Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Jesteśmy waszym supermarketem. Takie hasło powinno promować Ekstraklasę za granicą. 

Jesteśmy Lidlem czy Biedronką dla europejskiej klasy średniej (tej mocno średniej też). Wpadają tu tak, jak ja wpadam do pobliskiego dyskontu po mleko, kefir i zagrychę. 

Michał Marcjanik to nie jest zły obrońca, nie jest to też jednak gdyńska odpowiedź na Franza Beckenbauera. Znalazłby się w topowej dziesiątce najlepszych ligowych stoperów? Tak. Ale kiedyś oznaczałoby to przenosiny do szeroko pojętej ligowej czołówki. Teraz oznacza, że chłop idzie do Serie A.

Powiecie – będzie ława, zobaczy skład jak świnia niebo! Paweł Jaroszyński szedł do Chievo z porównywalnym CV na ręku, a dziś ma w nogach niejeden udany mecz i bezpośrednie pojedynki z gwiazdami Juve czy Romy.

Jakub Piotrowski legitymuje się odpowiedni PESEL-em – rocznik 1997 – i odpowiednio dobrym sezonem. To zawodnik więcej niż obiecujący, którego ogląda się z przyjemnością. Intrygujące jak dobrą podbudowę dał mu futsal. Na hali nie schowasz się za niczyimi plecami – Piotrowski na trawiastym boisku także zawsze jest pod prądem, nie unika odpowiedzialności. Na hali nie masz czasu się rozejrzeć, musisz błyskawicznie podejmować decyzje – Piotrowski szybko myśli, częściej wybierając dobrze niż źle. Ma odpowiednią mentalność – nie grozi mu sodówka, od małego przyzwyczajony był do roboty w gospodarstwie, pomagał przy żniwach, prowadził ciągnik (więcej przeczytacie w REPORTAŻU DAMIANA SMYKA), uczył się pokory.

Ale Piotrowski wciąż ma w nogach dopiero jeden udany sezon (jeszcze w poprzednim grał np. z Pogonią Lębork w III lidze, pomykał też po olsztyńskim Estadio da Gruz). Sezon, w którym nie pociągnął swojego zespołu do pucharów. Sezon, w którym jego Pogoń miesiącami była ligowym cieniasem, a ostatecznie wylądowała w dolnej ósemce.

A jednak i Piotrowski trafia do renomowanej szlifierni talentów, KRC Genk.

Dwóch chłopaków jadących na Zachód, w ciekawych, na pewno nie trzeciorzędnych kierunkach, obaj nie z Lecha, Legii czy innych potencjalnych pucharowiczów, tylko ze smudowej walki o spadek.

Pozmieniało się.

2004 rok. Andrzej Niedzielan jest gwiazdą ligi polskiej, występuje w arcymocnym jak na nadwiślańskie warunki Groclinie. Dyskobolia dopiero co obiła Manchester City i Herthę Berlin. Niedzielan regularnie gra też w kadrze.

Niedzielan idzie do Nijmegen.

Klubu gorszego niż dzisiejsze Genk, mającego gorsze perspektywy niż Empoli, które zaraz będzie się tłuc z czołówką calcio.

I Niedzielan nie jest tutaj wyjątkiem. Dopiero co Wisła żegnała Głowackiego i Pawła Brożka. Poszli do Trabzonu w szczytowym momencie, ale choć ten miał wtedy niezłą ekipę, mówimy wyłącznie o Turcji w kontekście pierwszoplanowych postaci Ekstraklasy. Pamiętam epidemię transferów do Rumunii, pamiętam też exodus piłkarzy w latach dziewięćdziesiątych, klasyczną emigrację zarobkową.

Teraz mówimy o czym innym – o stabilnym miejscu Ekstraklasy w łańcuchu pokarmowym nowoczesnej europejskiej piłki. Wymaga podkreślenia: nie najlepszych polskich klubów, ale całej ligi, bo tak należy traktować fajne transfery z ligowych – było nie było – przeciętniaków. Narzekamy na Ekstraklasę, śmiejemy z marginalnej roli w pucharach, punktujemy jej przaśność, czasami pławimy dzięki niej w surrealizmie. A jednak europejskich skautów to nie zniechęca. Chcą tu przychodzić na zakupy.

