FINAŁY NBA: LeBron zatrzymany… przez kolegę z drużyny
Bukmacherka

FINAŁY NBA: LeBron zatrzymany… przez kolegę z drużyny

Czwarty raz z rzędu w finałach NBA mierzą się Golden State Warriors i Cleveland Cavaliers. Niby nudny scenariusz, ale nie w tym przypadku. Rywalizacja LeBrona Jamesa z Wojownikami nie ma prawa się znudzić, zresztą dowiódł tego pierwszy mecz tegorocznych finałów. Cavaliers mieli zwycięstwo na wyciągniecie ręki. Ręki JR Smitha, który, w zupełnie nieoczekiwanym przypływie dobroci, podarował Warriors dogrywkę i w konsekwencji – zwycięstwo.

Wraz z kumplami z LV BET oglądaliśmy to spotkanie i wciąż trudno nam uwierzyć w to, co doprowadziło do czwartego zwycięstwa Golden State z rzędu, jeżeli chodzi o pierwsze mecze finałów. Było tak:

Na 4,7 sekundy do końca regulaminowego czasu gry, George Hill – obrońca Cavs – stanął na linii rzutów wolnych, które wykonywał po faulu Klaya Thompsona. Hill trafił pierwszy rzut, w ten sposób doprowadził do wyrównania. Drugi rzut spudłował. To on mógłby zostać głównym winowajcą porażki, gdyby nie sekwencja zdarzeń, która miała miejsce później.

Po niecelnym rzucie Hilla, piłka szczęśliwie spadła do rąk JR Smitha, także zawodnika Cavaliers. Dziki fart, z którego natychmiast skorzystałby każdy, nawet średnio rozgarnięty zawodnik. Kłopot w tym, że Smith nie łapie się nawet do kategorii „średnio rozgarniętego”, a jego rozmaite ekscesy są dla wszystkich obserwatorów NBA standardem. Teraz jednak przeszedł samego siebie. Choć w lidze gra już od czternastu lat, wykazał się czujnością i zimną krwią na poziomie debiutanta i to wyjątkowo podatnego na stres.

LEBRON JAMES ZDOŁA ZA DRUGIM PODEJŚCIEM ZDOBYĆ ORACLE ARENA? KURS 6.1 W LV BET!

Smith miał cztery sekundy na zrobienie czegoś roztropnego z piłką. Mógł wziąć czas, mógł rzucić, mógł komuś odegrać. Tymczasem facet był święcie przekonany, że… jego drużyna prowadzi, więc wycofał się z piłką na dystans i mecz zakończył się remisem. Coś niebywałego. – Myślał, że to koniec. Myślał, że mamy jeden punkt przewagi – wyjaśnia zrozpaczony trener Cavs, Tyronn Lue. Smith zaprzecza. – Chciałem mieć dość miejsca, żeby oddać rzut. Wiedziałem, że był remis! Myślałem, że weźmiemy czas – broni się enfant terrible z Cleveland.

LeBron dostał ataku furii, zmieszanego z nieopisaną frustracją. Nic dziwnego – chwilę wcześniej sędziowie podejmowali wyjątkowo niekorzystne dla Cavs decyzje, a na koniec coś takiego.

Cóż, stało się. Pomimo kolejnego niesłychanego meczu w wykonaniu LeBrona, Cavs polegli. W dogrywce nie mieli już argumentów – Warriors już na samym jej początku uciekli na dziewięć punktów przewagi, a później tylko kontrolowali sytuację. Było pozamiatane, choć James zagrał wielkie zawody. W sumie rzucił 51 punktów, a gdyby przeliczyć jego asysty, to w pojedynkę zagwarantował zespołowi 70 oczek. Jest jedynym zawodnikiem w dziejach, który zaliczył występ tego kalibru w finałach, a jednocześnie nie wygrał meczu. Mało tego – znalazł się w tej sytuacji już drugi raz w karierze (podobnie było w finałach z 2015 roku).

