Wysoki lot Zielonych Sokołów
Weszło

Wysoki lot Zielonych Sokołów

13 kwietnia 1994 roku, Polska rozgrywa w Cannes sparing z Arabią Saudyjską. W składzie biało-czerwonych  Czerwiec, Jegor czy Robakiewicz. Tylko dwustu widzów będzie świadkiem bramki Wieszczyckiego, która da Polakom zwycięstwo.

Zwycięstwo, które mimo polskiej klęski w eliminacjach o mundial, sensacją nie było. Dwa tygodnie później Zielone Sokoły wyłapią przecież 1:5 w dziób od Grecji, potem przerżną z Boliwią, zaledwie zremisują z Trynidadem i Tobago.

Któż mógł wtedy podejrzewać, że Jałocha, Fedoruk i Woźniak właśnie pokonali przyszłą rewelację amerykańskiego World Cup?

Screen Shot 06-07-18 at 12.33 PM

***

Odkąd tylko Saudyjczycy złapali bakcyla piłki, zabrali się za nią na poważnie. Czyli, w ich rozumieniu, obsypali tę dyscyplinę forsą. W latach siedemdziesiątych Jimmy Hill, angielski działacz, menadżer Coventry i prezenter Match of the Day, został osobistym doradcą księcia Faisala, a na budżet mający dokonać rewolucję w saudyjskiej piłce otrzymał 50 milionów dolarów.

Wystarczy spojrzeć jakich trenerów mieli Saudowie przez lata: 1975, Puskas. W 1976 Bill McGarry, który doprowadził Wolverhampton do finału Pucharu UEFA, po drodze lejąc Juve. Lata osiemdziesiąte – Mario Zagallo i Carlos Alberto Parreira, czyli były i przyszły selekcjoner-mistrz świata.

Sukcesy przyszły, ale tylko lokalne. Arabia Saudyjska stała się potentatem wśród państw Zatoki Perskiej, dwukrotnie – 1984, 1988 – wygrała Puchar Azji. Celem było jednak zaprezentowanie się na globalnej scenie, a tymczasem mundial pozostawał nieosiągalny. Klęski były wręcz niewytłumaczalne – w eliminacjach o mistrzostwa świata 1986 nie przeszli żadnej rundy, nie wygrali ani jednego meczu. Zresztą, o czym tu gadać – mistrzowie Azji nawet nie strzelili bramki.

Coś jednak ewidentnie drgnęło, zapowiadając burzę, bowiem saudyjskie reprezentacje robiły wyniki w kategoriach młodzieżowych. Ważny był choćby rok 1985: jednocześnie Arabia Saudyjska zagrała na mistrzostwach świata U-16 jak i U-20. Na tych pierwszych ograli Squadra Azzurra z Maurizio Ganzem i Sergio Porrinim w składzie, a przegrała nieznacznie dopiero w ćwierćfinale z Brazylią. Na tych drugich trafili do grupy śmierci z Hiszpanią, Brazylią i Irlandią, a jednak zdobyli trzy punkty i pokazali się z dobrej strony.

Screen Shot 06-07-18 at 02.36 PM

W 1989 wygrali rozgrywane w Szkocji mistrzostwa U-16, choć po drodze za rywali mieli samego Figo. Mundial U-20 postanowili zorganizować i choć wyniku nie było, tak młodzież zbierała doświadczenie.

Eliminacje do amerykańskich mistrzostw świata były kolejną historią z gatunku „teraz albo nigdy”. Prowadził ich wtedy Candinho, trener znający saudyjskie realia, poza tym marka w Brazylii. Saudowie zaczęli świetnie, rozbijając rywali w pierwszej rundzie dwudziestoma golami, tracąc przy tym jednego. W kolejnej jednak zaczęły się schody.

Król Fahd wymagał golenia rywali jednego po drugim, ale towarzystwo – Korea Południowa, Korea Północna, Japonia, Iran, Irak – prezentowało równorzędny poziom. Candinho podpadł rodzinie królewskiej, gdy podczas meczu z Irakiem – 1:1 – nie posłuchał bezpośrednich poleceń króla. Następnego dnia, choć decydujący mecz był raptem dwa dni później, wyleciał z roboty.