Mnie to jednak trochę dziwi, bo ta liga jest po prostu piłkarsko słaba, ale moim zdaniem trzeba taki stan rzeczy docenić. Lepiej być Biedrą dla walczących o utrzymanie włoskich klubów, niż w ogóle nie handlować. Jest – po prostu – przepływ kasy. Przepływ doceniający polską klasę średnią, uniezależniający finansowo od czołówki, dający więc narzędzia, by ją gonić. Jak Lech dwadzieścia lat temu miał być lepszy od Wisły Kraków, skoro sprzedawał jej najlepszych zawodników? A teraz odpowiedniki ówczesnego Lecha przytulają forsę zza granicy, nie wzmacniając konkurencji.

A że kto będzie potrafił pięć razy kopnąć prosto piłkę, zaraz z niej ucieknie? No cóż, tak będzie. To nieuniknione. W czasach globalizacji, tak doskonale widocznej w piłce, zatrzymanie młodego, utalentowanego piłkarza w lidze jest niemożliwe. Na siłę się nie da – z niewolnika nie będzie pracownika. Można tylko dobrze go zmonetyzować.

I tu tkwi sedno sprawy: co zrobić z pieniędzmi. Przypominają mi się losy zwycięzców Lotto. Podobno zdecydowana większość z nich przepuszcza wszystko w przeciągu roku, góra dwóch. Bodajże w Łodzi jedna z kamienic bawiła się miesiącami za loteryjne. Taksówkarze na wyścigi dowozili drinki.

I tak być może były to fundusze lepiej zainwestowane, niż 650 tysięcy euro na Barkrotha (!), czy niektóre z zimowych zakupów warszawskiej Legii.

Powinno być dla naszych działaczy pouczające, że jeśli obcy przychodzą na zakupy, to przede wszystkim po Polaków. Oni biją rekordy, oni kosztują krocie. Odjidja, który dał show, jakiego dawno nie widziano w Polsce, i tak ostatecznie kosztował Olympiakos mniej, niż Jach kosztował Crystal Palace.

Gdy widzę przeciętny ligowy zespół z dziewięcioma obcokrajowcami w wyjściowym składzie, to myślę tylko o tym, że ktoś tu strzela sobie w stopę. Nie trzeba dziś wiele, by wypromować z zyskiem polskiego zawodnika. On nie musi strzelać co kolejkę hat-tricka raboną – z tego co pamiętam, zarówno Marcjanik, jak i Piotrowski, hat-tricka raboną maja dopiero przed sobą.

Powiecie, że brzmię jak zdarta płyta, ale naprawdę jestem przekonany, że zalew beznadziejnych obcokrajowców musi się niebawem skończyć. Kto jest rewelacją sezonu w Ekstraklasie? Górnik i Wisła Płock, odważnie stawiające na Polaków. Można? Można. Czy musieli kupować Sebę i Matiego krocie, wyciągając ich z rywali ligowych? Nie, po wielokroć nie. Wystarczyło się rozejrzeć, a potem zaufać. To tylko Ekstraklasa, a nie żonglowanie odbezpieczonymi granatami czy fizyka kwantowa.

A jak tam ostatni zaciąg przybyszów z całego świata? Zmasakrował go w swoim ROZLICZENIU MICHAŁ SADOMSKI:

lt65Wn3

***

Mam dla was prawdziwą gratkę. W praktyce mój felieton to pewnie tylko support do tej niespodzianki. Odkopałem recenzję „Piłkarskiego pokera” autorstwa Pawła Zarzecznego. Najciekawsze jest to, że Paweł demoluje film, dziś uznawany za kultowy.

Słowa Pawła stanowią środowiskową tarczą przed filmem, który w 1989 najwyraźniej traktował siebie śmiertelnie poważnie, a cała polska piłka czuła się przez niego zaatakowana.

Piłkarski-Poker-plakat
„Mecz bez bramek”, Paweł Zarzeczny, Piłka Nożna, 4 kwietnia 1989.

Nigdy nie napisałem o filmie choćby słowa, by nie odbierać zajęcia krytykom. Znają się na rzeczy pewnie lepiej, dysponują bogatszą gamą określeń, skalą porównań, być może ich oceny zyskują w ten sposób na wartości i wiarygodności. Ale właśnie pojawił się na ekranach kin film o piłce nożnej. O niczym innym – tylko o futbolu. Potraktowany całkiem serio temat – tak twierdzą autorzy, Janusz Zaorski i scenarzysta Jan Purzycki. Wypada zrewanżować się dokładnie tym samym. Oni serio o futbolu, ja serio o ich filmie.