Tylko raz w historii NBA się zdarzyło, że nagrodę MVP finałów otrzymał zawodnik, który nie reprezentował zwycięskiej drużyny. To była pierwsza nagroda, dostał ją Jerry West z Los Angeles Lakers. Dzisiaj znany także jako Mr Logo, bo to właśnie jego nienaganna sylwetka znajduje się w logo NBA. Jeżeli James będzie grał na takim poziomie, a jednocześnie koledzy wciąż będą torpedować jego wyczyny, to chyba doczekamy się drugiego przypadku, gdy statuetkę MVP otrzyma zawodnik przegrany. Zresztą – James jest dzisiaj na tyle emblematyczną postacią dla ligi, że przydomek Mr Logo także mógłby odziedziczyć.

Słówko o Warriors, bo przecież nie samym LeBronem żyje człowiek, a podopieczni Steve’a Kerra, cokolwiek powiedzieć, wygrali ten mecz i są na najlepszej drodze do kolejnego mistrzostwa. Wciąż nie są to jednak ci Warriors, których pokochał koszykarski świat – trochę mniej tam niesamowitego dzielenia się z piłką i gry zespołowej, więcej zaś topornych izolacji. Trochę rzadziej oferują nam szczyptę magii, jaką kiedyś chętnie obdzielali widzów.

*

Równie chętnie, jak LV BET, które obdziela wszystkich szansami na wielką wygraną. Od teraz, wszystkie zakłady na mecze finałów NBA z obniżonym podatkiem – tylko 6%. Promocja ważna do 19 czerwca, ale żeby z niej skorzystać, trzeba STĄD ściągnąć na Androida aplikację LV BET.

*

W pierwszej połowie imponował Stephen Curry, w drugiej też miał wielkie zagrania, ale generalnie spuścił z tonu. Kevin Durant rzucał na kiepskiej skuteczności, Klay Thompson miał kłopoty z kontuzją, lecz swoich pięć trójek również zaliczył. Największe gwiazdy może nie zagrały na poziomie Jamesa, ale z drugiej strony – w GSW nie ma na taką dominację miejsca. Tam liczy się system, który często premiuje także tych mniej istotnych zawodników – kluczowym graczem w dogrywce okazał się rezerwowy, Shaun Livingston.

Finały zaczęły się naprawdę obiecująco. Przede wszystkim – Cavaliers udowodnili, że nie są w tej rywalizacji chłopcami do bicia. Chociaż różnica potencjału między obiema ekipami jest kolosalna, to Warriors nie grają swojej najlepszej koszykówki, a z drugiej strony fenomenalne wyczyny Jamesa niwelują przewagi rywali do minimum. Jest tu miejsce na zaciętą rywalizację, to najważniejsze.

Z drugiej strony, lepszej okazji, żeby urwać Warriors mecz na ich własnym parkiecie może już po prostu nie być. No bo czy Durant zawsze będzie trafiał tylko 36% rzutów z gry? Czy LeBron da radę rozegrać finałową serię ze średnią 50 punktów na mecz?! W to pierwsze nie wierzymy, Durant jest zbyt dobry. Ale to drugie? W sumie, kto tam LeBrona wie…

Cleveland Cavaliers 114 – 124 Golden State Warriors

LeBron James: 51 punktów / Stephen Curry: 29 punktów

Kevin Love: 13 zbiórek / Draymond Green: 11 zbiórek

LeBron James: 8 asyst / D. Green, S. Curry: 9 asysty

fot. Newspix.pl

*

LV BET ZAKŁADY BUKMACHERSKIE POSIADA ZEZWOLENIE URZĄDZANIA ZAKŁADÓW WZAJEMNYCH WYDANE PRZEZ MINISTRA FINANSÓW. UDZIAŁ W NIELEGALNYCH GRACH HAZARDOWYCH MOŻE STANOWIĆ NARUSZENIE PRZEPISÓW. HAZARD ZWIĄZANY JEST Z RYZYKIEM.

KOMENTARZE (4)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Lluc93

Jebać tych sędziów w NBA, cały czas wszystko interpretują po nazwiskach. Ktoś Durantowi stawia zasłonę i on faule w ataku? Gdzie tam, to Durant, oczywiście faul obrońcy. Ktoś robi 5 kroków bez kozłowania? E, tam kto by się tam krokami przejmował.

wil1

Ale wiesz co to ruchoma zasłona?

Lluc93

Dla sędziów nie ma znaczenia czy ona jest ruchoma, czy nieruchoma. Obrońca może stać jak mur, nie drgnąć i tak będzie faul w obronie.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

wpDiscuz