Nenad Bjelica w przeciwieństwie do Lecha zostanie mistrzem kraju
Weszło

Nenad Bjelica w przeciwieństwie do Lecha zostanie mistrzem kraju

W czwartek w południe wyleciał z Lecha, po południu miał spakowane walizki, a w piątek siedział już w Klagenfurcie. W we wtorek z kolei został nowym trenerem Dinama Zagrzeb. Nenad Bjelica nie chciał odpocząć, nie szukał miesiąca na wyciszenie w austriackich górach. Gdy pojawiła się propozycja z Dinama wsiadł w samolot i poleciał do Chorwacji.

Możemy kpić z cirkusów i skandaloz, możemy wytykać mu fakt, że w Poznaniu nic nie wygrał. Ale w Chorwacji Nenad Bjelica wciąż cieszy się całkiem niezłą opinią. Dlatego tuż po zwolnieniu trenera Dinama po przegranym meczu z zespołem Rudes głównym faworytem mediów do objęcia sterów w Zagrzebiu został właśnie ex-szkoleniowiec Lecha. Bjelica akurat siedział w Klagenfrucie, gdzie na stałe mieszka jego rodzina, gdy rozdzwonił się telefon. Dziennikarze pytali „Bjelko, wziąłbyś tę robotę”, a Nenad odpowiadał, że gdy zgłasza się Dinamo, to możesz podjąć tylko jedną decyzję. No i długo się nie zastanawiał – we wtorek wieczorem Chorwaci ogłosili, że Bjelica podpisał dwuletni kontrakt.

Dinamo przejmuje na pierwszym miejscu w tabeli z trzema punktami przewagi nad wiceliderem. Do końca sezonu pozostała już tylko jedna kolejka, a zatem Bjelica już bankowo mistrzem zostanie, ale nie z Lechem. Co by nie było – Chorwat dopnie swego, choć pewnie nie w takich okolicznościach, które sobie wymarzył. Niemniej – medal na szyi jest wciąż medalem.

Czy dziwimy się temu ruchowi? Niespecjalnie. Dinamo już wcześniej romansowało z Bjelicą, przyznawał to zresztą Romeo Jozak, który był wówczas dyrektorem sportowym chorwackiego potentata. Były szkoleniowiec Lecha cieszy się w Chorwacji dużym szacunkiem, swego czasu wymieniano go nawet wśród kandydatów na posadę selekcjonera kadry. Tamtejsze media przynajmniej raz w miesiącu rozpisywały się o tym, jak Bjelica radzi sobie w Ekstraklasie. Nie jest to dla nich trenerski anonim, który w ciszy pracował sobie gdzieś tam w Polsce. No i co by nie mówić – CV trenerskie ma całkiem przyzwoite. Liga Mistrzów z Austrią, podium z Lechem, trzy awanse z Wolfsbergerem, baraże o Serie A ze Spezią. Nie jest to może cefałka godna Mourinho, ale mimo wszystko w liście motywacyjnym pan Nenad nie oddaje pustej kartki.

Chorwat w wywiadach przyznaje, że miał też propozycje z Hiszpanii, ale ją odrzucił ze względu na rodzinę. Chodzi prawdopodobnie o klub z tamtejszej trzeciej ligi, ale nie mamy potwierdzonych informacji, więc nie będziemy strzelać. No i Bjelica poopowiadał też trochę bajek, że w Polsce (podobnie jak w Austrii i we Włoszech) jego zespół nigdy nie schodził z boiska wygwizdywany. No cóż, panie trenerze, mamy wrażenie, że jednak schodził. I to nie raz. Chyba, że okrzyki „wypierdalać, wypierdalać!” po meczu z Jagiellonią dotyczyły kogoś innego, a skandowanie „Bjelica, gdzie to mistrzostwo?” było kierowane do jakiegoś innego Bjelicy, który akurat przechodził przez ulicę Bułgarską w Poznaniu.

Cóż, będziemy się przyglądać temu, jak Chorwatowi pójdzie w jego ojczyźnie. Bo będzie to też po części odpowiedź na pytanie – czy to Lech był tak słaby, że nie szło z nim nic wygrać, czy to jednak Bjelica nie jest wcale tak dobrym trenerem? Swoją drogą chętnie spotkalibyśmy się z Dinamem w Lidze Mistrzów lub w Lidze Europy. Ależ to byłby smaczek!

Trenerze, powodzonka! Proszę jednak nie ściemniać, że w Poznaniu to było zawsze cudownie, bo nie było.

fot. 400mm.pl