Wisła Płock stanowcza jak nigdy. Oficjalnie nie puszcza Brzęczka do Legii
Weszło

Wisła Płock stanowcza jak nigdy. Oficjalnie nie puszcza Brzęczka do Legii

Czegoś takiego dawno w polskiej piłce nie było (o ile w ogóle). Starania jednego klubu Ekstraklasy o trenera konkurencji doprowadziły do tego, że konkurencja wydała oficjalny komunikat, iż nie pozwala na rozmowy ze szkoleniowcem. Głównym bohaterem Jerzy Brzęczek, w tle Wisła Płock i Legia Warszawa.

Brzęczek, mimo że ostatecznie nie wszedł z „Nafciarzami” do eliminacji Ligi Europy, po rozczarowaniach w Lechii  Gdańsk i GKS-ie Katowice mocno zyskał tym sezonem na trenerskiej giełdzie. Jeszcze przed końcem rozgrywek był on łączony z Lechem Poznań, ale tam temat został zakończony nim się na dobre zaczął, a na następcę Nenada Bjelicy wybrano Ivana Djurdjevicia.

Znacznie poważniej Brzęczkiem zainteresowała się Legia. Ma on być jednym z głównych kandydatów do poprowadzenia mistrza Polski w nowym sezonie. Szybko jednak stało się jasne, że wyrwanie go z Płocka będzie bardzo trudnym zadaniem. Dlaczego? Jak informował Maciej Wąsowski z „Przeglądu Sportowego”, jeszcze przez rok w umowie szkoleniowca nie znajdzie się klauzula odejścia. Dopiero po sezonie 2018/19 wejdzie ona w życie i będzie wynosić 250 tys. euro. Do tego momentu wszystko zależy od szefów płockiego klubu.

A ci ani myślą pozbywać się Brzęczka. W środę rano na oficjalnej stronie opublikowano następujący komunikat:

brzeczek oswiadczene wisly

Wtajemniczeni twierdzą, że nie chodzi tu wcale o negocjowanie ceny. Wisła naprawdę nie zamierza pozwolić na odejście swojego trenera, inaczej w klubie dojdzie do zmian również na samym szczycie.

Kluczowe w tym wszystkim jest pytanie: co na to sam Brzęczek? Z jednej strony na pewno łechta go fakt, że obecny pracodawca tak bardzo go docenia, iż publicznie mówi o zakusach ze strony Legii w jego kierunku i jednocześnie zapewnia o braku chęci siadania do rozmów. Z drugiej, jak zapewne każdy w tym zawodzie, chętnie wykorzystałby możliwość pójścia wyżej, gdyby pojawiła się konkretna i ciekawa oferta.

Żeby się czasem nie okazało, że w Wiśle z pracownika zrobi się niewolnik. Wydaje się, że mimo stanowczej postawy klubu, jeśli Brzęczek jasno da do zrozumienia, że wolałby odejść, to zatrzymywanie go na siłę nie będzie miało sensu. On sam zapewne zdaje sobie sprawę, że teraz jest na topie, a równie dobrze za kilka miesięcy drużynę może dopaść większy kryzys, co w polskich realiach najczęściej oznacza zwolnienie. Wtedy stratni mogliby być wszyscy. Najwięcej więc będzie zależało od samego trenera. Jeśli nie spieszno mu do opuszczenia Płocka, to wszystko w porządku. W innym wypadku nawet takie komunikaty mogą nie wystarczyć.

Fot. FotoPyk