tylko to coś, co właśnie dziś obejrzeliśmy w spotkaniu Kolumbii z Senegalem. Rzucił nam się w oczy tweet jakiegoś kolumbijskiego kibica, który ironicznie porównywał grę Los Cafeteros do gry Polaków.

Cóż, nie jest to nawiązanie rodem z naszych marzeń, ale nie ma się co obrażać na fakty. Różnica między nami a nimi jest jednak taka, że podopieczni Jose Pekermana potrafili zrobić coś z niczego, stąd ich minimalistyczna wygrana 1:0 oraz awans do 1/8.

Logistycznie ktoś tu popełnił błąd. Bez sensu bowiem było ustawiać mecz Kolumbijczyków na 16:00. Przecież to było wiadome, że w tym czasie trwa siesta, którą piłkarze również kultywują. I wiecie co? To jest cholernie zaraźliwe! Los Cafeteros – czujecie ironię losu pseudonimu w tym kontekście? – sprawili, że i my ziewaliśmy dość często. Zresztą Senegalczykom też się udzieliły te klimaty. Właściwie tylko raz się pobudzili, koło 15. minuty, gdy Balde Keita zakręcił z lewej strony, a Sadio Mane był faulowany w polu karnym. No właśnie… Tylko na pierwszy rzut oka, bo VAR pokazał, iż Davinson Sanchez zdążył trącić piłkę przed zawodnikiem Liverpoolu. No cóż, fart to integralna część piłki.

Niestety, są nią również kontuzje oraz odnawiające się urazy. Ofiarą takowego stał się James Rodriguez i to także nie był najlepszy zwiastun na resztę spotkania. Okej, sam wcześniej się nie wyróżniał, ale takim magikiem na boisku zawsze jest większa szansa, że nagle stanie się coś ciekawego. Niestety jednak sprawdził się ten gorszy scenariusz.

Nasuwają się nam zatem pewne pytania.

Jak to jest do cholery możliwe, że przerąbaliśmy z TYM Senegalem?

Jakim cudem TAKA Kolumbia załadowała nam trzy sztuki?

Czy to my byliśmy naprawdę aż tak beznadziejni?

No bo o czym my niby mamy wam opowiedzieć? O tych lagach zagrywanych gdzieś przed jedną lub drugą szesnastkę? O pojedynkach główkowych w środku pola, po których przeciwnik zbierał piłkę? O następujących po tychże podaniach do boku? O holowaniu piłki przez pomocników obu ekip z prędkością czołgu? O klepance pomiędzy obrońcami i przetrzymywaniu futbolówki przez nich, zanim zdecydują się na przerzut lub 50-metrową rakietę na Falcao?

To może o tym jak wyrżnął się Sadio Mane przy okazji wykonywania rzutu wolnego?

Ponad godzina musiała minąć, żeby coś tu się zaczęło dziać. Kilka razy zerwał się Mane oraz Sarr, z drugiej strony zaś swoich sił próbowali Muriel, głową uderzał Falcao, chociaż musimy też zaznaczyć, iż nie były to klarowne sytuacje. Ot, po prostu były jakiekolwiek, dlatego w ogóle je odnotowujemy. To delikatne poruszenie nie wynikało jednak z geniuszu któregokolwiek zawodnika. Bardziej dlatego, iż czasem ktoś po prostu przyspieszył bardziej niż podczas wyścigu żółwi, co też wiele mówi o jakości tego spotkania.

Nic więc dziwnego, że jedyny gol też nie padł tu po składnej akcji, ładnej klepce, strzale z dystansu czy jakimś innym w miarę ekwilibrystycznym rozwiązaniu. Los Cafeteros uciekli spod topora w typowy dla tego mundialu sposób – za pomocą stałego fragmentu. Ostatni raz w równie wielkim szoku byliśmy, kiedy w styczniu spadł śnieg. Oddajmy jednak cesarzowi co cesarskie – a właściwie dwóm – że zrobili to całkiem ładnie!
74. minuta. Quintero bowiem posłał przepiękne, idealne dośrodkowanie w pole karne. Odpowiednio wysokie, mocne, delikatnie podkręcone. Takie, jakie tygrysy oraz Yerry Mina lubią najbardziej. Stoper Barcelony jeszcze raz udowodnił, iż w powietrzu nie zagroziłyby mu nawet myśliwce F-35. Perfekcyjnie uderzył, N’Diaye nie miał żadnych szans.

Ostatecznie zatem to Kolumbijczyków witamy w 1/8 finału i czekamy na rozstrzygnięcia wieczornych spotkań. Inna sprawa, że z taką grą nie za bardzo mają czego tam szukać. Z kolei Senegalczyków żegnamy kompletnie bez żalu, bo piłkarsko przynudzali nieziemsko.

A za najlepsze podsumowanie groteski w grupie H niech posłuży fakt, iż odpadli oni ze względu na klasyfikację fair play i zebraną większą liczbę żółtych kartek (6) niż Japonia (4).

Kolumbia 1:0 Senegal (0:0)
Mina 74′

KOMENTARZE (1)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
irman

Chwilunia. Przecież według Nawałki i naszego Capitano, reprezentacja Kolumbii to tak mocny przeciwnik z jakim nie graliśmy od lat. Połykają Niemców czy Portugalię i wydalają na miękko. Są połączeniem brazylijskiej fantazji, niemieckiej solidności i francuskiej głębi składu. Półfinał to minimum, a mistrzostwo nikogo nie zaskoczy.

Z tego co widziałem dzisiaj to prezentowali się delikatnie mówiąc kiepsko. Podobnie było zresztą z Japonią. Czyżby jednak swoje nieziemskie umiejętności byli w stanie pokazać jedynie z kelnerami ustawionymi przez geniusza taktyki pięknego Adama?

wpDiscuz