Przyjazd Ronaldo – najważniejsza chwila w najnowszej historii Sarańska
Weszło Extra

Przyjazd Ronaldo – najważniejsza chwila w najnowszej historii Sarańska

Na ścianie wisi ich wspólne zdjęcie. On, dumny ośmiolatek w muszce, przygarbiony, skrępowany, mówiący całym sobą, że flesze jeszcze nie dla niego. Ona, jeszcze młodsza, ma na głowie welon, a w dłoni kwiaty – zupełnie jakby właśnie brała ślub. Ślub był, ale ich rodziców. I wesele. Wyprawili je dopiero po latach, bo wcześniej nie było na to pieniędzy. W pokoju cztery na cztery metry znajdują się trzy kanapy, dwa biurka, telewizor, szafki i lodówka, która nie zmieściła się w kuchni. Gdyby meble potrafiły mówić, opowiedziałyby nam o upadku ZSRR, który widziały na własne oczy.

– Buchasz wódka? – pyta Jurij po piętnastu minutach rozmowy, a w zasadzie próby porozumienia się trochę po polsku, trochę po rosyjsku.

– Nieeeet, niet. Spasiba – odpowiadam.

– To dobrze, bo ja też niet. Kiedyś ja buchał. I zobacz, co się po tym stało – mówi i pokazuje na czerwoną szramę na twarzy, którą zauważyłem już oczywiście wcześniej. Wiedzie ona od oka, aż po brodę – ciężko zatem nie zauważyć.

Dalszej historii nie przywołuje, ja też pytać nie chcę. Jurij to na oko facet pod pięćdziesiątkę, choć kolejne minuty przynoszą wieść, że nie ma nawet czterdziestki. Ma za to więzienną dziarę na swoim lewym ramieniu. Po domu chodzi w koszulce na ramiączkach, tak zwanej żonobijce. Pozory na to nie wskazują, ale to bardzo przyjazny gość. Wypytuje, czy chcę coś zjeść, coś wypić. Raz jeszcze upewnia się, czy nie bucham wódki. Jeśli bucham, zaraz coś dla mnie znajdzie.

– Wyjechały. Posłałam je na wieś, do matki. Tam mają zwierzęta, dużo miejsca. Tam się dobrze czują – rzuca Tatiana, żona Jurija, gdy patrzę na zdjęcie jej dzieci, to w muszce i welonie. Tatianę poznałem wcześniej. Nasza znajomość zaczęła się na dworcu kolejowym w Sarańsku, na którym stała z karteczką „apartament 50$” wraz z kilkudziesięcioma innymi ludźmi. Wyglądało to jak lotniskowa hala przylotów – ktoś miał karton z napisem „Oskar”, ktoś sprzedawał miejsce w hostelu, ktoś inny próbował znaleźć chętnego na taksówkę. Wielka grupa mieszkańców Sarańska, którzy tuż przy wyjściu dworca węszą łatwą i dodatkową gotówkę.

Do propozycji Tatiany przekonuje mnie cena. Chce tylko 3000 rubli, podczas gdy oferty na portalu do bukowania noclegów rozpoczynają się od 10000, oczywiście w najgorszym z możliwych standardów, na ogromnym zadupiu. Ciężko uwierzyć, że nocleg, którego nie widzisz wcześniej na oczy okaże się choćby niezłym, ale ryzykuję. Przed tym jednak wypytuję z pomocą stojącej obok wolontariuszki o podstawowe fakty.

– To będzie apartament tylko dla mnie? Prywatny?

– Dziesięć minut od stadionu. Piechotą!

– Ale ja pytałem, czy to pokój prywatny.

– Dziesięć! Autobusem dwa przystanki!

– Apartament tylko dla mnie, tak?

– Tak, tak, prywatny. Tylko dla ciebie.

Taki rarytas za 3000 rubli – brzmiało jak promocja, głupi by nie wziął. Wchodzimy do autobusu miejskiego. Zazwyczaj po wejściu do pasażera podchodzi sprzedawca biletów i życzy sobie 25 rubli za przejazd. Tego dnia ma jednak wolne, jak w każdy meczowy dzień. Czwartkowe spotkanie Panamy z Tunezją to już ostatnia taka okazja, potem koniec laby. Aż chce się zakląć, dlaczego miasto dostało tylko cztery mecze grupowe i nic więcej.

Miało być dziesięć minut piechotą, dojeżdżamy po dwudziestu minutach tłuczenia się starym Kamazem. Miały być dwa przystanki od stadionu, jest blok na kompletnym odludziu, po drugiej stronie miasta. Trudno. Dziś i tak nie znajdę już nic lepszego, zwłaszcza w tej cenie.

