Gdy trzeci bramkarz szedł na mundialu w bój
Weszło

Gdy trzeci bramkarz szedł na mundialu w bój

Trzeci bramkarz, czyli turysta, któremu dodatkowo płaci się za ekskluzywne wakacje i najlepszą miejscówkę na widowni podczas finałów mistrzostw świata. Tak to wygląda prawie w każdym przypadku. No właśnie – prawie. Bartosz Białkowski najprawdopodobniej przeżyje po prostu bardzo fajną przygodę i ładnie spuentuje swoją karierę, choć w Rosji nie zagra ani jednego meczu. Aczkolwiek bywały takie przypadki, że trzeci bramkarz wchodził do gry na mundialu. Zazwyczaj – w marnym stylu.

1994 – GRECJA

Grecy pojechali na mistrzostwa do USA w roli chłopca do bicia i popisowo się ze swojej misji wywiązali. Nie było amerykańskiego snu, nie było nawet malutkiego greckiego wesela. Najpierw czwórka w czajnik od Argentyny, po hattricku Gabriela Batistuty. Jedną bramkę dorzucił Maradona. Ataki Albicelestes nakręcał jeszcze Claudio Caniggia i to była wystarczająca siła ognia, żeby zdemolować koślawą falangę greckich hoplitów. 36-letni weteran, Antonis Minou przepuścił szmatę na 0:1, potem został już rozstrzelany bez litości. Chwała mu za to – puścił ostatnią bramkę strzeloną przez naćpanego Diego Maradonę na mistrzostwach świata. Boski Diego prawdopodobnie uwagę kontrolerów antydopingowych zwrócił podczas cieszynki, gdy zbliżył swoje dzikie oczy zbyt blisko kamery.

Trener Greków postanowił działać – na drugi mecz w grupie zmienił golkipera, postawił na słynnego Eliasa Atmatsidisa. Naszym zdaniem mógł postawić na kogoś o łatwiejszym do napisania nazwisku, ale wiemy, że nie należy ingerować w taktyczną swobodę selekcjonera. Atmatsidis akurat miał trochę czasu wolnego, bo nie walczył w żadnej wojnie peloponeskiej, więc ochoczo stanął w bramce przeciwko Bułgarom. Efekty roszady były zdumiewające. Otóż, nie zmieniło się nic. Dwie sztuki od Stoiczkowa, jedna o Leczkowa, na dokładkę trafił Borimirow. Znowu 0:4.

Selekcjoner Alketas Panagoulias kontynuował jednak poszukiwania panaceum na żałosną postawę swojej defensywy w ten sam sposób. Na trzeci mecz wystawił trzeciego bramkarza. Tym razem padło na Christosa Karkamanisa. Nazwisko wiele mówi o wzroście tego golkipera. Jednak Karkamanis, choć karakan, swoimi karkołomnymi wyczynami w bramce znacząco wpłynął na postawę Greków. Na zakończenie fazy grupowej przegrali z Nigerią zaledwie 0:2.

1982 – BELGIA

Belgowie pojechali do Hiszpanii z całkiem niezłą paczką i dużymi ambicjami. Nie mieli powodów do zmartwień, jeżeli chodzi o obsadę bramki. Między słupkami belgijskiej bramki kręcił się znakomity Jean-Marie Pfaff, wówczas bramkarz Bayernu Monachium. Od tego kręcenia zakręciły mu się loki, dzięki temu poderwał Carmen Seth, spłodził z nią trójkę dzieci i przez prawie dziewięć lat sprzedawał prywatność całej tej wesołej gromady w reality show nazwanym sensacyjnie „De Pfaffs”. Można?

Jean-Marie bronił sobie jak gdyby nigdy nic przez całą pierwszą fazę turnieju, choć po jednym z meczów wpadł do hotelowego basenu i prawię się utopił. Belgowie wyszli z grupy na pierwszym miejscu, przede wszystkim dzięki zwycięstwu z faworyzowaną Argentyną. Potem jednak zaczęły się schody – ulubieniec monachijskich trybun nabawił się kontuzji, choć prawdopodobnie była to zwykła zasłona dymna. Zapewne nie chciał się po prostu pokazać na jednej murawie ze Zbigniewem Bońkiem, jedynym piłkarzem o jeszcze bardziej gustownej fryzurze od niego. Kogoś trzeba było do gry na Camp Nou wystawić, więc selekcjoner Guy Thys postawił przeciwko Polsce na Theo Custersa, znanego pod pseudonimem The Walrus. Cóż, nam by raczej pasowało The Towel, biorąc pod uwagę gola na 0:2, ale wąsiska gość miał rzeczywiście konkretne, afro zresztą też.

