Jak Widzew we mgle. Miała być feta, jest blamaż
Weszło

Jak Widzew we mgle. Miała być feta, jest blamaż

Miała być feta, miał być przyklepany awans. Jest 0:0 z Lechią Tomaszów. Widzew i tak powinien dziękować opatrzności, że skończyło się tylko na bezbramkowym remisie, Lechia była zespołem lepszym, znacznie bliższym zwycięstwa i mogła dzisiaj pogrzebać nadzieje RTS-u na awans.

SONY DSC

SONY DSC

Od pierwszych minut widać było, że Lechia Tomaszów nie przyjechała na wycieczkę. Więcej – w pierwszym kwadransie zabawiła się w złodzieja. Najpierw ukradła piłkę. Potem najwyraźniej ukradła widzewiakom ich witaminy, bo stwarzała sobie okazję za okazją, a Widzew spał. Nie były to może sytuacje w stylu „metr i pusta bramka”, ale dobrze rozgrywał w środku doświadczony Szymczak, a na bokach wiatr robili Rozwandowicz z filigranowym Mireckim. Wychodziła klepka, wychodziły prostopadłe podania, a gdy Widzewowi udawało się przesunąć do przodu, nadziewał się na kontry.

Obrona Lechii, w której świetne wrażenie robił szczególnie Cyran, miała jeden słaby punkt: bramkarza Awdziewicza. Brak pewności widać było już po sytuacji, gdy zdecydował się wyjść do piłki poza pole karne, aby przeciąć podanie do Demjana, a potem w połowie akcji zmienił zdanie i zaczął się cofać, czekając aż piłka wróci w pole karne i będzie mógł ją złapać. Wkrótce po wrzutce to właśnie Awdziewicz stworzył najlepszą okazję dla Widzewa w pierwszej połowie – wyszedł do piłki, minął się się z nią, ale widzewiacy nie dali rady trafić do pustaka. Mimo wszystko sytuacja obudziła Widzew i w okolicach 35. minuty RTS odda pierwszy celny strzał – półwolej Falona w środek bramki.

Ostatnie minuty znów jednak należały do Lechii, która nie dała się stłamsić. Kolejny znakomity rajd prawą stroną przeprowadził Mirecki, dochodząc do dogodnej okazji i zmuszając Humerskiego do wielkiego wysiłku. W końcówce środkowy napastnik Lechii, Płonka, będzie się ścigał z Zielenieckim. Przed tą parą będzie już tylko stojący w bramce Widzewa Humerski. Płonka nawet wywalczy sobie pozycję – może nie idealną, ale zawsze – niemniej naszym zdaniem poszukał faulu i karnego zamiast próbować strzelać. VAR-u w III lidze póki co nie ma, sędzia podjął decyzję o puszczeniu gry. Płonka mógł sprawdzić refleks Humerskiego, a tak sprawdzał wyłącznie wygodę widzewskiej murawy.

SONY DSC

SONY DSC

Druga połowa niby zaczęła się dla Widzewa lepiej. Zaraz na początku Zuziak wrzucił do Demjana, a ten nie trafił tylko dlatego, że… brakło mu paru centymetrów wzrostu. Po paru minutach przewagi wszystko wróciło do stanu z pierwszej połowy, a nawet się pogorszyło. Piłkarze RTS-u własnymi stratami prokurowali stuprocentowe okazje Lechii. Po jednej z takich wpadek Rozwandowicz otrzymał sporo miejsca i oddał groźny strzał z dystansu. Trybuny zaczęły krzyczeć „Widzew grać, kurwa mać”, ale Widzew zaciął się na dobre: kilkadziesiąt sekund później kolejna fatalna strata w środku boiska, doskonałe zagranie playmakera Lechii, Kamila Szymczaka, i Mirecki wychodzi sam na sam. Spudłował dosłownie o centymetry.

Po tej sytuacji lechiści jakby na chwilę stracili wiarę, względnie – zbyt ją rozpamiętywali, bo Widzew znowu doszedł do głosu. Okazje może nie były znakomite, ale ewidentnie zyskiwał przestrzeń i zaczynało pachnieć bramką. Wyglądało na to, że Lechia zwyczajnie oklapła fizycznie. Jakby tego było mało, Smuda z ławki wpuścił Mąkę i Świderskiego, czyli zawodników wypoczętych, którzy powinni zrobić różnicę.

Znów jednak był to chwilowy zryw – ot, Świder raz czy drugi zrobił wiatr, ale zagrożenie za każdym razem wynikało z tego średnie. Wkrótce Widzew siadł na tyłku tak, że już bardziej nie można. Cały czas na prawej stronie szalał Mirecki, nawijając czasem dwóch, trzech zawodników. Po jednym z jego strzałów z dystansu Humerski z trudem wybił na róg.

Po tym rzucie rożnym Lechia powinna strzelić gola na 1:0 i zabić mecz, a zarazem wywalczyć sobie awans. Precyzyjna wrzutka, przedłuża Szymczak, a jeden z lechistów pudłuje dosłownie z dwóch metrów. Był sam, Humerski nie dałby rady zareagować. To powinien być koniec marzeń RTS-u. Piłka omsknęła się jednak na nodze i poszła obok słupka. To jedyne, czego zabrało dzisiaj Lechii, żeby awansować do II ligi. Widzew już się nie otrząsnął, do końca grał marnie i bramką szczególnie nie pachniało – jeśli już, to prędzej dla Lechii.

Dla piłkarzy Lechii Tomaszów wielki szacunek, bo dali z siebie wszystko, zrobili niejedną ładną akcję i powinni to wygrać. Nie udało się, ale wracają z podniesionym czołem. Widzewskie trybuny gdyby mogły, pewnie chętnie zamieniłyby się z tomaszowskimi na drużyny. Jedyny pozytyw płynący z tego meczu dla Widzewa jest taki, że pewnie i tak awansuje. Wystarczy zwyciężyć za tydzień w Ostródzie. Nie wiemy jednak czy Smudzie i piłkarzom jest sens fundować jazdę otwartym autobusem. Nawet jeśli wygrają ligę, to nikt im nie zapomni, że byli o pół kroku od frajerstwa.

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Fot. Tomasz Nojek