Premia po serii niepowodzeń. Mancini w reprezentacji Włoch
Włochy

Premia po serii niepowodzeń. Mancini w reprezentacji Włoch

We włoskiej piłce właśnie skończyło się bezkrólewie. Wczoraj oficjalnie ogłoszono, że nowym selekcjonerem Squadra Azzurra będzie Roberto Mancini. Trener uznany i z osiągnięciami, który jednak ostatnie trofeum zdobył cztery lata temu, czyli raczej dość dawno. Co było później? Żale o wszystko i do wszystkich oraz wieczne rozdzieranie szat. Ale Włosi są przekonani, że w trudnym dla reprezentacji momencie to właśnie ten szkoleniowiec będzie w stanie jej pomóc. Ostatnie niepowodzenia nie mają żadnego znaczenia.

Patrząc na ostatnie dokonania Manciniego, można bez grama przesady stwierdzić, że oferta od włoskiej federacji spadła mu z nieba. Włoch po odejściu z Manchesteru City nie wykręcił oczekiwanych rezultatów ani w Stambule, gdzie prowadząc Galatasaray zdołał sięgnąć jedynie po Puchar Turcji, ani w Mediolanie, do którego wracał w blasku dawnej chwały. Szefowie Interu z pewnością liczyli, że Mancini zdoła nawiązać do złotej ery Interu z lat 2005-2008, gdy klub z nim na ławce trzy razy z rzędu zdobył mistrzostwo kraju. Skończyło się jednak olbrzymim rozczarowaniem, bo Inter nie zdołał nawet wskoczyć na podium.

Eskalacją nieporadności włoskiego szkoleniowca był jednak ostatni sezon, który przepracował w Zenicie Sankt Petersburg. Do Rosji wjeżdżał na białym koniu, jako światowiec i specjalista, który może zaspokoić mocarstwowe ambicje władz klubu. W Petersburgu niczego mu nie brakowało. Dostał nie tylko wysoki kontrakt, ale też aż sto milionów euro na wzmocnienia. Skończyło się olbrzymim zawodem, bo Zenit:

  • pierwszy raz od ośmiu sezonów skończył sezon poza podium (zajął piąte miejsce),
  • zdobył najmniej punktów od pięciu sezonów
  •  strzelił najmniej goli od 2002 roku.
  • odpadł w 1/8 Ligi Europy (celem było zwycięstwo w rozgrywkach)

Mancini w ciągu kilku miesięcy spędzonych w Zenicie zraził do siebie dosłownie wszystkich. Kiedy na początku sezonu klub wygrywał niemal wszystko, to Włoch był najprzyjemniejszym człowiekiem na świecie. Rozgadany, towarzyski i otwarty na dziennikarzy, w dodatku z wynikami, sprawiał wrażenie idealnego człowieka w idealnym miejscu. Kiedy jednak jego zespół popadł w kryzys, to zamiast szukaniem rozwiązań, zajął się węszeniem spisków oraz odsuwaniem winy od siebie i zwalaniem jej na piłkarzy. Niektóre jego wypowiedzi były wyjątkowo mocne i szczerze mówiąc, chyba nie do końca na miejscu:

– W drugiej połowie grali u nas tylko czterej zawodnicy. Kiedy masz na boisku tylko tylu piłkarzy, to ciężko zatrzymać Timo Wernera. Powtórzę jeszcze raz – poza czwórką obrońców nie mieliśmy nikogo. Dwóch naszych środkowych pomocników i czterej zawodnicy z linii ataku grało tak fatalnie, że równie dobrze mogło ich nie być na boisku – po przegranym meczu z RB Lipsk w LE.

– Zderzyliśmy się z problemem, o którym wiedziałem. Wśród środkowych pomocników odpowiednie umiejętności ma tylko Leo Paredes. Chcieliśmy wziąć drugiego piłkarza na tym poziomie, ale się nie udało – po przegranym meczu z RB Lipsk w LE.

– Bardzo rozczarował mnie Seba Driussi i szczególnie Emiliano Rigoni. Nie mogę akceptować tego, że cała linia ataku, nie licząc Kokorina, do tej pory strzeliła tylko pięć goli. Anton Zabołotny, jak Driussi i Rigoni, gra na wyjątkowo niskim poziomie. Po prostu ciężko jest mu występować w tak wielkim klubie jak Zenit – po przegranym meczu z FK Krasnodar

– Pracuję tylko z ludźmi, którzy biorą tych piłkarzy, których ja chcę. Gdy ktoś bierze trzech-czterech zawodników bez mojej wiedzy, to wtedy nie pracuję. Jeśli chcemy zbudować w Petersburgu topowy zespół, to prezes i dyrektor sportowy muszą pytać mnie, trenera, jakich zawodników potrzebuję. Kiedy mówię „potrzebny jest mi Ilia”, a dostaję Antona, to nie jest dobrze. Oczekuję, że władze klubu będą wszystko ze mną konsultować i wspólnie ze mną podejmować decyzje – po kolejnej porażce.