Zastąpił go miejscowy szkoleniowiec, Mohammed Al-Khrashe, który dowiózł awans do końca po szalonym 4:3 z Iranem. Jak każdy w drużynie otrzymał 100 tysięcy riyali nagrody (na dziś około 40 tysięcy dolarów) i Mercedesa, ale potem jemu również pokazano drzwi. Uznano, że jest zbyt mało doświadczony, by poprowadzić zespół na mistrzostwach. A może bagatelizowano jego osiągnięcia, bo trudno nie podejrzewać zakulisowych gierek, skoro dzień przed meczem Arabia Saudyjska dofinansowała azjatycką federacje 350 tysiącami dolarów na rozwój.

Screen Shot 06-07-18 at 12.37 PM

W październiku wybór rodziny królewskiej padł na Leo Beenhakkera. Leo wyleciał po trzech miesiącach. Oficjalnie piłkarze nie mogli zrozumieć taktyki, jakiej wymagał. Nieoficjalnie Beenhakker nie rozumiał, że w Arabii Saudyjskiej król ma władzę absolutną, co dotyczy również zwyczajów szatni, taktyki i pierwszej jedenastki. Nie znaczy to, że będzie ustalał skład, ale jeśli ma uwagi, to należy je zastosować i koniec.

Na trzy miesiące przed mistrzostwami świata Zielone Sokoły kolejny raz zmieniały trenera. Wybór padł na Jorge Solariego, którego polecił królowi Fahdowi osobiście prezydent Argentyny, Carlos Menem. Solari, co najistotniejsze w tej robocie, znał swoje miejsce:

„To nie jest praca trenerska, to mianowanie królewskie. Rodzina królewska patrzy uważnie, przyglądając się każdej decyzji”.

Ale przecież to wszystko nie mogło się udać. Byli absolutnymi debiutantami. Żaden z saudyjskich piłkarzy nie grał za granicą – mieli wówczas zakaz wyjeżdżania z kraju, kopali się więc tylko w słabej przeciętnej lidze. Ich wyniki w sparingach były słabe. Sam fakt, że tuż przed imprezą życia zmieniano trenerów jak rękawiczki też swoje mówił.

Przed mistrzostwami o Arabii Saudyjskiej mówiono głównie przez pryzmat konfliktu z McDonalds i Coca-Colą. Korporacje, sponsorzy turnieju, umieścili flagi uczestników mistrzostw na – odpowiednio – puszkach i zestawach Happy Meal, natomiast na fladze Arabii znajdują się wersety Shahada, deklaracji islamskiej wiary. Rodzina królewska uznała to za wielką obrazę.

Piłkarsko nie przemawiało za nimi nic, a trafili w grupie na europejskie potęgi, Holandię i Belgię. A jednak, mimo zerowych argumentów i całego zamieszania, w USA stał się cud.

***

wc

Holendrzy przywozili wtedy Bergkampa, Koemana, Rijkaarda, Franka de Boera, Overmarsa czy Van der Sara. Belgowie Wilmotsa, Scifo, Nilisa, Czerniatynskiego, Preud’homme’a. Kolejnym zespołem do tanga było Maroko, któremu trafiło się nowe, zdolne pokolenie z Mustaphą Hadjim czy Noureddinem Naybetem.

Saudyjczycy z kolei przyjeżdżali z młodziutką kadrą, wyglądającą jakby miała głównie zbierać doświadczenie, a cokolwiek ugrać dopiero za parę lat. Aż dziewięciu zawodników było młodzieżowcami. Tylko czterech miało ukończone dwadzieścia pięć lat.

Screen Shot 06-07-18 at 03.10 PM

Pierwszy mecz grali z Oranje. Saudyjczycy po kilku minutach oblężenia zaczęli kontrować. Podczas jednej z kontr wywalczyli rzut wolny, a wrzutkę Anwar zamienił na gola.

Nie cofnęli się wcale po golu – nadal byli aktywni pod holenderską bramką. Może nie prowadzili do przerwy zasłużenie, ale na pewno nie był to fart. Wyglądali jak uczestnik mistrzostw pełną gębą, co już przekraczało wszelkie oczekiwania. Byli, de facto, równorzędnym przeciwnikiem dla Oranje, tworzyli kapitalne widowisko, mieli jeszcze kilka okazji na podwyższenie wyniku, a w tyłach pewnie bronił Al-Deayea.

