Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Kilka tygodni temu oddawałem się ulubionej rozrywce Polaków – oglądałem z rodziną Familiadę. Ostatnia rozgrywka przed finałem, stawka punktów mnożona razy trzy, tylko trzy pozycje do uzupełnienia. Temat? 

„Słynny polski Adam”.

Dwa strzały łatwe, Małysz nad Mickiewiczem. Ale ostatnie? Teść sugerował Asnyka. Ja byłem pewien tylko, że Asnyka nie będzie. Nie zgadł nikt, włącznie ze mną, trzecie hasło musiał odsłonić dopiero Strasburger:

Nawałka.

Selekcjoner urósł w oczach Polaków tak, że aż stał się hasłem w Familiadzie. Wyżej na skali nadwiślańskiej popularności nie da się wspiąć.

Ale zanim przyszły zaszczyty, Nawałka przegrywał wielokrotnie, czasami z kretesem.

Moim zdaniem sekretem jego sukcesu jest to, że przegrywać się nigdy nie bał.

***

Spudłowałem ponad dziewięć tysięcy razy. Przegrałem prawie trzysta meczów. Dwadzieścia sześć razy powierzono mi rzuty decydujące o wygranej, a ja nie trafiłem. Ponosiłem porażkę za porażką. I właśnie dlatego odniosłem sukces.

Michael Jordan.

***

Sezon 96/97. Świt Krzeszowice po czterech kolejkach zajmuje ostatnie miejsce w krakowskiej trzeciej lidze. Adam Nawałka mieszka osiem kilometrów od Krzeszowic. Obrotny prezes wykonuje telefon. Trafia na podatny grunt. Nawałka niedawno otrzymał trenerskie papiery, szuka doświadczenia. Ma trzydzieści dziewięć lat.

Świt był typowo prowincjonalną drużynką, bliższą realiom dzisiejszej okręgówki. Pieniądze? Zapomnij. Może skrzynka piwa po meczu, gięta i musztarda. Tyle.

I wtedy pojawił się Nawałka, cały na biało. Do Krzeszowic, na piłkarski koniec świata, zajrzały nowoczesne standardy i profesjonalizm. Nawałka wypowiedział wojnę alkoholowi w szatni. Ustalał zoptymalizowane menu piłkarzom. Wprowadził konkretne rozpiski treningów, zerwał z ich monotonią, organizował zajęcia dodatkowe.

Przekraczał kompetencje szkoleniowca: załatwił sponsora, załatwił sprzęt. Walczący o utrzymanie trzecioligowy Świt wychodził na mecze w jednakowych dresach.

Walczący o utrzymanie trzecioligowy Świt miał sport testery. W 1996 roku.

Każdy piłkarz mógł do niego przyjść z dowolnym problemem. Trener spędzał z zespołem czas w szatni, na boisku, ale też w saunie czy na obiedzie. Wiedział, że to koniecznie, by stworzyć mocną grupę. Piłkarze byli zapatrzeni w niego jak w obrazek.

Nawałka angażował się maksymalnie w życie drużyny i klubu. Oddawał mu serce, oddawał czas i wiedzę. Bywało, że sam dbał nawet… o murawę.

Ale to wszystko nic nie dało. Świt Krzeszowice do bezpiecznego miejsca stracił dwadzieścia dwa punkty.

Screen Shot 05-24-18 at 03.09 PM

W następnym sezonie Nawałka miał przebudować zespół. Dostał wolną rękę, mógł wyciągać graczy z pomniejszych krakowskich klubów, pieniądze od sponsora wciąż były. Cel jeden: wywalczyć awans.

Nie wywalczył. Zabrakło aż trzynastu oczek.

***

Sezon 02/03. W KGHM pojawia się nowy prezes, który chce, aby klub był odpowiednią wizytówką kopalni, a więc piłkarskim mocarstwem. Misję stworzenia nowej siły polskiego futbolu otrzymuje Adam Nawałka. Jak na tamte czasy, dostaje władzę bezprecedensową, rządzi bowiem w angielskim stylu. Wskazuje piłkarzy, a ci trafiają do Miedziowych.