Podobno poczciwy Custers po dziś dzień konfiskuje synom i wnukom wszystkie komiksy z Flashem, bo nie potrafi znieść widoku czerwonej błyskawicy. Kiedy ogląda mecz Barcelony i ktoś z kibiców świeci czerwonym laserem po oczach Messiego, Custers ryczy: – To Boniek!, po czym obficie zajada się jakimś belgijskim odpowiednikiem bigosu na uspokojenie.

W ostatnim meczu Belgów, zrezygnowany trener odesłał na budę Jacky’ego Munarona, legendę Anderlechtu. Munaron miał to szczęście, że grał w piłkę w czasach, kiedy kluby spoza Hiszpanii jeszcze wygrywały cokolwiek w europejskich pucharach, więc nastukał całkiem sporo trofeów międzynarodowych. Przyszedł na świat w Namurze, choć nie na żadnym murze, tylko w szpitalu położniczym przy placu Louisa Godina, w samym centrum stolicy Walonii. Ale jak Choren Howhannisjan z ZSRR mu walnął bramę, to nie był już taki mądry, więc Belgowie jak niepyszni zawinęli się do domu.

1982 – CZECHOSŁOWACJA

To były złote czasy dla wszystkich adeptów nauk geograficznych – Czesi i Słowacy nie zawracali gitary, jedno państwo, jedna stolica, ileż mniej nauki. Turniej zaczęli od meczu z zawsze niewygodnym Kuwejtem, ale ustawili sobie rywali i szybko wyszli na prowadzenie. Gola z rzutu karnego zdobył Anotnin Panenka. Bramkarz przeciwników, Al-Golkiper, odrobił lekcje i przytomnie przeczuwał, że Panenka pewnie zrobi panenkę, więc został na środku bramki. Jednak Panenka, zamiast zrobić panenkę, puścił jakiegoś nieatrakcyjnego szczura po ziemi, pozostawiając stojącego jak żona Lota bramkarza w osłupieniu.

Za karę Kuwejt wyrównał. Al-Bombazdystansu, prekursor ognistego strzału z gry FIFA World Cup 2002, przygrzmocił w sam środek bramki, ale z taką siłą, że pokraczna parada Zdenka Hruski spełzła na niczym. Selekcjoner Jozef Venglos dostał na widok tej dziadowskiej interwencji szewskiej pasji i w meczu przeciwko Anglikom wystawił Stanislava Semana. To był olbrzymi błąd.

Seman najpierw skompromitował się przy rzucie rożnym, przepuszczając piłkę przez dziurawe łapy, później zainscenizował interwencję, a tak naprawdę z premedytacją wpuścił samobójcze uderzenie czeskiego (lub słowackiego) obrońcy.

Po takim ciosie selekcjonerowi Czechosłowaków nie pozostało nic innego, jak wpuścić na murawę trzeciego ananasa. Padło na Karela Stromsika. Ten zaczął rozrabiać dość późno, bo dopiero w drugiej połowie. Po jego nieporozumieniu z obrońcą, piłkę do siatki wcisnął Didier Six. Zresztą – w 66′ minucie, zatem diabelskie moce z pewnością miały w tym swój udział. Szósty z Didierów (po Deschampsie, Drogbie, Zokorze, Ya Konanie i Agathe) na tym jednym golu jednakże poprzestał, jego koledzy także nie pognębili już Stromsika. Wyrównał za to Panenka. Z karnego. Pieprznął z całej siły, w prawy róg. Taki był z niego właśnie Panenka, dobre sobie. Całe szczęście, że to był już tylko gol na otarcie łez, a Czesi zabrali ze sobą Słowaków i wrócili do domu, żeby w spokoju zatopić się w lekturze „Przygód dobrego wojaka Szwejka”.