„Piłkarski poker”, tak rzecz się nazywa. Scenariusz powstał w oparciu o zakulisowe informacje dotyczące – skrótowo ujmując sprawę – najpaskudniejszych, a zarazem typowych matactw rodzimego futbolu. Na ile owe informacje były prawdziwe? Otóż prawie wcale! Piszę tak nie dlatego, że mi się zdaje… Ja to wiem i znam tych „konsultantów”, którzy nie umieścili swych nazwisk w czołówce filmu. Znam ich upodobanie do szokowania słuchaczy, skłonność do rozpowiadania bajek i mnożenia plotek. Zawsze wszystko wiedzą i szepną każdemu na ucho garść rewelacji, niestety – w życiu nie powiedzieli niczego na głos. Czy dawać im filmową tubę? Ta wersja jest równie nieautentyczna, jaką byłby film o środowisku aktorskim zrobiony na podstawie rozmów z Himilsbachem. Temat nie na temat.

Twórcy filmu znali futbol wyłącznie z trybun i w tej wiedzy nie posunęli się wiele dalej. Zrobiono film o wyobrażeniach (fakty są prawdziwe, ponieważ powstały w wyobraźni autorów – tak to zapowiadają i wyjątkowo nie zmyślają). Od lat wyobrażenia tworzy fakt, nie tylko zresztą w piłce. Dotychczas była to jednak wyłącznie wyobraźnia łatwowiernych dziennikarzy sportowych, teraz dołączyli Zaorski z Purzyckim solidnie dokładając cegiełki do stereotypu. Do prawdy nie dotarli, ta jest przed intruzami skryta nazbyt dokładnie.

Fabuła ani prawdziwa, ani nawet prawdopodobna. Można przypomnieć tu zarzut, jaki przed laty postawiono Tyrmandowi po napisaniu „Złego”: „Tyrmand bezbłędnie oddając atmosferę warszawskiej ulicy i knajpy, zniszczył swoją książkę demonizując zbrodnie w Polsce. Bohaterowie Tyrmanda strzelają do siebie z broni palnej, ścigają się samochodami, zorganizowani są w gangi, tworzą organizację o charakterze zbrodniczym i tak dalej. Są złoczyńcami w wielkim stylu: tymczasem styl polskiej zbrodni jest nędzny – rabunek, gdzie zabitemu odbiera się sto złotych; bójka po pijanemu o miejsce w kolejce do kina, kradzież pary butów, jakaś mała afera w handlu uspołecznionym – oto jest styl polskiej zbrodni”.

Można powiedzieć – to przecież kino i wolno Purzyckiemu, jeśli chce, podkoloryzować to i owo, a Zaorskiemu sfilmować. Oczywiście niedawno Bromski nakręcił film o milicji, w którym nie było dokładnie nic realnego. Ładnie się ścigano, w ładnej scenerii, organizowano napady w chicagowskim stylu – tyle, że dziś już nikt nie pamięta, kto z kim i po co? To jest kino komercjalne, kino łatwej rozrywki, wygłupu i Zaorski poszedł tropem Bromskiego, dorzucając tu i ówdzie parę milionów i bezprzewodowy telefon. Można tak robić, dla kasy i szczęścia widzów, ale wypada mrugnąć okiem, że rzecz jest naciągana od początku do końca dla wspólnej zabawy. Autorzy „Pokera” pozują jednak na demaskatorów. Śmiertelna powaga w telewizyjnej zapowiedzi filmu była blagą nie na miejscu – to najwyżej futbolowe wariacje, a nie „prawda o lidze”. To nie poker, lecz gra w durnia.

W warstwie emocjonalnej film jest letni, napięcie nieznaczne (przypomina się słynne zdanie Maklakiewicza: „Aż dziw bierze, że nie wzorują się na filmach zagranicznych…). Konstrukcja dramaturgiczna – jak w poprzednim scenariuszu Purzyckiego, „Wielkim Szu” – bez finału, bo trudno byśmy padli na kolana po dośrodkowaniach Gmura i Arceusza i golach juniora – Lubaszenki. Dramaturgicznie jest to tekst bliższy „Do przerwy 0:1”, niż „90 minut” Vegha. Filmowy świat futbolu jest przeraźliwie prosty, naiwny, narracja dosłowna. Film miał być w zamyśle autorów meczem, ale nie mamy komu kibicować i Zaorski jakby o tym zapomniał. Bo przecież nie kibicujemy Lagunie (Purzycki znów wyrzuca swojego bohatera z domu, to za mało na zdobycie sympatii widowni, sędzia jest po prostu nikim…), nie bardzo też wiadomo czego on chce, bo przecież nie pieniędzy. Nie możemy również kibicować juniorowi Gromowi, bo nie napisano dla niego roli do zagrania. Wreszcie nie możemy kibicować klubom – w przeciwieństwie do sportu prawdziwego tu jest nam zupełnie obojętne, czy utrzyma się w lidze Mutra, Biała, czy mistrzostwo załatwią sobie Czarni, czy może Powiśle…