W krótkim czasie do Lubina trafia zaciąg krakowski: Brasilia, Bogdan Zając, Olgierd Moskalewicz, Marek Zając. Zagłębie wykupuje też wypożyczonego wcześniej Grzegorza Nicińskiego. Do tego dokupieni zostają solidni ligowcy, Jarosław Krupski czy Artur Andruszczak, a przede wszystkim rozgrywający Pogoni Szczecin, Paweł Drumlak, który z miejsca zostaje jednym z najlepiej zarabiających piłkarzy ligi.

Cel? Mistrzostwo. Minimum podium, mistrzostwo w kolejnym sezonie.

Efekty?

Klęska z Daugavpilsem w pierwszej rundzie Intertoto. Już w październiku kopniak z klubu, bo skłócona szatnia, gdzie starzy nie mogli patrzeć na kominy płacowe nowych, nie tworzyła choćby przyzwoitej drużyny.

Nawałka zostawiał Zagłębie na przedostatnim miejscu w tabeli. Lubin w tym sezonie wyleciał z Ekstraklasy, a winnym numer jeden uznano dzisiejszego selekcjonera. Zupełnie słusznie – klub jeszcze jakiś czas odkręcał po jego fatalnej polityce transferowej.

Screen Shot 05-24-18 at 04.10 PM

***

„Pasja to już za mało. potrzebna jest obsesja!” – tak miał Nawałka pewnego razu przed meczem GKS-u Katowice zagrzewać swoich piłkarzy do boju.

Ładne hasło, prawda? Od razu człowieka nakręca. Czujesz, że tylko od ciebie zależy, czy będziesz przenosił góry.

Ale przecież sam Nawałka jest dowodem, że nawet obsesja może nie wystarczyć.

Był wybitnym piłkarzem, w 1978 rzucił na kolana cały świat, trafiając do jedenastki turnieju, jeszcze jako młodzieżowiec. W innych czasach, o razu wziąłby go topowy klub Europy. W PRL-u było to niemożliwe. Wkrótce jakiekolwiek granie okazało się niemożliwe, bo Nawałkę poskładały kontuzje.

Nie dał im się. Walczył o powrót do zdrowia jak lew. Żadne przeciwności losu nie były mu straszne. Determinacją mógłby obdzielić dziesięciu. Nie załamywał się, nie poddawał, tylko ciężko pracował, wierząc, że takie podejście musi przynieść efekty.

Ale nie przyniosło. Bo takie jest życie. Może w erze tysiąca i jednego „coacha” będzie to niepopularne, ale tak, są w życiu cele nierealne. Ówczesny powrót Nawałki na boisko był jednym z nich.

Niemniej Nawałka mógł zawsze spojrzeć w lustro i powiedzieć, że zrobił co mógł. To nie przez niego. Na pewno nie poległ przez blokady mentalne, które sam sobie założył.

Widuję ludzi, którzy takie sobie zakładają. Sam taki byłem, znam schemat z doświadczenia. Nigdy nie chodziło o to, że przegrywałem.

Chodziło o to, że nie wychodziłem na boisko.

To jest jedyna prawdziwa porażka.

Nawałka zawsze wychodzi na boisko. Nie boi się przegrać, bo wie, że przegrywamy wszyscy. Takie jest życie. Nie ma człowieka wolnego od porażek. To utopia. Jeśli wydaje ci się, że ktoś taki istnieje, to pewnie po prostu dobrze nie znasz albo jego, albo historii jego życia.

To tak jak z pieprzeniem o talencie. Osobiście nie wierzę w talent. Mówienie, że ktoś ma talent, spłyca całą pracę i wszystko, co wykonał, co przeszedł, co wrzucił lub zrzucił z pleców, by dzisiaj jakąś umiejętność wykonywać ze znawstwem.

Za talentem zawsze kryje się wiarygodna historia.

A każda wiarygodna historia, to też historia porażek.

