Emir Dilaver – od kozaka do płaczka
Weszło

Emir Dilaver – od kozaka do płaczka

Wielu rzeczy mogliśmy się spodziewać po Emirze Dilaverze. Że na koniec sezonu rozniesie szatnie ze złości, urwie łeb zawodnikom rozczarowującym kibiców koniec sezonu czy obsmaruje wszystkich w mocnym wywiadzie. Ale nie. Austriak przed meczem z Legią poszedł poskarżyć się do Piotra Rutkowskiego, że ten popełnił błąd wyrzucając z klubu Nenada Bjelicę. W dodatku wytknął wiceprezesowi niekompetencje i skąpstwo mówiąc, że klub żałuje marnych groszy na „wykup najlepszego piłkarza Lecha”. Nie, nie chodzi o Darko Jevticia czy Roberta Gumnego. Chodzi o Mario Situma.

Takie rewelacje podaje dzisiejszy „Przegląd Sportowy”, ale o sprawie w kuluarach mówi się od kilku dni. We wtorek Rutkowski opowiedział historię o tym, że jednego piłkarza wyrzucił z gabinetu, a drugi uznał, że trzecie miejsce to na Lecha i tak niezły wynik. Pierwszy miał być Dilaver, drugim Situm.

Dilaver sprawiał wrażenie prawdziwego kozaka. Jak Kolejorz zagrał do dupy, to gość wychodził do mediów i mówił „zagraliśmy do dupy”. Gdy niektórzy piłkarze nie dorastali do walki o mistrzowstwo, to Austriak rozsmarował ich w wywiadzie. Gdy na boisku wrzało, to wychowanek Austrii Wiedeń był pierwszy do bitki. Zaimponował nam w wywiadzie, gdy rzucał mocne tezy i logicznie je bronił. Widzieliśmy w nim jeden z najlepszych ruchów transferowych Lecha ostatnich lat.

Ale jeśli doniesienia „PS” są prawdziwe, to zamiast kozakiem Dilaver okazał się dzbanem. Wiemy, że szatnia Lecha stanęła murem za Bjelicą, ale co innego jest gadać o tym między sobą, a co innego pójść do gabinetu osoby drugiej po Bogu w klubie i mówić „stary, coś ty odwalił”. A obrońca Lecha poszedł do biura na pierwszym piętrze i oświadczył wprost – zjebaliście zwalniając Nenada. Wiemy, że obaj panowie poznali się już w Austrii, Bjelica dał mu szansę gry, a później nalegał na to, by ściągnąć go z Węgier. Ale mimo wszystko – są gdzieś granice.

Dobra, jeszcze wyrażenie swojej opinii na temat zwolnienia trenera moglibyśmy jakoś zrozumieć. Szczególnie, że piłkarz nie był w tej kwestii osamotniony i z Rutkowskim rozmawiali też inni piłkarze. Ale hitem jest to, co Dilaver wypalił później.

Obrońca wypalił, że Lech popełnia duży błąd rezygnując z wykupienia Mario Situma z Dinama Zagrzeb i że nie rozumie, dlaczego klub żałuje tej kasy. Więcej – nazwał Situma „najlepszym piłkarzem Lecha”. Prędzej w jednym zdaniu użylibyśmy nazwiska Chima Chukwu i określenia „ponadprzeciętnie skuteczny” niż zestawilibyśmy Mario Situma z tytułem „najlepszy piłkarz Lecha”. Mówimy tu o gościu, który w rundzie wiosennej i finałowej był piątym kołem u wozu, sabotażystą gry Lecha i na jakiekolwiek pozycji by zagrał, to i tak śmiało mogliśmy go wrzucać do najgorszej trójki meczu. Gdyby nazywał się Marian Szitumowski, to pewnie nawet byśmy go nie zauważyli, bo grałby na skrzydle w Odrze Opole. Ale że przyszedł ze szkółki Dinama i zaliczył niezły początek w Poznaniu, to przyglądaliśmy mu się z uwagą. No i cóż – nie porwał nas. W tym sezonie strzelił dwa gole, zaliczył cztery asysty i zero kluczowych podań. To wynik na poziomie Gergela, Małkowskiego czy Kosakiewicza.

A Dilaverowi coś pod kopułą nie gra od kilku tygodni. Najpierw brutalny atak na rywala w meczu z Górnikiem Zabrze, po której uniknął kilkumeczowej dyskwalifikacji. Później wyautowanie się z meczu z Legią przez ósmą żółtą kartkę obejrzaną na ławce rezerwowych. Teraz odpięcie wrotek w biurze wiceprezesa.

Jesteśmy ciekawi co z tym Dilaverem zrobi teraz sam klub. Z jednej strony fajnie mieć w zespole kogoś charakternego, a nie samych grzecznych chłopców z przedziałkiem na środku głowy. Z drugiej – gość zdecydowanie przekroczył swoje kompetencje mówiąc kogo trzeba kupić, kogo zwolnić, a kogo odpalić. W sumie – skoro Piotr Rutkowski przyznał, że zastanawia się nad zatrudnieniem dyrektora sportowego, to może idealnym wyborem byłby właśnie Austriak? Ale jeśli ten nadal kierowałby się swoimi sympatiami, a nie realną oceną rzeczywistości, to wątpimy, by Lech osiągnął coś więcej niż trzecie miejsce.

Ponoć Dilaver zażądał rozwiązanie kontraktu. Ale nie po to podpisywano z nim długą umowę (do 2021 roku), by unieważniać ją przez fochy primadonny. Jeśli taki z niego chojrak, to niech sam wykupi się z klubu. Kolejorz trochę zarobi, a zawodnik nie będzie musiał pracować w klubie, gdzie brak mu ziomków.

Aha, dzisiejsza prasa w Chorwacji donosi, że Dinamo Zagrzeb bardzo chętnie przytuliłoby Dilavera w swe ramiona. A nie musimy przypominać chyba, że trenerem tego klubu jest ukochany trener lechity.

fot. 400mm.pl