1978 – FRANCJA

W pierwszym meczu mistrzostw, trener Trójkolorowych wymyślił sobie, że w bramce wystawi Jeana-Paula Bertranda-Demanesa. Facet został legendą Nantes, ale na mundial okazało się to zdecydowanie za mało. Miał fatalny zwyczaj – przed każdą interwencją wymieniał sobie w głowie wszystkie swoje imiona i nazwiska, co katastrofalnie wpływało na jego refleks. Skrzętnie z tego skorzystali w pierwszym meczu Włosi, a przede wszystkim Renato Zaccarelli, który nie napełnił paska strzału nawet w jednej dziesiątej, a futbolówka i tak wturlała się do siatki, kiedy francuski golkiper dopiero kończył sobie przypominać, co było po „Bertrand”.

Selekcjoner Michel Hidalgo okazał się jednak nie lada sabotażystą i w kolejnym spotkaniu znów postawił na Jeana-Pierre’a-Claude’a Bertranda-Traore-Darscheville’a-Macrona. Efekt był taki, że Francja do przerwy przegrywała z Argentyną. Na całe szczęście dla Les Bleus, feralny bramkarz tak się zamyślił nad opracowywaniem sobie jakichś nowych imion, że w roztargnieniu wpadł na słupek i uszkodził sobie kręgosłup. Z murawy zniesiono go na noszach, a Hidalgo nie miał już wyjścia i musiał wpuścić do gry Dominique Baratellego. Ten dostał taką bramkę od Leopoldo Luque, że aż chciałoby się powiedzieć „stadiony świata”, gdyby nie to, że to rzeczywiście był jeden z najbardziej kultowych obiektów na świecie, bo Estadio Monumental w Buenos Aires.

Baratelli nie puścił żadnego farfocla, więc, zgodnie z pokrętną logiką selekcjonera, w kolejnym meczu murawy już nie powąchał. Zmienił go Dominique Dropsy, który na mistrzostwa miał w ogóle nie jechać, ale psim swędem wkręcił się do autokaru, zajmując miejsce kontuzjowanego kolegi i koniec końców dochrapał się nawet występu na mundialu, na dodatek w zwycięskim meczu z Węgrami. Jedną bramkę co prawda puścił, ale taką, że aż nie wypadałoby tego obronić. Poza tym – bez większych zarzutów, co tłumaczy, dlaczego Hidalgo traktował go pierwotnie dopiero jako czwartą opcję w zespole.

*

Cztery przypadki, gdy trzeci bramkarz pojechał do gry, a nie na wycieczkę i chyba tylko o Belgach można powiedzieć, że zagrali przyzwoity mundial. Poza tym – grecka tragedia, czechosłowacka bryndza i francuska kompromitacja. Bartku, z całą sympatią. Historia jest przeciwko tobie.

fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (38)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

Mały edit: Redakcja najwyraźniej uznała, że pierwotny tytuł artykułu „Czy jest sens zabierać na Mundial trzeciego bramkarza” nie pasuje do tekstu i zmieniła na obecny. Mój komentarz odnosi się do tekstu z pierwotnym tytułem, a to dość istotnie zmienia postać rzeczy.

Jeden z moich ulubionych bohaterów komiksowych, kosmiczny zabijaka Lobo, mawiał, że „historia to dno, bo mnie tam nie było”. Niby się z nim nie zgadzam, ale w kontekście Bartosza Białkowskiego, szczerze mu przyklasnę. Nie ma znaczenia, co tam się kiedyś wydarzyło. Przed nami Mundial, tu i teraz, a los sprzyja przygotowanym.
Czy jest sens zabierać trzeciego bramkarza? Oczywiście, że tak. Co więcej możliwie najlepszego.
1. W pierwszym meczu nasz bramkarz numer jeden łapie czerwo (brzmi znajomo?). Nie może zagrać w meczu numer dwa.
2. W meczu numer dwa goalkeeper (ten zastępujący) łapie kontuzję. Nie ma trzeciego bramkarza. Co dalej? W bramce staje uniwersalny wielozadaniowiec Sławek Peszko!

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

Komiks „Lobo – Ostatni Czarnian”. Miał przetransportować swoją nauczycielkę z podstawówki, pannę Tribb, z więzienia do głównej siedziby organizacji, dla której był zmuszony pracować. Przed rozpoczęciem zadania przysiągł, że dowiezie ją żywą, a Lobo zawsze dotrzymywał słowa. Zatem dowiózł ją żywą, a następnie zabił. W końcu zadanie wykonał, a nie było mowy o tym, co się z więźniem stanie, gdy już dotrze na miejsce 😀

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

Niby tylko Danny Trejo, ale scenariusze pisze, jak Quentin Tarantino!

teddybear

Jestem gotów się założyć że Peszkin strzeli ważna bramkę

Gino Lettieri vel Wunderwaffe
Wir spielen ohne Torwart!