Pakujemy się na górę, tam wita mnie Jurij, który kończy dopalać papierosa i otwiera balkon, by wywietrzyć dym. Tatiana pokazuje mi wszystkie zakamarki mieszkania – starą acz wypełnioną po brzegi lodówkę, prysznic, szafę, łóżko, skrytkę z ręcznikami i pościelą. Pytam, czy można skorzystać z pralki, ale słyszę w odpowiedzi, że pralki nie ma. Wyglądam przez okno i widzę stadion – mieści się na nim jakieś oszałamiające trzysta krzesełek, ale zawsze to stadion.

Cholera, prawdy nie powiedziała, ale też nie skłamała, choć dojdę do niego w cztery minuty, a nie dziesięć.

Przy tak tanich cenach taksówek (do centrum z obrzeży miasta jedziemy za dziesięć złotych) lokalizacja to nie problem. Zostaję, płacę, powoli zaczynam się rozpakowywać, a Jurij odpala kolejną fajkę. Nie jestem z tych, którym dym przeszkadza, więc nie mam z tym problemu.

– A czaju to się napijesz? – pyta Tatiana.

Dobrze, mogę się napić. Jurij przełączył na sportowy kanał i burknął pod nosem coś w stylu „pieprzeni politycy”. Tatiana podała herbatę. Piję. Sprawdzam media społecznościowe, korzystam z toalety, porządkuję wyjęte z walizki rzeczy. Jestem już rozpakowany. Kończę pić. Kiedy oni, do cholery, sobie pójdą?

– Spokojnie, nie będziemy ci przeszkadzać – rzuca Tatiana widząc moją konsternację, łapie męża i idzie z nim do pokoju obok, który jest sypialnią. Próbuje zamknąć do niego drzwi, ale te się nie zamykają. Zapewniają, że idą właśnie spać. Jest 16:00.

Oczywiście nie poszli.

Oczywiście czuli się jak u siebie w domu.

No to piękny apartament wynająłem, myślę sobie. I prywatny, i tuż przy stadionie…

Przynajmniej tanio.

DSC02528

Centrum Sarańska. Dawny sklep 24h stał się dziurą zabitą dechami. DSC02529

Jak wszędzie, w Sarańsku wita nas pomnik.

***

Sarańsk liczy sobie 300 tysięcy mieszkańców. Jak na Polskę to dużo, jak na Rosję – niewiele. Pod względem liczby mieszkańców to dopiero 65 miasto w kraju, czyli tak jak nasza Łomża.

Wyobrażacie sobie mundial w Łomży?

No nie. Jeśli staniecie na krakowskim rynku i zaczniecie wypytywać losowych ludzi o to, czy kiedykolwiek byli w Łomży, zapewne pierwsza dziesiątka odpowie przecząco. Identycznie jest w Rosji. Sarańsk ucieszył się z organizacji mundialu nie tyle przez to, że usłyszy o nim świat. Jemu wystarczy, że usłyszy o nim Rosja.

Miasto jest ładne, schludne, czyste i dobrze zlokalizowane – stosunkowo niedaleko Kazania, Samary i Niżnego Nowogrodu. Są w nim dodatkowo jakieś tradycje piłkarskie – Mordowija Sarańsk spędziła w ostatniej dekadzie aż trzy sezony w rosyjskiej ekstraklasie. Dziś buja się już jednak po trzeciej lidze.

Ale to nie dwa razy liczniejszy Krasnodar z pięknym stadionem i klubem, który w rosyjskiej piłce coś znaczy.

To nie Nowosybirsk, trzecie najmocniej zaludnione rosyjskie miasto.

To nie Ufa czy Perm, znacznie większe i znajdujące się w podobnej odległości od Kazania.

To właśnie Sarańsk został jednym z jedenastu miast goszczących mistrzostwa świata.

Rozwiązanie zagadki jest bardzo proste i sprowadza się do banalnego powiedzenia o roli pieniądza w sytuacji, gdy nie wiadomo, o co chodzi. Wielka, czerwona budka stojąca przed stadionem. Wokół niej spora kolejka. Nic dziwnego – wszak to wodopój. Za jedyne 350 rubli (jakieś 20 złotych) możesz kupić na stadionie piwo. Do wyboru jest tylko jedna marka – Bud, najpopularniejsze w Rosji piwo, które zostało oficjalnym sponsorem mundialu.

Jego produkcja na Rosję odbywa się w Sarańsku.

Czy zagadka została już rozwiązana?

DSC02547 DSC02555

Janekx89 doczekal się w Rosji swojego pomnika. 

***

– Przyjazd Cristiano Ronaldo to największe wydarzenie w historii naszego miasta – przekonuje Swietłana.

