Mordobicie ku chwale ojczyzny, czyli gala, jakiej jeszcze nie było
Inne sporty

Mordobicie ku chwale ojczyzny, czyli gala, jakiej jeszcze nie było

Lada dzień na Stadionie Narodowym odbędzie się impreza, jakiej świat jeszcze nie widział. To fakt, nie opinia. Marcin Najman, bardzo wątpliwej klasy bokser wagi ciężkiej, od pewnego czasu organizuje gale. Po serii małych imprez, postanowił pójść na całość. Narodowa Gala Boksu jest dla niego tym samym, czym dla hazardzisty postawienie dorobku życia na czerwone lub czarne w ruletce. Albo będzie spektakularny sukces, albo żenująca klapa. Na tydzień przed „największą galą boksu w historii Polski” sprawdzamy, która wersja jest bardziej prawdopodobna.

Żeby było jasne: PGE Stadion Narodowy to największy i najnowocześniejszy obiekt w Polsce. Stadion został zbudowany na EURO 2012, był areną choćby meczu otwarcia i jednego z półfinałów. W ciągu sześciu lat był jednak znacznie więcej niż tylko „domem” piłkarskiej reprezentacji Polski. Niedawno po raz kolejny odbyło się na nim choćby żużlowe Grand Prix. Rok temu obiekt był świadkiem gigantycznej gali KSW „Koloseum”. Organizatorzy sprzedali komplet biletów i chwalili się, że była to dzięki temu największa gala MMA w Europie i jedna z kilku największych na świecie. W międzyczasie na płycie Narodowego koncertowały największe gwiazdy światowej muzyki wszelkich gatunków, od Metalliki, przez Depeche Mode, aż po Zenka Martyniuka. Biało-czerwone trybuny były także świadkami znacznie bardziej oryginalnych imprez, jak choćby wielotysięcznego spotkania wiernych z kontrowersyjnym uzdrowicielem z Ugandy, księdzem Bashoborą. A jednak, gala, która odbędzie się za tydzień, to zupełnie inny poziom.

Czerwone Maki na ringu w Warszawie

Gale bokserskie tak naprawdę są organizowane odkąd ludzie wymyślili, że można założyć rękawice i w miarę bezpiecznie prać się po gębach. Kiedy w XX wieku boks zyskał gigantyczną popularność dzięki rozwojowi telewizji, nic już nie mogło stanąć na przeszkodzie w tworzeniu naprawdę wielkich imprez. Sprawdzony od lat scenariusz jest w sumie prosty: weź lokalnego bohatera, ściągnij mu ciekawego rywala, najlepiej z chwytliwą historią, dodaj kilka walk na rozgrzewkę i gotowe. Częsty przepis na sukces to także podlanie wszystkiego skandalicznym sosem. Stąd typowe dla ceremonii ważenia i konferencji przed galami festiwale obrażania, prowokowania, plucia, zaczepiania. Bokserzy nie są głupi, wiedzą, że ich zarobek zależy od tego, jak wiele ludzi kupi bilety na galę, lub obejrzy ją w telewizji. Dla podbicia zainteresowania są w stanie zrobić wiele.

Promotorzy bokserscy, jak mało kto, potrafią wyczuć społeczne nastroje. Stąd do stałego repertuaru dobrej gali dołączyły kolejne elementy. Najlepiej: walczy kilku naszych kontra kilku obcych. Nasi są mocno promowani i fetowani. Obcy wygadują bzdury w mediach i prowokują, za co potem w pełni zasłużenie obrywają po nosach. Przez kilka godzin mamy więc festiwal lania się po gębach, aż potem nagle – pod koniec wieczoru – następuje podniosły moment. Wychodzą hostessy z flagami, odgrywane są hymny i tak dalej. Elementy patriotyczne są więc obecne praktycznie na każdej gali.

Narodowa Gala Boksu idzie jednak dalej. I to nie o krok, a o cały spacer. Ta impreza została zorganizowana „w celu uczczenia stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości”. Będzie hymn, będą „Czerwone Maki na Monte Cassino”, będzie patronat senator Anny Marii Anders, córki legendarnego generała Władysława Andersa. Będzie też odpowiednia selekcja zawodników. Nikt, kto nie wpasowuje się idealnie w patriotyczną atmosferę, nie będzie mógł wystąpić. Jednym słowem: choć na całym świecie gale bokserskie robi się od lat, i choć wydawać by się mogło, że wszystko już zostało wymyślone i zrealizowane, to takiej imprezy naprawdę jeszcze nie było. Pytanie tylko, co z tego wyjdzie?

Najman to nie jest bokser

Za wszystkim stoi Marcin Najman. Nie sam, bo z tajemniczym wspólnikiem, którego przedstawia jako „Jarosław, ale nie ten Jarosław”. Najman, przydomek ringowy „El Testosteron”, sportowo prezentuje się – delikatnie mówiąc – bardzo umiarkowanie. Jego porównywanie nie tylko do braci Kliczko, Anthony’ego Joshuy, czy Mike’a Tysona, ale nawet do Artura Szpilki, Adama Kownackiego, czy Mariusza Wacha, wygląda mniej więcej tak, jakby ktoś próbował zestawić Salaha, Ronaldo, czy Griezmana ze Śpiączką, Trochimem, czy Kupczakiem. Zawód teoretycznie ten sam, ale… No właśnie. Sami bokserzy byli mocno zażenowani po kolejnych ringowych popisach Najmana. Osiem lat temu wysłali do mediów list otwarty.

