Kolejna zaprojektowana kariera? Marcjanik w Serie A!
Weszło

Kolejna zaprojektowana kariera? Marcjanik w Serie A!

Sezon na wyjazdy polskich piłkarzy do zachodnich lig chyba należy uznać za otwarty. Najpierw Jakub Piotrowski z Pogoni dogadał się z belgijskim KRC Genk, a teraz pora sprzedać wam kolejnego newsa – Michał Marcjanik z Arki Gdynia trafi do włoskiego Empoli, czyli ekipy powracającej do Serie A po roku banicji i gry na zapleczu. Przy czym postawmy sprawę jasno – o ile wyjazd z Polski 20-latka z Pogoni był tylko kwestią czasu, o tyle taka szansa dla stopera finalisty Pucharu Polski to jednak lekka niespodzianka. Dzisiaj Marcjanik przeszedł testy medyczne i podpisał kontrakt.

To znaczy jeśli ktoś słuchał programu „Stan Futbolu” z udziałem Jarosława Kołakowskiego, to na pewno wyłapał informację o tym, że menedżer ten szuka Marcjanikowi klubu poza granicami, ale szczerze mówiąc, nie spodziewaliśmy, że będzie to zespół z lig TOP 5. Jeśli już, to może zaplecze. Ale to, czy 23-latek ma potencjał na znacznie lepsze granie w poważniejszym otoczeniu, to oczywiście inna kwestia.

I wydaje się, że właśnie tu jest pies pogrzebany. Może i nie ma dwóch takich samych karier, ale menedżerowie czasami próbują powtarzać pewne schematy, szczególnie wtedy gdy okazały się sukcesem. A w przypadku Marcjanika trochę narzuca się skojarzenie z…  Kamilem Glikiem. Już tłumaczymy:

a) obaj w Polsce grali w klubach z niższej półki, w których kierowali obroną,
b) obaj nie wzbudzili poważnego zainteresowania krajowej elity,
c) obaj wyróżniają się przede wszystkim dobrymi warunkami fizycznymi, ale też otwartą głową i chęcią rozwoju na innych polach,
d) obaj wyjeżdżali z Polski w podobnym wieku (Glik rok wcześniej),
e) obaj trafili do Włoch (przy czym Glik najpierw do lepszej drużyny, bo Palermo grało w Lidze Europy).

Nie twierdzimy, że Marcjanik to dziś piłkarz na poziomie Serie A, ale wydaje nam się, że spokojnie może się nim stać. Jeszcze raz przypomnijcie sobie casus Glika. Było wypożyczenie do Bari, czyli najsłabszego wtedy klubu Serie A i pół roku regularnej gry. Był transfer do grającego w Serie B Torino, rok gry na zapleczu i awans do elity. Dalszą część drogi Glika, która zaprowadziła go do reprezentacji i świetnego kontraktu w Monaco, już znacie. Teraz podobną „wędkę” dostaje do ręki Marcjanik i sami jesteśmy ciekawi, co z nią zrobi.

Empoli to oczywiście nie jest dla nas anonimowy klub. Na zasadzie wypożyczeń po dwa sezony w tym zespole spędzili niedawno dwaj Polacy. Piotr Zieliński, który był wtedy graczem Udinese, załapał się jeszcze na okres, w którym drużynę prowadził Maurizio Sarri, dziś jego szef w Napoli. Później dołączył do niego Łukasz Skorupski, który nie miał wielkich szans na grę w Romie, i obaj fajnie rozwinęli się pod wodzą trenera Marco Giampaolo, który dziś prowadzi Sampdorię. Ale kolejny sezon w wykonaniu tej drużyny, w którym z Polaków uczestniczył już tylko Skorupski, był zdecydowanie słabszy i – już pod wodzą Giovanniego Martusciello – zakończył się spadkiem do Serie B.

Od tego momentu Empoli, które z czasem zdominowało rozgrywki na zapleczu ligi włoskiej, zmieniło się dość mocno. W kadrze jest stosunkowo niewielu piłkarzy, którzy pamiętają spadek, a od tego momentu drużynę prowadziło też już dwóch szkoleniowców.  Obecnie funkcję trenera piastuje Aurelio Andreazzoli, człowiek z doświadczeniem w pracy w wielkim klubie, ale raczej nie w roli pierwszego trenera. Jego dorobek to 12 lat (z przerwami) w Romie, w której pracował w różnych rolach. W 17 spotkaniach prowadził zespół jako szkoleniowiec tymczasowy.

Na koniec o opinię na temat nowego klubu Marcjanika postanowiliśmy zapytać Michała Borkowskiego, eksperta od ligi włoskiej i prowadzącego audycję „Curva Nord” na antenie Weszło FM.

– Empoli w Serie B wylądowało dość pechowo, bo choć grało kiepsko, to przez pół sezonu wydawało się, że spadek im nie grozi – zaważyła seria porażek w trzech ostatnich meczach. Azzurri leniwie czekali aż z ligi poleci Crotone, tymczasem Crotone nagle na finiszu rozgrywek zaczęło punktować. W Serie A nikt specjalnie za nimi nie płakał, bo to już nie była ta sama drużyna co za czasów Maurizio Sarriego czy Marco Giampaolo, która była nieustraszona i nawet z rywalami z czołówki grała ofensywną, odważną piłkę. Natomiast w Serie B Empoli poradziło sobie bardzo dobrze, co nie dziwi, bo  – w przeciwieństwie do wielu klubów w tej lidze – nie oparło drużyny na piłkarzach wypożyczonych na jeden sezon, co jest sporą bolączką włoskiego zaplecza. Potem taka drużyna po awansie do Serie A tak naprawdę musi być budowana od nowa, bo latem traci cały „trzon”, który wraca do macierzystych klubów.

– Imponowali zwłaszcza Alfredo Donnarumma i Francesco Caputo – obaj kosztowali Empoli łącznie 3 miliony euro, a we dwójkę zdobyli aż 45 bramek. W podobnym stylu rok temu drugą ligę rozwaliły SPAL oraz Hellas i prawdopodobnie z Empoli będzie to po awansie wyglądało podobnie – celem będzie uniknięcie spadku.

– Przy poprzedniej wizycie w Serie A Empoli miało tę zaletę, że w składzie było wielu młodych lub względnie młodych piłkarzy, którzy z czasem zrobili fajne kariery w lepszych klubach – chociażby Daniele Rugani (Juventus), Riccardo Saponara (Fiorentina), Mario Rui, Elseid Hysaj i Lorenzo Tonelli (Napoli) czy wypożyczeni Polacy. Teraz takich piłkarzy za bardzo u nich nie widać, wyjątki są dwa: Miha Zajc oraz Rade Krunić. Obaj mogą niebawem opuścić drużynę, ale niewykluczone, że pojawią się następni, na których uwagę zwrócą duże kluby. 

Fot. 400mm.pl