Jak już przegrywać, to tak jak Panamczycy
Weszło

Jak już przegrywać, to tak jak Panamczycy

Sezon na odważne deklaracje związane z mundialem chyba należy uznać za w pełni otwarty. Po tym, jak Kowal zapowiedział, że po medalu Polaków przebije Gary’ego Linekera w Stanie Mundialu, trener reprezentacji Panamy oznajmił światu, że jeśli jego drużyna wyjdzie z grupy na mundialu, on sam wychyli dwie butelki wódki. Wypada docenić, że zrobił show, nie gryzł się w język, a nawet bez żadnych ceregieli podał skład na mecz z Belgami, czyli w kilkanaście minut przebił wszystkie konferencje Adama Nawałki razem wzięte, ale zrealizowanie tej obietnicy raczej nie będzie mu dane. 

Choć z Hernanem Dario Gomezem nigdy nie wiadomo. Szczególnie wtedy, gdy wpadnie w szał. Zdarzyło mu się zarówno startować na solo do kolegi po fachu, jak i pobić kobietę w kolumbijskim barze, gdy ta wytykała mu – selekcjonerowi reprezentacji tego kraju – błędy w prowadzeniu kadry. Nie pomogły przeprosiny, ze stołka zleciał wtedy z hukiem, do czego przyczynił się nawet prezydent Kolumbii.

Ale drogę od zera do bohatera przebył w sposób tak spektakularny, że teraz inny prezydent dzięki jego pracy ogłasza dni wolne od pracy.

35682277_1678980028823065_6072530977073135616_n

35671378_1678979595489775_1068451090011258880_n

„Łzy” to słowo, które Panamczycy odmieniają na wszystkie sposoby, gdy mówią o swojej kadrze. Ale łza łzie nierówna. Cztery lata temu płakali, bo szanse na mundial stracili po dwóch golach Stanów Zjednoczonych w doliczonym czasie gry. Z kolei w zeszłym roku ryczeli ze szczęścia, bo w końcówce meczu z Kostaryką wyszarpali awans kosztem między innymi Amerykanów. I „wyszarpali” pasuje o tyle, że w końcówce pomagali wszyscy: rezerwowi, chłopcy od podawania piłek, a nawet kibice. Wszystko po to, żeby rywal nie wyrównał.

Udało się, pozostało więc tylko przyjechać na mundial po raz pierwszy w historii i skonsumować sukces. Po co dokładnie? Według Gomeza po to, by się nie skompromitować. Panamy wbrew pozorom nie powinno się traktować jednak jako bandy przypadkowych graczy, którym po prostu coś wyszło. Ten kraj raczej ciągle nadrabia stracony czas. I tempo ma w miarę przyzwoite, bo tamtejsza profesjonalna liga powstała ledwie w 1988 roku. Wcześniej był to bardziej turniej dzikich drużyn – z tą różnicą, że po boisku biegali starsi goście, którzy szukali rozrywki po pracy. Najpierw trzeba było zarazić ludzi miłością do futbolu, który przegrywał z baseballem i boksem. Wspomniany wolny dzień od pracy, w trakcie którego świętowali awans, chyba przypieczętował zmianę.

35547728_1678980118823056_1190551156196114432_n

Jednak trener jak najbardziej realnie ocenił możliwości swojej drużyny przed meczem z Belgią i kolejnym starciami na mundialu. Panamczycy przyjechali do Rosji uzbrojeni głównie w zawziętość i wielki entuzjam. Jakość? Wystarczy zerknąć na przynależność klubową piłkarzy, których w bój posłali obaj trenerzy.

Belgia: Chelsea – Tottenham Hotspur, Celtic, Tottenham Hotspur – PSG, Manchester City, Tianjin Quanjian, Dalian Yifang – Napoli, Manchester United, Chelsea.

Panama: Dinamo Bukareszt – New York Red Bulls, Seattle Sounders, New York Red Bulls, DAC Dunajska Streda – Atletico Bucaramanga – Cafetaleros, Universidad de Chile, San Jose Earthquakes, KAA Gent II – CSD Municipal.

Jose Luis Rodriguez z rezerw Gentu. Na co dzień jest za słaby, by grać z piłkarzami, którzy są za słabi na reprezentację Belgii. Przecież akces do tej kadry zgłosił nawet Luis Henriquez, który wiosną podpisał kontrakt z Polonią Środa Wielkopolska.

*

O byłego lechitę zapytałem dziś zresztą panamskiego dziennikarza Alexandra Da Silvę z Diario La Prensa. Wszak wszystko od początku brzmiało dość niedorzecznie.