W odpowiednim podejściu do nich, w ich przetworzeniu, zapewne rozgrywa się wszystko, co dalej, bo przecież nie chodzi o to, by wyłapywać ciągle w cymbał. Z porażką trzeba umieć pracować.

Ale pierwszy krok to zgoda na własny Świt Krzeszowice. Zgoda na własnego Drumlaka za siedemset tysięcy złotych rocznie. Zgoda na Kompałę w Jadze.

Kto wie, może nawet inspirowanie się zwycięstwami jest pudłem? To już efekt końcowy. Przebyta droga. Ostatni etap, a jeśli ktoś szuka mocnej inspiracji, pewnie jest na początku. Może dużo mądrzej jest powiedzieć:

Naucz się przegrywać jak Nawałka.

I bez względu na to z czym się zmagasz, wychodź na boisko.

***

Leszek Milewski

PS: Kto z was szuka dobrej książki piłkarskiej, „Nawałka. Droga do perfekcji” Łukasza Olkowicza to bardzo niedoceniana pozycja. Ten felieton powstał na bazie refleksji po lekturze.

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (28)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Voitcus

Rozumiem, że ten optymistyczny tekst ma nas przygotować na planowaną porażkę w Rosji – oczywiście taką, z której wyciągniemy wnioski?

trombel
RTS Rozsądek To Siła

Problem w tym czy nasz selekcjoner umie je wyciągać, bo tylko wtedy można nazwać go perfekcjonista. Póki co ma pasje i obsesje, jak to autor zauważył, ale chyba czasem brnie w zaparte.

gryf01

Zgadzam się w zasadzie ze wszystkim co napisano.
Kiedyś oglądałem wywiad, chyba z jakimś pisarzem. Padło pytanie: jak poznać czy masz talent pisarski? Odpowiedź była prosta – jeśli budzisz się rano i jedyne o czym myślisz to pisanie, to masz talent pisarski. Nic innego się nie liczy – ani opinie fachowców, ani ile książek sprzedałeś. Sława i pieniądze albo przyjdą albo nie, to zależy tylko od ciebie. Talent już masz.

Jurand Spychowski

Jeżeli budzisz się rano, nie myślisz żeby babkę po tyłku pogłaskać, iść się odlać, czy kawę zaparzyć. Tylko chce ci się pisać….Bez dwóch zdań-JESTEŚ GRAFOMANEM.

DrMabuse
Wisła Kraków

Nie był wybitnym piłkarzem, bo grał za krótko. Miał zadatki ma wybitnego pilkarza.

eneene5

Kurwa – właśnie przeczytałem, ze Ronaldinho poslubił 2 kobiety! Kozak!:)

Pumpkin

Jednocześnie? 😉

LordInfamous
Armia Szatana-antyżydochrześcijaństwo

Trochę odbiegając od tematu, jak zawodowy piłkarz/trener może reklamowac chipsy albo słodkie napoje typu coca cola? Wstydu nie mają? Przymierają głodem? Nawałka widze reklamuje szczyny OSHEE, ktore chyba zostały nawet partnerem kadry, Grosikcki wypuszcza swój jakis szczynoenergetyk a nawet Lewandowski ostatnio swieci buzią do jakiegos farbowanego napoju(nazwy nie pamiętam)
wtf ludzie

Paul07

dla nich zarobek kilka milionów w tą czy w tamtą to jak u szaraka zarobek paru tysięcy w tą czy w tamtą. dodatkowo dzięki tej reklamie zyskują na rozpoznawalności. Nawałka gołą pensję ma średnią na warunki europejskie ale chyba Zbyszke załatwił mu dorobienie w reklamach właśnie. oshee może nie jest super najzdrowsze ale z tego co kojarzę to lepiej napić się tego niż słodkiego napoju czy o zgrozo niektórych soków. Poza tym wymieniłeś tylko Polaków a z reklam można się dowiedzieć, że Messi leci na diecie Lejsowej.

solaris

To jeszcze nic, taki Cristiano Ronaldo reklamuje KFC xD
Poza tym Neymar markował swoją twarzą Red Bulla,

Kcramsib

Cała nasza piłkarska (i nie tylko) kultura zbudowana jest na porażkach, nie moglibyśmy choć raz, tak dla odmiany, nauczyć się wygrywać?

