Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym. Zidane opuszcza Real
Hiszpania

Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym. Zidane opuszcza Real

Trzy zwycięstwa w Lidze Mistrzów z rzędu. To osiągniecie, które może nie przyćmiło jego fenomenalnej kariery piłkarskiej, ale na pewno jej dorównało. Zinedine Zidane świetnie się czuł w nieskazitelnie białej koszulce Królewskich na boisku, równie dobrze się odnalazł w roli trenera Realu. Zapewnił klubowi chwałę, której Los Blancos są tak bardzo spragnieni. Dziś – w glorii tej chwały – odchodzi.

Nie był to nigdy piłkarz skrojony pod triumfy ligowe – tylko dwa razy zwyciężył w Serie A jako zawodnik Juventusu, do tego dorzucił jeden tytuł mistrza Hiszpanii. Podobnie było w roli trenera – za jego kadencji Real zaledwie raz wymościł sobie miejsce na krajowym tronie. Do zwycięstwa niewiele zabrakło w 2016 roku, kiedy Zizou objął klub z rąk Rafy Beniteza. Francuz szybko zażegnał wszystkie konflikty, jakich bez liku narobił Hiszpan, po czym rzucił się w pogoń za Barceloną. Zabrakło jednego punktu.

Sezon 2016/17 był już ze wszech miar udany, mistrzowski, natomiast w tym roku Królewscy w lidze po prostu rozczarowali. Trzecie miejsce w tabeli, zaledwie 76 punktów na koncie. Słabiutko. Każdego innego szkoleniowca po takim sezonie by szurnięto z roboty, tymczasem Zidane odchodzi na własnych warunkach. Tyle, że nie z ligowych potyczek trenerską przygodę Zizou z Realem zapamiętamy.

Mediolan. Zwycięstwo z Atletico po rzutach karnych.

Cardiff. Rozgromienie Juventusu.

Kijów. Eksplozja Bale’a, trzeci Puchar Europy z rzędu.

Zinedine Zidane w Lidze Mistrzów zasłużył sobie na przydomek „Zdobywca”. Na drodze do tych trzech tytułów można było oskarżać Real Madryt o wszystkie możliwe grzechy i grzeszki, lecz koniec końców Zizou doprowadził klub do dominacji, jakiej w Champions League – co można stwierdzić z dużą dozą prawdopodobieństwa – nie dokona już nikt. Zidane nigdy nie odpadł z Ligi Mistrzów. Mierzył się z Paris Saint-Germain, Manchesterem City, Atletico, Napoli, Bayernem, Romą, Wolfsburgiem, Juventusem, Liverpoolem. Czy to dwumecz, czy finał – zawsze kończył rywalizację z tarczą. To jest po prostu niesamowite.

Choć – jak to w futbolu – wszystko mogło się potoczyć przecież zupełnie inaczej. Gdy objął Real w 2016 z rąk Beniteza, Królewscy straszliwie męczyli się w 1/8 finału, ich rywalem była Roma. Kto wie, czy Zizou mógłby dzisiaj odejść w takim stylu, gdyby wtedy skuteczniejszy okazał się – a jakże – Mo Salah? W ćwierćfinale Real przegrał 0:2 pierwszy mecz z Wolfsburgiem. Rewanż uratował hattrick Cristiano Ronaldo. Legenda Zizou-trenera rodziła się w bólach, ale stała się faktem. Teraz czekamy na kolejny rozdział tej historii.

Zidane pożegnał się na konferencji prasowej, na którą przyszedł w towarzystwie Florentino Pereza.

-Drużyna już wie o mojej decyzji. Wszystkim wysłałem wiadomość, osobiście rozmawiałem z Sergio Ramosem. To lider, kapitan, było dla mnie wielką przyjemnością dzielić z nim te lata. Uszanował moją decyzję, życzył mi szczęścia – mówi Zidane. – Madryt dał mi w życiu wszystko i będę blisko tego klubu do końca życia, więc dzisiejsze pożegnanie to może być tylko „do zobaczenia”. Wielu myśli, że moja decyzja nie ma sensu. Jednak według mnie, to jest właściwy ruch dla wszystkich.

-Myślę, że zawodnicy potrzebują zmiany po tych trzech latach. Muszę im wszystkim podziękować, bo na koniec dnia to oni walczą o to, żeby spełniać wysokie oczekiwania Realu Madryt. Nie mogłem oczekiwać nic więcej od moich piłkarzy, dzisiaj przyszła pora na inny głos w szatni. Gdybym został, trudno by było pozostać na zwycięskiej ścieżce – dodaje.

Perez wygląda na lekko zbitego z pantałyku całą sytuacją. Trudno się facetowi dziwić, traci trenera, który właśnie wygrał mu trzy razy z rzędu Ligę Mistrzów. – To była nieoczekiwana decyzja, zwłaszcza po trzecim Pucharze Europy. Chciałbym, żeby Zinedine został z nami na zawsze, ale wiem, że to jest jego ostateczna decyzja. Wczoraj go odwiedziłem, żeby sprawdzić, czy jest gotowy. Był przekonany, że chce odejść – opowiada Perez.

Zidane nie chciał mówić o swojej przyszłości, Perez nie chciał spekulować o ewentualnych następcach. Ktokolwiek by Realu nie objął, Zidane’owi nie dorówna, kolejnych trzech tytułów z rzędu w Lidze Mistrzów nie zdobędzie. Taki scenariusz wykraczałby nawet poza wybujałą fantazję autorów powieści science-fiction. Ale Francuz nie na każdym polu był przecież bezbłędny. Sam wspomniał na konferencji, że jego najlepszym wspomnieniem z Realu pozostanie ten jedyny triumf w La Liga, nie zaś żaden z finałów LM.

Co oznacza odejście Zidane’a dla drużyny? Być może kolejnemu szkoleniowcowi, o mniejszej charyzmie i mniejszych dokonaniach, trudniej będzie stosować słynny system rotacji, zwłaszcza jeżeli chodzi o Cristiano Ronaldo. Być może policzone są już w Madrycie dni Karima Benzemy, gdy starszy brat zwinie znad jego wygolonej głowy parasol ochronny. Być może łatwiej będzie przekonać Garetha Bale’a, żeby kontynuował swoją karierę w Realu?

Stos pytań piętrzy się w nieskończoność, ale to już nie jest zmartwienie Zidane’a. Francuz odchodzi skromnie, bez sensacji, jak profesjonalista. Nie rzuca na wiatr spekulacji, tak jak CR7 po finale w Kijowie. Konferencja prasowa i już, pozamiatane. Hasta luego.