To się nie może tak skończyć, prawda?
Weszło

To się nie może tak skończyć, prawda?

Jasne, to nie tak miało być. Spodziewaliśmy się, że przystąpimy do tego meczu jako zwycięzcy starcia z Senegalem, no, ewentualnie po podziale punktów. Że obudzimy się w niedzielę pełni optymizmu, ale i spokoju, bo w końcu mamy kadrę, jaką zawsze chcieliśmy pokazać na mundialu. Cóż, sprawy potoczyły się nieco inaczej. Jednak czy to dobry moment, by zwątpić? Nie, bo też ci ludzie na to nie zasługują.

Ustalmy jedno: szydera poszła z reprezentacji ostra, ale należało się. Zdzierżylibyśmy porażkę po walce, natomiast z Senegalem zabrakło walki, zabrakło jakości, zabrakło wszystkiego. Mamy podejrzenia, że gdyby wystawić tam Lechię ze Sławczewem i Łukasikiem na środku, z Augustynem z tyłu, to ta nie pokazałaby się dużo gorzej. Kadra tak grać nie może i nie poznawaliśmy jej we wtorek kompletnie. Stąd dużo cierpkich słów, stąd grillowanie.

Dziś jednak jesteśmy parę dni po tamtej kompromitacji i znów trzeba powiedzieć: jeśli ktoś ma posprzątać ten burdel, to właśnie oni. Kadra Nawałki nie przegrała nigdy dwóch meczów o punkty z rzędu. Zawsze potrafiła się podnieść i pokazać, że ma jaja. Najlepszy przykład? Oczywiście Dania i oklep 0:4. Można było się wówczas załamać, zwiesić głowę, ale Lewandowski i spółka tego nie zrobili, w trzech kolejnych meczach załadowali rywalom 13 goli i wzięli bilety do Rosji z ogromną pewnością.

Dlaczego miałoby się nie udać tym razem?

Powiemy brzydko: liderzy kadry wkurwiali nas tą ciszą medialną, tym, że wysyłali na konferencje graczy z drugiego szeregu. Dziś mają ostatnią szansę, by nas wszystkich przeprosić. Jeśli pomysł był taki, by, zamiast ckliwego gadania o poprawie wyjść na boisku i zrobić pozytywną rozpierduchę, będziemy szczęśliwi jak dziecko, które myślało, że rodzice zapomnieli o jego urodzinach, a tu wszyscy stali za kanapą.

W 2002 roku po porażce w pierwszym spotkaniu mierzyliśmy się z Portugalią, w 2006 z Niemcami, dziś też rywalem jest teoretycznie ten najsilniejszy z grupy. Kolumbia nie ma takiego piłkarza jak my, Lewandowskiego, gościa ze ścisłego światowego topu, ale ma szereg zawodników będących tylko półkę niżej. James, Falcao, Cuadrado, Sanchez… No, mają kim grać, ale mają też swoje problemy. Źle weszli w ten mundial, Pekerman zapowiedział rewolucję, oni też czują zimno ostrza, które przyłożono im do gardła. Głupio być silnym słabością swojego rywala, ale tu też upatrujemy swoją szansę.

Zobaczymy, jak skończy się przejażdżka na którą zabiera nas Adam Nawałka. Dotychczas jechaliśmy w pasach i w foteliku, bo tak wszystko było przygotowane i dopięte na ostatni guzik, dziś jedziemy na wariata. Będą zmiany w składzie, być może dojdzie też do zmiany wyjściowego systemu. Nie znaliśmy selekcjonera z tej strony, mamy obawy, czy nie zachorował na gorączkę mundialową tak jak Engel i Janas, ale wciąż chcemy wierzyć. Że Nawałka nas przechytrzył, tak jak wtedy, gdy wymyślił Mączyńskiego. Gdy zabrał młodzieżówce Milika na poczet meczu z Gibraltarem. Gdy zaufał Jędrzejczykowi na lewej stronie podczas Euro. Ile razy i my, i wy, myśleliśmy: „oszalał”? No, pewnie, że wielokrotnie, a jednak wychodziło na jego.

Oby było tak i dziś, bo, cholera, to się chyba nie może tak skończyć. Prawda?

Fot. FotoPyk