Wyrównanie po kapitalnym strzale Jonka nie zmieniło obrazu meczu. Drużyny oddawały cios za cios. W 86 minucie Deayea popełnił jednak fatalny w skutkach błąd, źle obliczając tor lotu piłki po dośrodkowaniu i zostawiając pustą bramkę, co na gola zamienił rezerwowy Gaston Taument. 1:2 dla Holandii, ale cały świat i tak był w szoku ile pokazała Arabia Saudyjska.

Następnym meczem była zażarta, pełna fauli walka z Marokiem, wygrana 2:1 po karnym Al Jabera i błędzie bramkarza Azmiego, który przepuścił strzał Anwara z dystansu.

Mimo to jednak, choć pokazali więcej jakości niż ktokolwiek zakładał, Belgia miała skończyć Saudyjską przygodę.

Belgia, która wygrała oba wcześniejsze mecze.

Belgia, która nie straciła jeszcze na mundialu bramki.

Jaka ironia – zespół, który uchodził wtedy za najbardziej zdyscyplinowany pod kątem defensywnym, na zawsze zostanie zapamiętany jako banda ciamajd w obronie. Inaczej być nie może, skoro pozwolili Al-Owarainowi na jedną z najpiękniejszych bramek wszech czasów.

Al-Owarain przebiegł siedemdziesiąt metrów, okiwał pół drużyny Czerwonych Diabłów i trafił do siatki. Nie był Diego Maradoną, tylko anonimowym dla świata piłkarzem Al Shabab. I choć to jego akcja życia, tak już wcześniej na mistrzostwach pokazywał fenomenalne dryblingi. To było ukoronowanie. Belgowie nie dali rady nic wcisnąć, Al Deayea rehabilitował się w pełni za błąd z Oranje, będąc kolejnym kandydatem na bohatera. Sensacja stała się faktem. 1:0.

Eksperci postawę Arabii tłumaczyli pogodą. Upalne lato 1994 tworzyło warunki, w których Arabowie czuli się znakomicie. Oni sami kpili z tych tłumaczeń. Mohamed Al-Jawad: – Pogoda, pogoda, pogoda. Kiedy gramy dobrze, to zawsze dlatego, że jesteśmy przyzwyczajeni do wysokich temperatur, nigdy dlatego, że dobrze gramy w piłkę”.

Przygodę Saudyjczyków zakończyli w pierwszej rundzie fazy pucharowej Szwedzi, którzy przyczyny swojego sukcesu upatrywali w tym, że jako pierwsza europejska kadra potraktowali Zielone Sokoły całkowicie na poważnie, po prostu jak niebezpieczną drużynę. Ich zdaniem Holandia i Belgia, choć wiedziały o co grają, tak w głowie mieli wciąż zbyt wiele przekonania, że są gwiazdami futbolu wchodzącymi na boisko dać lekcję. A jednak to oni otrzymali lekcję ważniejszą – pokory.

Pół reprezentacji Arabii Saudyjskiej, nazywanej wtedy arabskimi Canarinhos, chciały europejskie kluby. Najwięcej zainteresowania wzbudzał oczywiście Al-Owarain, który zgarnął nagrodę dla piłkarza roku w Azji, a kibice nazywali go arabskim Maradoną. Problem polegał jednak na tym, że król Fahd zakazał wtedy wyjeżdżać saudyjskim piłkarzom za chlebem, nie chcąc obniżać poziomu ligowej piłki. Al-Owarain, mający w 1994 dwadzieścia sześć lat, był w idealnym momencie na wyjazd. Kariera stała przed nim otworem. Łudził się, że może na fali sukcesu uda mu się uprosić o pozwolenie. Nie udało się jednak, a Rolls-Royce, jakiego otrzymał od króla, nie był żadnym pocieszeniem. Bohater mistrzostw wciąż kopał się w lidze, która nie stanowiła dla niego żadnego wyzwania.

Chłopa zwyczajnie rozsadzała frustracja, a oczekiwania wobec niego tylko rosły. Miał status supergwiazdy, był bohaterem narodowym, ale czuł się jak w więzieniu.

Wkrótce faktycznie do niego trafił.