Nie uniknięto nonsensów. Lider nie kupuje meczów z ostatnim zespołem ligi za miliony podsuwane sędziemu – to absurd, biedny Englert niepotrzebnie zwiedza toalety. Żaden klub nie podsunie panienek sędziemu, który ma „wydrukować” niekorzystny wynik! (pomijam już te panie – takie rólki winny grać najbrzydsze, a nie najładniejsze dziewczyny, takie jest życie). Juniorom nie daje się, niestety – asygnat na Poloneza, a cała liga nie ma przez rok tylu samochodów, ile Zaorskiemu udało się pokazać przez 90 minut w jednym klubie. Piłkarz Grundol z pięknym domem i mercedesem byłby głupcem bijąc się o zagraniczny kontrakt – nie mam racji?

Jeśli zakłada się spółdzielnię, to już nie można przegrać, to kwestia arytmetyczna, a nie takie lub inne gwizdnięcie sędziego. Arbitrzy w tej grze nie rozdają kart. Sędzia jest pionkiem, którego można ugościć czy obdarować prezentem, ale po to, by nie przeszkadzał temu, co uradzili trenerzy i piłkarzy obu drużyn. Prawdziwe są takie sceny, jak pijaństwo w kotłowni i prowadzenie meczu „na kacu”, nieprawdziwe noszenie przez prezesów teczek z forsą, są do tego tacy jak Bolo. Bzdurne jest gryzienie prezerwatywy, pustki w klubowych korytarzach podczas przerw w meczach i tak dalej.

Razi nadużywanie symboli (choć np. scena z meczem Polska-ZSRR odtworzona doskonale!), razi wypychanie na plan filmowy postaci autentycznych. Trener Górski, piłkarz Dziekanowski, artyści Łazuka i Gąssowski są w tym pokerze równie nienaturalni, jak Lech Wałęsa z Anną Walentynowicz w „Człowieku z żelaza” Wajdy.

By ustrzec się tendencyjności – poszukajmy plusów. Dobre role w nie najlepszym filmie, ciekawie zbudowane epizody (Jurewicz – Łapiński, kibic Białej; doskonały Wardejn w próbie zatrudnienia Laguny w Mutrze Lubin), znakomicie sfilmowane sekwencje piłkarskie ze spotkań I ligi – dopiero tu widać, ile taśmy marnują spece z TV wysyłani na stadiony… Naprawdę warto obejrzeć aktorstwo Gajosa, Englerta, ale… Mam nadzieję, że nikt się nie obrazi, ale znając futbolowe realia całkiem odmiennie obsadziłbym w tym filmie. Nie Englert jako prezes Czarnych, tylko Trzeciak! Nie Dmochowski jako kolejny prezes, ale ktoś od Wionczka, skoro nie można już Filipskiego! Nie Pieczyńska, a Stalińska! Nie Biedrzyńska lecz Dykiel! Nawet najtrafniejsze kwestie wypowiadają nie te usta. Czy Fronczewski mógłby zagrać porucznika Borewicza, a Holoubek Zubka?

Publiczność będzie rozbawiona, gdy z ekranu usłyszy gwarę. Po raz pierwszy jest to zabawne, jednak powtarzane po wielokroć, już mniej. To są żarty zbliżone do szmoncesu, tylko zamiast „żydłaczenia” mamy pseudośląski język. Kolejna koncesja na rzecz zgrywy kosztem – przykro użyć tego słowa – sztuki.

Można rozgrzeszyć realizatorów za scenograficzną „nierzeczywistość”, domy i salony, lśniące i nowoczesne pomieszczenia klubowe. W końcu wszyscy wstydzimy się naszej siermiężności i zwykłej biedy, dobrze będzie pokazać zagranicy ten towar w ładniejszym opakowaniu. Inny grzech nie może już zostać wybaczony – grzech pychy. Autorzy uwierzyli, że zebrali materiał na film dobry, demaskatorski i w pełnej mierze odkrywczy, że poznali piłkarską kuchnię i brzydkie machlojki. Nie poznali i opisali futbol za pomocą kilkunastu skeczów. Artystycznie to dobra kontynuacja dopiero co zakończonego serialu „W kamiennym kręgu” – dobra rozrywka dla milionów i duża widownia gwarantowana.