Jozef Wojciechowski
Bułka z Bananem i Zupa w Pięć Minut

Przede wszystkim my to przegrywać nie umiemy, bo rozpatrujemy te wszystkie cholerne porażki w kategorii zwycięstw moralnych. A tymczasem trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, stwierdzić, że to i to spierdoliliśmy, i wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Habanero
Las Palmas

Podobało mi się

Raducioiu

Gud dżab .

Pele77

Ja z grubsza do Nawalki nic nie mam, ale według mnie on ma po prostu dużo szczęścia. Ktoś powie, że on w końcu dotarł do Lewandowskiego, a według mnie to był naturalny proces wynikający z coraz większego doświadczenia i poziomu piłkarskiego Lewego. Poszczescilo się akurat jemu. Często się tu nasmiewano z Franza Smudy i jego przemówień, Nawalka co prawda mówi poprawna polszczyzną, ale też się ciągle zacina przy mówieniu i też gada takie banaly, że wiele go od Smudy nie różni. Jeszcze jedna drobna sprawa, wiem że Nawalka nie jest od komentowania meczy, ale nigdy mu nie zapomnę jak razem z Basalajem spierdolil najlepszy polski mecz w Europie w 21 wieku. Mowa oczywiście o meczu wyjazdowym Wisły z Schalke.

Chata Kumba

Za Smudy Lewy stał sam jak palec z przodu, a reszta grała lagę do niego. Nie ćwiczyli stałych fragmentów gry. Na Euro w Polsce zespół ponoć sam próbował ustalać taktykę, bo Smuda pierdolił takie farmazony że nie zdzierżyli. Nawałka dołożył młodego Milika jako drugiego napastnika, zaczął stałe fragmenty ćwiczyć. Ma szacunek u piłkarzy, nikt z zespołu nie robi z niego podśmiechujek (pamiętasz jak się Boruc w wywiadzie niby przejęzyczył i nazwał Smudę Dyzmą?) Tak, że nie tylko Lewy dojrzał ale Nawałka dobrym selekcjonerem jest

trombel
RTS Rozsądek To Siła

Prawda, Nawalka a Smuda, to dwa światy. Co nie zmienia faktu, że Nawalka ma swoje przywary, o których nie rozmawiamy, bo zwycięzców się nie sądzi. Ale gdyby mu nie szło, to rozmawialibysmy o nieumiejętności robienia zmian i przywiazaniu do zgranych nazwisk i tak dalej…

piokon

W piłce nożnej porażki się nie liczą. Liczą się tylko zwycięstwa. Choć uważam iż Nawałka to dobry selekcjoner to nie zapomnę mu tego ćwierć finału z Portugalią i że zostawił na karne w bramce Fabiańskego, który nic nie obronił.

tss

Ej, już po dobranocce – do spania. Daleki jestem od bezmyślnego gloryfikowania Nawałki ale dopierdalanie się do karnych z Portugalią świadczy tylko o postrzeganiu świata przez pryzmat FIFY i FM.

Kcramsib

Faktem jest, że Nawałka miał możliwość zmiany bramkarza w 120 minucie tylko dlatego, że wcześniej przez cały mecz stał jak sparaliżowany, w żaden sposób nie potrafiąc zareagować na wydarzenia boiskowe. I to właśnie odróżnia Nawałkę od najlepszych trenerów: przed meczem gość ma zapięte wszystko na ostatni guzik, potrafi ułożyć plan, wyselekcjonować piłkarzy i poukładać ich tak, że grają jak równy z równym z 3x lepszymi rywalami. Gdy tylko jednak coś przestaje iść, trzeba zaimprowizować, zaryzykować i pomóc drużynie (zrobić coś takiego, jak w tamtym meczu trener Portugalczyków), u Nawałki następuje totalne zaćmienie. A potem dziennikarze, wyśmiewający (słusznie) piłkarzy Lecha za radość z 3-go miejsca w lidze, traktują porażkę z tak grającą Portugalią jak sukces porównywalny z osiągnięciami Orłów Górskiego…