35765880_1678979428823125_4091385094550323200_n

Znasz Luisa Henriqueza? 

Oczywiście. Ostatnio wrócił do waszego kraju i gra w drugiej lidze.

W drugiej? W trzeciej, która tak naprawdę jest u nas czwartą. 

Serio?!

Powiedział, że marzy o tym, żeby pojechać na mundial i gra w Polsce może mu w tym pomóc. 

Słyszałem o tym, ale nie było szans. Tu nawet nie chodzi o to, że na jego pozycji mamy solidnych piłkarzy. Prawda jest taka, że on już zakończył karierę i dopiero jak kadra wywalczyła awans na mundial, to sobie o niej przypomniał. W naszej drużynie jest co prawda wielu starych piłkarzy, ale oni trzymają świetną formę, a Luis przyjechał do naszej słabej ligi i odstawał. Był za gruby, nie dawał rady biegać od jednego pola karnego do drugiego i nikt już go nie chciał. Ale nie zrozum mnie źle – to w naszym kraju bardzo szanowany człowiek, bo niewielu naszych piłkarzy grało w europejskich pucharach.

Wasz selekcjoner Hernan Dario Gomez powiedział wczoraj, że jeśli wyjdziecie z grupy, to on sam wypije dwie butelki wódki. 

To prawda! Nie nudzimy się z nim. Gdy w przedostanim spotkaniu eliminacji przegraliśmy 0-4 ze Stanami Zjednoczonymi, zrównał piłkarzy z ziemią tak, że strach było do niego podchodzić. Ale kilka dni później wygraliśmy z Kostaryką i piłkarze wpadali mu w ramiona. Wszyscy wiedzą, jaki jest i nikt się nie obraża.

To jak dzisiaj typujesz?

Bałem się, że o to zapytasz. 4-0 albo 5-0 dla Belgii oddawałoby różnicę naszych poziomów, ale jesteśmy bardzo  zdyscyplinowani w obronie. Zresztą, to nie jest aż tak ważne! Dla nas sukcesem jest to, że się tu znaleźliśmy. To samo Gomez cały czas wbija do głowy piłkarzom: cieszcie się każdą chwilą, bo piszecie historię.

*

Nie wiem, jak się sprawy mają z piłkarzami, ale kibice Panamy na pewno celebrowali dziś każdy moment. Zaczęło się, jak zwykle, już w autobusie. Ponad trzy godziny do meczu, miałem spory zapas, ale utknęliśmy w takim korku, że zacząłem się obawiać, czy zdążę odebrać akredytację, które w teorii kończą wydawać 90 minut przed gwizdkiem. Byłoby cholernie smutno, gdyby nie jedna czy druga przyśpiewka zarzucona wtedy przez fanów. Może i nie był to poziom Hiszpanii, która pod stadionem Fiszt w Soczi rozkręciła imprezę, ale serca Rosjan Panamczycy kupili. I nie tylko ich, bo w zasadzie wszyscy – poza rzecz jasna Belgami – byli dziś za kopciuszkiem, co widać było po koszulkach czy flagach (zarówno tych z materiału, jak i tych namalowanych na policzkach).

Pod stadionem – śpiewy i szeroko rozumiana zabawa.
Przed meczem na stadionie – najpierw łzy (w trakcie hymnu – jak zapowiadali, tak zrobili), potem zabawa.
Po przegranym 0-3 meczu – zabawa.

35763065_1678979205489814_1999253730930720768_n

I chyba tak to, kurczę, powinno wyglądać. „Na razie nie jesteśmy w stanie nawiązać walki z poważnym piłkarskim światem, więc przynajmniej go zauroczymy”. Udało się. Wybaczcie skupienie na jednej drużynie, w dodatku tej wyraźnie słabszej, ale o Belgach jeszcze w trakcie tego turnieju poczytacie sporo. A o Panamie – jeśli zaraz zginie pośród przejawów mundialowej gorączki – być może dopiero za cztery lata. I jeśli rzeczywiście ten turniej będzie asumptem do rozwoju, to niewykluczone, że nie tylko jako o ciekawostce.

roki pasek

KOMENTARZE (3)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

fan kibolkiewicza

Heh teraz się do kolejnego przypieprzacie. Chociaż tyle, że Gapie może dacie spokój.

nigello

Według mnie artykuł czyta się całkiem w porządku, tylko ciągle mam wrażenie, że zaraz się rozkręci i nagle bach! – koniec artykułu.

wpDiscuz