W starych numerach emigracyjnego „Orła białego” wyczytałem dowcip, iż dominującym stylem w kulturze na wschód od Łaby jest „represjonizm”. Mam wrażenie, że już dawno trzeba zastąpić ten termin określeniem „komercjalizm” (a jeszcze dokładniej „infantylizm”). To jest właśnie przejście Zaorskiego od „Matki Królów” do „Piłkarskiego pokera”, a całego polskiego filmu o „kina moralnego niepokoju” do rozrywki w stylu Machulskiego czy Bromskiego. Obfitsza strawa dla widzów, coraz podlejsza dla umysłów.

„Piłkarski poker” – to mecz bez bramek. Ludzie chodzą na takie spotkania, ponieważ nie mają wyboru.

KOMENTARZE (31)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
pazdzioch55

Zarzeczny to był wielki hipokryta.
Trzymał z tymi wszystkimi układowiczami z lat 80. I pewnie sam ustawiał mecze.
Alkoholik, do tego porzucił rodzinę i obrażał Wielkiego Adama Małysza

WIELKA LEGIA NA TRONIE

nie zapominajmy też, że lżył innych wielkich Polaków – m.in. Jana Pawła II i Kaza Bałagane.

Demaskator

I ostatecznie okazało się, że wyobrażenia scenarzysty „znającego futbol wyłącznie z trybun” były bliższe rzeczywistości niż „wiedza” redaktora Zarzecznego. Ale fajnie wiedzieć, że w tamtych czasach jeszcze piosał coś całkiem na poważnie.

GRAND_CHAMP

w którym momencie tak jest?

Demaskator

Masz wyjątowo prostacki nawyk minusowania komentarzy, które komentujesz. Nie wystarczy ci sam komentarz?

GRAND_CHAMP

Współczuję twojego stanu psychicznego jeśli dajesz jebanie o minusy. Jest taka możliwość to z niej korzystam i co w tym dziwnego? Tym bardziej że tu przybrały formę podobną do ocen jury na eurowizji

Fidel

Myślę, że „wiedza” redaktora Zarzecznego była dokładnie taka jak scenarzysty ale trochę głupio byłoby przyznać, że faktycznie wszystko jest ustawione po czym poniedziałek wypuścić emocjonującą relację z arcyciekawej kolejki ligowej.

Demaskator

Zarzeczny słynął z tego, ze dobre „story” stawiał ponad relacje ze środowiskiem piłkarskim. Chociaż to był stary Zarzeczny, a za młodu mógł nie być takim kozakiem, więc możesz mieć rację.

fronda

Można się nie zgadzać,ale aż chce sie to czytać.No i dlatego dziś sie nie kupuje gazet,bo takich wirtuozów pióra nie ma.

Paul07

a mi się wydaje, że nie kupuje się dlatego, że mamy internet i tam można wiele przeczytać, plus po co iść do kiosku albo sklepu skoro można kliknąć parę razy.

egzekutor_77
Pogoń Szczecin

Paul07 – 100% racji

fronda – przesadzasz jak ogrodnik i gloryfikujesz mitomana… primo: PZ jak zwykle napisał byle co, byleby być w opozycji do wszystkich i wszystkiego; secundo: sam w tym gównie po uszy X lat siedział, w poniedziałki opisywał „emocjonujące” kolejki ligowe, to co miał napisać? Że to wszystko prawda i robią ludzi w chuja kilkadziesiąt lat?? Z czym tu dyskutować – wyszło w końcu szydło z wora i okazało się, czy to film był naciągany czy PZ pierdolił trzy po trzy jak to miał często w zwyczaju…..

fronda

Chodzi mi o język.Są tacy,którzy wiesz,że opowiadaja bajki,ale chce się ich słuchać nawet z przymrużeniem oka.Natomiast niektórzy po pierwszym zdaniu Cię odrzucają tak marudzą.