Zwracamy się z uprzejmą prośbą, aby nie pisać o Marcinie Najmanie w serwisach sportowych i nie przedstawiać go, jako pięściarza. Marcin nigdy nie był i nie będzie bokserem, nigdy ciężko nie trenował, a jedyne dwie prawdziwe walki (obie szybko przegrał) otrzymał dzięki autopromocji w tabloidach. Wszystkie pozostałe pojedynki Najmana odbyły się ze starannie wybranymi i opłaconymi przez niego przeciwnikami, a jedyny z nich, który miał więcej zwycięstw niż porażek, urodził się w 1960 roku! – mogliśmy przeczytać w liście. Podpisali go między innymi Krzysztof Włodarczyk, Krzysztof Głowacki, Przemysław Saleta, Maciej Zegan, Dawid Kostecki, ostatni polski medalista olimpijski w boksie Wojciech Bartnik oraz Albert Sosnowski i Mariusz Wach. Zwłaszcza te dwa ostatnie nazwiska są w tym przypadku ciekawe. Wach po latach zdecydował się na występ na gali organizowanej przez Najmana. Sosnowski dostał propozycję, ale na gali nie wystąpi. Jak mówił „El Testosteron” w programie „Ciosek na wątrobę” na antenie Weszło FM, żądania finansowe byłego pretendenta do pasa mistrza świata wagi ciężkiej, były zbyt wysokie.

Gdybym zaakceptował warunki Alberta za walkę ze mną, byłaby to prawdopodobnie największa wypłata w jego karierze poza pojedynkiem z Witalijem Kliczką – komentował. – A ja nie mam o sobie tak dobrego zdania, żeby płacić za walkę ze mną tyle, co za pojedynek o mistrzostwo świata.

Promotor, bokser, konferansjer…

Jeśli nie słyszeliście wcześniej o Narodowej Gali Boksu i w ostatnim akapicie coś wam nie gra, to tak – nie przeczytaliście źle. Marcin Najman to nie tylko organizator i promotor imprezy. On na niej także wystąpi, jako bokser. Początkowo miał się mierzyć z Arturem Binkowskim. Polski bokser od lat mieszkający w Kanadzie to wyjątkowy ananas. Konferencje prasowe i wywiady z jego udziałem to teatr jednego aktora. Nie brak jednak głosów, że Binkowski jest przykrym przykładem boksera, który przyjął zdecydowanie za dużo mocnych ciosów na głowę, a organizm dociążył dodatkowo masą używek. To by w pewien sposób tłumaczyło to, co zdarzyło się na czwartkowej konferencji prasowej przed Narodową Galą Boksu.

Binkowski (nawiasem mówiąc: świetna stylówa, szanujemy!) wparował na spotkanie z mediami dobre pół godziny po jego rozpoczęciu. Wywołany przez Rafała Jackiewicza podszedł do siedzących z przodu sali zawodników. Zaczął się z nimi po kolei witać. Miał wyraźne pretensje do Artura Szpilki, mówił coś o tym, że dzwonił do niego, a ten nie odebrał, ani nie oddzwonił. „Szpila” poderwał się, odepchnął swojego imiennika i był gotowy do bitki. W porę interweniowali ochroniarze, którzy wyprowadzili Binkowskiego z sali. Po wszystkim nikt w sumie nie potrafił wytłumaczyć, co się stało. Nie brak głosów, że wszystko jest grubymi nićmi szyte i z daleka pachnie ustawką.

I prawdę mówiąc: trudno by się było dziwić. Promocja gali na dobre jeszcze nie ruszyła. Na mieście nie widać dziesiątek plakatów, TVP też jakoś nie szaleje ze spotami. Marcin Najman wprawdzie zapewnia, że już sprzedano prawie 20 tysięcy biletów, ale nawet wśród uczestników gali trudno wskazać kogoś, kto do końca by w te szacunki wierzył. Zamiast tego, bilety na galę znalazły się w promocji na Grouponie, a Marcin Najman po konferencji z reklamówki rozdawał pakiety wejściówek zawodnikom. Samą konferencję – w przeciwieństwie do poprzedniej na Stadionie Narodowym – także trudno nazwać profesjonalną. W dużej sali w Pałacu Kultury i Nauki był Najman, najważniejsi uczestnicy gali (wszyscy w koszulkach promujących Narodową Galę Boksu i jej transmisję w systemie PPV za granicą), trener Andrzej Gmitruk. „El Testosteron” sam prowadził imprezę, zadawał pytania, odpowiadał, konsultował się z ochroną w sprawie Binkowskiego, wydzielał bilety. Słowem: człowiek orkiestra.

