Pora podsumować te wygłupy. Pierwszy „strzał w dychę”
Weszło

Pora podsumować te wygłupy. Pierwszy „strzał w dychę”

W najbliższych dniach zostaniecie – również z naszej strony – zasypani wszelkimi podsumowaniami ekstraklasy, ale nie ukrywamy, że ten cykl lubimy trochę bardziej niż inne. Będziemy w nim wybierać dziesięciu najlepszych graczy w lidze na poszczególnych pozycjach, a z doświadczenia wiemy, że taki ranking jest zaproszeniem do dyskusji, które niełatwo odrzucić. Choć oczywiście nie za każdym razem. Na przykład w przypadku bramkarzy tylko ktoś, kto tak naprawdę nie interesuje się ligą, mógłby próbować podważyć wybór Arkadiusza Malarza na najlepszego golkipera w tym sezonie. 

A że my kilka meczów widzieliśmy, a jako cały zespół redakcyjny to nawet wszystkie, bramkarz Legii w mgnieniu oka ląduje na szczycie listy. Nie chcemy uderzać w jakieś wielce patetyczne tony, ale naprawdę kapitalna jest historia, którą już od jakiegoś czasu pisze blisko 38-latek. Kilka lat temu nie zakładaliśmy, że to może się wydarzyć i czujemy, iż nie byliśmy w tym odosobnieni. To, jak długą drogę przebył Malarz, chyba najlepiej pokazuje anegdota, którą w Przeglądzie Sportowym jakiś czas temu przytoczył Krzysztof Stanowski. Pozwolimy sobie zacytować…

Kilka lat temu, właśnie podczas gorszego okresu, Malarz trenował indywidualnie z Grzegorzem Szamotulskim na skrawku trawy, gdzieś pod Warszawą. Podczas zajęć fenomenalnie obronił jedną z piłek, a „Szamo” na to:

– Widzisz tę stację CPN?
– Widzę, no i co?
– Mają tam monitoring. Idź i poproś o taśmę, bo lepszej parady w życiu nie zanotujesz. Roześlemy do klubów.

Nie wiem, jak wyglądała tamta interwencja, ale umówmy się – kilka z tego sezonu również nadałoby się na film, którym można chwalić się na prawo i lewo. W przypadku Malarza kwestią otwartą pozostawało więc tylko to, z jaką klasą wygra naszą zabawę. Jeśli nie pamiętacie, to przypominamy, że przyznajemy jedną z pięciu:

A – międzynarodowa
B – reprezentacyjna
C – wyższa ligowa
D – solidna ligowa
E – z braku laku

Przy czym „A” w przypadku piłkarzy ekstraklasy jest praktycznie nieosiągalna, na „B” szanse ma w zasadzie tylko garstka najlepszych (w poprzednim sezonie wyróżniliśmy w ten sposób sześciu graczy) i tak naprawdę już zdobycie „C” oznacza u nas, że za graczem naprawdę udany sezon. Za surowo? Nie czarujmy, poziom ligi nie był wysoki. Ale w przypadku takiego Malarza przyznanie drugiej klasy było obowiązkiem. Czapki z głów.

Można powiedzieć, że do pewnego momentu kroku bramkarzowi Legii dotrzymywał też Pavels Steinbors. Dopiero później Polak odjechał Łotyszowi. Nie ma co kryć, że wiosnę golkiper Arki miał trochę słabszą niż jesień, co oczywiście nie oznacza, że słabą (no, może poza tym beznadziejnym meczem z Wisłą w Krakowie i z Piastem u siebie). Jednak nieprzypadkowo 32-latek wśród kibiców dorobił się miana Supermana. Uważamy też, że to, iż zabrakło go w trójce nominowanych do tytułu bramkarza sezonu, jest jakimś nieporozumieniem.

I dalej zaczynają się ciężary. Tak naprawdę mamy wrażenie, że miejsca od trzeciego do dziesiątego moglibyśmy obsadzić w trybie odpalenia maszyny losującej, oczywiście uwzględniając tylko ósemkę, którą zobaczycie poniżej, a także Zlatana Alomerovicia i Jana Muchę, którzy ostatecznie wylądowali na 11. i 12 miejscu. Pomijając Malarza i Steinborsa, to nie był jakoś szczególnie dobry sezon dla bramkarzy. Przede wszystkim słabiej wypadła trójka Słowaków, która poprzedni sezon kończyła z klasą „C”. Bardzo przeciętny rok ma za sobą Matus Putnocky, najlepszy bramkarz zeszłorocznych rozgrywek. Tak naprawdę niełatwo przychodzi nam przypomnienie sobie spotkania, w którym rzeczywiście ratował tyłki kolegom, a takie zdarzyło się takie przecież nawet jego zmiennikowi, Jasminowi Buriciowi. Ciągle było wiele solidności, bo zawalonych interwencji Putnocky miał wciąż stosunkowo mało, ale zero błysku. Jeszcze większy zjazd zaliczył Kuciak, a i Kelemen utrzymał się w czołówce głównie przez słabość konkurencji.

Nadzieją na lepsze jutro są Tomasz Loska (dobry, ale też nierówny sezon, w którym miał mnóstwo pracy) i Dominik Hładun, którego chętnie ocenimy na podstawie całego sezonu jak kolegę po fachu z Górnika. Z kolei Jakub Słowik to chyba największa niespodzianka, bo po nieudanych przygodach w Jagiellonii i Pogoni wygryzł ze składu Jakuba Wrąbla, który był nadzieją wrocławian na przyzwoity zarobek i uratował kilka punktów. O kim nie wspomnieliśmy? Jakub Szmatuła to solidny ligowiec pełną gębą, a Cuesta i Gliwa w zasadzie w trakcie sezonu zamienili się miejscami. Pierwszy potrzebował trochę czasu, by nas do siebie przekonać, ale ostatecznie sezon kończy z bardzo dobrą skutecznością, a w przypadku drugiego – im dalej w las, tym gorzej. Z rankingu nie wypadł tylko przez jesień, w trakcie której bywał spektakularny, ale po jego późniejszych dokonaniach mamy wątpliwości, czy powinien utrzymać się na poziomie ekstraklasy.

Tak to wygląda na grafice. Możecie się nie zgadzać w komentarzach.

NWayRij