– Wszystko mi jedno, co myśli Zabołotny. Interesuje mnie tylko to, co on i Driussi robią na treningach i w meczach. Na razie nie rozumieją, o co chodzi w piłce. Nie jest możliwe, żeby zawodnik z tak małym doświadczeniem jak Zabołotny, strzelił piętnaście bramek w sezonie. Żeby od razu poprawić ofensywę Zenitu, powinniśmy wziąć Messiego lub Ronaldo, a nie piłkarza z FK Tosno – po wygranym meczu z Anży

– Żeby strzelać bramki z tak defensywnie grającym zespołem, potrzebujemy piłkarzy o odpowiednich umiejętnościach. Takich w zespole nie mamy. Prosiłem o nich, ale odbiłem się od ściany – po zremisowanym meczu z FK Rostów.

Właśnie tak na swoje porażki reagował człowiek, który na wzmocnienia wydał sto milionów euro, przed sezonem sam wskazywał piłkarzy, których chce mieć w zespole i osobiście zabiegał o to, aby Anton Zabołotny zastąpił w Zenicie Artioma Dziubę. Tego samego Dziubę, którego Mancini odsunął od zespołu, zesłał na wypożyczenie do Ufy i który z własnej kieszeni wniósł opłatę pozwalającą mu zagrać z Zenitem, by w 88. minucie meczu odebrać macierzystemu klubowi zwycięstwo. Włoch chyba nie mógł zostać bardziej upokorzony.

Dlaczego więc po kilku nieudanych sezonach Manicniemu zaproponowano pracę w reprezentacji? Przede wszystkim dlatego, że lepsi szkoleniowcy, jak na przykład Carlo Ancelotii, nie byli zainteresowani taką propozycją. W mediach pojawiają się informację, że przy wyborze nowego selekcjonera najwięcej zależało od pieniędzy. Mancini okazał się jednym szkoleniowcem z dużym nazwiskiem, na którego było stać włoską federację. Niepowodzenia w Turcji i Rosji miały podobno marginalne znaczenie. Dla Włochów epizody trenera w Galatsaray i Zenicie były trochę jak egzotyczna wycieczka, w czasie której na chwilę zniknął z radarów. Po powrocie cieszył się takim samym statusem jak przed wyjazdem, czyli wszystko było z nim jak najbardziej w porządku.

Nadzieję kibiców rozbudza z kolei fakt, że Mancini to szkoleniowiec w pełni niezależny, który nie daje sobie wejść na głowę. W świetle głośnych spekulacji dotyczących rzekomych nacisków na poprzedniego selekcjonera, któremu związkowi działacze mieli narzucać powoływanie konkretnych zawodników, wybór byłego trenera Zenitu wygląda obiecująco. Podobnie zresztą, jak obecność w jego sztabie Andrei Pirlo czy Adriano Bacconiego, który w 2006 roku był prawą ręką Marcello Lippiego.

Mancini bez wątpienia ma sporo odwagi i hartu ducha. Reprezentacja Włoch niekoniecznie jest teraz wymarzonym miejscem do pracy, ale szkoleniowiec, który Manchester City poprowadził do mistrzostwa Anglii, ani trochę się nie zraża. Po słabym sezonie w Zenicie posada selekcjonera Squadra Azzurra to premia, na którą nie zasłużył, z czego Mancini na pewno zdaje sobie sprawę. No ale kiedy dają, to należy brać i uciekać, zanim ktoś się rozmyśli.

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (5)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
dwa_szopy

Przecież po tych wypowiedziach w Zenicie od razu widać, że to nie jest trener tylko selekcjoner. Wyuczony w Interze i w City czuł się jakby grał w menedżera piłkarskiego. Trener trenuje piłkarzy, a nie bierze sobie do składu takich, jacy mu się podobają. Dlatego w reprezentacji będzie idealny. Będzie sobie mógł grać takimi piłkarzami jakich wybierze.

3eni

Tylko, że te cytaty są poprzekręcane i z dupy, z niewiadomego źródła, w najlepszym wypadku wyrwane z kontekstu.

3eni

Zresztą, w tym tekście nie brakuje pomyłek 😉

WieslawWojnar

Na przykład – mistrzem Włoch 05/06 na boisku został Juventus.

PavQoo

Roberto Mancini to jeden z tych trenerów, którzy mają zdecydowanie zbyt wielką renomę niż ta, na którą sobie zasłużyli. Mistrzostw Włoch z Interem w tamtym okresie sztuką było nie zdobyć – po aferze calciopoli Inter nie miał wtedy żadnej konkurencji. Niestety dla Squadre Azzurra na rynku nie było lepszego kandydata. Jedynym pocieszeniem jest to, że gorszy niż Ventura nie będzie.

wpDiscuz

INNE SPORTY