Jestem gotów ten zakład spektakularnie przegrać! Co więcej, mam nawet propozycję. Zróbmy wielki weszlacki zakład o Sławka Peszkę. Można postawić – strzeli gola, nie strzeli. Użytkownicy deklarują się po którejś ze stron. Przegrywający wpłaca jakąś kwotę (powiedzmy symboliczne 50 złotych- na forsie pewnie nie śpicie, ja na pewno) na szczytny cel. Niech to będzie cel wskazany przez redakcję, czy nawet konkretnie Stana, który sporo w tej materii działa i ma rozeznanie. Niezależnie od rozstrzygnięcia, ktoś skorzysta. Są chętni? Jak się na to zapatruje redakcja?

JesusChristPose
Legia Warszawa

Jestem za.
Można wsród osób, które poprawnie wytypują rozlosować PUCHAR WESZŁO!

Arystoteles Papas

Tylko ja uważam że przez te czerstwe żarciki ten tekst jest nie do przebrnięcia?

Steffel
RKS Sarmata Warszawa

Nie, nie tylko Ty. Tragiczne żarciki na poziomie pierwszej klasy gimnazjum i to po oranżadzie w proszku, to jedno. Ale ogólnie poziom tego tekstu jest tak żenujący, że szkoda gadać. Pomysł niby fajny ktoś miał, żeby opisać historie trzecich bramkarzy, ale spartolił to dokumentnie.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Janusz Ekspert

ktoś tu chyba chciałby bardzo udawać Melodromę, ale tak pisać niestety trzeba umieć.

FC Bazuka Bolencin

3 bramkarzy na 23 graczy w kadrze to raczej normalna proporcja.
I tak ten 3 bramkarz pewnie nie pogra, ale to samo można w kadrze Nawałki powiedzieć o z 7-8 zawodnikach z pola. Biorąc pod uwagę zamiłowanie Adasia do wpływania na przebieg meczów zmianami (odliczam wejścia Peszki po 85 minucie, bo to już tradycja i zarazem niezły ewenement) i ewentualnym żonglowaniem na poszczególnych pozycjach to i z 15-16 gości by mu na ten mundial wystarczyło.
A 3 bramkarz zawsze w razie jakiegoś niespodziewanego wypadku (kartki, kontuzje) niech będzie.
Najwyżej sobie w CV wpisze że był w „23” na mundial.

SzalonyWladek

Któryś z Wielce Szanownych Redaktorów Weszło nabijał się niedawno na stronie z niejakiego Meresińskiego, że nieporadnie sformułował pismo.
A co można powiedzieć o redaktorze portalu piłkarskiego, który przekręca nazwisko piłkarza i zamiast Borimirov pisze „Boromirow”?
Dalej nie czytałem.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Marek83

Nie wiem, co głupsze: oryginalny błąd, czy fakt, że po edycji zostawili ten słaby żart, który teraz wygląda jeszcze słabiej.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

TomaszFutbalista

Tym razem śmieszkowanie poszło za daleko. Niektóre żarty po prostu żenujące.

AndrzejnieStrejlau

Szanowna redakcjo, jak to mawiają „najciemniej pod latarnią”.
PORTUGALIA – 2014
W pierwszym meczu z Niemcami broni Rui Patricio (bęcki 0:4), potem doznaje kontuzji. W meczu z USA do bramki wskakuje Beto i gra prawie dwa pełne mecze. Prawie, bo pod koniec meczu z Ghaną też się skontuzjował i na ostatnie minuty wszedł Eduardo. Grał może ze 3 minuty, ale grał.

Borsi

U Holendrów chyba też bronili trzej bramkarze. Krul co prawda wszedł dopiero w 119′, no ale został bohaterem karnych. No a w meczu o brąz bronił Vorm.

Wojteksiurek

Vorm wszedł na końcówkę, bo to był jedyny piłkarz, który nie zagrał do tamtej pory ani minuty

Stój Chalina
Leeds United

O takie Weszło nic nie robiłem! Artykuł, którego za **uja byś na innym portalu nie znalazł.