Swietłana jest wolontariuszką przy mundialu. Zapisała się, by poćwiczyć angielski, w Sarańsku nie ma ku temu zbyt wielu okazji. Poza tym lubi inne kultury. Którzy kibice zrobili na niej największe wrażenie? No jasne – Kolumbijczycy.

– To prawda, że Rosja była zaskoczona, tak samo zresztą jak Sarańsk. No bo niby czemu my? W naszym mieście nie dzieje się zbyt wiele rzeczy, o których mówi się w całej Rosji. A co dopiero taka, o której będzie głośno na całym świecie? To dla nas wielka duma.

– Jak dużo miasto zyskało na mistrzostwach?

– Bez nich na pewno nie mielibyśmy takiego stadionu. Miasto wybudowało nowe lotnisko, usprawniło komunikację miejską. Dla nas to fantastyczna informacja. Widzisz te cztery bloki?

– Widzę. Strasznie kolorowe.

– Je też wybudowano specjalnie na mistrzostwa. W części mieszkań utworzono hostel dla przybyszy z całego świata. Po mundialu przejmą je normalni lokatorzy. Każdy żyje tu mistrzostwami i każdy chce z nich wyrwać coś dla siebie.

Na mieście trwa festyn. Po drodze z dworca na stadion ustawiają się sprzedawcy oferujący zegarki, słuchawki do telefonu, matrioszki. Restauracje wieszają w swoich witrynach flagi wszystkich ośmiu zespołów, a dla niektórych przygotowują nawet menu w ich języku. Centrum wygląda trochę tak, jakby restauracje otworzono specjalnie na okoliczność mundialu – nie ma kuchni rosyjskiej, jest sushi, steki, kuchnia śródziemnomorska.

DSC02541

Światowe korporacje przejęły także Sarańsk. Jak wszędzie można zjeść kurczaki w KFS. 

Na rynku ustawiono scenę, na której rosyjski duet śpiewa znane piosenki, przy których bawią się Rosjanie. Właśnie trwa mecz Urugwaj – Rosja, ale w Sarańsku niewielu on obchodzi. Ludzie idą z rosyjskimi flagami na mecz. Irańczyków przyjechało sporo, może nawet ponad dwadzieścia tysięcy, Portugalczyków nie ma za to w ogóle. Olali temat. Ktoś ich krzesełka musiał zająć.

Ale z obsadzeniem 45 tysięcy miejsc problemu nie było. No bo kiedy jeszcze w Sarańsku pojawi się sam Crisitano Ronaldo?

Stadion świeci swoją okazałością już na jakieś pół godziny przed przejściem przez bramkę. Przypomina trochę obiekt w Gdańsku – owalny, o zaokrąglonych kształtach, skomponowany w jasnych kolorach (przeważa pomarańcz). Z 45 tysięcy krzesełek po mistrzostwach ma stać się 30 tysięcy. Nie wiem jak i nie wiem po co – takie są jednak plany.

DSC02538

Najściślejsze centrum miasta. Piękny budynek stoi pusty. Widocznie nie wyrobiono się z pracami na początek mundialu. 
DSC02535

Przedzieram się w końcu do wejścia dla mediów. W mniejszych miastach kontrole są zawsze dwa razy mocniej. W Moskwie stacjonują dziennikarze z całego świata – wchodzą, wychodzą, wchodzą, wychodzą. Gdyby kontrolować ich do samych gaci robiłaby się kolejka. W Sarańsku dziennikarz wchodzi na stadion ze znacznie mniejszą częstotliwością – a ochrona przecież nie jest w pracy po to, by się nudzić.

Za pierwszym razem dostałem dość kuriozalne pytanie:

– Masz nóż?

Otworzyłem plecak, pokazałem co w środku. Strażnik wskazał na drugą przegrodę – mam okazać, ten nóż będzie na pewno tam.

Były tam jednak dwie książki – jedna Jacka Hugo-Badera, druga panów Imielskiego i Leniarskiego o organizacji mistrzostw 2018. Ochroniarz nawet nie chciał patrzeć dalej. „Jak on czyta autorów z Gazety Wyborczej, noża mieć nie może” – stawiam majątek, że o tym właśnie wtedy pomyślał.

Ucieszony idę dalej, gdy nagle ktoś łapie mnie za ramię.

– Pokaż tę bluzkę!

Zdębiałem. Zdjąłem z szyi akredytację i aparat, a wokół mnie zrobiło się koło ośmiu strażników, którzy wpatrywali się w antycznego gościa, jaki zagościł na moim czarnym t-shircie. Rozgorzała dyskusja: co to jest i czy na pewno kogoś nie obraża? Po minucie poproszono mnie o zwrócenie się do kamery. Najważniejszy z ochroniarzy przycisnął wtedy słuchawkę do ucha. Starszy Brat wydał werdykt patrząc przez oko monitora: może iść.

