Argentyna w czarnej dupie! Chorwacja upokorzyła Messiego i spółkę
Weszło

Argentyna w czarnej dupie! Chorwacja upokorzyła Messiego i spółkę

Zdemolowani, ośmieszeni, upokorzeni. Reprezentanci Argentyny po druzgocącej porażce z Chorwacją (0:3) są już o krok od wylotu z mundial już po fazie grupowej. Nie ma na tym turnieju drużyny, która rozczarowywała by tak bardzo. Dziś Messiego do kieszeni włożyli Lovren i Brozović, a na tle chaotycznej obrony Albicelestes błyszczał prawdopodobnie najlepszy środek pola tych mistrzostw – Ivan Rakitić i Luka Modrić. Cieszyć mogą się też biało-czerwoni, bo klops Willy’ego Caballero przy golu na 0:1 przebił gapiostwo kadry Nawałki przy trafieniu Senegalu.

Argentyna i Chorwacja wychodzą na boisko, organizator odgrywa hymny obu państw, kamera najeżdża na Messiego, a on… drapie się po czole, wygląda na nieobecnego i przytłoczonego. Na miejscu kibiców Albicelestes zaniepokoilibyśmy się już wtedy. No ewentualnie nieco wcześniej przy prezentacji oficjalnych składów. Sampaoli zdecydował się na pozostawienie na ławce Dybali, Banegi czy Di Marii. Cóż, jego wola. Przyzwyczailiśmy się, że selekcjonerzy tej kadry mają swoje wejścia, których pół świata nie jest w stanie zrozumieć.

Pierwsza połowa? Dużo dymu, kilka iskier, ale bez ognia. Argentyna miała centrostrzał Acuny, który spadł na poprzeczkę i znakomitą szansę Pereza, który spudłował ze swoją dobitką do niemal pustej bramki. Chorwaci mogli odpowiedzieć „szczupakiem” Madzukicia z bliska (spudłował, jak to Madzukić) i kontrą, w której Rebić mógł znaleźć się w sytuacji sam na sam z Caballero, ale zgubił piłkę między nogami.

Messi był jak Te-Tris w jednym z kawałków – „wchodzę incognito, a tu all eyes on me”. Chociaż był kompletnie poza grą, to i tak wszyscy czekali, aż zrobi coś niesamowitego. Ale przez powolną grę Argentyny i indywidualne krycie Brozovicia robił tyle, co nic.

Niby coś się działo, niby obie ekipy miały swoje okazje, ale po daniu dnia spodziewaliśmy się czegoś zdecydowanie lepszego. Wiecie – spektakl, dryblingi, cudowne podania, błysk geniuszu. A najciekawiej było wtedy, gdy realizator pokazywał siedzącego na VIP-ach Diego Maradonę, który wyglądał tak, jakby znów coś wąchał przed meczem. I nie był to fiołki czy róże. Łapał się za głowę, obgryzał paznokcie… 

Argentyna miała nóż na gardle, Chorwaci mieli względny luz. Argentyna była coraz bardziej nerwowa, a Chorwaci (tak jak z Nigerią) konsekwentnie realizowali swoją taktykę, czyli czekamy na błędy rywali. Zlatko Dalić dobrze wiedział, że nie ma sensu iść z Argentyńczykami na wymianę ciosów i znów ustawił zespół tak, że mucha nie siada. Dla nas to póki co najlepszy trener na tym turnieju. 

Na początku drugiej połowy kamień spadł nam z serca. Nie dlatego, że jesteśmy antyfanami Argentyny czy dlatego, że kibicujemy Chorwacji. Po prostu Willy Caballero zdjął z biało-czerwonych piętno drużyny, która straciła bramkę w najbardziej idiotyczny sposób. To, co zrobił bramkarz Argentyny, było jak oblanie się kawą na pierwszej randce. Jak obrzyganie się w autobusie szkolnym. Jak soczyste beknięcie w trakcie rozmowy o pracę. Golkiperowi Albicelestes zawiesił się system – jeśli dostajesz piłkę od obrońcy we własnym polu karnym, to albo rozgrywasz ją krótko do boku, albo pałujesz ją na połowę przeciwnika. Ale nie cudujesz z jakimś pół-lobami nad głową atakującego cię napastnika. A skończyło się tak:

Chorwacja wyrasta na mistrz zarzynania meczów. Jest do bólu cierpliwa, cholernie dobrze poukładana w tyłach, ma drwali karczujących przeciwników i ma też magików, którzy na tych zgliszczach potrafią czarować. Mamy na myśli Lukę Modricia, absolutnie najlepszego piłkarza tego meczu. Pięknie rozrzucał akcje na boki, kapitalnie czarował na połowie Argentyny, sumiennie pracował w defensywie. No i strzelił jednego z najładniejszych goli na tych mistrzostwach.

Po tym trafieniu Argentyna była już na kolanach. A skoro już klęczała, to Chorwaci dokonali egzekucji rozgrywając akcję jak na tren… nie, na treningu gra się łatwiej. Kovacić dogrywał piłkę do Rakiticia pięć metrów od bramki i żaden z piłkarzy Sampaolego nawet go nie atakował. Dramat Albicelestes, euforia ekipy Dalicia.

Argentyna po tak spektakularnej porażce jest w czarnej dupie. Ma jeden punkt, Chorwacji już nie dogoni, a jutro prześcignie ją Islandia lub Nigeria. Jeśli w piątek Islandczycy sięgną po komplet punktów (a jest to scenariusz całkiem realny), to w ostatniej serii gier Messi i spółka będą potrzebowali porażki Islandii w meczu z Chorwacją i wysokiego zwycięstwa nad Nigerią. A nie wykluczamy, że europejskie drużyny pójdą w tym starciu na ugodę i mecz skończy się jakimś nudnym 0:0. Wtedy Albicelestes pakują manatki i wracają do domów. 

Jeszcze słówko o sędziowaniu w tym meczu. Poświęcimy pewnie osobny tekst chorym wytycznym z FIFA, ale to, co się odwalało w tym spotkaniu, wołało o pomstę do niego. Już do przerwy arbiter mógł wyrzucić z boiska Mezę i Rebicia, ale nie wyrzucił żadnego. W końcówce meczu sfrustrowany Otamendi kopnął piłką w głowę leżącego Rakiticia. I dostał za to tylko żółtko. Nie wiemy, co trzeba zrobić na tym turnieju, by zobaczyć „asa kier”. Atak nożem? Ćwiartowanie? Strzał z dubeltówki? 

Argentyna – Chorwacja 0:3 (0:1)

Ante Rebić (53′)

Luka Modrić (80′)

Ivan Rakitić (90′)