IanCurtis

Czy czasem w Korei/Japonii w 2002 roku początkowo nasza hierarchia wśród bramkarzy nie wyglądała tak:

1. Dudek
2. Matysek
3. Majdan?

Z tego co pamiętam, wystawienie w trzecim meczu „o pietruszkę” Majdana było sporym zaskoczeniem. Oświećcie mnie, jeżeli się mylę.

wojsal
Arka Gdynia

I Majdan bronił całkiem sensownie, co akurat słabo się wpisuje w tezę artykułu. Tak nawiasem, dlaczego wszystkie ekipy biorą po trzech bramkarzy? Czy tylko dlatego, że nie czytali tego artykułu?

Šćepan Šćekić
Warta Poznań

tak było w eliminacjach, ale potem Matyskowi przytrafiły się kontuzje i bardzo słaba runda w Zagłębiu Lubin. Przed kontuzją to był bramkarz lepszy niż Dudek, później wszystko się popsuło.

Wojteksiurek

Matysek wtedy już mocno zjechał, Engel wziął go na trzeciego za zasługi, ale stawiając warunek, że po wyjebaniu z Zagłębia musi znaleźć klub, stąd też pierwszy i prawdopodobnie jedyny w historii uczestnik finałów Mistrzostw Świata z RKSu Radomsko

Michal Sz

Spoko artykuł, dobrze się to czytało. Może nie najlepszy z tych w podobnym stylu, które ostatnio się tu ukazały, ale też na luzie i nie tylko można coś się dowiedzieć, ale parę razy uśmiechnąć.

Trzeci bramkarz musi być, wystarczy że pierwszy złapie kontuzję albo dostanie czerwoną kartkę i robi się kłopot. To jedno miejsce, które zajmuje, i tak jest bez znaczeniia, przecież graczy z pola, którzy są nieprzydatni też zawsze kilku jest.

Janusz Ekspert

Parafrazując klasyka „super artykuł kurwo”.
Jeśli to Ci się dobrze czytało, to strach pomyśleć jak wyglądałby tekst, który czytałoby Ci się źle.

Michal Sz

Nie mam kija w dupie, więc nie doszukuję się w sportowych artykułach cudów. Nie jest to mistrzostwo świata, ale napisane z jajem, a autor ma swój styl. Jak ktoś nie potrafi wyluzować to nic mu nigdy nie będzie pasowało, ale to nie mój problem.

Pan_X

Wydaje mi się, że Brazylia w 2006 wystawiła trzech bramkarzy. Chyba chodziło, żeby każdy z 23 osobowej kadry mógł się nazywać mistrzem świata. Jak to zwykle bywa przy takich zagrywkach, plan nie wypalił, bo Francja okazała się w ćwierćfinale za mocna.

Wojteksiurek

Coś pojebałeś, bo wg wikipedii widzę, że każdy mecz zaczynał DIda, i tylko w meczu o pietruszkę z Japonią Rogerio Ceni dostał 8 mint

lisiec

Jeżeli dobrze pamiętam to na mundialu w USA trener Koreańczyków Płd., w trakcie 2 połowy, zmienił 2 razy bramkarzy. Wtedy obowiązywała zasada zmian 2 + bramkarz i nie mógł już przeprowadzić żadnej innej zmiany.

DrMabuse
Wisła Kraków

W przypadku Pffaffa nie chodziło o lęk przed Bońkiem. Po meczu z Węgrami Pfaff najpierw uszkodził poważnie przy interwencji Erica Geretsa, a potem wladowal się przed niego do przybyłej karetki, udając poważna kontuzję barku, która okazała się mało istotna. A Gerets w tym czasie był półprzytomny z powodu wstrząsu mózgu. Gdyby Pfaff zagrał w meczu z Polską po tym całym zamieszaniu, jakie zrobił , nie miałby się po co pokazywać w Belgii.

A co do Seana, to trener Czechów tłumaczył go po meczu, że przy tej pierwszej interwencji podobno uszkodził palec, czy nawet go złamał.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

ViteQ

Na Weszło staże wakacyjne zaczynają się już w czerwcu?

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

prezesKmita

Fajna jajcarska narracja. Oczywiście odwraca uwagę od zasadniczej fabuły i meritum ale czyta się to żarłocznie, niczym skecz kabaretowy. Autor się niestety nie podpisał ale dostrzegam kilka jeszcze artykułów z ostatniego czasu w ten mniej więcej deseń. Jak dla mnie – bomba.

MarekKoniarek

Niesmieszne te fragmenty gdzie probujecie być na siłę zabawni.

wpDiscuz