Russia Today: Maradona oszalał, a Polsce zabrakło Olisadebe
Weszło

Russia Today: Maradona oszalał, a Polsce zabrakło Olisadebe

Wszystko wiemy, wyjaśnione. Jednak warto czasami sięgnąć po fachową ekspertyzę naukowców, żeby lepiej zrozumieć futbol i odkryć wszystkiego jego tajemnice. Mieliśmy się już okazję przekonać, że na katastrofalną grę reprezentacji Polski wpływ miało zgubne działanie szczepionek. To jedna przyczyna. Drugą podrzucił nam profesor Kimmo Gronlund, wykładowca na prestiżowej uczelni Abo Akademi w Turku. Tym w Finlandii, nie tym nad rzeką Kiełbaską w Wielkopolsce. On naszą słabość rozgryzł na pierwszy rzut oka – w reprezentacji Polski nie ma czarnoskórych piłkarzy. Tyle, takie to proste.

Więc, zdaniem profesora, gdybyśmy zainstalowali w zespole chociaż jednego Emmanuela Olisadebe, sukces byłby znacznie bardziej prawdopodobny. Idąc tym tropem, gdyby całą drużynę zmontować z piłkarzy o afrykańskich korzeniach, mielibyśmy autostradę do finału.

Tak jak Nigeria, na przykład.

Cóż, może Adam Nawałka faktycznie pokpił sprawę na etapie selekcji. Trzeba było zostawić w domu tego przeklętego Peszkę, a zabrać do Rosji Izu Ugonoha. Cóż z tego, że to pięściarz. Ważne, że kolor skóry się zgadza, bo przecież, zdaniem pana profesora, właśnie o to w futbolu chodzi. Umiejętności, taktyka, mental, przygotowanie fizyczne? Trzeciorzędne banialuki. Nie wyślesz na turniej murzyna, przegrasz z kretesem.

Rzeczywiście, w takim układzie Polska jeszcze długo niczego na wielkiej scenie nie ugra.

*

Dość już z oszołomem, czas na jedną z najbardziej uroczych historii tego mundialu.

Mama reportera dała swojemu synowi czerwoną wstążkę, która odpędza złe moce. Ten przekazał ją Messiemu przed wyjazdem na mistrzostwa świata. Po meczu z Nigerią dziennikarz dopytywał, czy piłkarz Barcelony jeszcze ten amulet gdzieś ma, czy go wyrzucił. Messi pokazał mu, że cały czas nosi wstążkę przewiązaną na kostce.

Warto wspomnieć, że amulet jest koloru czerwonego. Czerwony, czyli po hiszpańsku „rojo”. Kto strzelił zwycięską bramkę z Nigerią?

*

Jednak Messiemu, nawet pomimo wspaniałej postawy we wczorajszym meczu, wciąż trudno wyjść z cienia Diego Armando Maradony. Nawet w 2018 roku to Diego skupia na sobie najwięcej uwagi. Mało brakowało, a 24 lata po meczu z Nigerią na mistrzostwach świata w Stanach Zjednoczonych, Maradona znowu zostałby zdyskwalifikowany za doping. Chociaż zaczęło się niepozornie i sympatycznie.

Dusza towarzystwa, znakomity tancerz, choć może odrobinę za niski, żeby skutecznie kręcić ze swoją partnerką efektowne piruety. Niemniej, dopóki piłkarskie emocje, z domieszką pewnych nieregulaminowych wspomagaczy, nie wzięły góry nad pomyślunkiem, Maradona sprawiał wrażenie całkiem sympatycznego, jowialnego grubasa.

Potem zaczął się mecz, a szyba przed Diego coraz obficiej pokrywała się cukrem-pudrem.

Ta reakcja jeszcze mogła zostać uznana za inspirującą. Co prawda Maradona, toczący właśnie jakąś ożywioną dyskusję ze swoim starym kumplem po szalu, Bogiem, prawie wypierniczył się za barierkę i tylko przytomna reakcja sąsiadów z trybuny utrzymała go ostatecznie w ryzach, no ale to przecież Diego – zawsze dodawał futbolowi mistycyzmu.

Choć ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że to po prostu stary, żądny atencji ex-piłkarz pajacuje i kradnie show prawdziwym autorom kapitalnego widowiska. Jeszcze śmieszniej się zrobiło, kiedy w cały ten teatrzyk wkradł się również pewien drobny element chrapania.

Maradona zmieniający się w mema, tak jak Zdzisław Kręcina? Smutne, ale od tego momentu było już tylko gorzej. Po bramce Marcosa Rojo legendarny piłkarz pokazał całemu światu dwa środkowe palce, wywrzaskując coś obelżywego, a następnie zasłabł, został z niemałym trudem wyniesiony z trybuny i przekazany lekarzom.

Jeszcze tego brakowało, żeby w dniu tak pięknego zwycięstwa Argentyny, tamtejszy idol trzasnął kopytami z nadmiaru piłkarskich i nie-piłkarskich wrażeń. Choć, czy na pewno idol?

Obciach czy nie, od wczoraj częściej mówi się o nim, niż o Messim, który przecież kolejny już raz uratował Argentynę od klęski i strzelił gola po cudnym majstersztyku technicznym, jakiego być może nawet sam Diego nie zdołałby wykonać. Leo, z pomocą magicznego amuletu, zdołał jednak ostatecznie przepchnąć Argentynę do finału. Czas zatem na świętowanie!

fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (2)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Matiborek
Quebonifade

Maradona dla Argentyny to dziś jak Wałesa dla Polski. Kiedyś legenda, teraz tylko pośmiewisko, które sami z siebie robią.

gryf01

Nie macie filmu z jego radości po drugiej bramce? To najśmieszniejszy kawałek!
Jak Leo przepchnie swoją drużynę do finału, to będzie się tego dnia o nim pisać więcej niż o Maradonie. Narazie przepchnął do 1/8 a to był obowiązek a nie sukces.

wpDiscuz