GRAND_CHAMP

Po co się ograniczać do młodych Polaków? Gdyby u nas skauting działał jak trzeba to i by można sprowadzać młodych piłkarzy ze wschodu.. no ale jak się polega na youtubie to jest inaczej

gryf01

Hahaha! Absolutnie genialna recenzja Zarzecznego! Świetne jest też to, że autor cytuje równie genialną negatywną recenzję Złego, który jest jeszcze bardziej kultowy niż ten film.
Niesamowite jak przez lata zmienia się punkt widzenia. Największy zarzut – za mało „dokładnie” ukazuje realia polskiego futbolu. Wszystko jest zbyt ładne i wypolerowane, a do tego ” jeśli zakłada się spółdzielnie to już nie można przegrać” :)
Czy jest w ogóle możliwe, że ktokolwiek, Zarzeczny albo Zaorski, traktował Piłkarskiego Pokera jako coś innego niż zajebistą komedię, która puszcza oko do widza w co drugim ujęciu?

Urkides
Legia Warszawa

„Narzekamy na Ekstraklasę, śmiejemy z marginalnej roli w pucharach, punktujemy jej przaśność, czasami pławimy dzięki niej w surrealizmie. A jednak europejskich skautów to nie zniechęca. Chcą tu przychodzić na zakupy.”
Z kogo się śmiejecie? Z siebie się śmiejecie! To znaczy mam na myśli polską rzeczywistość.
Milewski wpadł w obowiązujący schemat komentowania sytuacji w polskiej piłce. Ta narracja kompletnie ignoruje związki przyczynowo skutkowe.
Dlaczego kluby polskiej czołówki nie kupują wyróżniających się Polaków? Bo są horrendalnie drodzy jak na budżety polskich klubów. Dlaczego są horrendalnie drodzy? Bo jest ich niewielu i jak się jakiś TRAFI!!! (podkreślam słowo trafi) to jest to jedyna szansa klubu na zarobienie dobrej kasy.
A dlaczego nie ma powtarzalności w szkoleniu i selekcji? Bo w klubach nie ma pomysłu ani woli szkolenia młodzieży. Wolą doić pieniądze z samorządów niż podjąć się pracy u podstaw.
Zresztą co to jest praca u podstaw? Dzieciaki powinny być pod opieką DOBRZE PRZYGOTOWANYCH trenerów od najmłodszych lat. A co robi PZPN (który stworzył sobie monopol na dawanie certyfikatów trenerskich)? Organizuje weekendowe kursy, które bardziej służą do pobierania kasy niż szkolenia.
Jest turniej Tymbarku, tylko co dalej z tymi dzieciakami, często pochodzącymi z małych miejscowości? Kto ma ich trenować i gdzie? Czy ktoś się w Polsce zajmuje tworzeniem „piramidy szkoleniowej”?
Słuchałem wywiadu z szefem wyszkolenia Mazowieckiego ZPN-u i właścicielem Escoli Varsovia.
Oni mówili że w Warszawie jest od pyty szkółek ale rodzice wyrózniających się dzieciaków są pogubieni dokąd wysłać swoją pociechę żeby trafiła na dobrego trenera. Dlaczego tak jest? Bo PZPN do tej pory nie stworzył certyfikacji akademii. Jesli akademia była certyfikowana to musiała by miec infrastrukturę i zatrudniać odpowiednią liczbę trenerów z odpowiednimi uprawnieniami.
A tak mamy partyzantkę.
Podobno mamy tylu utalentowanych młodziaków? To ja sobie zadaję pytanie dlaczego reprezentacje juniorskie zbierają głównie oklepy? Może gdzie indziej lepiej szkolą i selekcjonują?
A jesli lepiej szkolą i selekcjonują to mają więcej dobrych piłkarzy i ci sredni są dużo tańsi niż nasze „rodzynki” a nie są gorsi piłkarsko i dlatego kluby wolą ich kupować.
Załózmy że Legia albo Lech chce kupić Żurkowskiego. Ile musi zapłacić? Pewnie z 3 banie EUR.
Nie mogą tyle wydać na zawodnika który jest tylko „obietnicą” wysokiego poziomu na dłuższą metę i przyszłego zysku. to mogą zrobić kluby z bogatszych lig w których tyle się płaci za „talenty” a za gotowych zawodników po kilkanaście milionów.
Dlaczego „najbogatsze” polskie kluby sa biedne? Bo na stadionach dominuje bydło z kryminalnymi korzeniami i robi co chce. Chcą spowodować kary dla klubu? Proszę bardzo, robimy dym i racowisko. Chcą wykluczyć klub z pucharów? Proszę bardzo, robimy to samo w rozgrywkach UEFA. A Boniek ze swoją kamarylą opowiada przez lata jak jemu sie to podoba a pismaki go wspierają. A jak trzeba coś zrobić, to właściciele klubów zostają sami z problemem a PZPN im wymierza kary finansowe.
To nasza bezmyślność i niezdolność do logicznego zorganizowania czegokolwiek powoduje że jesteśmy słabi.
„Redachtorki” mogą sobie poprawiać samopoczucie raz na jakiś czas wyśmiewając ten grajdoł nieudolności ale co dzień przykładają do tego rękę żeby on nie zniknął.
Czekamy na cud. Ma przyjść kapitał i zasypać ten grajdoł pieniędzmi. Tylko „kapitał” nie wziął się z tego że go rozpierdalają na lewo i prawo i spalają w racach, tylko z logicznego zarządzania.