Janusz Ekspert

lepiej bym tego nie ujął. Dlatego rozbawiło mnie w tym felietonie to zdanie:
„Nawałka zawsze wychodzi na boisko. Nie boi się przegrać, bo wie, że przegrywamy wszyscy”
Tak nie boi się przegrać, że w 2016 był zbyt osrany by np. Zielińskiego wpuścić w dogrywce na boisko, wolał grać zmęczonymi piłkarzami 120 minut (pamiętam bodajże Pazdana błagającego o zmianę, bezskutecznie) a jedyny jego pomysł to był (o zgrozo) Peszko na końcówkę.
Już z litości nie będę wspominał, że niewiele brakło by osłabiona Czarnogóra zepchnęła Orły Nawałki na miejsce barażowe i wtedy również Piękny Adam stał cały sparaliżowany. Gdyby nie Robert to zresztą pewnie by się wydarzyło, a potem wyłapalibyśmy w czerep od jakiejś Chorwacji i MŚ oglądali w telewizji.
Zatem wiwat wielki Nawałka, ten który nie boi się przegrać i zawsze wychodzi na boisko 😀 Bardziej nietrafionej tezy na której zbudowano tekst dawno nie widziałem.

trombel
RTS Rozsądek To Siła

Nasza reprezentacja i trener mają dużo szczęścia, a szczęście sprzyja lepszym. W wielkiej piłce decydują właśnie detale i takie drobne momenty, które mogą przewazyc o sukcesie/porażce. Jak poślizg Gerrarda czy kiks Zewlakowa podającego do Borubara

trombel
RTS Rozsądek To Siła

Fabiański sam przyznał, że te karne śnią mu się po nocach i że można było zrobić więcej z jego strony. Jeśli sam bramkarz to przyznał, to właśnie daje to podstawy aby wtedy był zmieniony, od tego jwst trener aby o tym wiedzieć, co w zawodniku siedzi. Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że Fabian dopiero po tym doswiadczeniu uznał, że warto potrenować bronienie karnych. A jak Szczesnemu ktoś wjechał na ambicje, że nie umie wykopac piłki, to się uparł, że się poprawi i ma teraz w Serie A najlepszą dokładność wśród bramkarzy.
Ot całe podsumowanie naszych keeperow

Paul07

Bardzo dobry felieton, aż dziwne że tak mało komentarzy. No ale to felieton nie nastawiony na shitstorm.

Jurand Spychowski

Totalne wodolejstwo , w dodatku z nieznośnym smrodkiem pedagogicznym. Zabrakło tylko na końcu carpe diem.

Jurand Spychowski

Tak w ogóle, nie mitologizujcie Adasia bo to śmieszne. Pracuje na niego zespół ludzi w tym OŚMIU trenerów i analityków.

Tekker
Fiorentina

Fajny tekst, dobrze się czytało.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Panie Leszku:
„Mówienie, że ktoś ma talent, spłyca całą pracę i wszystko, co wykonał, co przeszedł, co wrzucił lub zrzucił z pleców, by dzisiaj jakąś umiejętność wykonywać ze znawstwem.”
Otoz „talent” mozna opisac jako zespol intelektulno-fizycznych predyspozycji. I nie jest to zadne SF tylko naukowo udowodnione fakty. Ludzie rodza sie z roznymi predyspozycjami. Jeden ma wysokie IQ, drugi krate na brzuchu, a trzeci ma rozpietosc glosu po calej skali.
I niestety pewnych rzeczy czlowiek nie przeskoczy. Nie da sie przeskoczyc faktu, ze ktos urodzil sie zaprogramowanym na 165cm. Widzial Pan kiedys bramkarza 165cm?
Same predyspozucje to za malo bez ciezkiej pracy i motywacji.

wpDiscuz