Ojrzyński znów ofiarą własnych sukcesów…
Weszło

Ojrzyński znów ofiarą własnych sukcesów…

Pierwsza połowa sierpnia 2017 roku. Arka Gdynia już w II rundzie Pucharu Polski odpada ze Śląskiem Wrocław, obrony tytułu nie będzie. W klubie słychać ciche przebąkiwania, że może i lepiej, może lepiej będzie skupić się na lidze. Gładkie baty z Midtjylland w tym okresie tylko potwierdzają – przed Arką ciężki sezon, w którym utrzymanie będzie celem maksimum. Tak się staje. Drużyna Leszka Ojrzyńskiego cały sezon błąka się w okolicach 15. miejsca i dopiero na kolejkę przed końcem, dzięki zwycięstwu nad Bruk-Betem, utrzymuje się w lidze. Kontrakt trenera zostaje przedłużony. W końcu Leszek Ojrzyński ocalił Arkę!

Tak mogłoby być.

Niestety dla Leszka Ojrzyńskiego – nie odpadł z Pucharu Polski. Nie zebrał batów z Midtjylland. Wprawdzie odpadł, ale tylko przez mniejszą liczbę goli na wyjeździe, po najlepszej walce spośród wszystkich polskich pucharowiczów. Niestety dla niego – trzymał się z dala od strefy spadkowej. Mimo że nie awansował do pierwszej ósemki – właściwie ani na moment jego klubowi nie groził spadek do I ligi. A przecież o utrzymanie walczył bogatszy sąsiad z Gdańska, o utrzymanie walczyła mająca mocarstwowe plany Pogoń. Na nieszczęście tego, ogółem dość pechowego, trenera – w Gdyni wszystko się w miarę nieźle układało.

Kto śledzi Ekstraklasę dłużej niż od przedwczoraj, ten wie, czym to grozi. Leszek Ojrzyński w dwa sezony osiągnął więcej, niż cała Arka w swojej blisko 90-letniej historii. Rozwiązania w takim wypadku są dwa:

– albo zostanie wyrzucony przy pierwszym kryzysie
– albo nie zostanie z nim przedłużona umowa

Choć oficjalnie nikt jeszcze o tym nie mówi, prezes Wojciech Pertkiewicz wzbrania się przed ujawnianiem decyzji, a i Leszek Ojrzyński asekuruje się jak może – wszyscy w środowisku już o tym wiedzą. Romans Arki Gdynia z Ojrzyńskim dobiegł końca, kontrakt trenera nie zostanie przedłużony, architekt zdobycia dla klubu pierwszego od 1979 roku trofeum zostaje na lodzie.

Ta decyzja to właściwie Ekstraklasa w pigułce. Jeden z nielicznych trenerów, którzy potrafią powtórzyć wyniki a nawet styl pracy i gry w kilku kolejnych zespołach zostaje zwolniony za to, że nie dotrzymał kroku własnym sukcesom. Czy Arka w obecnej sytuacji – jedenaste miejsce w lidze, finał Pucharu Polski – zmieniałaby trenera, gdyby nie sukcesy sprzed parunastu miesięcy? Gdyby nie niespodziewany triumf w Pucharze Polski, gdyby nie twarda walka w eliminacjach Ligi Europy, gdyby nie wygrany Superpuchar? Ojrzyński popełnił największy błąd w fachu polskiego trenera – rozbudził apetyty.

Władze Arki najwyraźniej doszły do wniosku, że taki historycznie zasłużony klub (przed Ojrzyńskim: 1 Puchar Polski, 0 Mistrzostw Polski, 0 Superpucharów), z takim budżetem (no na podium jak nic!) i takim zapleczem kibicowskim (aktualnie skłóconym z zarządem) zasługuje na coś więcej, niż marny finał Pucharu Polski i 11. miejsce w tabeli. Zwłaszcza przy takim składzie – przecież Damian Zbozień tylko przez słabszą dyspozycję w kwietniu wypadł z kręgu zainteresowań Adama Nawałki a Marcinem Warcholakiem interesuje się ponoć selekcjoner reprezentacji Holandii, od lat poszukujący następcy Edgara Davidsa. Będziemy zaskoczeni, jeśli Andriya Bogdanowa po tym sezonie nie wyjmie nikt z Premier League, a Grzegorza Piesio widzimy w MLS jako konkurenta dla Nikolicia. Gwiazda na gwieździe.

Nic dziwnego, że oczekiwania rosną.

Leszek Ojrzyński nie obronił Pucharu Polski, nie zdołał zająć najwyższego miejsca w historii klubu (przypomnijmy – jak dotąd dla Arki największym sukcesem była siódma lokata), co gorsza – nie poradził sobie z najważniejszym z punktu widzenia budżetu zadaniem – nie uzyskał miejsca w Lidze Mistrzów poprzez triumf w Lidze Europy. Jak w takich warunkach pozwolić mu na kontynuację pracy?

Domyślamy się, jaki będzie dalszy ciąg. Przed kolejnym trenerem zostaną postawione jasne cele: przebicie wyniku w Pucharze Polski, czyli zwycięstwo w Pucharze Niemiec. Wcześniejsze utrzymanie, maksymalnie w końcówce października. Sukcesy w Europie – albo triumf w Pucharze Zdobywców Pucharów, albo przynajmniej pokonanie Interu Mediolan w Pucharze INTERTOTO. Do tego wiadomo, styl nieco lepszy niż u Ojrzyńskiego – po golach strzelonych po stałych fragmentach Arka ma oddawać rywalom jednego gola, liczone będą tylko bramki zdobyte po strzałach z powietrza lub piętą. Pamiętamy jak to było z Podbeskidziem Ojrzyńskiego, jak to było z Bruk-Betem Michniewicza, jak to było z Pogonią tego samego trenera. Po rozstaniu z nieefektownym trenerem, każde z nich notowało prawdziwy marsz w górę tabeli.

A Ojrzyński? Dla niego też już mamy scenariusz. Pewnie weźmie cudem utrzymany Bruk-Bet, z którego wyleci po 26. kolejce, bo wprawdzie działacze będą umiarkowanie zadowoleni z 7. miejsca, ale jednak w ich mniemaniu co trzecia bramka powinna być z przewrotki.

Fot. 400mm.pl