Filonski
Legia Warszawa

Bardzo dobrze napisane. Co kolejkę da się zaobserwować np. na tweeterze ujmujące opiniotworcze komentarze nt. dymiących opraw oraz ich fotki a później po meczu grilluje się kluby za bydło na trybunach. Smutna puenta jest taka że nikt trzezwo myślący nie zabierze swej rodziny na ważny mecz, np. finał PP.

egzekutor_77
Pogoń Szczecin

Urkides jak zwykle się rozpisał i jak zwykle ciężko się do czegoś przyczepić 😉 100% racji amigo… tylko co z tego … jak już ktoś napisał – musi się stać coś mega poważnego, zginąć jakieś kilkadziesiąt osób na stadionie, żeby ktoś w końcu wziął się za ten syf na poważnie .. nie wystarczy wypalone oko jakiegoś seby, czy nawet pojedynczy, przypadkowy zgon od kosy pod żebro poza stadionem…

Urkides
Legia Warszawa

Szanowni panowie egzekutor i B123.
Ja w zasadzie nie pisałem ani o racach ani o transferach. Starałem sie wykazać że prawie nikt w Polsce nie może powiązać skutku z przyczyną, co praktycznie uniemożliwia podjęcie jakichś racjonalnych działań naprawczych. W czymkolwiek.
Są plemiona w Polinezji które nie potrafią powiązać stosunku z późniejszą ciążą.
U nas nie potrafią powiązać braku dobrego szkolenia z liczbą obcokrajowców w zespołach ligowych. Nie potrafią powiązać z pochwałami dla piro z zakłucanymi przez jego użycie meczami. W ciągu kilku dni te same osoby mogą wygłosić zupełnie odmienne opinie w tej samej sprawie i im w głowie nie zgrzyta. Co ja mówię w ciągu kilku dni, to się zdarza nawet w jednym zdaniu.
Daje wam słowo honoru, urodziłem się i wychowałem w Polsce, ale nie potrafię zrozumieć jak to funkcjonuje. Jestesmy krajem pełzającej paranoi.

B123

Ja się nie do końca zgodzę z jednym myślę że Legia zamiast szukać szrotu po całym świecie mogła by od czasu do czasu właśnie kupić duży talent typu Milik czy Żurkowski oczywiście ryzyko duże …takie jak zakup 3 Chukwu ale ile od czasów Milika oni ściągnęli i wydali na takich wynalazków? zaraz ktoś powie Masłowski ale koleś miał pół rundy dobrej i go wzięli a nie był 20 latkiem pyzatym to właściwie jedna wtopa z Polakiem jaką pamietam taka duża. A Lech powinien mieć w składzie teraz Swierczoka i teraz by miał mistrza za 1mln euro no ale nie Polak drogi …

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Tylko do tanga trzeba dwojga.
Swierczok tani nie byl (bylby najdrozszym transferem Lecha i 3 w Legii) oraz zarabialby tyle, ze bylby w top 5 najlepiej oplacanych.
Dodatkowo nie wiem na ile sam Swierczok bylby zainteresowany takimi przenosinami.
Takiego Milika to trudno wyrwac. Jak juz ktos sie pokaze jak Piotrowski to przychodzi klub z Zachodu z dolnej dwusetki i kladzie melony na stol (za transfer i na pensje) plus oferuje perspektywe gry z najlepszymi. Kopanie sie po czole w Eklapie to rzeczywiscie inna dyscyplina sportu i nie dziwie sie, ze tak ochoczo spierdalali z Legii czy Lecha wybitniejsi pilkarze.

pepe72

Dałem ci łapkę w górę, choć momentami odleciałeś.