WARSZAWA 17.05.2018 KONFERENCJA PRASOWA PRZED BOXING NIGHT 14 NARODOWA GALA BOKSU --- PRESS CONFERENCE BERORE BOXING NIGHT 14 NATIONAL BOX GALA IGOR KOLACIN ANDRZEJ GMITRUK JEFF WOJCIECHOWSKI MARCIN NAJMAN EWA PIATKOWSKA IZU OGONOH ANDRZEJ SZPILKA ROBERT TALAREK FOT. ANNA KLEPACZKO/FOTOPYK / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Przygotujcie się na grzmoty!

Za tydzień na PGE Narodowym ma być zupełnie inaczej. Będą konferansjerzy, oświetlenie, nagłośnienie, gwiazdy estrady z Edytą Górniak na czele (choć wystąpi także poseł Liroy, prywatnie przyjaciel Najmana). No i przede wszystkim – będzie Michael Buffer, czyli posiadacz najsłynniejszego bokserskiego głosu, facet, który za „let’s get ready to rumble” kasuje zazwyczaj 25 tysięcy dolarów. Do Polski przyleci w niedzielę, razem z żoną. Ma pozwiedzać nasz kraj, a w piątek cztery razy zawołać swoje opatentowane zdanie o grzmotach.

Buffer od lat bierze udział w najważniejszych galach na świecie. Zapowiada walki o mistrzostwo świata, starcia legend ringu, imprezy na wyprzedanych halach. Teraz będzie jednym z głównych bohaterów imprezy boksersko – patriotycznej. Nie głównym, bo trzeba przyznać, że poziom sportowy gali zapowiada się naprawdę bardzo dobrze, jak na polskie warunki. W głównych walkach wieczoru wystąpią trzej polscy zawodnicy wagi ciężkiej, wszyscy z papierami na naprawdę poważne boksowanie: Mariusz Wach, Artur Szpilka i Izu Ugonoh. Na Narodowym wystąpi także Ewa Piątkowska, która w starciu z Marią Lindberg będzie broniła tytułu mistrzyni świata federacji WBC. Wcześniej do ringu wyjdzie również były mistrz Europy i pretendent do pasa mistrza świata, Rafał Jackiewicz. No i oczywiście sam Marcin Najman.

Na razie jeszcze nie wiem, czy Michael Buffer zapowie także mój pojedynek. Rozmawiamy o tym – przyznał. Z całą sympatią, ale gdyby tak się stało, byłaby to prawdopodobnie jedna z najsłabszych pod względem sportowych walk, poprzedzonych słowami słynnego konferansjera. Bo cóż, od wspomnianego listu otwartego bokserów, Najman (15 zwycięstw – 4 porażki) walczył tylko dwa razy. W obu przypadkach – na swoich galach z rywalami debiutującymi na zawodowym (jakkolwiek to brzmi) ringu. Po raz ostatni w ringu widziany był prawie 5 lat temu. Jego rywal – Rihards Bigis z Łotwy – to też ciekawy rodzynek. Zadebiutował w wieku 19 lat, a po niespełna 4 latach, z bilansem 12 zwycięstw i 6 porażek (ani jednego zwycięstwa z rywalem o dodatnim bilansie), przestał boksować. Minęło 30 miesięcy i wraca, cały na biało – mierzyć się z promotorem wielkiej gali w Warszawie. Ku chwale Rzeczpospolitej!

JAN CIOSEK

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (9)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
GRAND_CHAMP

„ku chwale ojczyzny” – Czyli ruskich i niemców? Albo ciapatych, jak głoszą wzniosłe hasła na murach takie jak „islamista brudna kurwa”. Bo w przeciwnym wypadku nie rozumiem co tu jest dla was takiego że Polacy będą dumni z tej gali

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

GRAND_CHAMP

nawet mnie rozsmieszyles :)

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Takata
[ ⚫ ]

A na głównym banerze widzę, że jeszcze Trałka i Pogba mają być?

dambibi
Rote Armee Fraktion

Bigis nie boksował bo się lał z cieniasami w MMA

I Sekretarz KC PZPN
Nie doczytałem chyba

Jajca jak berety. Okazuje się, że starcie Wacha nie będzie pokazane nawet na otwartej antenie tylko w TVP Sport. Natomiast od dziś walką wieczoru ma być starcie gita Szpilki z emerytem Guinnem :D. Parodia, najbardziej interesująca walka przesunięta na początek, a Arturek wracający po porażce w walce wieczoru…

LOBO

Kiedy w końcu zatrudnią w weszło prawdziwego eksperta boksu oraz innych sportów walki? Jeżeli moje zdanie się nie liczy to Przemek Garczarczyk w jednym z ostatnich vlogów dosyć wymownie ocenił Cioska i jego działalność na weszło.

Ekstraklasa stan umysłu
Kartofliska

„Żeby było jasne: PGE Stadion Narodowy to największy i najnowocześniejszy obiekt w Polsce. Stadion został zbudowany na EURO 2012, był areną choćby meczu otwarcia i jednego z półfinałów”.
A co to, Tomasz Hajto pisał kurwa dla was artykuł? :)

wpDiscuz