Polska piłka zakładnikiem bandziorów
Weszło

Polska piłka zakładnikiem bandziorów

Jesteśmy słabi. Można przeklinać? Jesteśmy, kurwa, słabi. We wtorek w godzinach popołudniowych polska piłka klubowa poniosła kolejną porażkę. Dostaliśmy mokrą ścierą w pysk. Okazało się – znowu – że jako futbol na krajowym poletku jesteśmy zależni od kilku idiotów, którzy chcą wszystkim zagrać na nosie. Ekstraklasa w porozumieniu z klubami podjęła decyzję, że ewentualne wręczenie złotych medali i trofeum Legii Warszawa odbędzie się w stolicy, a nie na stadionie Lecha Poznań. Powód? Istniało dość duże prawdopodobieństwo, że część miejscowych kibiców wbiegnie na murawę lub w inny sposób przeszkodzi w bezpiecznej organizacji tej fety.

Właściwie nie jest to żadna wielka niespodzianka, bo kto słuchał sobotniego „Stanu Futbolu” ten wiedział, że najbardziej realny scenariusz wygląda następująco:

a) jeśli mistrzem zostanie Jagiellonia Białystok, to złote medale i trofeum mistrzowskie otrzyma tuż po ostatnim gwizdku na boisku w Białymstoku,

b) jeśli mistrzem zostanie Legia Warszawa, to złote medale i trofeum mistrzowskie legioniści otrzymają dopiero w Warszawie. Po meczu z Lechem grzeczne zwiną się pod prysznic, później pobiegną do autobusu i pojadą do stolicy, by tam mogli wznieść puchar.

Podczas wtorkowej telekonferencji Ekstraklasy SA z przedstawicielami klubów zapadła decyzja, by tak właśnie zorganizować wręczenie trofeum dla najlepszej drużyny w kraju.

Ekstraklasa, Lech i Legia miały obawy co do zachowania poznańskich kibiców. Wiemy, że większość z nich to rozsądni ludzie, którzy pewnie nawet fety Legii by nie widzieli, bo byliby już w jednym z pobliskich barów i zimnym browarem zapijaliby swój gorzki los. Ale zdajemy sobie sprawę, że znalazłoby się paru idiotów, którym owsiki zabrzęczałyby w dupce i prędzej czy później wybiegliby na boisko – bynajmniej nie po to, by pogratulować Michałowi Kucharczykowi snajperskiego nosa.

Działania osób „z góry” pokazały, że jesteśmy zakładnikami tych paru bandziorów, którzy nie potrafią usiedzieć na miejscu. Że jak ktoś chce przerwać mecz, to i tak go przerwie. Że możemy wyrzucić do śmietnika te bajeczki o nowoczesnych stadionach z doskonałym monitoringiem. Jesteśmy słabi. Jesteśmy beznadziejni. Wystarczy krzyknąć „bu!”, a już mamy brązowe gacie i stajemy na baczność przed oszołomami mieniącymi się kibicami.

Ale czy przeniesienie fety cokolwiek zmienia? Niby tak, ale nie do końca. Bo dziś kibice Lecha najbardziej wkurzeni są na swój zarząd. Zresztą kto widział sceny z trybun po meczu z Jagiellonią ten wie o czym mowa. Już po tamtej porażce paru baranów próbowało wyważyć płot odgradzający boisko od trybun. Tych paru idiotów z trybun wcale nie musi więc „sprowokować” widok Radovicia tańczącego na murawie z trofeum. Mecz może zostać przerwany też wcześniej – byle zagrać na nosie Rutkowskim i Klimczakowi. Pokazać środkowym palec i nie liczyć się z konsekwencjami.

I co wtedy powiedzą decyzyjni? Znów rozłożą ręce i powiedzą „nic nie mogliśmy zrobić, jesteśmy tylko małym Jasiem siedzącym w garści prawdziwych władców piłki, czyli tych przebiegłych mędrców w kominiarkach”? Jeśli już sama groźba zagrożenia podczas imprezy masowej jest powodem, by przenieść fetę do innego miasta, to mamy lepszy pomysł. Rozegrajmy ten mecz w zamkniętej piwnicy w nocy z soboty na niedzielę! Nikt nie ucierpi, nikt nie będzie rozgniewany, nikt nie zakłóci przebiegu spotkania. Bo skoro nie potrafimy zapewnić bezpieczeństwa podczas meczów, to nie organizujmy ich wcale.

Przydałby się teraz taki Grzegorz Skwara w strukturach organizacyjnych, który wyszedłby przed kamery i powiedział: – No zgadza się, jesteśmy dziadami. 

Bo tak się właśnie czujemy. Dziadowsko. Na nic piękne akcje marketingowe, na nic kasa wyrzucana na stewardów czy policję na meczach, na nic ten rozbudowany monitoring. Jesteśmy zakładnikami „kumatych”. Przyjmijcie to do wiadomości – przystojni panowie w pięknych garniturach nie znaczą nic, gdy kibol kiwa paluchem. Oni pokornie ściągną buty, poluzują krawaty i zatańczą im lambadę w samych slipkach.

fot. FotoPyk/400mm.pl