Miszcz Joda
Der Adler im Flug ;)

Zgadzam sie, ale zglosze pare uwag.
Otoz w sytuacji zblizonej do Eklapy a czesto i gorszej sa kluby z Czech, Cypru czy Szwecji, a podobne problemy ma wiekszosc „srednich” klubow jak wlasnie Genk czy jakies Bordeaux. Ktos u nich zagra dobry sezon, gora dwa i zaraz zlatuja sie sepy z kasiora.
Czy 4 mln eur za Dude zaplacone przez Herthe to malo? Za gracza, ktory nie robil roznicy i mial dobry jeden rok.
Czy Lewy po dwu dobrych (ale nie oszalamiajacych) sezonach w Eklapie rzeczywiscie byl wart wowczas 5 mln eur?

Problemem jest system szkolenia.
Problemem jest przerost formy nad trescia. 3/4 ligi zapowiada walke o pudlo. To jakas parodia. W cywilizowanych ligach potrafia realistycznie ocenic potencjal i przyznac: bedzie cud jak sie z hukiem nie spierdolimy.
U nas to raczej prezesom przez gardla nie przejdzie, a i wielu kibicow nie jest w stanie realnie ocenic szans swoich zespolow.
Problemem jest brak wewnetrznego rynku. Ceny winduja dojne krowy z Zachodu, co czyni z przyzwoitych polskich pilkarzy produkt dla lokalnych klubow drogi oraz obarczony wysokim ryzykiem. Przeciez taki Duda (w 10 najdrozszych transferow Herthy) najpierw zlapal kontuzje, a po niej gral chujowo. Przypierdalanie sie do Barkrotha zakrawa o kpine. Transfery zawsze sa obarczone ryzykiem. Tylko o ile stac Lecha czy Legie na wylozenie 1 mln eur, to jednak wybor jest wiekszy z przyzwoitych pilkarzy w Europie niz w Eklapie. Gdzie jest Gajos? Jak gra Maczynski w Legii? Oni nie przyszli za frytki i nie graja za drobne.

DrMabuse
Wisła Kraków

Cały Zarzeczny. Napiszę co innego niż inni, MUSZĘ pokazać, że jestem pod prąd.

sucharzawily

„Odjidja, który dał show, jakiego dawno nie widziano w Polsce, i tak ostatecznie kosztował Olympiakos mniej, niż Jach kosztował Crystal Palace.” Kluczowy w tym przypadku był wiek. Jach – odchodząc z ZL – miał 23 lata. Ofoe – 28. Delikatna różnica 😉

gryf01

Z Odjidjią były jeszcze inne względy. Był w klubie tylko rok, przyszedł za darmo a na koniec postawił klub pod ścianą.
Patrząc obiektywnie świetny ruch – koleś przychodzi za darmo, wciąga Legię do LM, potem do LE, potem do MP a na koniec daje na sobie zarobić.
Ale patrząc tylko na klasę zawodnika to odszedł za pół-darmo.

B123

Z tym show to też przesada widziałem go 2 razy w rundzie jesiennej raz wzbudzał śmiech w drugim meczu był niewidoczny rozkręcił się na wiosnę zagrał parę dobrych meczy ale naprawdę taki Melikson pokazywał więcej w naszej lidze

DrPlama

Co to za nowa moda na Weszlo na zapełnianie felietonów innymi starymi felietonami?
Wypadałoby tekst red. Zarzecznego podsumować chociażby w krótkim akapicie….

Carlito

Chyba jestem pierwszy, który poda tę informację, a z pewnością na Weszło/Weszło FM nikt o tym nie wspominał. Jakub Piotrowski swoje umiejętności zawdzięcza w głównej mierze…futsalowi! Powtórzę to na wszelki wypadek jeszcze raz – futsalowi!

Mazurkiewicz

Ta recenzja „Złego” pochodzi z Dzienników Gombrowicza, tak w uzupełnieniu, bo Leszek znów poszedł na łatwiznę i nie dodał żadnego post scriptum

FalszywyProfil

Ten film Bromskiego o milicji, o którym pisze Zarzeczny to „Zabij mnie glino” z Lindą w roli głównej :)

Nie chcę się czepiać, ale...

To, że zachodnie kluby wybierają młodych, wyróżniających się piłkarzy z naszej ligi, to raczej nie jest zasługa jej siły. Po prostu dotychczasowe rynki są przebrane, a nas jest jeszcze względnie tanio, więc te kluby stać, żeby ryzykować.

wpDiscuz

INNE SPORTY