Lepszy Makuszewski po kontuzji niż Peszko bez kontuzji
Blogi i felietony

Lepszy Makuszewski po kontuzji niż Peszko bez kontuzji

Niedługo zaczyna się mundial, ale trochę tego nie czuję, bo patrząc na cyrk związany z powołaniami, bardziej wygląda mi to wszystko na eliminacje rodem z „Big Brothera”. W ciągu paru dni kadra zdołała zeszczupleć z 35 do 32 nazwisk, właściwie nie wiadomo z jakich powodów, skoro przykładowy Mączyński nie zagrał przez ten czas ani razu. Może więc warto pójść o krok dalej: odpalać jednego piłkarza dziennie albo niech decyduje głosowanie widzów przez SMS-y? Miałoby to mniej więcej tyle samo sensu jak to, co widzimy teraz.

Anglicy i Francuzi zdołali już ogłosić nazwiska 23 ludzi, którzy do Rosji pojadą, a na logikę patrząc, to oni powinni mięć większy ból głowy. Ci drudzy pewnie byliby w stanie posłać na mundial trzy jedenastki i żadna nie byłaby pozbawiona szans na medal, więc w teorii Deschamps mógłby zastanawiać się najdłużej. Tymczasem nie, tymczasem to Polacy – naród zabierający na wielką imprezę gościa tylko od atmosfery, Peszkę – zgłasza na pierwsze zgrupowanie tak ogromną ferajnę. Ja rozumiem strach o ewentualne urazy, ale od tego jest lista rezerwowa, ponadto w ten sposób robi się z tej drużyny ekipę ułomków, szklanych chłopców, którzy mogą sobie coś zrobić w trakcie wyprawy po herbatę.

Szkoda w tym wszystkim Makuszewskiego. Chłopak wykonał ogromną pracę, by na mundial się załapać, wyleczył paskudny uraz w kosmicznym tempie, wręcz nieznanym we współczesnym sporcie. W nagrodę co dostał? Ekskluzywny, tygodniowy pobyt na liście 35 zawodników. Z jednej strony zawodnik Lecha był więc blisko mistrzostw, ale z drugiej miał do nich tak daleko co ja i wy. Nas co prawda zabrakło w zeszłotygodniowym zestawieniu, jednak przez tydzień można się było nie skapnąć. O trzech skreślonych piłkarzach wszyscy zapomną najdalej do niedzieli.

A tak czysto sportowo: moim zdaniem Makuszewski po kontuzji jest lepszy niż Peszko bez kontuzji. Jeśli Nawałka chce w kadrze gościa tylko od atmosfery, to przecież niech powoła 23 piłkarzy i Peszkę dodatkowo, w roli animatora. Dlaczego on ma zabierać miejsce lepszym zawodnikom? Tylko dlatego, że jakimś cudem znalazł się w bliskim otoczeniu Lewandowskiego? Poza tym, dlaczego zabrakło miejsca dla Makuszewskiego, a miejsce dla Frankowskiego już się znalazło? Nikt mi nie wmówi, że piłkarz Lecha wracający po urazie jest w gorszej w dyspozycji niż zawodnik Jagiellonii. Ten już jakiś czas temu obniżył loty i prawdę powiedziawszy, to Frankowski wygląda na boisku, jakby wracał do gry po kilkumiesięcznej przerwie.

Te powołania pokazują też coś innego: jeśli jesteś graczem zagranicznej ligi — może być obojętnie jaka, byle zagraniczna — masz zdecydowanie krótszą drogę do reprezentacji. Podam dwa przykłady. Pierwszy to Paweł Dawidowicz. Chłopak mógł kompromitować się na zeszłorocznym Euro, dziś nie zawsze grać w pierwszej jedenastce Palermo, a i tak znajduje swoje nazwisko na liście. Nie bardzo wiem dlaczego. Chyba że ktoś przekona mnie do zdania, że przeskok od grania wszystkiego w drugiej lidze portugalskiej do grania w kratkę w drugiej lidze włoskiej jest na tyle duży, by warto go nagrodzić kolejnym powołaniem. Szczerze mówiąc, ja tego nie kupuję.

Natomiast drugim przykładem jest Krzysztof Piątek. Dziś najwyraźniej fakt, że strzela jak najęty w polskiej ekstraklasie, wystarczy tylko do tego, by przez tydzień pobujać się na liście szerokiej jak diastema Karolaka. Z kolei Wilczek, który w lidze duńskiej ma sześć goli mniej, powołanie już dostaje. Wiadomo, że polskie rozgrywki są beznadziejne, ale czy na tyle gorsze od tych duńskich, by ignorować dokonania Piątka? Znów mam wątpliwości. Aha: według mnie też Kądzior miałby większe szanse na powołanie, gdyby nie jego decyzja o przenosinach do Lecha. Pewnie trener spojrzałby na niego przychylniejszym okiem, gdyby pomocnik pojechał na podbój dolnych rejonów Bundesligi albo czegoś w tym rodzaju.

Cóż, szczęśliwcom z listy wypada życzyć powodzenia. Tylko patrząc na tempo skreśleń można się obawiać, czy jeden piłkarz z drugim nie zostaną wyproszeni z samolotu lecącego już na zgrupowanie.