***

Widziałem tego gola chyba już tysiąc razy i szczerze mam go dość – mówił po latach Al-Owarain – gol z Belgią był meczem obosiecznym. Po części, wspaniała sprawa. Z drugiej strony, miał fatalne konsekwencje. Umieścił mnie na świeczniku, wszyscy zwracali uwagę na to co robię.

Zawodnika pociągał zachodni styl życia, nie był idealnym wzorcem dla islamskiego społeczeństwa. Najpierw bez pozwolenia klubu poleciał na wczasy do Casablanki. Za to dostał tylko karę pieniężną i ostrzeżenie. W 1996 został jednak przyłapany na piciu, w dodatku w towarzystwie kobiet i podczas ramadanu. W Arabii Saudyjskiej to wystarczyło, żeby trafić do paki.

Nie było to klasyczne więzienie, miał rozliczne dodatkowe prawa, często odwiedzali go bliscy. Ale był w odosobnieniu zamiast grać w piłkę. Gdy go wypuszczono, wciąż ciążył na nim roczny zakaz uprawiania sportu. Sukces kolegów podczas Pucharu Azji 1996 oglądał zza krat. I choć jeszcze wrócił do kadry, pojechał z nią nawet na mundial do Francji, tak jego kariera została złamana i nigdy nie błyszczał już tak, jak podczas mistrzostw w USA.

Lata później król zniósł zakaz wyjazdów z kraju, ale… Saudyjczycy i tak nie wyjeżdżają. Nie mają po co. Nikt nie zapłaci im tak dobrze, jak lokalni działacze. Ścisłe limity dla obcokrajowców sprawiają, że aby się liczyć trzeba mieć najlepszych krajanów, więc nawet ci, którzy grają przeciętnie, są opłacani znakomicie, znacznie powyżej swojej faktycznej wartości rynkowej. Kapitan Zielonych Sokołów, Osama Hawsawi, w 2012 próbując sił w Anderlechcie, zagrał raptem raz.

Choć od 1994 do 2006 roku saudyjskie kadry były regularnym uczestnikiem mistrzostw, tak saudyjski futbol reprezentacyjny stanął w rozwoju. Kto wie, może gdyby tamto znakomite pokolenie otrzymało możliwość poznawania nowych kultur piłkarskich i mierzenia się z wyzwaniami europejskiej piłki, dzisiaj mieliby status przynajmniej Japonii, a więc solidnego średniaka, którego nie wolno lekceważyć na arenie międzynarodowej.

Tymczasem aktualnie są powszechnie uznawani za najgorszą drużynę, jaka jedzie na rosyjskie mistrzostwa. W grudniu zeszłego roku nie wyszli z grupy podczas… Gulf Cup, czyli turnieju państw Zatoki Perskiej. Musieli uznać wyższość Zjednoczonych Emiratów i Omanu. Kompromitacja.

Ale z drugiej strony, w 1994 też byli skazywani na pożarcie, prawda?

Leszek Milewski

KOMENTARZE (4)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
JesusChristPose
Legia Warszawa

Wpisuję się, żeby zaznaczyć, że przeczytałem cały artykuł. Szkoda, że mało na temat obecnej kadry.

Kanapowy Janusz
Karabakh Agdam

Materiał o najlepszym występie Arabusów na Mundialu – bardzo zjadliwy. A obecna kadra to szkoda gadać – dostaną w cymbał x3 i tyle, nie ma o czym pisać 😉

komentujacy

„Klęski były wręcz niewytłumaczalne – w eliminacjach o mistrzostwa świata 1986 nie przeszli żadnej rundy, nie wygrali ani jednego meczu. Zresztą, o czym tu gadać – mistrzowie Azji nawet nie strzelili bramki.” – o ile technicznie to prawda, to sorry, ale to największe niedopowiedzenie w historii dziennikarstwa. Czy to nie za takie rzeczy krytykujecie innych? Owsze, nie wygrali wtedy meczu i nie strzelili bramki, ale warto było dodać, że ta „runda”, której nie przeszli, składała się z zaledwie jednego dwumeczu, w którym padły wyniki 0:0 i 0:1. A napisano to tak, jakby dostali wpierdol w 6-zespołowej grupie jak jakieś San Marino.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz