Cel? Wywindować szczecińską piłkę na wyższy poziom
Weszło

Cel? Wywindować szczecińską piłkę na wyższy poziom

W trzeciej lidze przewaga finansowa potrafi odegrać kluczową rolę. Płacisz więcej, przyciągasz lepszych zawodników. Naturalne, dzieje się tak wszędzie, nie tylko na niższych poziomach rozgrywkowych. Jednak tutaj,  gdzie przeważnie płaci się tyle, by starczyło do pierwszego, większe wypłaty mogą zrobić różnicę.

W trzeciej lidze piłkarze grają przede wszystkim po to, by się wybić. To liga graniczna. Wyżej – lepiej lub gorzej opłacani zawodowcy, którzy w większości przypadków mogą skupić się tylko i wyłącznie na piłce. Niżej – poziom stricte amatorski. Zdarzają się jednak przypadki klubów, które już na czwartym poziomie rozgrywkowym są w stanie płacić naprawdę nieźle. W grupie drugiej trzeciej ligi są to przede wszystkim Elana Toruń i Kotwica Kołobrzeg.

Dlatego Świt Skolwin obrał zupełnie inną drogę. Zbudował drużynę w oparciu o młodych graczy, głównie z regionu, których średnia wieku wynosi niecałe 23 lata. To w większości studenci lub osoby pracujące przy piłce, które mogą poświęcić swój czas na dwa treningi dziennie. W zimowym okresie przygotowawczym aplikowano im nawet 10-12 jednostek treningowych tygodniowo. Dziś przynosi to efekty, bo Świt prowadzi w tabeli, zbliża się do drugiej ligi, a za plecami ma Kotwicę Kołobrzeg, dysponującą dwukrotnie większym budżetem, czy Elanę Toruń – krezusa finansowego rozgrywek.

– Mam nadzieję, że sukces klubu będzie motorem napędowym dla rozwoju dzielnicy Skolwin. Niedoinwestowanej, zaniedbanej, która dopiero od niedawna zaczyna się odradzać – Szymon Kufel, dyrektor sportowy.

–  Przez lata marazmu Świt stracił na prestiżu. Jest położony na skrajnej północy, Dzielnica nie jest najbogatsza. Infrastruktura jest tutaj zaniedbana do dzisiaj – Paweł Adamczak, prezes.

Skolwin to północna dzielnica Szczecina. Wysiadając na dworcu głównym, w samym centrum miasta, trzeba się mocno nagimnastykować, żeby tam trafić. Niby to tylko 15 kilometrów, jednak dojazd – włącznie z przesiadkami – zajmuje półtorej godziny. Koszt przejazdu taksówką wynosi z kolei około 50 złotych. Dojeżdżając na miejsce, trudno popaść w zachwyt. Dzielnica ma swoje uroki – rozlewiska, jezioro Dąbie – krajobraz jest jednak zdominowany przez stare, zaniedbane budynki. To podobno zaczyna się zmieniać, miasto odczuwa potrzebę rewitalizacji Skolwina, ale na razie jest jeszcze daleko od ideału. – Dzielnica pod koniec lat 90. przeżywała trudne chwile. Upadły spore zakłady przemysłowe – papiernia czy huta. Dużo ludzi nie miało pracy, przez co północ Szczecina – która wcześniej była jednym z najważniejszych regionów miasta, gdzie toczyło się całe życie – mocno podupadła. Ostatnie miesiące pokazują jednak, że trend wyraźnie się zmienia. Rozwija się Świt, ale rozwijają się też nowoczesne fabryki. Duże obiekty, jak Teleyard, wracają na północ. Jest szkoła, dom kultury, realizowane są kolejne inwestycje. Dzielnica wyraźnie odżywa – uważa Szymon Kufel.

5

Urokliwa droga na stadion

Stadion Świtu, szczelnie zakamuflowany w głębi dzielnicy, to zwykły, niewielki obiekt. Jeżeli jednak nie przejdzie modernizacji, nie ma szans, żeby został dopuszczony do drugoligowych rozgrywek. Z pomocą klubowi nadeszło jednak miasto. Jakiś czas temu Szczecin przeznaczył 5 milionów złotych na gruntowną renowację obiektu, z czego 200 tysięcy zostało uwzględnione na dokumentację projektową na 2018 rok. Za miejskie pieniądze ma powstać zadaszona trybuna na ponad 1000 miejsc, parking i nowoczesny budynek socjalny. Wszystko ładnie pięknie, z tym że pojawiły się pewne wątpliwości co do tego, kto ma się zająć tym przedsięwzięciem. Klub życzyłby sobie, aby dokumentacji nie sporządzał właściciel stadionu, czyli MOSRiR, który – jak przyznają – często działa dość prowizorycznie, lecz Wydział Strategii Urzędu Miasta. Już w styczniu mówił o tym na naszych łamach dyrektor sportowy Świtu.

Kufel: – Walczymy o drugą ligę, plasujemy się w czołówce, więc wymaga to od władz lokalnych, szczególnie od Miejskiego Ośrodka Sportu, Rekreacji i Rehabilitacji, aby podjęły działania w tej sprawie. Musimy dostosować nasz obiekt do drugoligowych wymogów. Obecnie niestety nie spełnia on tych kryteriów. Zadaszenie, pomieszczenia dla obserwatorów i sędziów… mamy infrastrukturę, która na trzecią ligę jest w pełni wystarczająca, mankamentem jest tylko nieprofesjonalna wiata dla kamerzysty, ale trzeba też sobie powiedzieć jasno, że tak naprawdę obiekt od lat 70. nie przeszedł żadnej gruntownej renowacji. Po konsultacjach z włodarzami i radnymi miasta doszliśmy do wniosku, że najlepiej będzie zbudować nowy, kameralny obiekt na około 1000-1200 widzów, posiadający zadaszenie i dostosowany do najnowszych wymogów licencyjnych, niż robić coś prowizorycznie, bo mamy przykłady stadionów, które po modernizacji wyglądają, jakby były zrobione na siłę. Mówię chociażby o stadionie w Koszalinie.

Na rok 2018 w budżecie miasta Szczecin zapisano kwotę 200 tysięcy złotych na projekt stadionu. Wykonawcą będzie tak naprawdę miasto Szczecin, które zrealizuje tę inwestycję poprzez Miejski Ośrodek Sportu, Rekreacji i Rehabilitacji, bądź przez wydział Biura Inwestycji. Nie ukrywamy, że liczymy na szerokie konsultacje w tej sprawie. Tak naprawdę ten obiekt ma służyć klubowi i wszystkim tym, którzy będą na niego przychodzić – czy to na mecze, czy inne imprezy – a nie siedzącym za biurkiem urzędnikom, nie zawsze mającym rozeznanie na temat praktycznych wymogów do spełnienia.

Budowa nowego stadionu to jednak proces, który będzie trwał długo. Zarząd Świtu jest w stałym kontakcie z władzami miasta. Zapewnia, że nie jest tak, iż nic w tej kwestii się nie dzieje. Trzeba czekać, jakie kroki zostaną podjęte. Wariantów jest kilka. Jednym z nich jest dostosowanie obiektu do wymogów licencyjnych. – Mimo wszystko, jesteśmy w stanie temu sprostać. Nie są to nie wiadomo jakie wymogi, przy pomocy miasta wszystko jest możliwe – zapewnia Kufel. Drugą opcją jest granie na obiekcie zastępczym, naturalną koleją rzeczy wydaje się obiekt Pogoni, o którym mówi się w Szczecinie dość głośno. – Nie jest to jednak plan, do którego chcielibyśmy dążyć, lecz alternatywa – kontynuuje dyrektor sportowy. Kolejną opcją jest rozgrywanie spotkań na okolicznych boiskach, w Policach czy Świnoujściu, ale to wyjście wydaje się już ostatecznością. Zarząd szuka więc rozwiązania na teraz, a w przyszłości liczy na budowę ładnego, kameralnego stadionu, który wreszcie będzie w stanie zapewnić komfort kibicom.

Kufel: – Jesteśmy na etapie planowania spotkania z miastem w tej sprawie. Mamy informację, że w mieście są przygotowane trzy koncepcje. Szczegółów jeszcze nie znamy. Widzimy, jak to wygląda w innych klubach. Mówię o Środzie Wielkopolskiej czy projekcie w Kaliszu, który na pewno nas przerasta. Myślę jednak, że znajdziemy jakieś rozwiązanie. Ważne, że władze miasta są nam przychylne. Wiemy, jak wyglądają drugoligowe kryteria i naprawdę – nie są to rzeczy, które pozostają w sferze marzeń. Przykładem stadionu, który został dostosowany do wymogów, jest obiekt innego trzecioligowca – Ursusa Warszawa. Nowy stadion dla Świtu to coś, na co ludzie stąd sobie po prostu zasłużyli. Takie wyniki to nie tylko zasługa drużyny, ale wszystkich pracujących wokół klubu.

456

– Zostało jeszcze kilka kolejek, zastanawiamy się nad kryteriami organizacyjnymi, ale nie zapominamy, że tego awansu jeszcze nie mamy. Do końca trzeba zachować pokorę – Kufel.

Świt jednak pewnie zmierza po awans. Na pozycji lidera zimowała toruńska Elana, ale seria siedmiu zwycięstw z rzędu, którą popisał się klub ze Szczecina, pozwoliła wypracować mu solidną przewagę. Seria skończyła się dopiero – a jakże! – w momencie, gdy stadion odwiedziło Weszło.

Byłem na meczu z KP Starogard Gdański. Przed spotkaniem podszedł do mnie trener gości, Łukasz Kowalski, z którym przeprowadziłem w lutym spory wywiad.

 – Co tutaj robisz?

– Szykuję tekst o Świcie.

– Dobrze trafiłeś. Na ich zimny prysznic.

Słowa trenera okazały się prorocze. Goście wygrali 1:0. Dla Świtu był to jednak tylko i wyłącznie wypadek przy pracy. Starogard Gdański również jest w bardzo dobrej formie – w tym roku dwa razy zremisował, resztę spotkań wygrał. Szczecinianie po tej porażce pewnie pokonali Kotwicę Kołobrzeg i wydaje się, że szybko wrócili na właściwe tory.

Kufel: – Wiosną wygraliśmy siedem meczów z rzędu, ale nie zaskoczyło nas to. Już jesienią dawaliśmy sygnały, że mamy aspiracje, aby grać o jak najwyższe cele. W pewnym momencie pechowo straciliśmy fotel lidera, mogliśmy na niego wrócić w ostatnim meczu w 2017 roku, ale we Wronkach – mimo sporej przewagi – zatrzymała nas poprzeczka. Trenerzy Lecha bardzo nas chwalili. Dostaliśmy jasny sygnał, że awans jest jak najbardziej możliwy. Solidnie przepracowaliśmy zimowy okres przygotowawczy. Wzmocniliśmy się między innymi wyróżniającym się napastnikiem z regionu – Adamem Nagórskim. Do tego doszło dwóch solidnych młodzieżowców, a z kadry nikt nie ubył.

Właśnie. Zimowy okres przygotowawczy. Ogromną zaletą Świtu jest fakt, że ma w składzie wielu młodych zawodników, którzy skupiają się głównie na piłce, przez co mogą regularnie trenować. Zimą nawet do 12 razy tygodniowo.

Kufel: – W tej chwili jednostek treningowych nie ma aż tak wiele, ale trenujemy regularnie. Większość naszych zawodników nie pracuje zawodowo. Poświęcają się piłce, dzięki czemu mamy możliwość przeprowadzenia treningu o 11, a później wyjazdu na mecz do odległej miejscowości o 13. Tam możemy spędzić noc, dzięki czemu rano jesteśmy przygotowani. To bardzo duże udogodnienie. Średnia wieku jest bardzo niska. Trener ceni sobie przede wszystkim zawodników ambitnych. Mamy kilku piłkarzy z ciekawą przeszłością, wspomnę przede wszystkim o Charlesie Nwaogu, ale pierwszym kryterium wyboru zawsze jest podejście danego gracza do swoich obowiązków. Nasza kadra nie zmieniła się w porównaniu z kilkoma ostatnimi sezonami. Co roku dochodzi dwóch czy trzech zawodników, ale trzon zespołu pozostaje. Mamy graczy – w skali kraju – anonimowych, ale zapewniam, że wielu z nich w niedalekiej przyszłości będzie sobie mogło poradzić na poziomie pierwszej ligi czy Ekstraklasy. Na przykład nasz stoper, Michał Kołodziejski, strzelił w tym sezonie już 12 goli. No i również trafiliśmy na bardzo dobrego trenera.

Trener Paweł Ozga już raz wygrał tę ligę, ale później przegrał baraże z Odrą Opole.

Zrobił świetny wynik, a w barażach Vineta wcale nie była gorsza. Dużo ludzi krytykowało ten ruch, bo rok po wygraniu ligi, klub zajął przedostatnie miejsce w tabeli i spadł. Nie chodziło jednak o to. Skupialiśmy się na warsztacie trenera i uznaliśmy, że będzie to ruch w dobrym kierunku. Na razie wszystko pokazuje, że był to bardzo słuszny krok. Rozmawiając z Pawłem, zakładaliśmy, że powalczymy o drugą ligę w ciągu dwóch lat. Okazuje się, że szansa na awans nadarzyła się już wcześniej.

Postanowiliśmy więc zamienić kilka słów z trenerem Pawłem Ozgą.

Tak dobre wyniki chyba pana nie zaskoczyły. Od początku nastawiał się pan na walkę o awans.

Raczej tak. Wiedziałem, że Świt jest bardzo dobrze poukładany pod kątem organizacyjnym i posiada w sztabie ludzi, którzy wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi. Dlatego od początku nastawiałem się na dobre wyniki, które – jak na razie – udaje nam się osiągać.

Walczycie o awans, macie bardzo młodą, niedoświadczoną drużynę. To pewne utrudnienie?

Szczerze mówiąc, nie odczuwam żadnej presji. Jedyna presja to taka, którą sami sobie narzucimy. Oprócz tego, że chcemy wygrywać, staramy się grać w swoim stylu. Najważniejsza jest radość i satysfakcja, a wynika ona z naszego technicznego sposobu gry. Drużyna była budowana bardzo mądrze, ja nie miałem w tym udziału. Stworzono zespół w oparciu o młodych zawodników, którzy studiują, a jeżeli pracują, to najczęściej przy sporcie. Niektórzy są zatrudnieni w projekcie „Przedszkoliada”, inni są nauczycielami wychowania fizycznego w szkołach. Nie ma problemu z tym, żebyśmy mogli regularnie trenować. Zresztą, to był jeden z warunków, które postawiłem – musimy pracować dużo, żeby wykorzystać cały nasz potencjał i w kluczowych momentach, dzięki wypracowanym schematom, zrobić różnicę. Udaje nam się to. Zimą mogliśmy trenować bardzo często, nawet 10-12 razy tygodniowo. Teraz też trenujemy codziennie, czasami odbywamy dwie jednostki jednego dnia. Mamy dostęp do siłowni, odnowę – można tylko chwalić.

Dzięki temu można wypracować swój styl. Ostatnio na Facebooku zamieścił pan akcję z jednego z meczów.

Chcemy utrzymywać się przy piłce, dominować i grać ofensywnie. Taki jest styl Świtu. Często gramy trzema napastnikami, standardem jest gra dwoma. Może raz w sezonie wyszliśmy z jednym zawodnikiem na szpicy. Staramy się wymieniać podania, prowadzić atak pozycyjny – wychodzę z założenia, że gra ma dawać satysfakcję piłkarzom i kibicom. A co do filmiku, który umieściłem – na koniec sezonu, kiedy wykonamy swoją robotę, wrzucę znacznie więcej fajnych, zakończonych bramkami akcji.

Ma pan doświadczenie, dwa sezony temu udało się panu wygrać ligę z Vinetą Wolin.

Udało mi się stworzyć tam ciekawy zespół, który jako beniaminek trzeciej ligi wygrał całe rozgrywki. A to również nie był nie wiadomo jak doświadczony zespół. Nie ukrywam – doświadczenie z tamtego okresu pomaga, łatwiej mi zażegnać potencjalne kryzysy i wyjść z nich obronną ręką.

Świt bardzo panu zaufał. Po wygraniu ligi z Vinetą, w następnym sezonie zaliczył pan spadek.

Nie ukrywam, że był to bardzo słaby sezon, ale dla mnie – pod względem pracy trenerskiej i zebranych doświadczeń – zdecydowanie najlepszy. Negatywne doświadczenia angażują do pracy i mobilizują do rozwoju. W rundzie wiosennej nie wygraliśmy żadnego spotkania, a w poprzednim sezonie przegraliśmy tylko dwa mecze. Szybko spadłem z piedestału, ale pomaga mi to być teraz lepszym trenerem. Mogę też na własnym przykładzie pokazać chłopakom, że nie pracując odpowiednio, możemy za chwilę po prostu spaść. Granica z nieba do piekła jest w sporcie minimalna.

4

Fot. Newspix.pl

Sposób gry odzwierciedla sytuacja w tabeli. Świt to lider, który ma najlepszą średnią punktów zdobytych na mecz – 2,33. Najwięcej strzelonych goli, aż 61 (2,26 na mecz), i najwięcej zwycięstw – 20.

Świt jest również blisko odświeżenia umowy o współpracę z Pogonią Szczecin. Jej również zależy na awansie drużyny z północy. – Po rozmowach z włodarzami wiemy, że chcieliby mieć blisko możliwość ogrywania zawodników na jak najwyższym poziomie. A druga liga to już poziom centralny, poważniejsze granie. W Szczecinie brakuję pomostu pomiędzy Pogonią a trzecią czy czwartą ligą. Jeżeli awansujemy, może przyjść do nas kilku zawodników jeszcze za słabych na Portowców, ale już za dobrych na te niższe szczeble. Naszym celem będzie ogrywanie właśnie ich, a nie ściąganie gwardii zaciężnej z całego kraju. Chcemy w jakimś stopniu pomóc wywindować szczecińską piłkę na wyższy poziom – tłumaczy Kufel.

– Kiedy porozmawia się z trenerami, zawodnikami – może nie do końca szczecińskimi działaczami – potwierdza się, że potrzebny jest klub, który może „pomagać” Pogoni. Na pewno wiele osób widziało w tej roli inne zespoły. Pogoń jednak chce z nami współpracować, więc to potwierdzenie tego, że wykonujemy dobrą robotę – dodaje prezes Paweł Adamczak.

Klub, do którego będą mogli trafić zawodnicy jeszcze za słabi na Pogoń, lecz już z umiejętnościami przewyższającymi niższe szczeble, jest bardzo potrzebny. Tym bardziej że zainteresowanie grą w Świcie jest ogromne. Latem, na pierwszym treningu Pawła Ozgi, zjawiło się około 50 chętnych. Widać, że klub przez ostatnie lata zbudował sobie renomę w regionie. Trener nie boi się stawiać na młodych, a to naturalny magnes, który przyciąga zawodników. I co najważniejsze – Świt jest w pełni wypłacalny.

Kufel: – Nie jesteśmy krezusami finansowymi jak Elana Toruń, Bałtyk Gdynia czy Kotwica Kołobrzeg, gdzie wynagrodzenia zawodników są już owiane legendą. Nie staramy się jednak budować kominów finansowych, nie obiecujemy czegoś, czego nie jesteśmy w stanie zrealizować. Nie ma u nas opóźnień, co przecież nie jest normą. Trafiają do nas zawodnicy z całej Polski, są sytuacje, że dany gracz ma zapisaną w kontrakcie konkretną kwotę, a okazuje się, że otrzymuje z niej 15%, a o resztę walczy w sądach, kończy się na ugodzie i ostatecznie dostaje połowę tego, co ma w kontrakcie. To nie nasz styl. Nie obiecujemy złotych gór, jednak myślę, że zawodnicy są zadowoleni.

Nie stać nas na wykupowanie zawodników za kwoty 40-50 tysięcy złotych. A tego rzędu pieniądze czasami przewijają się na tym poziomie. Jesteśmy w stanie poświęcić znacznie mniejsze kwoty, ale nie chcemy mówić o rewolucji kadrowej, bo jej nie będzie. Zespół, w razie awansu, na pewno będzie wymagał wzmocnienia, jednak jeżeli obecni zawodnicy awansują, większość z nich będzie zasługiwała na szansę w drugiej lidze.

45

Świt Skolwin zapewnia przede wszystkim stabilność, wydaje się bardzo dobrze poukładanym klubem, choć gdyby nie upór pasjonatów, już dawno zniknąłby z piłkarskiej mapy Polski. Adamczak: – Zostałem prezesem w 2000, Świt grał wtedy w A-klasie. Wraz z kolegami, z którym wcześniej regularnie wychodziliśmy na boisko, chcieliśmy uratować klub przed zamknięciem. Była taka obawa. „Macie tutaj papiery, decyzja należy do was. Zamykacie klub, albo prowadzicie go dalej” – usłyszeliśmy. Postawiliśmy sobie za punkt honoru, żeby wyprowadzić Świt na prostą. Trwało to dość długo, zakładaliśmy zdecydowanie krótszy okres. Chcieliśmy przede wszystkim awansować do trzeciej ligi. Każdy sezon przynosił coś nowego. Sportowo wyglądało to coraz lepiej, ale przeszliśmy naprawdę długą drogę… To już 18 lat. Musiało upłynąć dużo czasu, żebyśmy mogli znaleźć się w miejscu, w którym jesteśmy. Dzięki mozolnej pracy staliśmy się drugim klubem w Szczecinie. Stadion dziś nie wygląda najlepiej, ale włożyliśmy w niego mnóstwo pracy. Przez ponad 10 lat sami zarządzaliśmy tym obiektem. Ważna była pomoc lokalnych przedsiębiorców. Uporządkowaliśmy wiele spraw, a później – kiedy fabryka papieru ogłosiła likwidację ze względu na dostawy ciepła – oddaliśmy obiekt pod rządy miasta, bo skala inwestycji byłaby już dla nas za duża. Ubolewam nad tym faktem. Gdyby nie to, nadal sami ustalalibyśmy zakres inwestycyjny. Dziś jesteśmy tylko użytkownikami. Ale liczymy, że w przyszłości powstanie tutaj nowy stadion i wszystko będzie wyglądało zdecydowanie lepiej.

Dziś jednak Świt ma się dobrze. Stawia przede wszystkim na młodych zawodników. Co ważne – z regionu, a nawet na jeszcze niższych szczeblach nie zawsze jest to codziennością. Zarząd nie ukrywa, że po ewentualnym awansie kadra zbytnio się nie zmieni. Z jednej strony rolę odgrywają finanse, z drugiej – jeżeli zawodnicy wywalczą awans, dostaną szansę zaprezentowania się wyżej.

Przy okazji klub ma stanowić trampolinę dla rozwoju tak bardzo zaniedbanej dzielnicy Skolwin. Rola społeczna jest w tym wypadku równie ważna.

Norbert Skórzewski

Fot. Norbert Skórzewski