– Przepraszam. Takie mamy procedury – usłyszałem na odchodne.

Ale wcale się nie gniewam. Nawet to bardzo szanuję.

DSC02544

Do pilnowania Sarańska zostały powołane specjalne służby. Wszystkie ręce na pokład.
DSC02552

***

Człowiek oglądał ten Iran i zastanawiał się: dlaczego nasi tak nie mogli zagrać? Były szybkie ataki, były podania (o dziwo celne i w tempo), była brawura w grze, była agresja. W dodatku wszystko ładne dla oka i to nie przeciwko – z całym szacunkiem – Senegalowi, a Portugalii. Przypomnę – przeciwko mistrzom Europy.

Wystarczył jednak szybki rzut oka na skład Iranu i wszystko stawało się jasne. KV Oostende. Esteghlal Teheran. Al Gharrafa. Persepolis Football. Al. Sadd. Amkar Perm.

No tak. Jednak to znacznie wyższa półka niż Bayern, Napoli, Juve czy BVB. Takie mecze tylko utwierdzają w przekonaniu, że nasz potencjał to faktycznie czwarte miejsce.

Nie da się odpaść z turnieju fajniej niż Maroko i Iran. Obie ekipy zagrały na koniec swojej przygody na nosie potentatom (choć Iran do ostatniej minuty parł po zwycięstwo) i pozostawiły po sobie znakomite wrażenie. Ciężko oprzeć się wrażeniu, że gdyby trafiły na nieco inną grupę, mogłyby z niej spokojnie wyjść. Szkoda zwłaszcza irańskich kibiców – gdy rozpoczynali swój doping oparty na wspólnym skakaniu, stadion wręcz drżał.

W Sarańsku najbardziej zdeterminowani byli jednak portugalscy dziennikarze. Cristiano Ronaldo przechodzi przez strefę, w której piłkarze udzielają wywiadów. Jest uśmiechnięty i puszcza oczko do dziennikarzy. Ani myśli się przy nich zatrzymać. Strefa ma tak na oko 50 metrów. I oni wszyscy, jak rój szarańczy, podążali za tym biednym Ronaldo i prawie na kolanach błagali go o choćby jedno słowo d mikrofonu.

Uwłaczające. Ale gdyby nasi piłkarze byli choć w połowie tak zaangażowani, zostalibyśmy mistrzem świata.

Iran mógł powalczyć z Portugalią, Sarańsk mógł zorganizować mistrzostwa, tylko my, jak zwykle, nie możemy.

Z SARAŃSKA JAKUB BIAŁEK

KOMENTARZE (9)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Pradella

Ale z tym rosyjskim piwem Bud, nieznanym poza Rosja to dowcip? Chyba, ze Jakub pierwszy raz za granica :) Poza tym calkiem spoko reportazyk

Michal Sz

To chyba jakaś ironia, aczkolwiek nie pasuje mi do tego fragment, że Bud wywodzi się z Sarańska. No bo jakby to było na poważnie to duży babol, przecież to dość znane piwo.

Pradella

To nie ironia :) Juz poprawil na najpopularniejsze rosyjskie

slommy1

Moze on niepijacy. Ale ciekawe czy Budweiser jest faktycznie najpopularniejszy w Rosji. Trudno mi uwierzyc, ze nie maja jakiegos swojego sikacza. U nas chyba Lech i Tyskie naleza do firmy co ma marke Budweisera jesli sie nie myle

szroter
Stanzwioski

mają swojego sikacza – Baltike…. pan Białek od początku pisania felietonów(?) sprawia wrażenie jakby pierwszy raz wypuszczono go z piwnicy, nie wiem czemu- co by było gdyby go dano dajmy na to do RPA? 😀

slommy1

A nic by nie bylo. Gosc ma dobre towarzystwo, wodeczke, a i jakas kolezanka Tatiany by sie nawinela tez to zamiast korzystac z okazji na super historie z zycia Rosjan i prawdziwej Rosji to nie, lepiej zdjecia z autobusu porobic w drodze na stadion rozmowa z wolontariuszka i najpopularniejsze piwo w Rosji to Budweiser.

nigello

„Spotkanie Portugalii z Iranem to już ostatnia taka okazja, potem koniec laby.”
Przecież to nie był ostatni mecz w Sarańsku. Jeszcze Panama – Tunezja.

Poza tym bardzo przyjemnie się czytało :)

Laguna

Faktycznie, przegrywać powinniśmy uczyć się od ,,lepszych”.

panaszek

A to ci niespodzianka… Myślałem, że Jakub Białek pochodzi z Kielc, a nie z Sarańska

wpDiscuz